Rozdział V

Arek's POV

  -Buuu...- zaczęli mi buczeć za uchem kumple, nawet nie mając świadomości...

-Ale lasia! Niezła jest! Ciekawe, czy w łóżku też taka ostra!
-Ej, ale skąd ona wiedziała, że jesteś przebrany za pierdolonego Bonda?

...jak BARDZO działają mi na nerwy.

  Gdy drzwi na salę zatrzasnęły się za nią, miałem wrażenie, że to jakiś pierdolony nieśmieszny żart. Jak ta suka mogła mnie tak potraktować przed najlepszymi kumplami? No ja się kurwa pytam jakim cudem? Jeszcze jak żyję, nie dostałem tak spektakularnego kosza. Zaraz, przecież ja NIGDY nie dostałem żadnego jebanego kosza...

  Stałem tak chwilkę osłupiały, tyłem do kumpli siedzących na ławce, i zastanawiałem się, jak wybrnąć z jajem z tej sytuacji. Nie miałem zamiaru zostać obiektem kpin, żartów i plotek do następnego stulecia. Musiałem wymyślić jakiś plan, ale na myśl przychodziły mi same beznadziejne pomysły. -Kurwa!- zakląłem w duchu i odwróciłem się na pięcie w stronę towarzyszy. -No to kto zamawiał 0,7 od Jamesa Bonda?- zapytałem z szelmowskim uśmieszkiem, podchodząc do nich, z podniesionymi w górze rękami z reklamówką.


Nina's POV

  -Odpowiesz mi wreszcie, co tutaj w Polsce robi taki seksowny Australijczyk jak ty?- zapytałam Damona, gdy przechylił mnie w tańcu tak, że prawie dotknęłam głową podłogi.
-Och, nie schlebiaj mi- odparł uśmiechając się szeroko, tak seksownie, że miałam ochotę scałować ten uśmiech z jego twarzy. Zamiast tego jednak, perfidnie stanęłam mu na stopę i śmiejąc się w twarz odpowiedziałam z przekąsem:
-Ok. PRZEPRASZAM!

  -Droczysz się ze mną? Wiesz, że to lubię?- podniósł lewą brew, przymykając jednocześnie prawe oko.
-Czy ty ze mną flirtujesz, mój drogi?- zapytałam dumnie, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Oczywiście, moja tania.- odparł z szarmanckim ukłonem.
-W takim razie jesteś w tym beznadziejny!- skłamałam, czując, że moje ciało ma na ten temat inne zdanie.
-Przykro mi to słyszeć, milady, ale nie co dzień spotykam tak piękne, życzliwe i pełne cnót dzieweczki.- odparł z udawanym smutkiem, tak przekonująco, że wybuchłam śmiechem.
-Kocham cię!- powiedziałam przez łzy śmiechu.
-Hmm. Skoro panienka już mi wyznaje miłość, to chyba jestem zmuszony powiedzieć parę słów o sobie, nie sądzi panienka?- zapytał "stroskany". W odpowiedzi pokiwałam głową, na co ten, zaczął opowiadać mi swój mini życiorys...


Diana's POV

  -A więc ty też nie masz partnera na dzisiejszy bal?- zapytał chłopak z którym tańczyłam i któremu najwyraźniej bardzo zależało na podtrzymaniu rozmowy. Nie liczył się jej sens, a tak właściwie jego brak. -Gdybym miała, to bym z tobą nie tańczyła kretynie.-pomyślałam ze złością, wpatrując się w Ninę i jej przystojnego partnera. Na odległość było widać, że jest świetnym towarzyszem, gdyż Nina miała na twarzy przeuroczy uśmiech, który na milion procent nie był fałszywy. -A niech mnie to.. Gdzie ona dorwała takiego przystojniaka?- pomyślałam z zazdrością.

  -Najfajniejsi ludzie przychodzą na bal samemu, bo bale są po to, by się bawić, a nie ograniczać się i elita zajebistych ludzi o tym wie.- odpowiedziałam na zadane pytanie, bez przekonania, co do prawdziwości moich słów. Tak naprawdę, w głębi duszy pragnęłam, by być tu z "tym jedynym" i przetańczyć z nim całą noc. Chwila idealna do zapadnięcia w stan melancholii, ale nie tym razem, gdyż ciągle miałam na oku Ninę, a w głowie właśnie zaświtał mi genialny pomysł.

  -To jak właściwie masz na imię?- spytałam  z entuzjazem mojego tanecznego partnera. Moje pytanie, lub być może ton mojego głosu, nieco go zaskoczył, bo najwyraźniej nie spodziewał się, że po totalnej obojętności z mojej strony, nagle zapałałam chęcią bliższego zapoznania się z nim.

  -Kaspian, a ty?- odpowiedział z uśmiechem, nie kryjąc radości z mojego ożywienia.
-Ariana..- odpowiedziałam, robiąc obrót w tańcu, kiedy po chwili dotarło do mnie, co właśnie powiedziałam, spostrzegając przy tym niewyraźną minę Kaspiana. -Znaczy się, Diana.- poprawiłam się błyskawicznie, nie mając zielonego pojęcia, jak wybrnąć z sytuacji.
-Rozumiem, że masz swoje alter ego?- skomentował, mając przy tym niezły ubaw. Uśmiechnęłam się i znów mimowolnie popatrzyłam na moją przyjaciółkę, która bawiła się w najlepsze.
-Nie.- skwitowałam krótko. -To mój pseudonim.- dodałam, wyprzedzając zbędne pytania.

-Ale lubisz chyba Arianę Grande?- spytał z rozbawieniem.
-Jeśli ma to jakieś znaczenie, to tak, lubię ją.- odparłam, wzruszając ramionami.
-Wiesz, jesteś naprawdę piękna..- palnął ni z gruchy, ni z pietruchy.
-Wiesz, musisz wiedzieć, że mnie i Arianę łączy pewna rzecz. Obie mamy "problem". Ona taki śpiewający, a ja taki, że...- przerwałam w pół słowa, zastanawiając się, czy aby na pewno chcę mu to powiedzieć. -Czyś ty do reszty zgłupiała?- moja dobra strona osobowości próbowała mnie odwlec od tego. Jednak zanim dobrze nad tym pomyślałam, co tak właściwie robię, dokończyłam zdanie-...jestem lesbijką.- powiedziałam spuszczając wzrok na moje buty, co było dość niefrasobliwe, gdyż były one w ciągłym ruchu, ze względu na kroki taneczne.

  Nie chciałam mu patrzeć w tym momencie w oczy, bo bałam się, że zorientuje się, że kłamię. Na potwierdzenie moich  słów dodałam, wciąż unikając jego wzroku, głową wskazując na Ninę- A ta, tam- Widzisz?- upewniłam się, że wie o kim mówię. Tamta brunetka, która tańczy z tym przystojnym facetem...
-Przystojnym?- przerwał mi, okazując swoje zdziwienie, podnosząc brwi do góry.
-..od dłuższej chwili siedzi w mojej głowie i nie chce z niej wyjść. -dokończyłam poprzednią myśl i lekko zmieszana, że moje kłamstwo może mieć krótkie nogi, dodałam- GDYBYM była hetero, to bym się za niego brała, wiesz? Powiem w ten sposób, rozumiesz?- ale widząc jego wciąż niezbyt ogarniętą minę, dopowiedziałam szybko -No wiesz, w sumie jestem trochę bi..
-Biii?- przeciągnął sylabę jakby to była najdziwniejsza rzecz na świecie. Jezu, dlaczego trafił mi się taki dociekliwy rozmówca?- pomyślałam coraz bardziej bliska potknięcia się i wyjawienia swojej małej intrygi.
-No wiesz, właściwie to bardziej jestem homo, niż bi, ale nie wykluczam bycia również z mężczyzną.- plątałam się w zeznaniach, czując wielką gulę w gardle. Jednak niespodziewanie nadeszła odwilż.

  -No więc, zauważyłem, że się na nią gapisz od samego początku, ale nie przypuszczałem, że chodzi o coś.. no wiesz.. o coś więcej.-powiedział, gubiąc się w myślach Kaspian. Jezu, jestem taką idotką. Pójdę do piekła.
-Cóż, przykro mi.- jebane "przykro mi" to jedyne, na co potrafiłam się zdobyć. W odpowiedzi usłyszałam, że mimo wszystko jestem naprawdę świetną dziewczyną blah blah blah. Ostatni raz mną zakręcił i w końcowych akordach piosenki przechylił mnie lekko w stronę parkietu, uśmiechając się.

  Ja, nie tracąc okazji, że mi nagle gdzieś zwieje, wraz z końcem piosenki zapytałam słodko, trzepocząc przy tym rzęsami:
-Kaspian, mogę mieć do ciebie prośbę?
Zaśmiał się i odparł:
-To, że ja na ciebie w hm ŻADEN sposób nie działam, nie znaczy, że TY na mnie również nie.. Nie wykorzystuj swoich darów, jakie mama dała ci w genach, skarbie.
-Kaspian, no proszę..- nadal mentalnie go molestowałam, nie zwracając uwagi na jego wcześniejsze słowa. Na co ten, volens nolens zgodził się mi pomóc, nie wiedząc jeszcze w jaki sposób.
-A co mi tam.. A więc o co chodzi?- zapytał, na co ja wyjawiłam mu prędko, w czym potrzebna jest mi jego pomoc.

-Nie znam cię długo Diana, ale już mogę stwierdzić fakt, że jesteś zakręconą wariatką!- powiedział po chwili.
-Wiem..-odparłam, puszczając oczko, po czym złapałam go za rękę i w rytm jakiejś popowskiej muzyki, której tytułu nie znałam, ruszyliśmy w stronę Niny i jej towarzysza.

___________________________________________
O jejuuuuuuu, w końcu znalazłam a little bit of time i napisałam rozdział, ale z uwagi na moją sytuację, można zrozumieć, dlaczego mi to tyle zajęło. W końcu matura sama się nie napisze, prawda? Gdyby tak mogło być, to bym już sobie załatwiła miejsce na Harvardzie czy coś..

Ech do następnego, guys!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz