piątek, 27 marca 2015

Rozdział XIV

 "Maski"


Arek's POV

  Gdy wybiegłem zdezorientowany na korytarz, zobaczyłem gdzieś w wielkim zbiegowisku nosze, na których ratownicy nieśli Dudka. Jego twarz wykrzywiał bolesny grymas, który na sam jego widok, wręcz zmuszał ludzi, do wysłania smsa o treści POMAGAM. Nie był to dobry znak, oj nie był...

  Dominika odprowadzała go wzrokiem z dziwną miną. Wyglądało to, jakby była mocno wstrząśnięta wypadkiem Sarny, ale była to raczej nieumiejętnie założona maska, gdyż z koleżaneczkami wymieniała porozumiewawcze spojrzenia. Coś w stylu "Ale obciach... Prędzej wskoczyłabym bykowi na rogi, niż tej ofiarze losu do łóżka". Bez problemu przejrzałem ją na wylot.

  Wkurwiało mnie to, że te panienki potrafiły być wsparciem dla faceta tylko na dobre, kiedy ich "fejm" mógł na tym skorzystać. Nie obchodziło mnie to, co one wyprawiają ze swoimi kolesiami spoza obrębu mojej paczki, ale nie pozwolę, by ktoś gardził Grześkiem. Mimo, że czasem zachowuje się jak totalny chuj, to jest dla mnie kimś ważnym. Zresztą, wszyscy moim kumple są dla mnie kimś znacznie więcej, jak tylko znajomymi. Dbam o nich jak o siebie samego.

  Przedarłem się przez tłum, biegnąc za oddalającym się ratownikami. Kilka osób fuknęło na mnie z oburzeniem, kiedy popchnąłem ich nieopatrznie, ale nie obchodziło mnie to. Biegłem, by choć jeszcze na chwilę go zobaczyć. Brzmię jak jakaś popieprzona zakochana nastolatka, ale nie dbam o to. Już dawno temu przestałem zabiegać o dobrą opinię w oczach innych ludzi.

  Gdy wybiegłem przed szkołę, wpakowywali właśnie Dudka do tej ambulatoryjnej puszki.
-Grzesiek! -krzyknąłem machinalnie i podbiegłem bliżej. Ratownicy przystanęli i obejrzeli się. Dobiegłem do nich i spytałem o jego stan.
-Złamanie nasady kości piszczelowej. -usłyszałem w odpowiedzi suchą medyczną diagnozę. Popatrzyłem na leżącego Grześka. Jego kolano puchło w oczach.
-To dość częste u sportowców, zwłaszcza piłkarzy. Kolano zostało mocno wygięte do boku, w wyniku czego kość udowa z ogromną siłą uderzyła w kość piszczelową, powodując jej złamanie. -kontynuował z powagą ratownik.
-Wyjdzie z tego? -spytałem, głośno przełykając ślinę.
-Bez operacji się nie obejdzie. -odparł, po czym odwrócił się na pięcie, wszedł do ambulansu i zatrzasnął drzwi.

  Zawróciłem do szatni mocno wkurwiony. "Zajebię tego gnoja, który mu to zrobił" -pomyślałem, gotując się w środku. Jeśli w tej chwili napatoczyłbym się na tego przychlasta, to pewnie bym nie wytrzymał nerwowo i przywaliłbym mu w tą parszywą mordę, tak, że nos wyszedłby mu potylicą.

  Na korytarzu tłumy znacznie się przerzedziły. Pewnie już zabrzmiał dzwonek na lekcję, a jeśli nie, to zapewne zaraz to nastąpi. Wróciłem do szatni, w której zgromadzili się już moi zawodnicy. Brakowało tam tylko Grześka... Moje wejście jednak nie przykuło niczyjej uwagi, gdyż stali w ciasnej kupie i co rusz śmiali się z czegoś. Nie wiedząc czemu mieli oni tak iście szampański humor.
-Co wy tam robicie? -wrzasnąłem, stawiając ich wszystkich do pionu. Odwrócili się gwałtownie, zmieszani moją obecnością.
-Nic, twa fryzura na dudka mnie podnieca... -oznajmił Łukasz, patrząc na kumpli, ledwo powstrzymując się od śmiechu, na co wszyscy jednogłośnie wybuchnęli śmiechem.
-Możecie mi powiedzieć, co tu jest do cholery grane? -krzyknąłem wkurwiony, przeczesując palcami swoje włosy. -Sarna odjechał ambulomercedesem, a wy kurwa w atmosferze festiwalowej? -uderzyłem ręką w ścianę, dając ujście mojej złości.
-Przyganiał kocioł... -powiedział zgryźliwie Tomek.
-O czym ty mówisz? -zapytałem, przez chwilę bojąc się, że miał na myśli moje małe fantazje związane z Niną.
Tomek wyszarpnął z ręki Kamila jakąś kartkę i rzucił mi nią przed nogi.
To nie była kartka.
To była ozdobna papeteryjna koperta, wymiętolona w ich łapach.
O ja pierdole...


Nina's POV

  Krążyłam po szkole, próbując uzmysłowić sobie, co tak właściwie przed chwilą się wydarzyło. W milczeniu mijałam pracownie, próbując pozbierać do kupy całe to rozpapkane gówno. Po tym całym zajściu w szatni nie spotkałam się z Dianą. Nie potrafiłam. Nie chciałam patrzeć w jej oczy, pytające mnie z ciekawością, jak mi poszło. A przede wszystkim, nie mogłam spojrzeć jej w oczy, mając świadomość tego, że jej crush ma mnie na oku.

  To była jakaś absurdalna afera. Co ja mogłabym zrobić w tej sprawie?
Powiedzieć jej o tym? Ta, jasne... Żeby mnie zwyzywała od dziwek i złodziejek chłopaków? (Przecież to nie tak, że ja chcę go ukraść. Nie pociąga mnie ani jego pokerowa twarz 24/7, ani mistrzowskie bramki. A już na pewno nie po tym, co kazał mi zrobić na Balu Wielu Kultur...)
Czy może nic nie mówić i udawać, że wszystko ok? Nie, nie potrafiłabym patrzeć na to, jak ona bardzo stara się o jego względy, znając dobrze przyszły bieg historii...

  Nie byłam gotowa by się z nią zobaczyć. Przynajmniej nie teraz. Chciałam pobyć z tym wszystkim sama, bez niczyjej paplaniny.

  Wyjęłam telefon z kieszeni spodni. 9 nieodebranych połączeń- 8 od Diany, jedno od Damona. Na samą myśl o nim zrobiło mi się gorąco. Włączyłam pole tekstowe i wystukując wiadomość do mojego Australijczyka, jednocześnie podążałam pustym korytarzem. Zza węgła wyłoniła się jakaś postać, którą dostrzegłam kątem oka, a która zmierzała w moim kierunku. Nie zwróciłam na nią uwagi, nadal z uśmiechem pisząc smsa, kiedy nagle poczułam silne uderzenie w ramię, przez co telefon wypadł mi z hukiem z ręki.
-Czy ty właśnie dałaś mi z bara? -mruknęłam, podnosząc z ziemi telefon.
-Arek jest mój, szmato. -dziewczyna syknęła w odpowiedzi.
Spojrzałam gwałtownie na stojącą przede mną postać. Gdzieś już tą dziewczynę widziałam... Ach, no tak.. To ona weszła do szatni Arka, zastając go tam półnagiego ze mną. I zapewne nietrudno się domyślić, co sobie pomyślała.
-O ile mi wiadomo, niewolnictwo zostało zniesione już jakiś czas temu... Jeśli tak bardzo chcesz być w posiadaniu istoty żywej to udaj się do sklepu zoologicznego i kup sobie psa. Będziesz mogła w końcu pogadać z kimś w swoim ojczystym języku. -odparłam spokojnie, uśmiechając się szelmowsko. Najwyraźniej była to wystarczająco cięta riposta, bo odparła jedynie: -Trzymaj się od niego z daleka! -i odeszła wściekła jak osa.
-Nie, to TY trzymaj się ode mnie z daleka. -odpowiedziałam wystarczająco głośno, by była w stanie mnie usłyszeć.

  Cholera, dlaczego mam same problemy w związku z tym, że Diance zachciało się zakochać akurat w tym idiocie? Z jakiej, ja się kurwa pytam racji, mam uczestniczyć w tym całym cyrku? Ja go nie chcę, on mnie chciał zapewne jedynie zaliczyć. Nie mam z nim nic wspólnego i nie zamierzam mieć. Niech wszyscy mi dadzą święty spokój! Jeśli jeszcze raz dzisiaj będę musiała wysłuchiwać tematu "Arkadiusz", to chyba jebną na wkurwiatus Arkadiatus.

  Po całym  tym zajściu nie wyobrażałam sobie zostania na dalszych lekcjach. Sprawdziłam w telefonie, gdzie mój wychowawca miał teraz lekcję i z napisanym na kolanie zwolnieniem, ruszyłam w kierunku jego klasy.


Arek's POV

  Po 16 znalazłem się już pod moim domem. Wszedłem do jak zwykle pustego domu. W kuchni znalazłem tylko kartkę od mamy, bym zamówił sobie coś na wynos, bo nie zdążyła nic ugotować. Sram na to, nie byłem głodny. Ruszyłem do razu do swojego pokoju i zatrzasnąłem drzwi. Rzuciłem na podłogę plecak i ściągnąłem z siebie bluzę. Pilotem włączyłem mini wieżę i rzuciłem się na łóżko. Po chwili zerwałem się i wyciągnąłem z plecaka czerwoną kopertę. Przejechałem palcami po wygrawerowanym napisie "I LOVE YOU". Nie byłem do końca pewien, która z nich zrobiła dla mnie tę papeterię, jednak chciałem wierzyć w to, że to była Nina. Aż ciężko mi się do tego przyznać. Nigdy nie czułem czegoś tak idiotycznego. Nie chce mi się wierzyć, że zauroczyłem się jak jakiś szczeniak.

  Otworzyłem kopertę i wyjąłem kartkę z wierszem. Moje oczy widziały go już z milion razy. Jadąc autobusem w drodze do domu czytałem go non stop.

Żadnej chwili w szkole nie żałuję
Chociaż otaczają mnie same chuje
Jestem cholernie pewna dziś swych racji
Choć w miłości nie ma demokracji

Idąc dziś do szkoły myślę o Tobie
Robię to, co muszę, mogę, co robię
Jedyne co mam to prezerwatywy
Bo Twój seksapil zakuwa w dyby

Twa fryzura na dudka mnie podnieca
Że aż ogień w moim podbrzuszu wznieca
Twe miętowe rurki nie są potrzebne
Zdejmij je prędko i do Ciebie biegnę

Pragnę, pożądam całować Twe usta
Grzechu będzie warta z Tobą rozpusta
Uczyń mnie dziś Twoją seksu boginią
A uśmiech i cnota nigdy nie zginą.

  Siedziałem na łóżku jak posąg z tą nieokazjonalną walentynką w ręce. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak bardzo mnie to zajmuje. -Przecież masz wszystko, tępaku. Po co ci ona? -próbowałem otrząsnąć się z rozmyślań, ale niestety bezskutecznie. Owszem, miałem wszystko (o ile wszystkim można nazwać kupę hajsu, nieograniczoną swobodę, jaką miałem dzięki wiecznie nieobecnym rodzicom, wygląd, na który leciały panienki i kumpli, którzy reprezentowali ten sam poziom umysłowy, co ja), ale czułem, że prawdziwe szczęście umyka mi między palcami. Miałem wszystko, choć tak naprawdę nie miałem nic,..

  Wiele bym dał za to, by choć raz mój ojciec zapytał mnie, jak poszedł mi mecz w szkole, albo żeby moja mama zainteresowała się czasem, jakie oceny widnieją w dzienniku pod moim nazwiskiem. Kiedy słyszę, jak ktoś narzeka na swoich rodziców, że wszystko chcą wiedzieć i wściubiają wszędzie nosa, to mam ochotę temu komuś wykrzyczeć w tą jego chujową facjatę, że po drugiej stronie mocy nie jest wcale lepiej.

  Każdy uważa, że mam takie perfekcyjne życie, że wszystko mi przychodzi łatwo, jak dziwce ściągnięcie majtek, ale tak nie jest, Nikt tak naprawdę mnie nie zna. Moja wieczne opanowanie to tylko perfekcyjnie założona maska, która praktycznie zlewa się w moją twarzą. Nikt nie wie, że to tylko pozory. Dlatego właśnie tak łatwo odczytuję z zachowania innych osób, kiedy grają kogoś kim nie są.

  Dziewczyny widziały we mnie macho, który był niedostępny dla zwykłych śmiertelniczek jak góra Olimp, nie do zdobycia, co jeszcze bardziej potęgowała ich pożądanie do mnie.
  Koledzy widzieli we mnie świetnego kompana, przywódcę i strzelca, który z precyzją Messiego strzelał kolejne gole.

  I właśnie taki jestem. Taki, jakim widzą mnie inni. Już sam nie wiem, jaki byłem kiedyś. Maska przyrosła mi do twarzy tak idealnie, że nie potrafię jej ściągnąć, nawet gdybym chciał.
Taki właśnie jest Arkadiusz Góral.

  Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Nie była to raczej moja mama, bo przecież ma swoje klucze, a ojciec jest w delegacji. Nie chciało mi się schodzić na dół i przyjmować gościa. -Pewnie to jakaś koleżanka mamy, albo sąsiadka. Podzwoni chwilę i zaraz sobie pójdzie. -pomyślałem, wstając z łóżka, przeciągając się. Tajemniczy gość jednak nie dawał za wygraną i melodia dzwonka rozbrzmiewała po raz enty. -Ja pierdolę! -powiedziałem na głos mocno zirytowany. Rzuciłem wiersz Niny na biurko i zlazłem powoli po schodach, poprawiając jajka, ściśnięte w wąskich rurkach. Z impetem szarpnąłem klamką, a zza drzwi wyskoczyła najmniej oczekiwana przeze mnie w tym momencie osoba.

  -Odmulanie przyszło! -krzyknęła entuzjastycznie Natalia, podnosząc do góry rękę z butelką drogiego czerwonego wina. Podrapałem się po głowie, układając w myślach gadkę na dość grzeczne wymówienie nieproszonego gościa.
-Będziemy tu tak stać, czy zaprosisz mnie w końcu do środka? -spytała z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Kombinowała coś. Czułem to.
-Wiesz, chyba za chwilę pojadę odwiedzić Dudka, więc.. -wzruszyłem ramionami, dając jej jasny przekaz, że ma sobie PÓJŚĆ.
-Daj spokój! Dominika właśnie go odwiedza. -skłamała. Widziałem jak poruszają się jej skrzydełka nosa. Znałem ją na wylot i czasem o tym zapominała.
-Czyżby? -podniosłem brew do góry -To w takim razie, zadzwonię do Grześka i zapytam kiedy skończy odwiedziny. -podpuściłem ją, wyciągając z kieszeni telefon.
-Nie! -krzyknęła, łapiąc mnie za rękę. Spojrzałem na nią pytająco. -B-boo... Bo ona chce mieć go teraz tylko dla siebie! -zająknęła się.
-Tylko dla siebie? Nie uważasz, że to...
-Nie. -odparła, nawet nie dając mi dokończyć, po czym wtargnęła do środka. Uśmiech magicznie zniknął z jej twarzy.
-...dziwne. -dokończyłem pytanie zrezygnowanym głosem i zatrzasnąłem za nią drzwi.

  Zacisnąłem pięści w złości i ruszyłem za nią do przedpokoju, ale nie było jej nigdzie na horyzoncie.
-Cholera, gdzie ona znowu polazła? -pomyślałem zmęczony tymi jej gierkami. Nie miałem zamiaru się dzisiaj pieprzyć, a zwłaszcza z nią. Miałem nadzieję, że była tego świadoma.

  Przeszukałem wszystkie pomieszczenia na parterze, ale nigdzie ani śladu jej blond włosów. Zirytowany ruszyłem na piętro, leniwie stawiając kroki na kolejnych stopniach. Popchnąłem lekko uchylone drzwi do mojego pokoju i...
-Heeej Arik! -Natalia leżała na moim łóżku. Płaszcz leżał zarzucony na krześle, a jej czarne szpilki leżały w nieładzie na podłodze. Czy już mówiłem, że leżała tam półnaga w stroju porno policjantki? Nie? To teraz mówię...

  Stanąłem jak wryty w progu pokoju, w międzyczasie, gdy ona wyginała swoje ciało jak kotka w czasie rui. Mimowolnie przewróciłem oczami, mając nadzieję, że jednak tego nie zauważy.
Zauważyła...

  -Arek, kurwa! Co się z tobą dzieje, idioto? Przez tą lasię z szatni impotentem zostałeś, czy jaki chuj? -zerwała się z łózka i podeszła do mnie. Złapała moją dłoń i przyłożyła ją do swojej prawie nagiej piersi. Dotyk jej gorącej skóry przypomniał mi, jak dobrze jest wchodzić i wychodzić z jej rozpalonego ciała. Nie dałem jednak po sobie poznać, że podoba mi się to, co ze mną robiła. Modliłem się w duchu, by mój mały przyjaciel był po mojej stronie i nie wyrwał się przed szereg.

  Widząc moją obojętność, Natalia zaczęła rozpinać suwak moich ciasnych spodni. Nie zaprotestowałem. W tej chwili potrzebowałem rozładowania napięcia, jakie skumulowało się we mnie. Cały ten dzień był jedną wielką chujnią. Potrzebowałem rozluźnienia.

  Nie dostrzegając dezaprobaty z mojej strony, Natalia klęknęła przede mną, opuściła moje spodnie do kostek i zimnymi palcami zsunęła również moje bokserki Calvina Kleina, muskając językiem moje podbrzusze i jednocześnie utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Widząc moje rozświetlone oczy, uśmiechnęła się zalotnie i objęła mojego kutasa krwistoczerwonymi ustami. Powoli, coraz głębiej wsadzała go do buzi, torturując każdą komórkę nerwową mojego małego przyjaciela.

  -Nati, szybciej. Proszę! -westchnąłem mimowolnie, besztając się w duchu, za takie słowa. Natalia spojrzała na mnie z dołu, wyjęła mnie z ust i wyszczerzyła zęby.
-Natalia! -wrzasnąłem władczo, na co ona ponownie włożyła mojego kutasa do ust i zaczęła robić mu w końcu nieocenioną przysługę. Rękami złapała część, której nie była w stanie objąć ustami bez odruchu wymiotnego, pocierając rytmicznie.

  Podparłem się o framugę drzwi, czując, że tracę nad sobą kontrolę. Mój kutas tak bardzo lubił być w jej ustach. Ona dokładnie wiedziała co robić, bym czuł się na skraju dwóch światów.

  Kiedy doszedłem w jej ustach, wytarła opuszkami palców wargi, zlizując z nich ostatnie krople mojej ambrozji. Patrzyła na mnie kusicielsko.
-Nie będziemy się dziś pieprzyć. -odparłem oschle i wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą.

~*~

 Kiedy wróciłem z lampkami do wina, zastałem ją siedzącą na łóżku z podkurczonymi nogami, opierającą się o poduszkę, którą kiedyś ofiarowała mi w prezencie. Widniało na niej nasze zdjęcie, zrobione chwilę po naszym pierwszym razie. W sumie, JEJ pierwszym razie.

  Podszedłem do biurka i zabrałem się za otwieranie butelki korkociągiem.
-"Uczyń mnie dziś seksu boginią, a uśmiech i cnota nigdy nie zginą". -odezwała się nagle. Zakrztusiłem się, zerkając ukradkiem na miejsce, na które odłożyłem niedawno papeterię. Ani śladu...
-Słucham? -odparłem, odwracając się na pięcie, udając przy tym, że nie bardzo wiem, co ma na myśli.
-To co? Teraz przerzuciłeś się na tanie poetki? -burknęła, patrząc na mnie spode łba.
-Jesteś zazdrosna? -zapytałem
-Nie, al...
-..ale jesteś zazdrosna. -dokończyłem za nią. -Chyba umawialiśmy się, że nie wchodzimy sobie w drogę w takich sprawach, prawda? Uprawiamy seks i czasem spotykamy się, ale tylko rekreacyjnie. Do tej pory szło nam świetnie, więc...
-Do tej pory żadna laska nie śmiała mi wejść w drogę. -tym razem ona weszła mi w zdanie.
-Natalia, nie jesteśmy razem. Nie sądzę, by od ciebie zależała jakakolwiek decyzja w moim życiu. -odparłem oschle.
-Przed chwilą mówiłeś do mnie nieco innym tonem, gdy twój pierdolony kutas chciał być pieprzony moimi ustami. -wypaliła natychmiast.
-Wyjdź stąd. -powiedziałem spokojnie, wskazując ręką na drzwi, choć w środku gotowałem się do niemożliwości.
-Bo co? -odparła zadziornie, podnosząc do góry brwi. -Jesteś pierdolonym zerem, nic nie możesz mi zrobić. -fuknęła.
-Co ty powiedziałaś? -popatrzyłem na nią z politowaniem, czekając na przeprosiny, jednak ona tylko podniosła naprędce szpilki oraz płaszcz i obarczając mnie morderczym spojrzeniem wyszła z pokoju, kierując się do wyjścia.

  Kiedy upewniłem się, że opuściła mój dom, zakląłem na całe gardło, wywracając krzesło do góry nogami. Porwałem poduszkę leżącą na łóżku i rozszarpałem ją nożyczkami na strzępy.
-CHOLERNA DZIWKA! -krzyknąłem strącając z szafki jakiś pierdolony kwiatek. Doniczka roztrzaskała się o parkiet, uwalniając wałę ziemi na podłogę. Tak w tej chwili widziałem swoje życie- hałda niepotrzebnej, nieuporządkowanej gliny, której nie byłem w stanie pozbierać do kupy.

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział XIII

Arek's POV

  Ten idiota Dudek zawsze musi się w coś wpakować. Owszem, mówiłem im wszystkim w szatni przed meczem, by nie odpuszczali, ale chyba nie przypuszczałem, by na tym etapie, na jakim jesteśmy, jestem zmuszony przypominać, że gol strzelony dla naszej drużyny jest ważniejszy od tego, kto go strzelił. To gra zespołowa, do kurwy nędzy! Co on sobie myślał?! Sądził, że jak strzeli sam jeden bramkę, bez niczyjej pomocy,  to stanie się bohaterem i zdobędzie szturmem wszystkie laski w szkole? No chyba kurwa nie... Za kogo on się uważa do jasnej cholery?

  Najchętniej bym go tam zostawił na pożarcie sępom, by w końcu się czegoś nauczył. Jest moim kumplem, ale jest też zawodnikiem w mojej drużynie- najlepszym zespole w szkole, a to do czegoś zobowiązuje. Nie będę udawał, że nic się nie stało, bo się stało i to dużo! Teraz nie dość, że mecz został zakończony bez rozstrzygnięcia wyniku, a ja poniosłem mentalną porażkę, to jeszcze muszę teraz biegusiem lecieć do szatni po telefon, żeby zadzwonić po karetkę. Ten kutas z III G nieźle przypakował w piszczel temu imbecylowi z puszczy białowieskiej, że aż mu zapiszczało w środku. Mam tylko nadzieję, że nie złamał tej pierdolonej giry, bo kogo ja znajdę na jego miejsce?

  Trzeba kutasowi przyznać, że jest jednym z moich lepszych piłkarzy. Tym bardziej zdziwił mnie ten dzisiejszy wybryk. Pozostaje się już tylko modlić, by się z tego szybko wykaraskał. Puchar szkolnej ligi sam się nie zdobędzie.

  Po krótkiej chwili znalazłem się przed szatnią, więc prędko szarpnąłem za klamkę i wtargnąłem do środka. Ku mojemu zaskoczeniu, o mały włos nie wpadłem w jakąś lasię. W pierwszej sekundzie myślałem, że to któraś z tych pieprzonych cheerleaderek, bo wszędzie się cholery kręcą, ale dostrzegłem, że ta dziewczyna to nie jedna z nich.
To była ona...

  Jak zawsze w (nie)odpowiedniej chwili pojawiała się, by wkurwiać mnie jeszcze bardziej... Czego ona tu szukała? Przypuszczam, że nie czekała tu na mnie ze striptizem, wnioskując po zdecydowanej odmowie pójścia na randkę  ze mną w zeszły piątek. Może chciała dokończyć zabawę z Dudkiem? Kutas by się ucieszył, ale niestety biedaczek leży teraz w zupełnie aseksualnej pozycji. Jakaż strata...

  -Co ty tu... -zacząłem pytanie, ale nie byłem w stanie dokończyć, bo w tej samej chwili dziwnym trafem mój zeszyt wysunął się z plecaka i otworzył się na ostatniej stronie. Stronie z rysunkami.

  -Co to jest? -krzyknąłem, skazując palcem na leżący na ziemi zeszyt. Gdy nie doczekałem się odpowiedzi, ponownie wykrzyczałem pytanie, na co Nina odpowiedziała cicho, ledwie słyszalnie: -Zeszyt...
-No przecież kurwa widzę, że zeszyt! Nie rób ze mnie jebanego idioty! -wrzasnąłem rozwścieczony. -Bawisz się w ninję czy pragniesz powtórki z piątkowej rozrywki?- zapytałem z ironią, nieco rozbawiony wspomnieniem tamtego wieczoru.
-Nie, nie jestem ninja. Jestem Nina.- odpowiedziała nieco pewniej niż przedtem. -Tak, wiesz, teraz pragnę ściągnąć spodnie tobie... -dodała sarkastycznie z szelmowskim uśmieszkiem.
-Na co więc czekasz? -odparłem, rozpościerając ręce jak ptak.
-Bez publiczności nie ma sensu. Kto by ci uwierzył w takie dokonanie, gdybyś nie miał świadków, królewno?- odpowiedziała bezczelnie, sarkastycznie podkreślając ostatnie słowo.

  Rozwścieczony podszedłem do niej i złapałem za przedramię, że aż wzdrygnęła się z bólu.
-Au! To boli, kretynie! Puść mnie! -krzyknęła, wyrywając się z uścisku.
-Lubię jak boli. "50 twarzy Greya" powstało w inspiracji moją osobą. -odpowiedziałem zadowolony błyskotliwą odpowiedzią. Nina wyszarpnęła się z uścisku i wysyczała z nieukrywaną odrazą: -Śmieszy mnie to, że uważasz się za milion razy lepszego niż w rzeczywistości jesteś. Ale wiesz co? Milion razy zero i tak daje zero.
-Gdzie to wyczytałaś? Na stronie hasełka-na-pocisk-ninjy.com? -zapytałem z rozbawieniem.
-Bufon!- krzyknęła w odpowiedzi i ruszyła ku wyjściu.

  Jednak zanim zdążyła podejść do drzwi, zagrodziłem jej drogę ręką, opierając dłoń o ścianę.
-Nigdzie się nie wybierasz, księżniczko -odpowiedziałem wkurwiony, pokazując wymownie głową zeszyt leżący na ziemi -dopóki nie wyjawisz mi tajemnicy twego pobytu w szatni i grzebania w moich rzeczach.
-Nie ruszałam twoich rzeczy. -kłamała, patrząc mi prosto w oczy.
-A więc KTO według ciebie molestował mój plecak? -zapytałem wnerwiony całą tą maskaradą, uderzając ręką o ścianę.
-Może zapytasz kogoś, kto coś na ten temat wie? -odpowiedziała dziarsko, myśląc, że nie wiem w co pogrywa. Nie miałem jednak czasu by cokolwiek odpowiedź na tę zgryzliwość, bo ledwo co skończyła wypowiadać zdanie, usłyszeliśmy czyjś trucht w kierunku szatni.

  Odgłos kroków sugerował na jakąś dziewczynę. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek zobaczył mnie tu z nią. Sam nie wiem dlaczego tak mi na tym zależało.
-Prędko, do kibla! -wydałem rozkaz i szarpnąłem ją za rękę, prowadząc ją do toalety podległej szatni chłopców. Nie dostała nawet czasu na sprzeciw, bo gdy ledwo co przymknąłem drzwi toalety, ktoś wpadł do szatni i zaczął nawoływać szeptem: -Nina! Nina, jesteś tu?
Cholera, to była jej nawiedzona koleżaneczka.
Co one knuły?
By upewnić się, że Nina nie wyda kumpeli miejsca naszej kryjówki, zakryłem jej usta dłonią. Nie przystała na to chętnie, ale kiedy zorientowała się, że jej sprzeciw na nic, zrezygnowała z bicia mnie po ręce. Na wewnętrznej stronie mojej dłoni czułem jej niespokojny oddech, który ogrzewał mnie przyjemnie.

  To, co działo się w tej chwili było tak kurewsko nierealne. Jeszcze trzy dni temu dostałem od niej spektakularnego kosza na oczach kumpli, po czym zrównałem ją z ziemią, wyzywając ją do ściągnięcia spodni Dudkowi, wiedząc, że nie skończy się to impotencko, a teraz stałem w pierdolonym męskim klozecie, gdzie jebało fajkami i jakimś gównem (sam nie wiedziałem czy dosłownie, czy w przenośni), trzymając tą lasię za usta i przyciskając mocno do piersi by nie wymsknęła się z azylu. Jakiś obłęd!

  Przez chwilę jeszcze z szatni dochodziły niespokojne kroki, ale po bezowocnych poszukiwaniach koleżanki, dziewczyna opuściła strefę X.
-Moysz mne już puszcić. -wymamrotała Nina przez zakryte przeze mnie usta, gdy zostaliśmy już całkiem sami. Zdjąłem rękę i zapytałem zdziwiony: -Co?
-Właśnie to. -odburknęła i zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
-Wyjaśnisz mi, co tu się do jasnej kurwy nędzy dzieje? -zignorowałem obarczenie mnie tym nieprzyjemnym wzrokiem i pochyliłem się nad nią, opierając rękę o ścianę.
-Sama chciałabym to wiedzieć. -wzruszyła ramionami. Teraz wyglądała na o wiele bardziej wiarygodną niż przedtem. Albo naprawdę mówiła prawdę, albo szybko się uczy sztuki ściemniania.

  Coraz bardziej krew buzowała w moich żyłach w świadomości tego, że ta głupia laska trzymała mnie w garści. Nie mogłem na to pozwolić. Zbyt wiele mogłem mieć do stracenia.
-Lepiej, żebyś się dowiedziała. Chyba nie chciałabyś, żeby coś ""przypadkiem"" stało się twojej przyjaciółce?
Bingo!
Jej oczy nagle się rozszerzyły, co ewidentnie pokazało, że nie umie trzymać emocji na wodzy. Nie była dobra w dziedzinie, którą ja opanowałem do perfekcji. Poczułem nad nią wielką przewagę. Trafiłem w jej czuły punkt. Kto wie, czy nie najczulszy? Byłem z siebie kurewsko dumny. Jak po pierwszym wydymaniu trudnej laski. Teraz już wszystko później gładziutko. Role się odwróciły i obróciłem się w należną mi pozycję pana sytuacji. Od teraz wszystko zależało ode mnie i od tego, jak daleko zamierzałem się posunąć. Nie mogłem zmarnować takiej okazji.

  -Nie rób jej krzywdy. Nie jest niczemu winna. -zaczęła swoje wyjaśnienia - Nic nie rozumiesz, kretynie. -pokiwała głową. -Ona po prostu się zakochała... -spuściła głowę. Puściłem mimo uszu tego "kretyna", bo i tak wiedziałem, że mam ją w garści. Zapytałem tylko: -W kim? I co to ma wspólnego z buszowaniem w moim plecaku?
-Może wyjdziemy stąd zanim cokolwiek ci opowiem. Wybacz, ale trochę jebie w waszym klopie. -odpowiedziała marszcząc nos. Popchnąłem więc drzwi i machnąłem ręką w ich stronę, dając jej znak żeby przeszła pierwsza. -Dzięki. -odparła obojętnie.

  Kiedy z powrotem znaleźliśmy się w mojej szatni, Nina stanęła z założonymi rękami, czekając na mój ruch.
-To ty opowiadaj, a ja się przebiorę. -oznajmiłem i wyciągnąłem telefon by zadzwonić po karetkę dla Dudka.
-Co? Co ty robisz? -zapytała zaskoczona. Nic nie odpowiedziałem, tylko poinformowałem dyspozytora o wypadku i poprosiłem o przyjazd karetki.
-Co tu się do diabła stało? -krzyknęła.
-Poturbowali Grzegorza. Pamiętasz jeszcze jak było mu dobrze z tobą? -podjudziłem ją.
-Ty sukins.. -rzuciła się na mnie, próbując mnie popchać, ale złapałem ją za wyciągnięte ręce i powiedziałem stanowczo: -Jeszcze jeden taki wybryk, a Diana skończy z jego kutasem w sobie.

  Pomimo tego, że spodziewałem się, że znowu zacznie się przede mną kajać, ona tylko odsunęła się ode mnie, podniosła do góry jedną brew i odpowiedziała: -Pewnie marzy o tym każdej nocy.
Popatrzyłem na nią mrużąc oczy, po czym podszedłem do moich rzeczy i zacząłem ogarniać moje ubrania, walające się po ławce. -O czym ty mówisz? -zapytałem.
-No wiesz jak to jest z dziewczynami. -zaczęła nawijać -zawsze pragną czegoś, co jest dla nich albo niedostępne, albo niebezpieczne ale chuja niepotrzebne. Zakochała się w tym idiocie, a ja o tym nie miałam zielonego pojęcia... -kontynuowała, a ja właśnie przymierzałem się do przebrania piłkarskiej koszulki. -Powiedziała mi dopiero kilka dni temu i kazała mi podrzucić wiersz miłosny do jego plecaka, ale ja uważam, że on nie jest jej wart, więc wsadziłam go do pierwszego lepszego ple... -przerwała nagle.

*muzyka do tego fragmentu rozdziału >KLIK<*

  Odwróciłem się do tyłu, by zobaczyć co spowodowało nagłą ciszę. Patrzyła wybałuszonymi oczami na mój nagi tors i momentalnie się obróciła. Podszedłem do niej od tyłu, odgarnąłem kosmyk włosów i szepnąłem jej do ucha: -Proszę, nie mów mi, że to jest najromantyczniejsza chwila w twoim życiu.
Sądziłem, że zaprzeczy, ale nic nie odpowiedziała. Stała bez ruchu, nie reagując na to, co robiłem.
-Nigdy nie żaden chłopak, nie przebierał się przy tobie? -znów szepnąłem i położyłem dłonie na jej talii, schodząc powoli na biodra...

ten fragment jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich, gdyż zawiera sceny erotyczne; czytając, robisz to na własną odpowiedzialność; jeśli nie, możesz go ominąć 

  Przyłożyła swoje dłonie do moich, opierających się na jej biodrach dłoniach i splotła nasze palce.
-Nawet nie masz pojęcia, jaka czuję się samotna. -powiedziała obracając na bok twarz, stykając się z moją głową, opartą na jej ramieniu. Przysunąłem się bliżej niej, tak, że nasze ciała nie dzieliły już nawet milimetry i szepnąłem do ucha: -Pozwól mi cię uszczęśliwić.
Poczułem jak jej ciało drgnęło. Musnąłem jej szyję ustami, na co odchyliła głowę w bok, dając mi większe pole manewru. Jej ciało krzyczało "Weź mnie!". Czułem dokładnie jak każdy centymetr jej skóry pokrywał się gęsią skórką.

  Przesunąłem ręce z bioder w stronę jej krocza, nie przestając obsypywać jej szyi pocałunkami. Z jej ust wydał się zduszony jęk. Przygryzła wargi. -Dobrze ci, księżniczko? -spytałem. Zamknęła oczy i prawie niedostrzegalnie pokiwała głową. Wiedziałem, że jest jej cholernie dobrze. Dziewczynom zawsze było ze mną jak w raju. A ja byłem jak na haju. Z nią jednak było inaczej niż z pozostałymi. Nie było mi z nią dobrze. Było wręcz nieziemsko. Ona miała w sobie to coś, czego inne nie miały. Podobały mi się jej nieśmiałe gesty, jakby bała się bycia szczęśliwą. Podobało mi się jej zawstydzone spojrzenie, kiedy zdała sobie sprawę z moich zamiarów.

  Powoli przesuwałem dłonie w stronę brzegu jej ciasnych niebieskich spodni, suwając palcami po jej ciele. Jedną ręką złapałem ją za brzuch a drugą wsunąłem do jej spodni, dotykając jej gorącej skóry. Nina złapała za moją rękę dotykającą jej brzucha i wydała z siebie jęk przez zaciśnięte usta, oddając się przyjemności. Gdy moje palce znalazły się już w jej majtkach, odwróciła się gwałtownie i objęła mnie rękami za szyję całując mnie natarczywie w usta. Wyglądało to, jakby się bała poczuć mnie w sobie. Odwzajemniłem pocałunek i nasze języki tańczyły już namiętne tango. Złapałem ją w pasie i nie przerywając pocałunku podniosłem ją do góry, tak, że nogami oplotła mnie w biodrach.

  Cofnąłem się z nią na rękach w kąt szatni, gdzie na podłodze leżały porozwalane ubrania moich kumpli i moja niebieska bluza z nadrukiem. Złapałem ją jedną ręką za pośladki i zgiąłem się w pół i zniżając się do parteru, położyłem ją na miękkich rzeczach. Nasze pocałunki były tak gorące, że od samego całowania mógłbym przy niej dojść. Zacząłem rozpinać niecierpliwie guziki jej białego, niczym biała lilia żakietu i łapczywie ssałem skórę na jej obojczyku. Jej paznokcie wbiły się w moje plecy i poprowadziły długi ślad w stronę łopatek, po którym na pewno zostaną czerwone ślady.

  Jedną ręką podparłem się obok jej głowy, a drugą powędrowałem w kierunku jej krocza, rozsuwając jej rozporek. Jej serce pulsowało tak mocno, jakby chciało uwolnić się z piersi. "Nie ma sprawy"-pomyślałem i złapałem jej czarną bluzkę i ściągnąłem ją przez jej głowę. Nina podniosła się lekko i złapała za gumkę moich czarnych spodenek i razem z bokserkami zdjęła je na tyle, na ile dała rady, a ja zsunąłem je do końca nogami. Razem niecierpliwymi rękami zdjęliśmy jej spodnie a ja finezyjnie, powoli zsuwałem jej majtki, kiedy ona położyła głowę, nie chcąc patrzeć na to, co robi ze mną widok jej nagiego ciała. Zaczęła rozpinać stanik. Złapałem ją za ręce, dając znak że JA chcę to zrobić i zabrałem się do jego rozpinania.

  Robiłem to tak wiele razy, a jednak tym razem było jakoś zupełnie inaczej. To było coś takiego, jakbym się stresował, a przecież to niedorzeczne. W kontaktach z dziewczynami zawsze dominowałem. I to bez najmniejszego problemu.

  Po chwili już całowałem jej nagie piersi, palcami kreśląc kółka na jej brzuchu, kiedy ona zaciskała ręce na mojej niebieskiej bluzie, na której leżała, próbując powstrzymać mimowolny stęk. -Kochanie, nie bój się być głośno.- powiedziałem przesuwając głowę w stronę jej twarzy, przygryzając lekko skórę na jej szyi. -Krzyknij moje imię księżniczko. -rozkazałem.
-A-ale...- zajęczała z rozkoszy, jaką jej dawałem. Podniosłem głowę i położyłem ręce po obu bokach jej głowy. -Chcesz żebym przestał? -spytałem, dobrze znając odpowiedź.
-Nie! -poderwała się i złapała moje ręce, przesuwając je w stronę podbrzusza. -Arek, proszę. -stęknęła z niemocy.
-Co mam zrobić? -spytałem dziarsko, aż powie to, na co tak czekałem.
-Dotykaj mnie. A-arek, Jezu... -wydała z siebie nieposkromiony jęk, gdy nagle włożyłem dwa palce w jej krocze, nie dając jej czasu na przygotowanie. Zacząłem nimi rytmicznie przesuwać, zginając je w niej, tak, że czułem jak jej punkt G powiększa się, jakby domagając się mojego dotyku. Jęknęła, sam nie wiedziałem czy z bólu czy z rozkoszy. Wygięła plecy w łuk a jej oddech momentalnie przyspieszył. Jej organizm potrzebował znacznie więcej tlenu.

  -Jesteś dziewicą? -zapytałem szeptem.
-Fizycznie tak. Mentalnie -nie. -odpowiedziała z uśmiechem.
-Co to znaczy "mentalnie nie"?- spytałem zaskoczony, muskając ją językiem za uchem.
-Bo w mojej głowie właśnie straciłam dziewictwo. Z tobą.. -odparła przerywając słowa westchnięciami.

  Ta odpowiedź mnie bardzo zadowoliła. Zacząłem przesuwać palcami w górę i w dół, sprawiając, że już nie mogła powstrzymać jęków. Jej ciało jak magnes, przyciągane było przez mój dotyk. Jej oczy świeciły nieogarniętym blaskiem, a z jest ust wydobywało się wołanie. Tak cholernie podniecało mnie to, jak wymawiała moje imię. Jej ciało tak bardzo mnie pożądało, była dla mnie taka gotowa, była tak cholernie mokra.

Baby, look what you've done to me...

  Kiedy już czułem, że jest na mnie cholernie gotowa, wyjąłem z niej palce i przysunąłem się do jej ucha i szepnąłem: -Teraz będziesz tylko moja, kochanie.. -i przyłożyłem mojego kutasa do jej wejścia.


  -Co ty do cholery robisz? Pojebało cię? -wrzasnęła strzepując moje dłonie z jej bioder. -Łapy precz!
-Słucham? -zapytałem rozkojarzony.
-Zabieraj się ode mnie! -znowu krzyknęła, a ja próbowałem wrócić do rzeczywistości.

"Co tu się do cholery dzieje?" -próbowałem sobie przypomnieć. O czym ja do cholery myślałem?

-Łżesz w żywe oczy, suko. Wiem, że ona na mnie leci. Nietrudno to zauważyć. -odparłem wkurwiony, przypominając sobie, na czym stanęliśmy. Chociaż słowo "stanęliśmy" jest niefortunnie dwuznaczne, jeśli chodzi o to, co się przed chwilą działo. Szkoda, że tylko w mojej głowie. Szlag...
-Bullshit! -syknęła i ruszyła ku drzwiom, które nagle się otworzyły. Jakby rzuciła zaklęcie różdżką. Niestety, różdżka należała do kogoś innego.

  -Arek, profesor pytał.. -zaczęła Natalia wchodząc, ale przerwała, widząc mnie półnagiego stojącego obok Niny. Jej mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, choć wcale nie przypominała Rafaello. -To ja nie będę przeszkadzać...- oznajmiła zszokowana na odchodnym, wychodząc jeszcze szybciej, niż się pojawiła. Nina rzuciła mi złowieszcze spojrzenie i również opuściła pomieszczenie.
Zrozumieć kobiety...
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do przebierania się. Z korytarza nagle usłyszałem jakieś jęki. O dziwo nie należały do Natalii. To Grzesiek. Cholera... Przestraszony wybiegłem pędem na korytarz, ubierając na oślep koszulkę.

środa, 4 marca 2015

Rozdział XII



Nina's POV

Dzisiaj miało TO nastąpić.
Dzisiaj miał nastąpić punkt kulminacyjny relacji Diana-Arek.

  Już wiem, skąd ten pojebany sen- boję się jak cholera. Diana zmusi mnie wręcz do tego, bym to właśnie JA podrzuciła ten wiersz Arkowi.

  Skąd to wiem? Oj, za dobrze ją znam. W takich rzeczach to ona jest górą, a ja tylko z westchnieniem robię to, czego ona sobie życzy. Jesteśmy przyjaciółkami. Znamy się na wylot. Mogłybyśmy z całkowitym spokojem zagrać w grę Quizwanie, w której pytania dotyczyłyby naszych upodobań, naszych poglądów, naszych sekretów czy marzeń i odpowiedziałybyśmy na większość nawet bez spoglądania na podane możliwości.

  Bez dalszych refleksji wzięłam z biurka napisany odręcznie na papeterii wiersz i włożyłam go ostrożnie między kartki podręcznika do biologii. Ułożyłam ostrożnie książki w torbie i starając się nie myśleć o tym, co dzisiaj nastąpi, zaczęłam się ociężale ubierać. Włożyłam na siebie czarną bluzkę  z dekoltem w serce  na grubych ramiączkach i biały żakiet. Na nogi naciągnęłam jedne z moich ulubionych spodni- morskie rurki. Jeśli już miałam dzisiaj wykonywać mission impossible to z wielkim stylem... Na szyję włożyłam gruby naszyjnik i spojrzałam w lustro z lekkim uśmiechem- wyglądałam naprawdę świetnie! To musi być naprawdę dobry dzień! Nawet stres związany z tym głupim listem nie odbierze mi tego- tak przynajmniej próbowałam sobie obiecać.

photo

    W szkole, gdy ledwie zdążyłam przekroczyć próg szatni, gdy za mną naprędce wleciała Diana. Nie miałam zielonego pojęcia skąd ją tam przywiało. Nie widziałam zupełnie momentu, kiedy wchodziła do szkoły. Może byłam zamyślona, już sama nie wiedziałam o czym tak właściwie rozmyślałam. Ach tak, ten list.. On odciąga całą moją uwagę od czegokolwiek innego. Już sama zaczynałam mieć wątpliwości, co do słuszności tej całej "Akcji Arkadiusz"...

  Diana pędem wbiegła do naszej klasowej szatni i powiedziała z radością: -Mam plan!. Zdziwiło mnie to z lekka, bo myślałam, że chociaż upewni się, że mam ten wiersz, nie mówiąc już o zapytaniu, czy w ogóle go napisałam. Zapytałam, więc: -Skąd ta pewność, że go mam, hę? Diana nawet nie podnosząc głowy znad wiązanych przez siebie sznurówek odparła: -Bo wiem, że go masz. Nie zawiodłabyś mnie. Jej słowa przeniknęły moje serce- ona naprawdę bezgranicznie mi ufa... Jakbym była jej aniołem co najmniej. 

  Sama nie wiem, dlaczego zaskoczyły mnie jej słowa. Przecież to chyba świetnie, że mam kogoś, kto ufa mi, jak nikt inny. Jeszcze do niedawna przyjęłabym te słowa ze zwykłym uśmiechem, nie zważając nawet na wagę wypowiadanego stwierdzenia. Czemu więc, teraz tak bardzo te słowa dotknęły mojego serca? Przecież nie miałam nic na sumieniu! No, może nie tak do końca, jestem w końcu tylko człowiekiem. Jestem zwyczajną Niną Malicką. Jak każdy popełniam błędy, ale czy są one tak poważne, że powinnam się zawahać nad stwierdzeniem, że można mi zaufać?

  -Ok, więc jaki jest twój plan?- zapytałam. W tej samej chwili poczułam wibracje w tylnej kieszeni spodni. -Zaraz ci wszystko opowiem co i jak.- odpowiedziała. Wyjęłam więc telefon w oczekiwaniu na odpowiedź Diany. Odblokowałam ekran i spostrzegłam, że to Damon napisał do mnie z samego rana. 'Dzień dobry skarbie. Miłego dnia. Całuję xx'



Na same te słowa uśmiechnęłam się. Diana spostrzegła mój nagły entuzjazm i popatrzyła mi przez ramię czytając moją wiadomość na głos. Żebyście widzieli wtedy jej minę...
-Nina?!! Czy ja o czymś nie wiem??- prawie wrzasnęła. Powstrzymało ją od tego jedynie wejście do szatni osób postronnych. Machnęłam ręką.
-Diana, ja sama nie ogarniam tego ostatniego weekendu, okej? Opowiem ci wszystko, ale chodźmy już do klasy. Poza tym, najpierw chcę usłyszeć twój cudny plan.- powiedziałam spokojnie, robiąc palcami cudzysłów na słowie "cudny". Wierzcie mi, jej pomysły nigdy nie są cudne. Zwłaszcza dla mnie, bo to JA jestem tą od czarnej roboty...
  


Arek's POV

  Dzisiaj będzie ważny dzień. Będziemy grać mecz z III G. Mimo, że są naszymi rówieśnikami to i tak nie mają szans. To III H dziś zatriumfuje i nie ma innej pieprzonej opcji. Niech nawet sobie nie myślą, że strzelą nam jakieś bramki z pięknie przemyślanej strategii. Łukasz obroni dziś każdą piłkę, w końcu będzie grał w koszulce z wygrawerowaną na piersi pierwszą literą imienia jego cheerleaderki Agnieszki.

  Kutas jest w niej zakochany. Czasem, gdy widzę jego i Agnieszkę miziających się do siebie na przerwie to mam ochotę powiedzieć mu, że jest totalnym kutasiarzem, że dał się usidlić jakiejś panience. Jak można marnować sobie lata młodości wikłając się w jakimś związku, który prędzej czy później i tak zakończy się fiaskiem a rekonwalescencja po złamanym sercu trwa długie tygodnie, czasem i miesiące? Rozumiem, że chce czasem poruchać jakąś laskę, bo jak to my, faceci, mamy swoje potrzeby, ale po co w to wszystko mieszać uczucia?

  Popatrzyłem na pomarańczową odblaskową koszulkę drużynową, złożoną w kostkę, leżącą na moim łóżku. Czekała na to, aż ją spakuję. Obok numeru "16" miała nadrukowaną literkę "N". "N" jak Natalia. Ta pizda nie zasługuje na to, bym nosił jej inicjał na koszulce ligi i z nim na piersi strzelał bramki. Za każdym razem, gdy polajkuję jej zdjęcie na fejsie ma pewnie kisiel w gaciach. Za każdym razem, gdy uśmiechnę się do niej od niechcenia, myśli, że jest zabawna. Ona myśli, że coś dla mnie znaczy.
Gówno dla mnie znaczy.
Jest tylko zwykłą cheerleaderką, która trzęsie pomponami.
Nudzi mnie już to wszystko. Chcę od życia więcej. Tak właśnie myślałem.

  Obojętny na wszystko wrzuciłem koszulkę do mojego plecaka z Nike. "N" jak Nike, bogini zwycięstwa. To dobry znak. Wygramy. To będzie dobry dzień.


Nina's POV

  Wiedziałam, że pomysł Diany na pewno będzie popierdolony, ale że AŻ TAK? Idziemy w ciszy do klasy na matematykę, ja w myślach powtarzam wzory trygonometryczne, a ona nagle wypala, ni z gruchy ni z pietruchy coś takiego: "Gdy Arek będzie na meczu, wejdziesz do ich szatni i włożysz mu do plecaka wiersz". Bardziej brzmiało to jak "gdy-arek-będzie-na-meczu-wejdziesz-do-ich-szatni-i-włożysz-mu-do-plecaka-wiersz", bo powiedziała to wszystko na jednym oddechu, jakby chciała mieć już wreszcie za sobą wypowiedzenie tej kwestii. Bała się mojej reakcji, a ja bałam się jej, dlatego pierwszą odpowiedzią, jaką jej dałam, był wyraz twarz, który ani trochę nie wyrażał aprobaty na jej głupi pomysł.
-Chyba cię pojebało, Diana.-wykrztusiłam z siebie, nie bardzo mając pojęcie jak może na to zareagować.
-Nie. To dobry pomysł, jeśliby się nad tym trochę dłużej zastanowić niż 5 sekund, jak zajęło to właśnie TOBIE.- stwierdziła już mniej strachliwie. -Bo po pierwsze -kontynuowała- nikt cię nie przyuważy, a ZWŁASZCZA Arek.
-A są jakieś kolejne argumenty na "tak"?- zapytałam z drwiącym uśmieszkiem.
-Nie, jest tylko jeden, ale wystarczająco dobry.- odpowiedziała i przeszła pierwsza przez próg klasy, nawet na mnie nie czekając. W tym momencie miałam ochotę ją własnoręcznie zabić, ale niestety chyba zabraniał tego szkolny regulamin. It sucks...

  Dziś chyba pierwszy raz w mojej karierze uczniowskiej pragnęłam by te trzy lekcje poprzedzające długą przerwę, na której odbędzie się mecz, trwały jak najdłużej. Na matematyce zdążyłam już opowiedzieć Dianie ze szczegółami moje weekendowe przygody z Damonem i pokazać jej wiersz, który napisałam w niedzielny poranek. Diana oczywiście postawiła własną diagnozę, że zakochałam się w Damonie i ten świetny wiersz, jest tego efektem. Wyśmiałam ją i powiedziałam jej prosto w oczy, że to było tylko jednorazowe spotkanie i że nie czuję nic do Damona. Mój jedyny argument był taki, że nie ma sensu się w to angażować, bo on i tak niedługo wraca do Australii. Ha, jedyny, ale wystarczająco dobry, jakby to powiedziała Dianka. Ona w sumie i tak mi nie uwierzyła. Wie swoje. I może wie nawet lepiej ode mnie, bo ja chyba próbuję samą siebie oszukać. Po tym fantastycznym spotkaniu w kawiarni i jeszcze lepszym wieczorze u niego w domu, chyba naprawdę coś we mnie drgnęło, ale próbuje tego "cosia" nie dopuszczać do głosu. Mam maturę na głowie, a on i tak niedługo wyjeżdża! Wiem, że się powtarzam, ale taka przecież jest prawda. Na miłość przyjdzie czas. Nie mogę pozwolić, by moje słabości wzięły nade mną górę.

  Ani się obejrzałam jak zabrzmiał dzwonek na przerwę. Długą przerwę...
-Chodź szybko, szybko!-Diana pociągnęła mnie za rękę i pędem wybiegłyśmy z klasy, co zwróciło uwagę nie tylko nauczyciela chemii, ale i większości uczniów. -No, więc słuchaj -zaczęła po raz setny streszczać mi po drodze swój plan.-Ja będę stała w witrynie drzwi na salę i obserwowała bieg wydarzeń. Ty tylko ostrożnie wemskniesz się do szatni chłopców z III H i znajdziesz czarny plecak "najki". Wsadzisz ostrożnie kopertę z listem, żeby się nie pomięły i wyjdziesz niepostrzeżenie, dołączając do mnie. To całkowicie bezpieczny plan działania. Poczuj się jak James Bond i do dzieła!- wyjaśniła pokrótce.

  Aha. Łatwo mówić, gdy jest się tylko donorem pomysłów, a ktoś inny musi wykonywać takie dziwaczne akcje. Nie miałam jednak żadnego wyjścia, jak tylko przystać na jej rozkaz i modlić się, by wyjść z tego cało.

"Boże, użycz mi pogody ducha

Abym godził się z tym
Czego nie mogę zmienić

Odwagi
Abym zmieniał to
Co mogę zmienić

I mądrości
Abym odróżniał jedno od drugiego"

Niby proste, ale za cholerę nie potrafię odgadnąć, czy mogę zmienić moją uległość w stosunku do Diany, czy wręcz nie powinnam tego robić. Jestem zdezorientowana. Totalnie.


Diana's POV

  To musi się udać. Nawet nie przyjmuje innej opcji. Arkowi na pewno spodoba się mój wiersz, choć może nie do końca napisany przeze mnie, ale przecież jest od serca. Od mojego serca. Wiem, że na pewno jego zdzirowate koleżanki nigdy nie zdołałyby wysilić się na taki happening, jak skryte ofiarowanie chłopakowi swojej duszy, w postaci własnoręcznie napisanego wiersza. To nie ten typ dziewczyn. Nie ta liga, w porównaniu do mnie i Niny. Tak właściwie nie wiem, co Arkadiusz uważa o tym ich całym pindowatym zachowaniu, bo nie potrafię wyczytać tego z jego kamiennego wyrazu twarzy, jaki co dzień zakłada, ale w sercu czuję, że on nie leci na takie panienki. On taki nie jest. I ja to wiem.

  Kiedy dotarłyśmy już na salę gimnastyczną, mecz właśnie się zaczynał. Nina spokojnie oparła się o framugę, a ja wypatrywałam niespokojnym wzrokiem Arka, który żegnał wzrokiem swoje cheerleaderki. Na przedzie wybiegających z sali dziewczyn była jego osobista cheerleaderka Natalia. Tylko ją kojarzyłam z nich wszystkich. Może nie tak do końca znałam ją osobiście, ale znałam ją w taki sposób, w jaki zna ją reszta szkoły. Chyba nie da się nie zauważyć jej osoby i tego jak bardzo napawa się tym, że jest kapitanem cheerleaderek III H i że ma przy sobie króla ligi szkolnej-Arkadiusza.

  Nie stanowiła dla mnie jakiejś wielkiej konkurencji nie do pokonania. Raczej irytowała mnie swoim zachowaniem. Bardziej zdzirowatej uczennicy niż ona chyba nie zdołasz znaleźć w tej szkole, a chodzą tu różne idywidua. Cholerna suka, nie powinnam nawet zwracać uwagi na to COŚ w kusej spódniczce i bluzeczce z deloltem w literę "V".

  Kiedy mecz już się rozpoczął i trwał już jakieś kilka minut, Nina z obojętnym wyrazem twarzy poklepała mnie za mną po ramieniu i ruszyła niepewnym krokiem w stronę męskich szatni, które znajdowały się niedaleko drzwi sali gimnastycznej, po przeciwnej stronie korytarza. Jej wzrok niewiele wyrażał, ale widziałam jak cholernie niepewnie się z tym czuje, niosąc w ręku amarantową kopertę z wykaligrafowanym imieniem "Arek". Trochę ciężko mi było z tym, że niemal przymusiłam ją do tego, ale prawda jest taka, że ja nigdy bym się na to nie odważyła. Ciężko mi przyznać, nawet przed sobą, że nie jestem tak pewna siebie jak ona. Dziękuję Bogu za to, że mam tak kochaną i oddaną przyjaciółkę, która jest mi w stanie pomóc nawet w najtrudniejszych chwilach.

  Mecz z każdą kolejną sekundą stawał się coraz bardziej agresywny. Piłki latały po boisku jak petardy na sylwestra, i co rusz któryś z chłopaków dopuszczał się faulu. Był też i on. Grzegorz Sarna, na którego nie wiedzieć czemu wszyscy mówią Dudek. Jakby był jakimś ptakiem czy coś. Trudno było mi na niego spojrzeć inaczej, niż jak przez pryzmat piątkowego wieczoru, gdy stał w klasie z opuszczonymi spodniami z zakłopotaną miną i erekcją w bokserkach. Teraz wyglądał mniej niewinnie, gdyż nie grał łagodnie, jak wyglądał wtedy.

  Nie grał fair play. Kilka razy sfaulował osobników drużyny przeciwnej, czego jednak nie zauważył sędzia, pomimo oburzenia drużyny III G. Biegał po boisku z szelmowskim uśmieszkiem, co nie podobało się przeciwnikom. Jak to uczyli nas w epoce romantyzmu: "Nie ma winy bez kary". "Dudek" chyba jednak spał wtedy na lekcji polskiego, bo czuł się bezkarny. Chciał być tym, który strzeli bramkę w tym meczu. Chciał się poczuć ważny. Zapewne też chciał zdobyć uznanie dziewczyn, a w szczególności tych dziuń z jego klasy.

  I w końcu nadarzyła się okazja. Grzesiek zaczął przeć do przodu z wielką prędkością na bramkę przeciwnika, nie podając piłki nikomu. Bardzo zależało mu na osobistej chwale. Pewnie brakuje mu w życiu osoby, która by go mogła podbudować w pewien sposób. Ku mojemu zaskoczeniu nawet mu nieźle to wszystko wychodziło. Nie dał sobie odebrać piłki. Do czasu jednak. Kiedy zbliżał się już do bramki by oddać strzał, ni stąd ni zowąd na horyzoncie pojawił się chłopak z numerem 69 na koszulce (pewnie jakiś fan "50 twarzy Greya", czy coś). Biegł dosłownie na Sarnę. Ten, nieświadomy niczego dalej parł na bramkę z niesamowitą szybkością i zwinnością. Jednak numer 69  był raczej bardziej zwinny, bo to, co za chwilę zrobił na pewno nie było przypadkowe. Gdy znalazł się przy Dudku z całej siły zamachnął się i udając, że celuje w piłkę, zwalił go z nóg, z ogromną siłą kopiąc go pod kątem w piszczel.

  Nim się ktokolwiek obejrzał Dudek już leżał na ziemi z podkulonymi nogami i ogromnym grymasem na twarzy. Cała uwaga widzów skupiła się teraz tylko na nim. W pewnym sensie jednak dopiął swego i wzbudził powszechne zainteresowanie swoją osobą. Sędzia podbiegł do niego i zaczął o coś go pytać, czego już nie mogłam usłyszeć bo stałam dość daleko. Cała sala zamarła. Wyglądało to naprawdę niefajnie. Pomijam fakt, że faceci mają nadzwyczajne skłonności do wyolbrzymiania swoich dolegliwości chorobowych czy urazowych.

  Wszyscy członkowie drużyny zebrali się wokół Sarny i z politowaniem patrzyli na niego. Wyglądało to, jakby byli gotowi przyjąć na siebie jego niedolę. Braterskie więzi między przyjaciółmi płci męskiej znacznie przewyższają więzi między dziewczynami. Próbowałam też dostrzec kapitana ich drużyny, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Cholera, gdzie on się podział?


Nina's POV

  Dotarłyśmy z Dianą pod salę gimnastyczną. Oparłam się o framugę drzwi, zachowując twarz zupełnie bez wyrazu (Arkadiusz ma chyba na mnie jakiś wpływ). Prawda jest taka, że cholernie się bałam. W brzuchu coś mnie ściskało, a ja wciąż miałam nadzieję, że Diana powie, że jeśli nie chce, to nie muszę jej w tym pomagać, bo już wystarczająco dużo dla niej zrobiłam, jeśli chodzi o jej crusha. Ha! Pomarzyć sobie mogłam, bo nie było szans by tak zrobiła. Nie chcąc więc już tego przedłużać w nieskończoność, po krótkiej chwili od rozpoczęcia meczu, poklepałam ją delikatnie po ramieniu, dając znak, że ruszam na misję.

  Logicznie rzecz biorąc, ta misja nie miała prawa się nie udać, przecież zawodnicy są na meczu a nikt nie pałęta się ot tak po korytarzu, więc na 100% nie zostanę przyłapana.

  I z taką nadzieją ruszyłam ku szatni chłopców III H.

  Otworzyłam ostrożnie drzwi i wślizgnęłam się do środka, pilnując, by nikt mnie nie spostrzegł. Zamknęłam za sobą drzwi najciszej jak tylko byłam w stanie i ruszyłam w poszukiwanie czarnego plecaka Nike. Nie było to wcale wbrew pozorom takie proste, bo szatnia chłopców pod żadnym pozorem nie przypomina szatni dziewczyn. Tu, ubrania walają się wszędzie, a co dziwi mnie najbardziej, wszystkie inne rzeczy niezwiązane ze sportem, są porozwalane po ławkach, jakby mieli tu co najmniej nocować, a nie przebrać się tylko na kilkanaście minut meczu. Faceci... Ich chyba nie da się ogarnąć.
 
  Zaczęłam przebierać między stertami porozrzucanych ubrań, szukając plecaka Arka. Czas jakby przyspieszył w niewyobrażalnym tempie, tak że wydawało mi się, że lada moment chłopcy wpadną do szatni, zgrzani i spoceni po wyczerpującym meczu i zobaczą mnie, przegrzebującą się przez ich rzeczy. Musiałam się spieszyć, tylko że nie było to zbyt łatwe zadanie.

  Po długich minutach, okupionych wielkim strachem, w końcu udało mi się znaleźć ten zasrany plecak. Leżał rozpięty w nieładzie, z którego niemal co, wysypywały się zeszyty. Ułożyłam go delikatnie, by nie wywalić wszystkiego na ziemię, wyjęłam jakiś zeszyt i włożyłam między jego kartki kopertę z listem. Już miałam chować go do plecaka i zwiewać, kiedy moją uwagę zwróciły niecenzuralne rysunki na ostatniej stronie zeszytu. Pomijając ich treść, stwierdziłam, że Arek całkiem nieźle rysuje. Nie był to raczej nikt z jego kolegów, bo swoje dzieło okupił podpisem, tak, że byłam niemalże pewna, że to jego ""dzieła"". Zaintrygowana, wyjęłam z plecaka inny zeszyt i od razu przewróciłam na ostatnią stronę. Nie rozczarowałam się, bo widniał na niej inny rysunek, nie odstający w niczym od poprzedniego. Był równie świetny technicznie. Treść nieco wulgarna, ale to również przyciągało uwagę, tak że nawet zdołała mnie rozbawić.

  Powinnam już dawno wyjść, ale chciałam zobaczyć jeszcze tylko jeden rysunek. Te obrazki były genialne. On chyba nic innego nie robi na lekcjach tylko rysuje. Wyjęłam trzeci zeszyt z plecaka, kiedy nagle usłyszałam bieg w stronę szatni.

Cholera..

  Szybko wrzuciłam nieporadnie zeszyt do plecaka i ruszyłam pędem w stronę drzwi. Może jeszcze mi się uda wyjść niepostrzeżenie- miałam nadzieję w duchu. Złapałam lekko klamkę, ale szarpnął nią ktoś inny -do szatni wbiegł Arek, wpadając wręcz na mnie.

Jasny gwint!

  -Co ty tu...?- zaczął zdziwiony, ale nie dokończył pytania, gdyż w tej samej chwili, niedbale rzucony przeze mnie wcześniej zeszyt, uległ prawu grawitacji i z hukiem spadł na ziemię, w najmniej odpowiednim momencie.

Nie było już dla mnie ratunku...
_____________________________________

Would you love me, would you love, if I wasn't such a jerk?
I don't think so!