-Wygrałam.- oświadczyła ta suka, gdy mało nie sprawiła, że mój kumpel doszedł. Wykonała zadanie- ściągnęła mu spodnie- ale nie mogłem pozwolić jej dumnie wyjść z sali, jako zwycięzcy.
-Teraz zrób mu loda.-odpowiedziałem, próbując by mój głos zabrzmiał jak najbardziej sucho i obojętnie. Nie mogłem okazać mojej złości. Jak zwykle byłem opanowany. Przynajmniej na zewnątrz.
-Posrało cię baranie?- wrzasnęła, jakbym kazał jej pójść z buta na równoleżnik raka. Widać osiągnąłem zamierzony skutek.
-Narobiłaś szkód, więc teraz je napraw! Chyba nie myślisz, że Grzesiek będzie z TYM- wskazałem na jego krocze pustą butelką, w której niedawno znajdowała się bezbarwna ciecz z prądem- tak chodził?- odparłem, o mało co nie wybuchając gromkim śmiechem, gdyż naprawdę śmieszyła mnie ta sytuacja. Grzesiek chyba miałby po raz pierwszy okazję mieć swojego kutasa w ustach jakiejś panienki. Mimo wszystko, udało mi się zachować powagę. Jak zawsze zresztą.
-Gówno mnie to obchodzi- syknęła ta mała zdzira i razem z tą drugą dziunią, która ewidentnie na mnie leciała, wyszła z sali.
Nie miałem zamiaru puścić im tego płazem. Spróbowałem wstać, ale spora ilość alkoholu krążąca w moich żyłach, nie pozwoliła mi na tak śmiały wyczyn. Momentalnie usiadłem z powrotem i próbowałem ogarnąć szum w mojej głowie, który niestety był silniejszy niż moje daremne chęci.
Chłopaki chyba nawet nie pojęli tego, że jestem zalany w cztery dupy, bo sami mieli ten sam problem. Nie mówiąc o tym pajacu Sarnie, który stał z napompowanym rozporkiem, nie wiedząc co ma z tym fantem zrobić.
Daję słowo, załatwiłbym temu kutasowi jakąś laskę, ale chyba nie znam żadnej, która spełniałaby jego pierdolone wymogi..
Ładna?
Szczupła?
Miła?
Mająca poczucie humoru?
Szanująca się?
To jeszcze bym mógł jakoś zrozumieć, że nie chce pokazywać się z taką, którą zaliczyło w łóżku połowę tego liceum.
Ale
D Z I E W I C A?
No może i jestem popularny, ale nie mam znajomych w zerówce! Niech się ten kretyn ogarnie, bo umrze, nie wiedząc nawet, jakie to uczucie, gdy dziewczyna dla ciebie dochodzi.
Nie miałem zamiaru puścić im tego płazem. Spróbowałem wstać, ale spora ilość alkoholu krążąca w moich żyłach, nie pozwoliła mi na tak śmiały wyczyn. Momentalnie usiadłem z powrotem i próbowałem ogarnąć szum w mojej głowie, który niestety był silniejszy niż moje daremne chęci.
Chłopaki chyba nawet nie pojęli tego, że jestem zalany w cztery dupy, bo sami mieli ten sam problem. Nie mówiąc o tym pajacu Sarnie, który stał z napompowanym rozporkiem, nie wiedząc co ma z tym fantem zrobić.
Daję słowo, załatwiłbym temu kutasowi jakąś laskę, ale chyba nie znam żadnej, która spełniałaby jego pierdolone wymogi..
Ładna?
Szczupła?
Miła?
Mająca poczucie humoru?
Szanująca się?
To jeszcze bym mógł jakoś zrozumieć, że nie chce pokazywać się z taką, którą zaliczyło w łóżku połowę tego liceum.
Ale
D Z I E W I C A?
No może i jestem popularny, ale nie mam znajomych w zerówce! Niech się ten kretyn ogarnie, bo umrze, nie wiedząc nawet, jakie to uczucie, gdy dziewczyna dla ciebie dochodzi.
Nina's POV
Po zaistniałym w sali numer 3 incydencie, żadna z nas nie kwapiła się, by odezwać się do drugiej. Niby pod koniec balu wszystko się ułożyło, ale zgrzyt między nami pozostał. Obie czułyśmy się niekomfortowo. Prawdę powiedziawszy to JA miałam większe prawo czuć się nieswojo, bo to JA zostałam upokorzona na jej oczach. Ona tylko siedziała sobie beztrosko na kolanach tego kretyna, który jej się podoba...
Nie powiedziałam Dianie nic o naszej małej wymianie zdań z Arkiem, gdy spotkał mnie na schodach prowadzących na salę gimnastyczną. Na samo wspomnienie tego, że Arek zaproponował, żebym się z nim umówiła, w gardle rosła mi gula. Obie z Dianą wiemy, że ten chłopak nie jest dla niej odpowiedni, ale podobno serce nie sługa. I to by się zgadzało...
Następnego dnia po balu, w sobotę, miałam ogromnego moralnego kaca. Wstałam prawą nogą, ale nic mi to nie dało, gdyż nogi nie sprawią, że na mojej twarzy pojawi się uśmiech, skoro mam tyle na sumieniu. -Boże, co mi przyszło do tej głupiej bani? Jak mogłam dać się podpuścić Arkowi? Jak mogłam ściągnąć te durne spodnie temu chłopakowi? I w dodatku sprawić, że jego męskość stanie przede mną na baczność? Jak ja się teraz pokaże im na oczy w szkole?- w głowie pałętały mi się pytania, na które niestety nie potrafiłam znaleźć rozsądnej odpowiedzi.
Wiedziałam, że byli wtedy najebani i pewnie niewiele pamiętają z tego wieczoru, ale sam fakt, że to zrobiłam doprowadzał mnie do obłędu.
Oprócz tego, ciążyła nade mną obietnica, złożona Dianie, że napiszę ten cholerny wiersz miłosny. Nie było szans, że po ostatnim go sobie odpuści. Ona nie widziała w nim żadnej negatywnej cechy. Nie patrzyła na niego przez obiektywny pryzmat, lecz przez różowe okulary. A ja nic nie mogłam poradzić. Próbowanie wybicia tego kolesia z jej głowy nie wchodziło w rachubę w jej stanie, bo tylko by się na mnie śmiertelnie obraziła, a przecież nie o to chodziło.
Z pustą głową, bez śladów jakiejkolwiek weny, spakowałam laptopa do torby, wzięłam kluczyki do BMW mojego taty i ruszyłam w stronę garażu, by wyprowadzić auto. Na siedzenie pasażera wrzuciłam moje podręczne rzeczy i siadłam za kierownicą. Byłam totalnie nie w sosie na pisanie jakiegoś gównianego wiersza, ale nie miałam większego wyboru. Obietnica to nie coś, co można rzucić sobie, ot tak, na wiatr.
Zapaliłam silnik, wcisnęłam sprzęgło i z piskiem opon wyjechałam z parceli, ruszając do miejsca, gdzie będę mogła spokojnie posiedzieć i pomyśleć na poematem, popijając latte. Nie miałam gwarancji, że spożytkuję ten czas dobrze, ale w domu nie mogłabym się skupić. Zbyt wiele myśli kotłowało się tam w mojej głowie...
Arek's POV
Suchość w gardle. Dudnienie w głowie. Totalna bezsilność fizyczna, psychiczna chyba również. Sobota zapowiadała się wręcz ""pięknie"". Mimo przyjemnych promieni słońca, wdzierających się przez okno do mojego pokoju, nie miałem zamiaru wstawać z łóżka, Była w końcu dopiero 13...
Moje znużone powieki opadły powoli, przygotowując się z wolna do snu. Umysł wyłączał po mału świadomość, kiedy nagle coś przerwało mój spokój.
Cholera!
Co znowu?
To mój telefon na szafce nocnej odprawiał wibrujący taniec do muzyki Olly'ego Mursa.
Jaki kretyn dzwoni do mnie o tak wczesnej porze?
Tomek...
-Człowieku, czy ty wiesz, która jest GODZINA?- wkurzony spytałem.
-Wiem, trzynasta....Wstawaj, idziemy leczyć kaca.- odezwał się spokojny głos po drugiej stronie.
C-H-Y-B-A Z-W-A-R-I-O-W-A-Ł
-Zwariowałeś pizdo? Kac jest chujem, którego nie zamierzam uzdrawiać. Tu się śpi, więc daruj sobie daremne przekonywania.- odpowiedziałem ciągle na niego zły.
-Kutasie, ruszaj to zmechacone dupsko zanim wkopię ci w nie niezły wpierdol.- Tomek zmienił nieco ton, który od razu zmusił moją błonę bębenkową do ożywienia mnie.
-Kurwa, nie drzyj mordy, dobra?- odpowiedziałem, pocierając pulsującą z bólu głowę.
-No to wstawaj i ogarnij to tłuste dupsko. Jestem u ciebie za 20 minut.- odparł już nieco ciszej, pozostawiając mnie z głuchym sygnałem, oznaczającym koniec rozmowy.
Zmarnowany rzuciłem gdzieś na tył łóżka telefon i bezradnie opadłem na poduszkę. To będzie ""piękny"" dzień...
Nina's POV
Siedziałam przy jednym ze stolików od okna i gapiłam się w białe pole edytora tekstu. Znowu pustka w głowie. Czyżbym miała deja vu? Kompletnie nie miałam pojęcia, od czego mam zacząć. Stanęłam przed wyzwaniem, któremu chyba nie mogłam podołać.
Wzięłam kolejny łyk mojej ulubionej kawy i podparta ręką, oddałam się głębokiemu rozmyślaniu. Moje oczy leniwie się zamykały, a do mojej świadomości znowu wróciły wczorajsze wydarzenia, kiedy nagle wiszący nad drzwiami dzwonek poinformował, że ktoś wchodzi do kawiarni. Odwróciłam powoli głowę, kątem oka zauważając znajomą postać. Gwałtownie obróciłam głowę, dostrzegając postać w całej okazałości.
-Czyżbyśmy się znowu spotkali?
_______________________________________________
Jak myślicie, kto znowu spotkał się z Niną?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz