wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział XV

"Jestem tylko nastoletnim frajerem"


Nina's POV

  Przez ostatnie kilka dni zdarzyło się o wiele więcej, niż mogłabym się spodziewać. Potrzebowałam w końcu chwili, by naładować akumulatory. Zważając na fakt, że matura zbliżała się wielkimi krokami, nie miałabym normalnie większych szans na zbyt mocną rozrywkę, ale boskim trafem ta sobota miała sprawić, że odetchnę w końcu świeżym powietrzem, nieskażonym tematem "Arkadiusz Góral".

  O wszystkim, co wydarzyło się, gdy wykonywałam akcję podrzucania wiersza miłosnego Arkowi, powiedziałam już Dianie. Powiedziałam jej o wszystkim, a przynajmniej o wszystkim, o czym powinna wiedzieć, w co nie wliczało się "takie tam z Arkiem w szatni", jeśli wiecie o czym mówię. Zdecydowałam, że nie powinna wiedzieć, jakie uczucia żywi do mnie jej crush. Diana przyjęła to wszystko ze spokojem. Próbowałam ją uświadomić, że Arek jest palantem, skoro będąc w posiadaniu informacji, że taka świetna dziewczyna jak Diana się w nim zakochała, nic z tym nie zrobił. Mimo tego, bardzo cierpiała w środku. Próbowała tego nie okazywać, ale niestety czasem emocje biorą górę, gdy próbujemy je zatuszować.

  Ból jest nieodłącznym elementem miłości. Człowiek zakochany doznaje czasem cierpienia, mimo, że przecież miłość to najbardziej pożądane, najdoskonalsze uczucie na świecie. Człowiek do niczego bardziej nie dąży, jak do miłości. A przecież w miłości również cierpimy. Czy więc ból również darzymy miłością? A może to po prostu efekt uboczny, który niczym się nie równa z potęgą tego uczucia?

  Diana cierpiała, ale tak było dla niej lepiej, niż darzyć go uczuciem do zakończenia szkoły, a nawet i dłużej, żyjąc w złudzeniu, że może to był ten jedyny... Powinna się od niego odkochać już dawno temu. On nie był wart jej uwagi. To zwykły pozer. Ładna buźka, zgrabne nogi i świetny styl ubierania nie świadczyły przecież o jego ponadprzeciętności, której pozory stwarzał. Był tylko nastoletnim frajerem.

  Po całym tygodniu utyskiwań ze strony Diany, która mimowolnie ciągle poruszała temat tabu, jakim był Arek, miał nadejść upragniony odpoczynek od tego gówna. W sobotę wybierałam się na imprezę urodzinową do mojej koleżanki Wiktorii. Oczekiwanie na tę zabawę było moją jedyną motywacją, by przeżyć ten durny tydzień w szkole. Byłam taka szczęśliwa, że w końcu się zabawię, nie musząc wysłuchiwać ciągłych narzekań na Arkadiusza.

  Wiktorię poznałam kilka lat wstecz, w 1 klasie gimnazjum. Wtedy była słodką, niewinną i cichą dziewczyną. Od razu połączyła nas nić porozumienia, bo oprócz niezwykłej urody, była też bardzo inteligentna, dlatego zawsze miałyśmy jakieś ciekawe tematy do rozmów. Jednak w 3 klasie gimnazjum, była zobligowana do zmiany szkoły, gdyż rodzice przeprowadzali się do innej dzielnicy. Do o wiele bogatszej dzielnicy.

  Starałyśmy się utrzymywać kontakt, jednak z miesiąca na miesiąc czułam, że Wiktoria się zmienia. Zachowywała się inaczej, mówiła w inny sposób niż dotąd. Wtedy zrozumiałam, że zmiana otoczenia to też ogromna presja na twoją indywidualność. Kiedy wejdziesz między wrony, zaczniesz krakać, tak jak one. Wiktoria nigdy mentalnie nie stała się bogatą snobką, jak jej rodzice, ale niewiele jej do tego brakowało. Mimo, że nie utrzymywałyśmy regularnego kontaktu, to jednak ona nie zapomniała o mnie. Sama się jej dziwiłam. Była taka popularna, miała swoich elitarnych znajomych, mieszkała w pięknej willi, miała od groma adoratorów... Mimo to wciąż było w jej życiu miejsce dla mnie i czasem rozmawiałyśmy na facebooku, czy przez telefon.

~*~

  Godzinę przed imprezą siedziałam już przyszykowana przy toaletce, przy której dokańczałam makijaż i patrzyłam znudzona na telefon. Damon wciąż jeszcze nie dzwonił. Obiecał, że to zrobi jak tylko będzie dojeżdżał do mojego domu. Będzie dziś wszakże moim szoferem. Tak bardzo byłam mu za to wdzięczna. Nie będę czuła się głupio jadąc na ekskluzywną imprezę autobusem, ale zajadę pod samą willę sportowym autem z wypożyczalni firmy Lynton.

  Przesunęłam dłońmi po czarnym materiale sukienki, wygładzając wszelkie fałdy. Zaczęłam wyobrażać sobie, jak chciałabym żeby wyglądała ta impreza, marząc o dobrej zabawie, podczas której poznam wielu niesamowitych ludzi. Ta, akurat...

  Telefon zawibrował, więc podniosłam się z krzesła i przeglądnęłam się po raz ostatni w lustrze. Wyglądałam na pewno o wiele gorzej, i na pewno taniej, niż większość uczestników dzisiejszej imprezy, ale nie przejmowałam się tym. Mimo, że mój strój nie był wart miliona, to czułam się w nim dobrze.


  Poprawiłam czerwony pasek i powoli przesunęłam palcem pasek na ekranie telefonu, z uśmiechem odbierając połączenie od Damona. To będzie piękny wieczór i nic tego nie zepsuje. 

~*~

  -Będziesz ze mną w kontakcie? -Damon spytał mnie na odchodnym, gdy wysiadałam z jego auta.
-Ok, piszmy smsy. -odparłam podekscytowana, nadchodzącą zabawą. Damon również wysiadł i podszedł do mnie i przytulił. -Uważaj na siebie. -szepnął i pocałował mnie w policzek. 
-Dziękuję. Jesteś kochany! -odparłam i odeszłam w stronę przygotowanego do imprezy wielkiego dziedzińca posiadłości Wiktorii.

  Pewnym krokiem weszłam na ogromny dziedziniec, po którym co rusz kręciły się jakieś osoby, ale nie było wśród nich dzisiejszej solenizantki. Przycisnęłam do piersi urodzinowy pakunek i podeszłam do drzwi, naciskając na dzwonek. Nagle wrota otworzyły się i stanęła w nich sama diwa.
-O, hej! -krzyknęła uradowana Wiktoria. Pewnie witała tak entuzjastycznie każdego gościa, ale i tak sprawiła, że zrobiło mi się niezmiernie miło. 

  Jej widok zapierał dech w piersiach -krótka, ale na tyle długa, by zachować klasę, sukienka w pudrowym kolorze, podkreślała jej misternie ułożone blond włosy, które spływały swobodnie kaskadą na ramiona. Na nogach miała buty z najnowszej kolekcji Christiana Louboutina.

  -Cały parter i namiot ogrodowy są do dyspozycji. Na pierwsze i drugie piętro przenosimy się po czwartej na nocleg. Chyba, że... -urwała i zastąpiła mowę uśmiechem. -Zresztą NIEWAŻNE. W namiocie jest większość osób, które przybyły tak wcześnie jak ty. -oznajmiła, zachęcając mnie, bym do nich dołączyła.
-Wcześnie? -zapytałam zdumiona. -Ta godzina widniała na moim zaproszeniu.. -zmarszczyłam brwi.
-Większość nie przychodzi przed 21. To nieformalna zasada. -wzruszyła ramionami. -Baw się dobrze. -dodała na odchodnym i ruszyła w swoich niebotycznie wysokich szpilkach, by przywitać się z nadchodzącą parą.
-Oho, kolejni wcześniacy.. -pomyślałam cynicznie.

  Wyjęłam telefon z torebki, by sprawdzić godzinę. Było dopiero przed 20. Nie mając lepszego pomysłu na to, co ze sobą począć, ruszyłam w stronę tylnego wyjścia, by zobaczyć jak wygląda ten cały namiot. Ha, mogę z całym szacunkiem stwierdzić, że ten ""zwykły namiot ogrodowy"" był większy od niejednego mieszkania w tym mieście. Przez przezroczyste od przodu i jednego boku ścianki było widać, że niektóre osoby już są w trakcie biesiady i wesoło rozmawiają przy szwedzkim stole.

  Zamiast do namiotu, skierowałam się w kierunku niewielkiej w porównaniu do namiotu altanki i siadłam na drewnianej ławce, obitej jakimś miękkim białym materiałem. Wyjęłam telefon i zalogowałam się na fejsie, przeglądając jakieś fotki z serii "rzygam tęczą", które pododawali moi znajomi.

  Nagle ni stąd ni zowąd, do altanki przypatoczyła się jakaś parka, która już chyba zdążyła wymienić ze dwa litry płynów ustrojowych, bo tak całowali się zawzięcie. Nawet nie zauważyli, że JA siedzę ławkę obok. A może po prostu lubili wprawiać ludzi w zażenowanie?
Chrząknęłam.
Nic.
Chrząknęłam głośniej.
Mlaskanie języków.
-Możecie się obmacywać gdzieś w zaciszu? -odezwałam się nagle, nie wytrzymując napięcia. 
Dziewczyna odessała się wreszcie od swojego fagasa i zmrużywszy oczy, rzuciła: -Jakiś problem?
I uwierzcie mi, wcale nie brzmiała tak, jakby chciała pomóc mi ten problem rozwiązać. O nie. Raczej to było coś w stylu "chcesz w pierdol?". -W ogóle, kto ciebie pytał o zdanie, co? -dodała.
-Jestem już na tyle dojrzała, że potrafię sama zadecydować, czy chcę zabrać głos w danej chwili. -poderwałam się z ławki. -Najwyraźniej TY nie masz nic mądrego do powiedzenia, skoro zapychasz swoje usta non stop językiem tego -wskazałam na jej KOLEGĘ -biedaka... -odgryzłam się i odeszłam nie czekając na ripostę.

  Jeśli tak ma wyglądać cały dzisiejszy wieczór, to chyba zadzwonię po Damona dużo wcześniej niż obstawiałam...

  Udałam się do namiotu i siadłam z kraju stołu. Po przeciwnej stronie siedziałam jakaś grupka chłopaków, wpatrujących się we mnie wygłodniałym wzrokiem. Nie zamierzałam podtrzymywać kontaktu wzrokowego i spuściłam głowę spoglądając na ekran mojego smartphona, jednocześnie podciągając dekolt sukienki. Przesuwałam palcem po ekranie, przeglądając posty na facebooku, kiedy moją uwagę przykuł jeden z nich.
Grzegorz Sarna zaktualizował swój status "załamany"
I dalszy ciąg:
Mówią mi, że piłka nożna to nie przecież sprawa życia i śmierci. Fakt. Ja uczyniłem z niej coś znacznie większego. Mam nadzieję, że moja cholerna noga nie robi sobie dłuższego urplopu, bo ja nie zamierzam odstawić na półkę mojej Sarenki
I dołączone jego zdjęcie na łóżku szpitalnym, trzymającego piłkę z podpisami jakichś piłkarzy.
79 lajków.
30 komentarzy.
Nie mogłam powstrzymać mojej ciekawości i kliknęłam, by wyświetlić komentarze.
"Dudek kutasie! Tylko byś spróbował!"
"Kto ci to zrobił????"
"Sarna, jaka z ciebie romantyczna dusza! Nazywasz się milijon?"
"Biedny Grzesiu :( Ja ci chętnie rozmasuję nóżkę ;*"
"Mózg se rozmasuj czupakabro! Dudek jest mój! Best piłkarz ever. Wracaj szybko! Do zdrowia i do piłki! A Sarenką jeszcze będziemy kopać po murawie. Nie martw się :D"

  Ostatni komentarz należał do Arka. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ładny masz uśmiech.
Wyjrzałam znad telefonu. Przede mną stał jakiś koleś w jeansowych spodniach o prostym, ale podkreślającym kształt nóg kroju, i T-shircie z napisem "If you believe in God you're right. I am here".
-Słucham? -odpowiedziałam, upewniając się, że to do mnie skierowane były słowa.
-Nie mów "słucham", bo cię wyrucham. -wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
-Słucham? -wymsknęło mi się nieopatrznie, niedowierzając w bezczelność tego typka.
-Chyba jednak bardzo tego chcesz... -zaśmiał się.
-Wybacz, ale raczej nie jestem zainteresowana. -odparłam krótko.
-A może jednak?
Usłyszałam gwałtowny wybuch śmiechu ze strony jego towarzyszy. -Pewnie to jakiś jebany zakład. -pomyślałam i odparłam wkurzona jego natręctwem: -Nie. Mam ci to przeliterować?
-Obejdzie się. -odparł i wrócił do wciąż rechoczących kolegów.

  Przesiedziałam tak z telefonem do ok. 21. Niebo się ściemniło, ale przepięknie zorganizowane oświetlenie nadawało miejscu imprezowy klimat. Gdy więcej ludzi już przybyło, zaczęłam kręcić się po otoczeniu. Jakiś chłopak porwał mnie na parkiet i przetańczyliśmy kilka utworów, Byłam mu za to wdzięczna, bo w sumie ciężko byłoby mi cokolwiek wymyślić, co ze sobą począć. Gdy w tłumie dostrzegłam Wiktorię, podziękowałam mu za taniec i podbiegłam do niej.
-Wyjdziemy na zewnątrz? -spytałam.
-Co? -krzyknęła, próbując przebić się przez głośne dudnienie muzyki klubowej. Zamiast powtarzać, pociągnęłam ją za rękę do wyjścia.
-Kiedy będzie jakieś zdmuchiwanie świeczek, czy coś w tym stylu? -zapytałam, gdy znalazłyśmy się na zewnątrz, gdzie muzyka leciała w mniejszym natężeniu decybeli.
-Żartujesz sobie? -zaśmiała się. -Nie jesteś u cioci na imieninach, tylko u Wiktorii Śnieżek na hucznej imprezie. Zanim wszyscy goście się pojawią, połowa już będzie zalana w trupa.
-Myślałam, że...
-O! Jesteś wreszcie! -Wiktoria zawołała wesoło do kogoś za moimi plecami. Nagle poczułam wibracje. Spojrzałam na telefon.

Damon: Jeśli coś działoby się nie tak, albo po prostu byłabyś spragniona mojego towarzystwa to dzwoń, a przyjadę po Ciebie :) xx
Nina: Jaką mam gwarancję, że z tobą będę bezpieczna?

-Gdzie Natalia? -zapytała.
-Czy wyglądam na jej Archanioła Gabriela? -odezwał się głos.
-Myślałam, że przyjdziecie razem...
Odwróciłam się gwałtownie, by spojrzeć z kim rozmawia Wiktoria. Gdy zorientowałam się, że stoję właśnie przed wielkim tematem tabu tego weekendu, o mało co, nie zeszłam na zawał.

O Mój Boże! Tylko nie ON!!

-No proszę, proszę... Kogo my tu mamy? -zakpił szyderczo niechciany osobnik.
-Szarpnęłam Wiktorię za ramię i odwracając się tyłem do Arka szepnęłam w złości:
-Co on tutaj robi?
Wiktoria wymieniła z jakimś chłopakiem urocze uśmiechy i zapytała zdziwiona?
-Kto?
Odwróciła głowę w bok, kątem oka dostrzegając, że Arek zapala właśnie papierosa, rozglądając się na boki. Wiedziałam, że bacznie nas obserwuje.
-No, Arek! A kto niby? -szepnęłam zirytowana.
A ty skąd go znasz? -zapytała, uśmiechając się znowu do kogoś.
-A ty skąd? -odparłam natychmiast.
-To już jakiś czas temu.. -obróciłą głowę, spoglądając na Arka.
-Poznałam go przez mojego eks. -westchnęła. Widząc moją zdziwioną minę, dodała:
-To skomplikowane, Nina. Nie głów się nad tym. -uśmiechnęła się i poklepawszy mnie po ramieniu, dodała na odchodnym: -Spróbuj tych czekoladowych mufinek. Sama piekłam!

  Nieco zmieszana, wyciągnęłam telefon i podeszłam kilka kroków dalej w stronę szwedzkiego stołu, próbując jakoś zabić czas.
Damon: Nie masz gwarancji... Musisz mi zaufać skarbie xoxo
Nina: Ugh... Nie chcę skończyć jak Lana Banana w Asylum [1]
Damon: Mówisz o niedoszłej ofiarze chorego umysłowo gościa, o pseudonimie Bloody Face, który obdzierał kobiety ze skóry? Hm.. Brzmi znajomo :P
Nina: Jestem podrywana przez psychopatycznego mordercę? Czuję ten dreszczyk :)

  Oderwałam wzrok od telefonu. Ktoś właśnie sięgał po rekomendowaną przez Wiktorię babeczkę.
-Częstuj się. -powiedział Arek, przegryzając właśnie ciastko.
-Podasz jedną? -spytałam wzruszając ramionami.

  Nie wiedzieć czemu, jedzenie babeczek bardzo zbliża ludzi, a przynajmniej z nami tak było. Nie wypiliśmy wiele, ale pozostaliśmy w swoim towarzystwie, podjadając co jakiś czas coś ze stołu i rozmawiając swobodnie, ale tak naprawdę o niczym ważnym. Nie mogło to jednak trwać wiecznie, z moimi umiejętnościami psucia chwili. 
-Dlaczego nie podoba ci się Diana? To świetna dziewczyna! -wypaliłam nagle. Sama nie wiedziałam skąd nagle zdobyłam się na odwagę, by go o to zapytać.
-Dlaczego? -spojrzał na mnie. Pokiwałam głową.
-Wiesz, chodzi o to, że nie ma ludzi uniwersalnych. Dla jednych facetów idealna dziewczyna to taka, która jest inteligentna, dla innych taka, co ma długie nogi. -zaśmiał się. Popatrzyłam na niego zdumiona. Nie spodziewałam się tego, że jest aż tak płytki.
-No popatrz -zaczął wyjaśniać. -jedni faceci lubią na przykład dominować nad laską i w pewnym sensie też ją kontrolować, więc idealną dziewczyną dla nich będzie taka, która lubi się podporządkowywać. Ale dla facetów gustujących w zdecydowanych kobietach, taka laska będzie po prostu najgorszą z możliwych opcji. -spojrzał mi w oczy i dodał. -W miłości nie ma demokracji.

  Wzdrygnęłam się, słysząc wers z mojego wiersza.
-Widzę jaka jest Diana, obserwuje was czasami na meczach. Jest naprawdę świetną dziewczyną, ale to nie mój typ. Jeśli byłaby ze mną, starałbym się ją zmienić, a przecież nie o to chodzi w tym wszystkim, prawda? 
Po chwili obopólnej ciszy oznajmił:
-Zresztą, ja i tak nie bawię się w dziewczyny.
-Rozumiem... -pokiwałam głową, czując, jak moja świadomość próbuje odlecieć. -Naprawdę rozumiem. -szepnęłam jakby do siebie.
-Teraz ty mi coś powiedz, Nina.
-Wal. -odparłam, na co Arek się zaśmiał. O wiele bardziej, niż było to warte. Cholera, co się z nami działo? Moja głowa pulsowała. Czułam się jak najebana, ale przecież nie piłam wiele tego wieczoru.
-Dlaczego dziewczyny kochają badboyów? -spytał, gdy opanował już swój chichot.
-To znaczy? -złapałam się za głowę, próbując zachować świadomość.
-No popatrz, im bardziej je facet odpycha, tym bardziej do niego lgną. Laski uwielbiają być traktowane jak szmaty, a ja zastanawiam się, co w tym takiego fajnego.
-Nie wszystkie takie są. -odparłam, po czym wstałam niepewnie, podpierając się ręką stołu. -Możemy się przejść? Nie czuje się najlepiej.
-Jasne, pewnie. -Arek poderwał się z wygodnego krzesła i podszedł do mnie. -Wszystko ok? -zapytał, wyraźnie zmartwiony.
-Tak, po prostu potrzebuję pooddychać trochę świeżym powietrzem. -odpowiedziałam i ruszyłam w stronę zielonej części posiadłości, tam gdzie niedawno siedziałam w altance. Arek ruszył pędem za mną i szedł bardzo blisko mnie, Mówił, że chce mnie asekurować w razie, gdyby zrobiłoby mi się słabo, ale nie miałam sił, by zaprotestować, na ten jednoznaczny gest.

  -Jak poznałeś się z Wiktorią? -spytałam nagle.
-To było już dawno. Po co do tego wracać?
-Chcę wiedzieć. To była kiedyś jedna z moich lepszych przyjaciółek.
-Zapoznał nas ze sobą mój kolega. -oznajmił wymijająco.
-Słucham? -zdziwiona spytałam.
-Miałem wtedy zły okres w życiu. Wtedy jeszcze uważałem, że związki są okej. Rozstałem się z dziewczyną. Bardzo cierpiałem. On próbował być dla mnie oparciem.
-I dlatego przedstawił ci swoją dziewczynę?
-Wyciągał mnie na miasto. Ciągle łaziliśmy i gadaliśmy. Miałem zapomnieć o Duśce. Z czasem dołączyła do nas Wiki, bo nie chciał jej zaniedbywać przeze mnie. Później wyszło jak wyszło. Ale zaraz, czekaj, skąd wiesz, że była jego dziewczyną, skoro wcześniej o tym nie wspominałem? -zmarszczył brwi.
-Dokończ historię. -odpowiedziałam krótko.
Arek westchnął i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów wraz z dużą ekskluzywną metalową zapalniczką.
-On starał się być jak najlepszą osobą dla nas obojga, a wyszedł z tego najgorzej. -zapalił papierosa. -Coś jak w chemii, reakcje redoks -ktoś nieszczęśliwy lub obojętny emocjonalnie wychodzi w reakcji jako szczęśliwy, ale zabierając tym samym szczęście drugiemu. -spochmurniał.
-Co się wydarzyło? -spytałam.
-Wiki była dobrą dziewczyną -również chciała mi pomóc zapomnieć. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nawet bardziej, niż chciałby tego mój kumpel..
-Jesteś skończonym dupkiem, Góral! -stwierdziłam z niedowierzaniem.

  -Wiem o tym... -westchnął. -I dlatego zastanawia mnie to -kontynuował. -dlaczego mimo wszystko, ja wciąż jestem taki popularny? Co weekend dostaje multum zaproszeń na przeróżne imprezy, libacje, które wciąż muszę odrzucać, bo nie mogę być przecież w milionie miejsc naraz. Cholera, dlaczego dziewczyny tak do mnie lgną? Jestem tylko nastoletnim frajerem, a każda wmawia mi, że jestem najwspanialszy, najprzystojniejszy, naj-jakiś, naj-srakiś. Żadna nie widzi we mnie tej ciemnej strony.. A może nie chce widzieć? -popatrzył mi w oczy, szukając zrozumienia. -One kochają kogoś, kim nie jestem, a kogo we mnie widzą, rozumiesz? One nie szaleją za tym prawdziwym Arkiem -pierdolonym Góralem z krwi i kości. One pożądają tego Arka, którego stworzyły we własnej głowie. -rzucił dopalonego szluga na ziemię i przydeptał nogą -To mnie chyba najbardziej boli, to, że nikt nie widzi we mnie tego, kim naprawdę jestem. Zaczyna mnie to coraz bardziej męczyć, Nina... -jego głos się załamał. Odwrócił głowę w bok, spoglądając gdzieś w ciemny wieczorny krajobraz, ale mimo to, dostrzegłam łzę, spływającą po jego policzku, którą błyskawicznie wytarł rękawem swojej ciemnozielonej materiałowej kurtki. Był załamany, a ja stałam jak oniemiała, zmieszana tym wszystkim co mi właśnie powiedział. Nie chciało to do mnie dotrzeć, że Arkadiusz Góral, najsilniej skrywający emocje człowiek, jakiego znałam, otworzył się przede mną.

  -Arek, ja.. -próbowałam przerwać tę nieszczęsną ciszę, która była znacznie więcej niż tylko niezręczna, ale powstrzymał mnie ruchem ręki. -Nic nie mów..
Wyglądał jak zmarnowane szczenię. Nie wiedziałam, co mam robić.
-Nina, ja.. -jego głos ponownie się załamał, nie pozwalając mu dokończyć myśli. Podeszłam krok do przodu i przytuliłam go niepewnie. Arek odwzajemnił uścisk. Dałam mu zrozumienie, coś, czego oczekiwał od drugiej osoby. Przez myśl przebiegło mi nawet, że moglibyśmy się kiedyś zaprzyjaźnić.
-...ja cię kocham... -dokończył szeptem. Dla mnie było to jednak jak lwi ryk, który doskonale dosłyszałam, a którego nie chciałam usłyszeć wcale. Odsunęłam się od niego powoli, patrząc w jego zamglone oczy. Staliśmy naprzeciwko siebie, ale wciąż bardzo blisko. Patrzyliśmy tak na siebie, nie robiąc zupełnie nic. Arek znowu zaczął zmniejszać między nami dystans. Objęłam go, sądząc, że znowu potrzebuje się przytulić i wyżalić, jednak on objął delikatnie moją żuchwę rękami i przybliżył swoje wargi do moich, inicjując niewinny pocałunek.

  Nie wiem, gdzie podziała się wtedy moja samokontrola. Nie byłam w stanie go odepchnąć. Czułam się bezsilna. Jego usta nie napotykając na opór z mojej strony, zaczęły coraz natarczywiej domagać się mojej bliskości. jego ręka powędrowała na moje plecy, po czym pochylił mnie delikatnie do tyłu, nadal mnie namiętnie całując. Moje ręce mocniej go ścisnęły i podniosłam jedną nogę, by objąć jego łydkę, ale niestety zachwiałam się, spadając na trawę, pociągając go za sobą.

  Arek wylądował na mnie, nie do końca wiedząc, co się stało. Mimo to, jego usta ponownie złączyły się z moimi, pozwalając naszym językom poznać się nawzajem. Moje ręce powędrowały w stronę jego włosów, opuszkami palców masując skórę jego głowy. Nie byłam świadoma, tego co robię. Granice dobra i zła zamazały się, chociaż nie wiedziałam tak naprawdę, co było tego powodem.

  Po chwili jego ręka znalazła się na moim brzuchu, wędrując powoli w dół mojego ciała. Podciągnął brzeg mojej sukienki do góry, rozpalając każdy milimetr mojego ciała do czerwoności. Gdy jego lodowate palce znalazły się na moim podbrzuszu, w moim mózgu, nagle uruchomiły się nieczynne wcześniej synapsy i przytomnie wyślizgnęłam się spod niego, wstając z wilgotnej trawy. Nasze ozy spotkały się przez moment. Dostrzegłam w nich ból i niemy głos wołający "Nie zostawiaj mnie", ale nie mogłam mu pozwolić na to, by cokolwiek między nami się wydarzyło. Bez słowa odwróciłam się na pięcie, idąc w kierunku bufetu, poprawiając w marszu sukienkę. Wyciągnęłam telefon.

Damon: Dreszczyk to poczujesz dopiero, gdy nasze usta znowu spotkają się ze sobą...
Damon: Nina?
Damon: Mam nadzieję, że się obraziłaś, za tego śmiałego smsa, bo druga opcja jaka przychodzi mi do głowy, na powód dla którego mi nie  odpisujesz to to, że coś się stało.
Damon: Nina, odpisz chociaż pustą wiadomość.
Damon: ???

5 nieodebranych połączeń...

Nina: Nic mi nie jest.

  Rzuciłam się bezładnie na krzesło. Świat wirował mi przed oczami. Położyłam ręce na stół opierając na nich głowę. Zamykałam powoli oczy, tracąc kontrolę nad swoim ciałem...
_____________________________________

[1] Asylum to drugi z niezależnych sezonów serialu American Horror Story. Lana Banana to parodyczne określenie jednej z głównych bohaterek. Jej prawdziwe (serialowe) nazwisko to Winters.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz