piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział XVIII

Arek's POV

  Nie chciałem namieszać. Nie chciałem być tym złym. W końcu to ja poświęciłem się dla dobra Niny. Zostałem posądzony o próbę gwałtu i przyjąłem to na klatę. Ba! Nawet odtrąciłem zaloty wstawionej Wiki. Zachowywałem się jak nie Arek. Albo przynajmniej jak nie Arek, do którego przywykli wszyscy, włącznie ze mną. Było mi ciężko być takim cichym bohaterem, tylko dla własnej osoby. Nikt nie mógł cię podziwiać, ani ci gratulować. Nikt nie wiedział o twojej odwadze i honorze. Nikt! Tylko ja i ten cholerny Damon. Przestało mnie to satysfakcjonować. Nie byłem przyzwyczajony do takich rzeczy. Moim pragnieniem było tylko odegranie się na Ninie. Za to, że mną wzgardziła. Za to, że zacząłem zachowywać się jak kretyn. Za to, że mam pustkę w sercu. Niech poczuje, jak to jest być zranionym przez osobę, którą w swojej pysze uważamy za swoją najsilniejszą stronę, za kogoś bliskiego.

  Nie planowałem zemsty. Nie chciałem jej celowo ranić. Po prostu postanowiłem pozwolić jej odejść, zanim tak naprawdę zdążyła się do mnie zbliżyć. Ale podczas tego cholernego castingu, gdy zobaczyłem tą niepozorną dziewczynę, od razu w mojej głowie zabrzmiał diabelski głosik. Z początku nie chciałem go słuchać, ale po pewnym czasie jego moc narastała i z każdą kolejną minutą wahałem się coraz mniej. Aż w końcu zdecydowałem -zrobię to! To wymagało nieco wyrzeczenia, ale byłem gotów jeszcze trochę się poświęcić, żeby osiągnąć cel. Cel był bardzo prosty i tylko on się dla mnie teraz liczył. Ktoś musi ucierpieć i nie będę to tym razem ja...


Nina's POV

  No i nadszedł w końcu dzień, który miał przynieść nam dobrą zabawę. Na długiej przerwie miały zostać oficjalnie przedstawione nowe cheerleaderki mistrzów szkolnych w piłkę nożną. Ceremonia ze względu na słoneczną pogodę miała odbyć się na zewnętrznym boisku szkolnym. W mojej głowie zaplanowałam sobie wszystko od A do Z, jak będzie to wyglądać. Miałyśmy zasiąść na trybunach, najlepiej w pierwszych rzędach, i z bananem na twarzy obgadywać i krytykować kolejne cheerleaderki drużyny. Nawet myślałam o tym, by coś rzucić ""przypadkiem"" na boisko, ale po chwili wybiłam sobie ten głupi pomysł z głowy.

  Ale to były tylko moje plany... Jak powszechnie wiadomo, nie trzeba do tego amerykańskich naukowców, by znać takową życiową prawdę "Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz Mu o swoich planach"... Zderzenie oczekiwań z rzeczywistością bywa brutalne, zwłaszcza w moim przypadku. Zawsze, kiedy cokolwiek ułożę sobie w głowie, to odchodzę rozczarowana. Życie uwielbia robić mi takie psikusy. Myślisz, że pójdziesz na imprezę i poderwiesz jakiegoś inteligentnego przystojniaka? Haha, możesz powtórzyć? Myślisz, że napisałaś ten sprawdzian na 5, bo uczyłaś się do niego jak głupia? Twój nauczyciel chyba tak nie uważa, wpisując dużo niższy stopień do dziennika.

  W życiu nie możemy być niczego pewni, oprócz śmierci i podatków. No, i tego, że oczekiwania zawsze pozostaną tylko oczekiwaniami, a nigdy nie staną się rzeczywistością. Chociaż... Nigdy nie mów nigdy!

  20 minut do końca lekcji. Tylko tyle dzieliło nas od wybiegnięcia z sali lekcyjnej i posadzenia swojej matrony na trybunach.
-Diana, już nie mogę się doczekać robienia beki z tych tanich dziuń! -szepnęłam do przyjaciółki, gdy nauczycielka polskiego zawodziła się nad słabym poziomem naszych wypracowań. Ona jedynie skusiła się na wymuszony uśmiech i udawała zasłuchaną w tym, co pieprzyła nauczycielka.
-Diana, co jest? -złapałam ją za ramię, zmuszając do popatrzenia na mnie. Ona zaszczyciła mnie ulotnym spojrzeniem i oznajmiła, że nic takiego. Widziałam, że coś jest na rzeczy, ale nie dane mi było nic więcej z niej wyciągnąć, bo nagle nauczycielka doniosłym głosem wypowiedziała moje nazwisko.
-..Nina Malicka!

  W klasie rozległy się niejako wymuszone oklaski. Byłam zdezorientowana. Spojrzałam pytająco na Dianę, ale ta również nie była zorientowana w sytuacji. Obróciłam się dyskretnie do ławki za nami.
-Napisałaś najlepsze wypracowanie w klasie. -szepnęła do mnie koleżanka, widząc, że nie bardzo wiem, co jest na rzeczy, gdyż konkretnie byłam zajęta rozmową. A raczej próbą rozmowy z markotną Dianą.

  Podniosłam do góry rękę. Gdy nauczycielka udzieliła mi głosu, zapytałam: -Mogę wyjść do toalety?
Pani skinęła głową, a ja zerwałam się z miejsca. Wcale nie potrzebowałam skorzystać z toalety. Chciałam po prostu wyjść z nudnej lekcji i przejść się po szkole. Zaczęłam się zastanawiać, co tak właściwie stało się Dianie, gdyż z wczorajszej uśmiechniętej i radosnej dziewczynie nie pozostało zbyt wiele. Jeszcze dziś rano z przygnębioną miną oznajmiła, że z niespodzianki nici, i niepotrzebnie mi robiła nadzieję.

  Prawdę mówiąc, ta cała niespodzianka wyleciała mi z głowy i nie pamiętałabym o niej, gdyby Diana o niej dziś nie wspomniała. Nie rozumiałam, dlaczego taka głupota przyczyniła się do tak radykalnej zmiany nastroju. Miałam wrażenie jakby była tykającą bombą, gotową w każdej chwili wybuchnąć, a której ja nie potrafiłam zdetonować. Wydawało mi się, że coś przede mną ukrywa. Tylko co...?

  Schodziłam powoli po schodach, bijąc się z myślami. Nie wiedziałam co mam robić. Spróbować z nią porozmawiać, czy dać jej czas na dojście do siebie. Saper myli się tylko raz, jeśli wybiorę złą opcję nie tylko ja na tym ucierpię. Zagubiona w myślach, spojrzałam w okno sali lekcyjnej, wychodzące na korytarz. Uczniowie siedzieli w mundurach. Po krótkiej chwili zorientowałam się, że to klasa III H odbywa tam właśnie lekcję. Uczniowie nie wyglądali na znudzonych, wręcz przeciwnie. Pewnie podnieceni wyczekiwali dzwonka na długą przerwę. Stałam tam przez jakiś moment na klatce schodowej niezauważona, nie wiedząc w sumie po co. Moja podświadomość dobrze wiedziała jednak, dlaczego tam stoję i kogo wypatruję.

  Nagle drzwi do sali otworzyły się z hukiem. Odruchowo cofnęłam się, napierając na barierkę za mną. Wyjrzałam znad schodów, ciekawa zaistniałej sytuacji. Na korytarzu rozbrzmiał samczy śmiech. To gwardia Arkadiusza wypadła z sali. Roześmiani kroczyli w mundurach. Był wśród nich także ktoś poruszający się o kulach. Grzegorz Sarna najwyraźniej już po operacji powrócił do światka uczniowskiego. Cała drużyna podjarana zmierzała żwawo w kierunku schodów.

  Zrobiłam krok w tył, gotowa na bieg po schodach w górę, ale kilkoro z nich ruszyło w dół, a Grzesiek, Arek i jeszcze dwóch kolesi ruszyli w kierunku windy. Nagle ten pierwszy przystanął. Moje serce zaczęło walić jak szalone, bo wydawało mi się, że to dlatego, bo mnie zauważył, jednak gdy zobaczyłam grymas bólu na jego twarzy, odetchnęłam.
-Sarna, buraku, powinieneś jeszcze leżeć w szpitalu, albo chociaż zostać w domu! -Arek złapał go za rękę i popatrzył na niego ze współczuciem.
-Przecież nie mógłbym przegapić premiery nowych cheerleaderek! -grymas momentalnie został zastąpiony szerokim uśmiechem.
-Fakt, nie obylibyśmy się bez ciebie. Nikt nie ocenia lepiej damskich biustów niż Grzegorz Sarna. -zaśmiał się inny.
"Oni tak na serio?" -przemknęło mi przez myśl.
-Dobra, zawijajmy do szatni, bo musimy się przebrać jeszcze a do dzwonka coraz mniej. -ponaglił ich czwarty chłopak i weszli do windy. Kiedy drzwi się za nimi zatrzasnęły, ruszyłam do góry, stawając na co trzeci stopień. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w klasie i pogadać z Dianą.

  Jakież było moje zdumienie, gdy wróciwszy do klasy, zastałam moją ławkę pustą. Nie było ani Diany, ani jej rzeczy. Odwróciłam się po raz drugi dziś do ławki za mną z pytającą miną, gdyż byłam totalnie zdezorientowana. Zdołałam się jedynie dowiedzieć, że niedawno wyszła. Nauczycielka najwyraźniej była o tym wcześniej poinformowana, bo tylko skinęła głową na Dianę, gdy ta mówiła jej "do widzenia".

  Czy ktoś może mi do jasnej kurwy nędzy cholery powiedzieć co tu jest grane? Czy ona właśnie zwolniła się z lekcji nic mi o tym nie mówiąc? Dlaczego ukrywa przede mną jakiś problem? Przecież jestem jej przyjaciółką. Zawsze będę po jej stronie, pomogę, gdy będę potrafiła, a jeśli sprawa będzie beznadziejna pocieszę ją i podniosę na duchu, a gdy będzie miała gorszy okres w życiu, odwiedzę ją z torebką M&Msów i Milką Oreo. Dlaczego ona nie mówi mi wszystkiego?

  Niedługo później zabrzmiał dzwonek. Przygotowana na ten moment od jakichś 5 minut wstałam gwałtownie i pędem ruszyłam ku wyjściu. Na korytarzu ruszyłam pędem na boisko szkolne. Wciąż miałam nadzieję, że spotkam tam Dianę. Mimo, że po drodze rozglądałam się na boki, nigdzie nie ujrzałam mojej przyjaciółki. Pewnie nawet gdyby gdzieś tu była, to i tak bym jej nie zauważyła. Cała szkoła tłoczyła się w przejściu. Chyba nie tylko ja chciałam obejrzeć wyczyny nowych cheerleaderek. Każdy chciał zająć jak najlepsze miejsce na trybunach. Chłopcy pewnie chcieli być jak najbliżej podskakujących cycków, a dziewczyny chciały z bliska zauważyć i skomentować wszelkie niedoskonałości ciał swoich rówieśniczek. Pewnie wiele z nich zazdrościło im. No bo która nie chciałaby zostać maskotką najbardziej poważanego w szkole piłkarza albo któregoś z jego kompanów?

  Mimo wszystko wiedziałam, że nie będę się bawić tak dobrze, jakbym to robiła z Dianą. Nie miałam pojęcia, co się z nią dzieje. Na smsy nie odpisywała, a połączeń nie odbierała. Ochujeć można było z tym wszystkim. Starasz się jak tylko możesz, a i tak znajdą się tacy, którzy wypną się na ciebie gołym zadkiem.

  Sporo miejsc na trybunach było już zajętych przez wesoło gaworzących uczniów. Pierwszy rząd należał do piłkarzy z drużyny III H -dwukrotnych zwycięzców ligi szkolnej w piłkę nożną. To właśnie do nich należała nowa grupa cheerleaderek. Od razu rzucili mi się w oczy. Siedzieli w swoich ostro-pomarańczowych strojach piłkarskich i śmiali się z czegoś głośno. Samce alfa... -pomyślałam z poirytowaniem. Arek siedział pośrodku nich i skupiał uwagę wszystkich dziewczyn znajdujących się w pobliżu. -Cholerny dupek... -przewróciłam oczami.

  Nagle zauważyłam, że Arek podnosi się z miejsca i patrzy dokładnie w moim kierunku. Zamurowało mnie. I wtedy zaczął na mnie machać, jakby przywołując mnie do siebie. Oczy wszystkich z jego bandy zwróciły się w moją stronę. Stanęłam gwałtownie oniemiała, rozważając rychłą ucieczkę z miejsca zbrodni. Wtem ktoś centralnie we mnie wpadł, upuszczając na ziemię kilka paczek chipsów. Popatrzyłam skrzywiona. To był kolejny członek z drużyny Arkadiusza. Poznałam po identycznym stroju jak u pozostałych. To widocznie na niego Arek machał. -Boże, jaka ze mnie idiotka... -pomyślałam, karcąc się w duchu. Usłyszałam głośny rechot ze strony trybun. Byłam pewna, kto wybuchł najgłośniejszym śmiechem.

  -Uważaj, jak chodzisz! -burknął chłopak i podniósł niedbale 3 paczki Lays'ów. Zaniemówiłam. -Co za oprych! -pomyślałam zdumiona. Zerknęłam w stronę siedzeń drużyny. Arek skręcał się ze śmiechu i krzyknął do kolegi, który mnie właśnie stratował: -Paweł, dziwko! -i znowu wybuchnął gromkim śmiechem wraz z towarzyszami. Na boisku nie było jeszcze żadnych nauczycieli, więc ta "dziwka" uszła mu na sucho. Jak zwykle zresztą. Był ulubieńcem całej szkoły. Nikt nie miał serca go za nic karać, takie przynajmniej miałam wrażenie.

 ~*~

  Zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego w szkołach nie przygotowują nas do prawdziwego życia? Dlaczego uczymy się o funkcjach kwadratowych, wykładniczych, trójkatnych, sześciennych, a na temat o lokatach poświęcane są 2 godziny lekcyjne? Dlaczego uczą nas na WDŻ-ecie, że dziewczynki nie powinny prowokować chłopczyków, ale próżno doszukiwać się małej wzmianki o tym, by chłopcy trzymali swoje kutasy na wodzy? Albo dlaczego nikt nie uczy nas, jak powinniśmy reagować w pewnych sytuacjach, gdy zaskoczenie i adrenalina biorą górę nad nami i nie mając wyuczonego schematu zachowań, nie reagujemy z rozsądkiem?

  Kiedy siedziałam na tych jebanych trybunach, zastanawiając się, co się dzieje z moją przyjaciółką, nagle ona, ni stąd ni zowąd pokazała się i zaczęła do mnie machać. No, może nie tylko do mnie. Do całej widowni. Machała cheerleaderskim pomponem. Kiedy zobaczyłam ją po tej drugiej stronie, po ewidentnie złej stronie mocy, coś we mnie pękło. Zupełnie nie wiedziałam, co mam myśleć. W pierwszej sekundzie nie dowierzałam, że to może być ona, w kusej spódniczce i bluzce sięgającej do pępka z dekoltem w literę V. Czułam się, jakby ktoś przyłożył mi obuchem w łeb.

  Nie mogłam siedzieć spokojnie i patrzeć na to, jak Diana wywija tyłkiem przed całą szkołą. Dotąd miałyśmy jasną i jednogłośną opinię na temat szkolnych cheerleaderek. Widocznie ktoś tu zmienił poglądy. Poczułam się zdradzona przez najlepszą przyjaciółkę.To było coś niewyobrażalnego. Dawno nie odczułam takiego przypływu bezsilności. Łzy cisnęły się do moich oczu, ale nie mogłam pozwolić im bezwiednie spłynąć po policzkach.Wstałam natychmiast z siedziska i zaczęłam się przeciskać przez skupionych w oglądaniu widowiska ludzi. Niektórzy pomrukiwali jakieś niecenzuralne słowa w moim kierunku, ale puszczałam je mimo uszu. W moim sercu utkwiła drzazga i to w tym miejscu, które uważałam za najbardziej bezpieczne...

  Kątem oka zauważyłam jak Arek ogląda się do tyłu, obserwując całe zajście. W tej chwili nienawidziłam go jeszcze bardziej niż po tym, jak obudziłam się po nieudanej imprezie u Wiktorii (przynajmniej DLA MNIE nieudanej)... Byłam pewna, że to jego sprawka. Z pewnością maczał swoje paluszki  w tym, że Diana właśnie prezentowała układ nowego składu cheerleaderek. Miałam ochotę go zniszczyć. Za to, że zniszczył mnie, zniszczył Dianę, zniszczył nas- DiaNinę...


Arek's POV
/retrospekcja/

  Ta dziewczyna. Skromna, miła, uśmiechnięta lecz bez większego wyrazu, dała mi większe pole do wyobrażeń, niż wszystkie te prowokujące laski razem wzięte. Ona nasunęła mi na myśl pomysł. Pomysł, dzięki któremu będę w stanie odegrać się na Ninie. Sprawię jej ból z najmniej spodziewanej strony. Zranię ją, a ból przeszyje jej ciało aż do szpiku kości. Komórka po komórce, tkanka po tkance. Ale nie będzie to ból fizyczny. To tylko doskonała metafora płatnego mordercy. Będzie cierpieć na duszy, tak jak jeszcze nigdy nie cierpiała. Zapłaci za to, jak zraniła mnie.

  Ból fizyczny jest ciężki, ale ten duchowy jest jeszcze gorszy. Pali cię od środka, sprawia, że ciągle o nim myślisz. Nie ma na niego żadnej polopiryny ani ibupromu. On jest obecny cały czas z tobą. We śnie, na jawie. Jesteś na granicy obłędu. Zaczynasz mieć myśli samobójcze. Nie możesz sobie ze sobą poradzić. Życie jest dla ciebie jednym wielkim pasmem udręk, nieustannym cierpieniem. Nic cię nie cieszy, tak jak kiedyś. Potrafisz tylko patrzeć tępo na osoby, które kiedyś były dla ciebie bliskie, ale teraz już nie mają znaczenia. Tylko czekają na to, aż powinie ci się noga. Jesteś z tym sam. Jak cholerny pustelnik. Nawet jeśli ktoś cię odwiedza i próbuje pomóc, to każdym kolejnym wypowiadanym słowem doprowadza cię do kurewskiej pasji...

  Ból duchowy nie może się równać z bólem fizycznym. Wiem to. Skąd? To kurewskie życie nie oszczędziło i mnie. Wciąż, gdy widzę mojego ojca, grającego idealnego tatusia, męża i biznesmena to mam ochotę rzygnąć mu na ryj tęczą. Nigdy nie był idealny. Ba! Do tego było mu niezmiernie daleko. Dalej niż bliżej. Może i postanowili wraz z matką puścić w niepamięć dawne jego zachowania w domu po libacjach alkoholowych, gdy tłukł ją jak najgorsze ścierwo, a mi kazał wypierdalać z domu, kiedy nocowałem nieraz na dworcu, bo wstyd mi było poprosić kolegów o nocleg, nawet jeśli nie musieli znać szczegółów powodu, dla których nie mogę tymczasowo nocować w domu. Po prostu wstyd mi było pokazać się im na oczy.

  Natalia była pierwszą i jedyną osobą, która odkryła sekret rodziny Góralów. Wszystko po tym, jak wcześniej zerwaliśmy się ze szkoły i poszliśmy do niej. Cały czas się uśmiechała do mnie, pragnąc zatrzymać każdy kadr z naszej znajomości głęboko w pamięci. Przekonywała mnie, że będziemy sami, jakby dając znak, że w grę może wejść coś więcej niż całowanie. Ciągle odwracając się w moją stronę, popchnęła drzwi prowadzące do salonu, jeszcze nie wiedząc, że wcale nie byliśmy sami. Ja pierwszy spostrzegłem co jest na rzeczy, gdyż ona wciąż była odwrócona do mnie, bezgłośnie prosząc o pocałunek. Krzyk jej matki i zażenowanie mojego ojca, zakrywających się nieudolnie resztką ubrań, która pozostała w ich pobliżu całkowicie zabrało jej dobry humor. Pamiętam z tego tylko wrzask wszystkich na raz, jak jakaś niemożliwa do słuchania kakofonia. Ja jedynie obdarzyłem mojego ojca zawistnym spojrzeniem i wymamrotałem, jakby do siebie, ale wiedząc, że on to słyszy "Ty skurwysynie..". Potem po prostu wyszedłem.

  To był dla mnie punkt kulminacyjny. Od tamtej pory kompletnie stracił u mnie szacunek. Doszczętnie. Już nigdy nie popatrzyłem na niego jak na przykład od naśladowania. Za cel numer jeden powziąłem sobie, że nigdy nie będę taki jak on. Gdy widziałem niepojęte cierpienie w oczach matki z jego powodu, albo jak wieczorami schodząc po cichu do kuchni po butelkę wody, słyszałem jej łkanie, zaciskałem w złości pięści, wiedząc, że nie powstrzymałbym się od uderzenia, gdyby znalazł się w moim pobliżu.
_______________________________________________

Ciekawe co to za plan ma Arek!
No i jakim cudem Diana znalazła się wśród tych pustych dziewczyn z drużyny?!
Jak myślicie, została maskotką Arkadiusza?

Tyle pytań, a wciąż tak mało odpowiedzi...

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział XVII

"Cheerleaderka"


Nina's POV

  Stałam naga przed ogromny lustrem w łazience i gładziłam dłonią wargi, które jeszcze tak niedawno były pieszczone przez natarczywego Arkadiusza i pełnego ciepła Damona. Byli tak bardzo odmienni. Tak bardzo się różnili. Ale połączyło ich uczucie. Uczucie do mnie. Jeden z nich był nawet gotów na wymuszenie na mnie swojej żądzy.

  Przetarłam rękami twarz, patrząc zamglonymi oczami w swoje odbicie, wsłuchują się w szum wody, napełniającej wannę. Nie czułam nienawiści do Arka. Czułam nienawiść do samej siebie. Jak mogłam mu dać nadzieję. Jak mogłam pozwolić na ten cholerny pocałunek? Jak mogłam spędzić przy nim większość czasu tamtego wieczoru?

  To była moja wina. Diana znienawidzi mnie za to do końca życia, jeśli się o tym dowie. Byłyśmy przyjaciółkami, ale nawet w przyjaźni niedozwolone jest użycie zaklęć niewybaczalnych. Chłopak to jedno z takich zaklęć. Nie zabierasz się za byłego chłopaka twojej przyjaciółki, ani za przyszłego-niedoszłego. Co z tego, że całując się z nim nie byłam do końca sobą, bo ta cholerna Wiktoria nie powiedziała mi, co kryje się pod tymi diabelskimi babeczkami. Od Arka bym nawet tego nie oczekiwała, więc nie mam do niego pretensji. Faceci tacy są, potrafią wykorzystać każdą nadarzającą się okazję...

  Podeszłam do wanny, napełnionej do 3/4 jej wysokości. Schyliłam się, by ręką sprawdzić temperaturę wody. Była piekielnie gorąca. Mimo to zakręciłam kurek i ostrożnie weszłam do wanny. Poczułam mrowienie do szpiku kości i piekący ból, który wywołały receptory ciepła na mojej skórze. Mimo jednoznacznego sprzeciwu mojego ciała, nie wyszłam z wody. Oparłam głowę o zagłówek wanny, zamknęłam oczy i próbowałam uwolnić z siebie wszystkie wyrzuty sumienia razem z parą wodną, powoli osadzającą się na lustrze.

  Gdy robiłam się już senna, a moje myśli błąkały się po szóstym wymiarze, mój telefon zawibrował  nad głową. Z największą ociężałością, na jaką było mnie stać, wyciągnęłam prawą rękę i podniosłam telefon znad głowy. Leniwie otworzyłam oczy. To Damon. Wysłał wiadomość.
Damon: Masz ochotę na jakiś hangout? Call/meet? xoxo
Nina: Jestem w wannie...
Damon: Piszę z nagą Ninką? Nawet nie wyobrażasz sobie, jak seksownie teraz przygryzłem wargę. ;)
Nina: Masz rację- nie wyobrażam sobie.
Damon: Nina, skarbie, proszę Cię, nie mów mi, że znowu zadręczasz się tamtym wieczorem.
Nina: Ok, nie mówię.

I wyłączyłam telefon. Nie miałam ochotę na pogaduszki. Nie byłam taka ogarnięta jak on, nie lubiłam gdy ciągle udowadniał mi, że jestem idiotką, nawet jeśli nie miał tego w zamiarze. On prostu był sobą. Był taki perfekcyjny. Był idealnym chłopakiem, co do tego nie było wątpliwości. Ale czy był idealnym chłopakiem dla mnie?

~*~
                                                                                                                                                                          Gdzieś daleko w głębi duszy istniała iskierka nadziei, że jak przyjdę w poniedziałek do szkoły, to Diana powita mnie ciepłym uśmiechem i prędko zapomnę o zaistniałym incydencie. Znów będzie jak dawniej, a żaden chłopak nie stanie nam na przeszkodzie. Tak... Zdecydowanie tego pragnęłam, jednak życie to nie koncert życzeń. Tym razem to nie ja rozdaję karty.

  Moje marzenia zostały w sposób okrutny zestawione z rzeczywistością. Już wtedy, gdy weszłam do klasy 20 minut przed dzwonkiem czułam, że nic z nich nie będzie, mimo, że jeszcze nie ujrzałam Diany. "Pewnie znowu wpadnie do sali zziajana 5 minut po dzwonku" -pomyślałam. Nie chciałam bezczynnie siedzieć w klasie, więc wyszłam samotnie przejść się po korytarzu. Przystanęłam. Na tablicy ogłoszeń wiszącej przed salą wisiał wielki plakat. Wyglądał na nowy. Albo w każdym bądź razie, wcześniej go nie widziałam. Na plakacie widniał wizerunek Taylor Swift w stroju cheerleaderki wykonującej szpagat w powietrzu na białym tle. Był to kadr z teledysku "Shake it off". Między nogami był wielki napis NABÓR.

  "Jesteś gibka jak gibon i zwinna jak jaszczurka? 
Nie boisz się wyzwań i chcesz dołączyć do elity najlepszych cheerleaderek w mieście?
Chcesz być maskotką wybranego członka drużyny piłkarskiej?
Przyjdź na casting! 
Ubierz się w uroczy uśmiech i podbij serca naszego jury.
Czekamy właśnie na Ciebie!"

  Co za pierdoły! Rozglądnęłam się po korytarzu i upewniwszy się, że nikt nie zmierza w moim kierunku, jednym sprawnych ruchem zerwałam plakat z tablicy i zmięłam go w kanciastą kulkę. Nie potrzeba nam więcej w szkole rozbestwionych panienek, które nie mają ambitniejszego hobby niż ich wygląd czy zwracania na siebie uwagi piłkarzy. Czy szkoły nie powinny promować przypadkiem bardziej ambitnych kółek zainteresowań? I co z popularnym stwierdzeniem, że to inteligencja jest sexy a nie negliż i ruchy rodem z klubu dla gentlemenów? A raczej klubu dla NIEGRZECZNYCH gentlemenów...

  Zniecierpliwiona oczekiwaniem na księżną Dianę, wyciągnęłam z torby telefon. Usiadłam wygodnie w zajmowanej przez nas zwykle ostatniej ławce i otworzyłam konwersację z Damonem. Wystukałam "Przepraszam" i prędko włożyłam go do tylnej kieszeni moich spodni. Oparłam głowę na obydwu rękach z przedramieniem leżącym na blacie ławki i zaczęłam obserwować znudzona resztę klasy.

  Rozejrzałam się powoli po pracowni, rejestrując każdy szczegół z zachowania współbratymców. W kącie siedziała klasowa para gejów szczebiocąca coś słodko do siebie. Na środku sali stała roześmiana grupka fejmów. Jedna z blondynek -Ola -zaczęła z entuzjazmem krzyczeć na całą szkołę, upewniwszy się, że każdy jest zainteresowany tym, co mówi. -To JA zostanę nową cheerleaderką numer 1 championów!. Przerzuciłam znużona oczami i zerknęłam w stronę wejścia do klasy, zarejestrowawszy jakiś ruch.

  Diana wparowała do klasy jak burza. Trudno było odczytać z jej milczącej twarzy jakiekolwiek emocje. Podeszła do naszej ławki i rzuciła torbę na nią swoją torbę. -CZEŚĆ! -powiedziała głośno i uśmiechnęła się szeroko, przytuliwszy mnie. -Mam dla ciebie niespodziankę, ale na razie tylko tyle ci mogę powiedzieć. -zrobiła tajemniczą minę. Popatrzyłam na nią ze zdumieniem. Mimo, że byłam zaskoczona jej zachowaniem, uspokoiła mnie. Na pewno nic nie wiedziała o moich wyczynach na imprezie.

  Do domu wróciłam wcześniej niż zwykle, gdyż nie szłam razem z Dianą. Zawsze włóczyłymy się powoli, obgadując miniony czas w szkole. Czasem również zahaczałyśmy o jakiś sklep, kupując przekąskę i robiąc window shopping, czyli oglądanie witryn sklepowych. Tym razem chwilę przed końcem ostatniej lekcji powiedziała, że ma parę rzeczy do załatwienia na mieście, więc przed szkołą pożegnałyśmy się i każda wyruszyła w przeciwnym kierunku.

  Miałam wyśmienity humor. Świadomość, że między nami jest wszystko w porządku, była kojąca. Nie cierpiałam sprzeczek z Dianą. Tych takich prawdziwych sprzeczek. Bo tak na żarty kłóciłyśmy się dosyć często i wcale nie sprawiało to nam przykrości. Raczej miałyśmy przy tym ubaw po pachy. Ale te prawdziwe kłótnie... One przynosiły ze sobą zawieruchę i okropny deszcz zażaleń nad naszymi głowami. Kochałam Dianę tak mocno jak tylko umiałam i nigdy bym świadomie jej nie zraniła, ale pod wpływem emocji robimy wiele rzeczy, których z pewnością byśmy nie chcieli zrobić.

  Mimo wszystko, mimo tych wielu niemiłych sytuacji przetrwałyśmy jako najlepsze przyjaciółki. BFF, chyba tak to nazywają w Ameryce. Najlepsze Przyjaciółki na zawsze (Best Friends Forever)... Na co dzień zwykle nie okazywałyśmy sobie tego, ile tak naprawdę dla siebie znaczymy, ale w sercu wiedziałyśmy, że jesteśmy w stanie przetrwać nawet największą burzę.


Arek's POV

  Siedziałem znudzony przy długim stole, stukając miarowo długopisem o blat, obok kilku kolegów z drużyny i nauczycieli od wf-u. Sala gimnastyczna aż roiła się od dziewczyn w obcisłych leginsach i topach z dużymi dekoltami, z których cycki spoglądały na nas zachęcająco. Razem mieliśmy wybrać najlepsze kandydatki na cheerleaderki. Szczerze mówiąc, ten casting wydawał mi się badziewny. Zgłaszały się głównie dziewczyny pokroju Natalii, a z którymi już raczej nie chciałbym mieć wiele wspólnego. Moim kolegom może się i podobały, ale ja raczej byłem bardziej zaciekawiony tym co dzieje się w moim telefonie niż oglądaniem wygibasów tych panienek. Czego to one nie były w stanie zrobić, żeby tylko zachwycić chłopaków. Zwłaszcza w trakcie jednego pokazu im opadły szczęki, gdy jakaś dziewczyna tak skakała, tak się wykręcała, że aż jej majtki zaprotestowały i chciały się od niej uwolnić, powoli się zsuwając z jej tyłka. Co na (nie)szczęście, ich posiadaczka szybko zauważyła...

  Ziewnąłem leniwie, spoglądając na zegarek na mojej lewej ręce. Było już grubo po 16, a końca nie było widać.. Chyba wszystkie dziewczyny z tej szkoły zdecydowały się, że koniecznie muszą zaprezentować nam swoje umiejętności (a częściej ich brak). Już dawno powinienem być w domu i sączyć Jacka Danielsa, przerzucając kanały w kablówce, zamiast siedzieć tu i zastanawiać się, co ja tu do cholery robię.

  Oparłem się wygodnie oparcie obrotowego krzesła, na którym siedziałem i zacząłem wyobrażać sobie, jakby to wyglądało, gdyby to Nina przyszła zaprezentować mi swój układ. No, nie do końca tylko mi, ale nie protestowałbym, gdybym to to ja był wyłącznym jurorem jej wdzięków, gdzieś w jakimś osobnym pomieszczeniu. Może w trakcie jej występu przypadkowo zbliżyłaby się do mnie, tracąc równowagę i musiałbym być jej doktorem Housem. Najlepiej to gdybyśmy się wymknęli tylnym wyjściem i udali się do mojego housa, gdzie czekałby na nas namiętny wieczór. Ale nie oglądalibyśmy wtedy żadnych głupawych filmów. Szkoda na to czasu. Od razu przeszlibyśmy do rzeczy, jeśli wiecie o czym mówię.

  -Co sądzisz o tej? -Tomek szturchnął mnie w ramię, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Co? -odparłem automatycznie, rozcierając powoli policzek.
-Chujasie, czy ty w ogóle ogarniasz, co się wokół ciebie dzieje? -zapytał, wyprowadzony z równowagi. Nauczyciel zrobił wielkie oczy, usłyszawszy wulgaryzm, ale nic nie powiedział. Odwrócił tylko wzrok i zajął się papierami.
-Po prostu mnie to nudzi, okej? -obdarzyłem go znudzonym spojrzeniem. Nie chciałem być wkurwiający, więc z udawanym ożywieniem spojrzałem na kolejną kandydatkę. Natychmiast przetarłem zdumiony oczy z niedowierzaniem i szturchnąłem Tomka.
-Kto to jest? -szepnąłem, by dziewczyna nie usłyszała mojego pytania. Na to ten przesunął w moim kierunku jej zgłoszenie. Rzuciłem na nie okiem, co chwila spoglądając na dziewczynę. Gdy zaczęła pokaz, cały czas zastanawiałem się, co taka dziewczyna robi na tym castingu, Nie była taka jak większość pozostałych. Dawała wrażenie skromnej i cichej dziewczyny, ale jej układ miał w sobie to coś. I ten jej uśmiech... Byłem pod wrażeniem.

  -Podziękujemy. -odezwał się Tomek, oddając jej zgłoszenie. Zrezygnowana dziewczyna podeszła do naszego stolika, by je odebrać. Złapałem ją błyskawicznie za rękę.
-Poczekaj. -spojrzałem na resztę jury ze zmrużonymi oczami. -Bierzemy ją! -oznajmiłem.
-Zdurniałeś? -Tomek pochylił się do mnie, szepcąc niespokojnie. -Siedzisz znudzony cały casting, a jak pojawia się taka zwykła dziewczyna z sąsiedztwa to zamierzasz ją zakwalifikować dalej?!
-Takich dziewczyn nam potrzeba -odparłem patrząc na niego poirytowany i zwróciłem się do dziewczyny.
-Przechodzisz dalej, skarbie. Daj czadu na następnym etapie! -puściłem jej oczko, na co ta, podskoczyła z radości i zaczęła gorąco dziękować. Chce ją, jako moją osobistą cheerleaderkę. To będzie idealny zamiennik Natalii.Widziałem oburzone miny reszty członków jury, ale miałem na to wyjebane. Moje zdanie jest święte i nie pozwolę, by zostało zdeptane.
_____________________________________________

Nowa cheerleaderka Arka chyba nieźle namiesza, nie sądzicie? :)

sobota, 9 maja 2015

Rozdział XVI

"Bohater"


 Arek's POV

  Leżałem bezładnie na ziemi, na której jeszcze przed chwilą przeżywałem jeden z piękniejszych momentów mojego życia i odprowadzałem właśnie wzrokiem moją kurewską przyczynę szczęścia i zarazem piekielnego bólu.

  Po raz pierwszy odważyłem się uzewnętrznić moje uczucia.
Moje prawdziwe uczucia...
I co mnie za to spotkało? Odrzucenie i ośmieszenie...

  Przez szmat czasu swoje emocje kryłem pod maską perfekcyjnego do bólu Arkadiusza. Nikt nie wiedział o momentach moich słabości, które nigdy nie mogły ujrzeć światła dziennego. Miałem życie, jakiego zazdrościli mi wszyscy koledzy, a każda dziewczyna snuła wieczorami wyobrażone w głowie historie, które treścią nadawałaby się na soczystego pornola. Co mi w tym życiu zabrakło? Z czym, do kurwy, było mi tak źle, że zdecydowałem zaufać kompletnie nieznanej mi dziewczynie?

  Jedyna nadzieja w tym, że jutro nic nie będzie pamiętać, bo z tego co widziałem, te babeczki nieźle dały jej po garach. Nigdy nie przypuszczałbym, że z niej taka imprezowa dziewczyna. Zjadła więcej "ziołowych" mufinek ode mnie. Jedynym logicznym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy to to, że nie wiedziała że w ciastkach jest maryha.

Nina's POV

  Rzuciłam się bezładnie na krzesło. Świat wirował mi przed oczami. Położyłam ręce na stół opierając na nich głowę. Zamykałam powoli oczy, tracąc kontrolę nad swoim ciałem...

  Kiedy się ocknęłam, zorientowałam się, że dziwnym trafem znalazłam się na trawie pod drzewem a kilka osób przygotowywało właśnie piknik. Cholera, która godzina?
-Poczęstujesz się? -spytała Arka Wiktoria, wystawiając na dłoni tacę z mufinkami.
-To te odjazdowe mufinki? -zapytał wyraźnie uradowany, jakby co najmniej Maria Skłodowska-Curii poczęstowała go promieniotwórczym radem.
-Twoje ulubione! Z dodatkiem suszonych ziół! -odparła, świdrując go spojrzeniem.
-A jej co? -odparł Arek wskazując na mnie głową, wyraźnie spochmurniały.
-Pewnie najebała się. -zaśmiała się i odeszła z tacą.

  Arek spojrzał na mnie i podszedł do drzewa, pod którym siedziałam.
-Co tam? -zapytał wesoło.
Czy on nadal uważa, że ma u mnie jakiekolwiek szanse?
-Idź sobie. -odparłam, pocierając stopą o swoją nogę.
-Co z tobą? -podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Jesteś pojebany.- odburknęłam i otrząsnęłam się z jego uścisku.
Nie odpowiedział. Po prostu niespodziewanie wziął mnie na ręce i podążył w kierunku budynku.
-Puść mnie, idioto! -zaczęłam się szarpać.
On nie zwracał na to uwagi. Wszedł do domu i udał się na schody prowadzące na 1 piętro.
O MÓJ BOŻE!
On chce mnie zgwałcić!
-Pomocy! -krzyczałam, ale głośna muzyka zagłuszała skutecznie moje rozpaczliwe wołanie.
A jeśli on to nagra i pokaże Dianie, wmawiając jej, że tego chciałam? -przemknęło mi przez myśl. Nie, to niemożliwe!

  Arek kopnął nogą uchylone drzwi. Byliśmy w wielkiej sypialni. Podszedł do wyściełanego śnieżnobiałą pościelą łoża i rzucił mnie na nie agresywnie.
-Rozbierz ją. -powiedział ktoś, kogo nie mogłam dostrzec, jednak głos był mi skądś znany.
-Nie! -krzyknęłam, kiedy Arek zaczął rozpinać pasek mojej sukienki.
Z ciemności wyłoniła się jakaś osoba.
-Wiktoria?!!

~*~

 -Obudziła się.
-To dobrze...
Słyszałam głosy, ale mimo lekko rozwartych oczu, nie byłam w stanie dostrzec, do kogo należą.
-Która godzina? -wymamrotałam.
-W pół do dwunastej.
Głos męski. Definitywnie.
Poderwałam się gwałtownie. Moje ciało nie było na to gotowe. Przed oczami pojawiły się migoczące gwiazdki. Z powrotem bezładnie opadłam na poduszki.
-Kochanie, wszystko w porządku? -zapytał jeden z nich. Przymrużyłam oczy, by odzyskać ostrość widzenia i otworzyłam ponownie oczy. Przy łóżku siedział po jednej stornie Damon a po drugiej Arek.

  Moje serce nagle zaczęło szybciej bić.
-Co ty tu robisz zboczeńcu? -wrzasnęłam przestraszona, patrząc na Arka.
Wymienili się spojrzeniami.
-Co ty powiedziałaś? -zapytał zaskoczony Damon. Arek milczał.
-On... On zaciągnął mnie do łóżka. Chciał mnie zgwałcić. Ty mnie uratowałeś Damon, prawda? -zapytałam nerwowo.
Damon popatrzył pytająco na Arka. Te ich spojrzenia zaczynały mnie powoli irytować. Czemu on nie zrobi czegoś z tym gnojkiem.
-Tak. -Arek przerwał swoje milczenie. -Damon przyszedł w porę. Byłem naćpany, a twoje odrzucenie jeszcze bardziej mnie poddominowało. Przepraszam... -powiedział załamanym głosem a za chwilę nagle wstał i wyszedł.

  Damon odprowadził go wzrokiem.
-Już dobrze, skarbie. -szepnął i przytulił mnie do siebie, wciąż patrząc na drzwi, w których zniknął Arek.
Z moich oczu popłynęły łzy.
-Damon, ja nie wiem jak mam ci dziękować. -wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. -Ja nie wiem, jak to się stało, że straciłam samokontrolę nad swoim ciałem. Nie piłam wiele. -teraz rozryczałam się na dobre.
Damon pogładził mnie po głowie. -Ćśśśś... -przylgnął głową do mojej. -Już wszystko dobrze...


Arek's POV

  Wyszedłem z pokoju, zostawiając Damona z Niną. Tak bardzo działał mi na nerwy ten jego nieudawany perfekcjonizm. On mógł być dla niej kimś, kim ja nigdy bym dla niej nie był. Może dać jej to, czego ja nigdy nie mógłbym jej dać. To na niego powinna patrzeć jak na bohatera, nie na mnie.

  To jemu pewnie się teraz wypłakuje, żaląc się, jaki to ja jestem perfidny i perwersyjny. Pewnie właśnie tłumaczy się, że nie piła dużo, że nie wie jak to się stało, że pierwszy raz w życiu się naćpała, nawet o tym nie wiedząc.

  Jestem wkurwiony. To ja powinien być tym, który teraz gładzi jej aksamitnie zmierzwione po ciężkiej nocy włosy...

  Prawda jest taka, że to ja byłem panem sytuacji w tej kurewskiej sypialni. Gdybym chciał, to Nina by się wszystkiego dowiedziała. Sam nie wiem, skąd we mnie nagle tyle bohaterstwa. Dlaczego postanowiłem nagle zostać człowiekiem honoru i przemilczeć pewne kwestie?

  Cholera, kretynie, gdybyś jej wyjawił prawdę, że to nie ten pierdolony ideał Damon ją uratował... Gdybyś tylko przestał zgrywać bohatera...

  Ten widok.. Jej półnagiej i dobierającego się do niej Rafała i jego dziwki Olki, która była pomysłodawczynią, by to wszystko ukartować... To był najgorszy moment w moim życiu. Widziałem ból wyryty na jej twarzy i słyszałem przenikliwy wrzask wołający moje imię. Ona myślała, że to ja chcę ją przelecieć... Aż tak kurewsko mną gardziła, że w jej podświadomości wyrył jej się mój obraz jako kata. Tak mną kurewsko gardziła...

  Uderzyłem z całej siły pięścią o ścianę. Potem kolejny raz, i znowu kolejny. Na ścianie został krwawy ślad.

  Pierdolony kutasiarz.. Chyba bym sobie tego nie wybaczył, gdybym wtedy nie wszedł do pokoju na czas. I ten parszywy uśmieszek Olki, która z kurewską satysfakcją patrzyła na ból w oczach Niny. Kutas dostał za swoje. Gdyby jego dziwka nie zaczęła śpiewać, czemu to ukartowali, nie skończyłoby się tylko limem pod okiem.

  Szczerze? Miałem wtedy ochotę rozjebać mu ten pierdolony łeb o ścianę a tą latawicę przelecieć na oczach jej konającego lovelasa. Jeszcze nigdy nie byłem w takiej furii.

  To miała być zemsta. Zemsta za pierdoloną ciętą odzywkę Niny? Bo nie zamierzała siedzieć cicho, gdy ci obydwoje przedstawiali w altance niedorobioną wersję pornola? Co za szmatą trzeba być, żeby kazać swojemu facetowi zrobić coś takiego innej dziewczynie? I to bez najmniejszego powodu!

  Uratowałem ją, a ona teraz wypłakuje się w ramiona innego, składając mu dzięki. Nie mogę znieść tej myśli. Muszę o tym zapomnieć. Muszę się najebać...

~*~

  -Michał, potrzebuję cię. Dudek nawalił. Wracasz do gry. -wypaliłem, przekroczywszy próg domu mojego kumpla.
-A co z tego będę miał? -wyszczerzył zęby.
-Kopa w dupę.
-Ok, dla ciebie wszystko Aruś. -zaśmiał się. Dałem mu kuksańca w bok.
-Jesteś wielki. A teraz zbieraj się, idziemy na chlanie. Muszę ci coś opowiedzieć, bo ocipieję.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział XV

"Jestem tylko nastoletnim frajerem"


Nina's POV

  Przez ostatnie kilka dni zdarzyło się o wiele więcej, niż mogłabym się spodziewać. Potrzebowałam w końcu chwili, by naładować akumulatory. Zważając na fakt, że matura zbliżała się wielkimi krokami, nie miałabym normalnie większych szans na zbyt mocną rozrywkę, ale boskim trafem ta sobota miała sprawić, że odetchnę w końcu świeżym powietrzem, nieskażonym tematem "Arkadiusz Góral".

  O wszystkim, co wydarzyło się, gdy wykonywałam akcję podrzucania wiersza miłosnego Arkowi, powiedziałam już Dianie. Powiedziałam jej o wszystkim, a przynajmniej o wszystkim, o czym powinna wiedzieć, w co nie wliczało się "takie tam z Arkiem w szatni", jeśli wiecie o czym mówię. Zdecydowałam, że nie powinna wiedzieć, jakie uczucia żywi do mnie jej crush. Diana przyjęła to wszystko ze spokojem. Próbowałam ją uświadomić, że Arek jest palantem, skoro będąc w posiadaniu informacji, że taka świetna dziewczyna jak Diana się w nim zakochała, nic z tym nie zrobił. Mimo tego, bardzo cierpiała w środku. Próbowała tego nie okazywać, ale niestety czasem emocje biorą górę, gdy próbujemy je zatuszować.

  Ból jest nieodłącznym elementem miłości. Człowiek zakochany doznaje czasem cierpienia, mimo, że przecież miłość to najbardziej pożądane, najdoskonalsze uczucie na świecie. Człowiek do niczego bardziej nie dąży, jak do miłości. A przecież w miłości również cierpimy. Czy więc ból również darzymy miłością? A może to po prostu efekt uboczny, który niczym się nie równa z potęgą tego uczucia?

  Diana cierpiała, ale tak było dla niej lepiej, niż darzyć go uczuciem do zakończenia szkoły, a nawet i dłużej, żyjąc w złudzeniu, że może to był ten jedyny... Powinna się od niego odkochać już dawno temu. On nie był wart jej uwagi. To zwykły pozer. Ładna buźka, zgrabne nogi i świetny styl ubierania nie świadczyły przecież o jego ponadprzeciętności, której pozory stwarzał. Był tylko nastoletnim frajerem.

  Po całym tygodniu utyskiwań ze strony Diany, która mimowolnie ciągle poruszała temat tabu, jakim był Arek, miał nadejść upragniony odpoczynek od tego gówna. W sobotę wybierałam się na imprezę urodzinową do mojej koleżanki Wiktorii. Oczekiwanie na tę zabawę było moją jedyną motywacją, by przeżyć ten durny tydzień w szkole. Byłam taka szczęśliwa, że w końcu się zabawię, nie musząc wysłuchiwać ciągłych narzekań na Arkadiusza.

  Wiktorię poznałam kilka lat wstecz, w 1 klasie gimnazjum. Wtedy była słodką, niewinną i cichą dziewczyną. Od razu połączyła nas nić porozumienia, bo oprócz niezwykłej urody, była też bardzo inteligentna, dlatego zawsze miałyśmy jakieś ciekawe tematy do rozmów. Jednak w 3 klasie gimnazjum, była zobligowana do zmiany szkoły, gdyż rodzice przeprowadzali się do innej dzielnicy. Do o wiele bogatszej dzielnicy.

  Starałyśmy się utrzymywać kontakt, jednak z miesiąca na miesiąc czułam, że Wiktoria się zmienia. Zachowywała się inaczej, mówiła w inny sposób niż dotąd. Wtedy zrozumiałam, że zmiana otoczenia to też ogromna presja na twoją indywidualność. Kiedy wejdziesz między wrony, zaczniesz krakać, tak jak one. Wiktoria nigdy mentalnie nie stała się bogatą snobką, jak jej rodzice, ale niewiele jej do tego brakowało. Mimo, że nie utrzymywałyśmy regularnego kontaktu, to jednak ona nie zapomniała o mnie. Sama się jej dziwiłam. Była taka popularna, miała swoich elitarnych znajomych, mieszkała w pięknej willi, miała od groma adoratorów... Mimo to wciąż było w jej życiu miejsce dla mnie i czasem rozmawiałyśmy na facebooku, czy przez telefon.

~*~

  Godzinę przed imprezą siedziałam już przyszykowana przy toaletce, przy której dokańczałam makijaż i patrzyłam znudzona na telefon. Damon wciąż jeszcze nie dzwonił. Obiecał, że to zrobi jak tylko będzie dojeżdżał do mojego domu. Będzie dziś wszakże moim szoferem. Tak bardzo byłam mu za to wdzięczna. Nie będę czuła się głupio jadąc na ekskluzywną imprezę autobusem, ale zajadę pod samą willę sportowym autem z wypożyczalni firmy Lynton.

  Przesunęłam dłońmi po czarnym materiale sukienki, wygładzając wszelkie fałdy. Zaczęłam wyobrażać sobie, jak chciałabym żeby wyglądała ta impreza, marząc o dobrej zabawie, podczas której poznam wielu niesamowitych ludzi. Ta, akurat...

  Telefon zawibrował, więc podniosłam się z krzesła i przeglądnęłam się po raz ostatni w lustrze. Wyglądałam na pewno o wiele gorzej, i na pewno taniej, niż większość uczestników dzisiejszej imprezy, ale nie przejmowałam się tym. Mimo, że mój strój nie był wart miliona, to czułam się w nim dobrze.


  Poprawiłam czerwony pasek i powoli przesunęłam palcem pasek na ekranie telefonu, z uśmiechem odbierając połączenie od Damona. To będzie piękny wieczór i nic tego nie zepsuje. 

~*~

  -Będziesz ze mną w kontakcie? -Damon spytał mnie na odchodnym, gdy wysiadałam z jego auta.
-Ok, piszmy smsy. -odparłam podekscytowana, nadchodzącą zabawą. Damon również wysiadł i podszedł do mnie i przytulił. -Uważaj na siebie. -szepnął i pocałował mnie w policzek. 
-Dziękuję. Jesteś kochany! -odparłam i odeszłam w stronę przygotowanego do imprezy wielkiego dziedzińca posiadłości Wiktorii.

  Pewnym krokiem weszłam na ogromny dziedziniec, po którym co rusz kręciły się jakieś osoby, ale nie było wśród nich dzisiejszej solenizantki. Przycisnęłam do piersi urodzinowy pakunek i podeszłam do drzwi, naciskając na dzwonek. Nagle wrota otworzyły się i stanęła w nich sama diwa.
-O, hej! -krzyknęła uradowana Wiktoria. Pewnie witała tak entuzjastycznie każdego gościa, ale i tak sprawiła, że zrobiło mi się niezmiernie miło. 

  Jej widok zapierał dech w piersiach -krótka, ale na tyle długa, by zachować klasę, sukienka w pudrowym kolorze, podkreślała jej misternie ułożone blond włosy, które spływały swobodnie kaskadą na ramiona. Na nogach miała buty z najnowszej kolekcji Christiana Louboutina.

  -Cały parter i namiot ogrodowy są do dyspozycji. Na pierwsze i drugie piętro przenosimy się po czwartej na nocleg. Chyba, że... -urwała i zastąpiła mowę uśmiechem. -Zresztą NIEWAŻNE. W namiocie jest większość osób, które przybyły tak wcześnie jak ty. -oznajmiła, zachęcając mnie, bym do nich dołączyła.
-Wcześnie? -zapytałam zdumiona. -Ta godzina widniała na moim zaproszeniu.. -zmarszczyłam brwi.
-Większość nie przychodzi przed 21. To nieformalna zasada. -wzruszyła ramionami. -Baw się dobrze. -dodała na odchodnym i ruszyła w swoich niebotycznie wysokich szpilkach, by przywitać się z nadchodzącą parą.
-Oho, kolejni wcześniacy.. -pomyślałam cynicznie.

  Wyjęłam telefon z torebki, by sprawdzić godzinę. Było dopiero przed 20. Nie mając lepszego pomysłu na to, co ze sobą począć, ruszyłam w stronę tylnego wyjścia, by zobaczyć jak wygląda ten cały namiot. Ha, mogę z całym szacunkiem stwierdzić, że ten ""zwykły namiot ogrodowy"" był większy od niejednego mieszkania w tym mieście. Przez przezroczyste od przodu i jednego boku ścianki było widać, że niektóre osoby już są w trakcie biesiady i wesoło rozmawiają przy szwedzkim stole.

  Zamiast do namiotu, skierowałam się w kierunku niewielkiej w porównaniu do namiotu altanki i siadłam na drewnianej ławce, obitej jakimś miękkim białym materiałem. Wyjęłam telefon i zalogowałam się na fejsie, przeglądając jakieś fotki z serii "rzygam tęczą", które pododawali moi znajomi.

  Nagle ni stąd ni zowąd, do altanki przypatoczyła się jakaś parka, która już chyba zdążyła wymienić ze dwa litry płynów ustrojowych, bo tak całowali się zawzięcie. Nawet nie zauważyli, że JA siedzę ławkę obok. A może po prostu lubili wprawiać ludzi w zażenowanie?
Chrząknęłam.
Nic.
Chrząknęłam głośniej.
Mlaskanie języków.
-Możecie się obmacywać gdzieś w zaciszu? -odezwałam się nagle, nie wytrzymując napięcia. 
Dziewczyna odessała się wreszcie od swojego fagasa i zmrużywszy oczy, rzuciła: -Jakiś problem?
I uwierzcie mi, wcale nie brzmiała tak, jakby chciała pomóc mi ten problem rozwiązać. O nie. Raczej to było coś w stylu "chcesz w pierdol?". -W ogóle, kto ciebie pytał o zdanie, co? -dodała.
-Jestem już na tyle dojrzała, że potrafię sama zadecydować, czy chcę zabrać głos w danej chwili. -poderwałam się z ławki. -Najwyraźniej TY nie masz nic mądrego do powiedzenia, skoro zapychasz swoje usta non stop językiem tego -wskazałam na jej KOLEGĘ -biedaka... -odgryzłam się i odeszłam nie czekając na ripostę.

  Jeśli tak ma wyglądać cały dzisiejszy wieczór, to chyba zadzwonię po Damona dużo wcześniej niż obstawiałam...

  Udałam się do namiotu i siadłam z kraju stołu. Po przeciwnej stronie siedziałam jakaś grupka chłopaków, wpatrujących się we mnie wygłodniałym wzrokiem. Nie zamierzałam podtrzymywać kontaktu wzrokowego i spuściłam głowę spoglądając na ekran mojego smartphona, jednocześnie podciągając dekolt sukienki. Przesuwałam palcem po ekranie, przeglądając posty na facebooku, kiedy moją uwagę przykuł jeden z nich.
Grzegorz Sarna zaktualizował swój status "załamany"
I dalszy ciąg:
Mówią mi, że piłka nożna to nie przecież sprawa życia i śmierci. Fakt. Ja uczyniłem z niej coś znacznie większego. Mam nadzieję, że moja cholerna noga nie robi sobie dłuższego urplopu, bo ja nie zamierzam odstawić na półkę mojej Sarenki
I dołączone jego zdjęcie na łóżku szpitalnym, trzymającego piłkę z podpisami jakichś piłkarzy.
79 lajków.
30 komentarzy.
Nie mogłam powstrzymać mojej ciekawości i kliknęłam, by wyświetlić komentarze.
"Dudek kutasie! Tylko byś spróbował!"
"Kto ci to zrobił????"
"Sarna, jaka z ciebie romantyczna dusza! Nazywasz się milijon?"
"Biedny Grzesiu :( Ja ci chętnie rozmasuję nóżkę ;*"
"Mózg se rozmasuj czupakabro! Dudek jest mój! Best piłkarz ever. Wracaj szybko! Do zdrowia i do piłki! A Sarenką jeszcze będziemy kopać po murawie. Nie martw się :D"

  Ostatni komentarz należał do Arka. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ładny masz uśmiech.
Wyjrzałam znad telefonu. Przede mną stał jakiś koleś w jeansowych spodniach o prostym, ale podkreślającym kształt nóg kroju, i T-shircie z napisem "If you believe in God you're right. I am here".
-Słucham? -odpowiedziałam, upewniając się, że to do mnie skierowane były słowa.
-Nie mów "słucham", bo cię wyrucham. -wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
-Słucham? -wymsknęło mi się nieopatrznie, niedowierzając w bezczelność tego typka.
-Chyba jednak bardzo tego chcesz... -zaśmiał się.
-Wybacz, ale raczej nie jestem zainteresowana. -odparłam krótko.
-A może jednak?
Usłyszałam gwałtowny wybuch śmiechu ze strony jego towarzyszy. -Pewnie to jakiś jebany zakład. -pomyślałam i odparłam wkurzona jego natręctwem: -Nie. Mam ci to przeliterować?
-Obejdzie się. -odparł i wrócił do wciąż rechoczących kolegów.

  Przesiedziałam tak z telefonem do ok. 21. Niebo się ściemniło, ale przepięknie zorganizowane oświetlenie nadawało miejscu imprezowy klimat. Gdy więcej ludzi już przybyło, zaczęłam kręcić się po otoczeniu. Jakiś chłopak porwał mnie na parkiet i przetańczyliśmy kilka utworów, Byłam mu za to wdzięczna, bo w sumie ciężko byłoby mi cokolwiek wymyślić, co ze sobą począć. Gdy w tłumie dostrzegłam Wiktorię, podziękowałam mu za taniec i podbiegłam do niej.
-Wyjdziemy na zewnątrz? -spytałam.
-Co? -krzyknęła, próbując przebić się przez głośne dudnienie muzyki klubowej. Zamiast powtarzać, pociągnęłam ją za rękę do wyjścia.
-Kiedy będzie jakieś zdmuchiwanie świeczek, czy coś w tym stylu? -zapytałam, gdy znalazłyśmy się na zewnątrz, gdzie muzyka leciała w mniejszym natężeniu decybeli.
-Żartujesz sobie? -zaśmiała się. -Nie jesteś u cioci na imieninach, tylko u Wiktorii Śnieżek na hucznej imprezie. Zanim wszyscy goście się pojawią, połowa już będzie zalana w trupa.
-Myślałam, że...
-O! Jesteś wreszcie! -Wiktoria zawołała wesoło do kogoś za moimi plecami. Nagle poczułam wibracje. Spojrzałam na telefon.

Damon: Jeśli coś działoby się nie tak, albo po prostu byłabyś spragniona mojego towarzystwa to dzwoń, a przyjadę po Ciebie :) xx
Nina: Jaką mam gwarancję, że z tobą będę bezpieczna?

-Gdzie Natalia? -zapytała.
-Czy wyglądam na jej Archanioła Gabriela? -odezwał się głos.
-Myślałam, że przyjdziecie razem...
Odwróciłam się gwałtownie, by spojrzeć z kim rozmawia Wiktoria. Gdy zorientowałam się, że stoję właśnie przed wielkim tematem tabu tego weekendu, o mało co, nie zeszłam na zawał.

O Mój Boże! Tylko nie ON!!

-No proszę, proszę... Kogo my tu mamy? -zakpił szyderczo niechciany osobnik.
-Szarpnęłam Wiktorię za ramię i odwracając się tyłem do Arka szepnęłam w złości:
-Co on tutaj robi?
Wiktoria wymieniła z jakimś chłopakiem urocze uśmiechy i zapytała zdziwiona?
-Kto?
Odwróciła głowę w bok, kątem oka dostrzegając, że Arek zapala właśnie papierosa, rozglądając się na boki. Wiedziałam, że bacznie nas obserwuje.
-No, Arek! A kto niby? -szepnęłam zirytowana.
A ty skąd go znasz? -zapytała, uśmiechając się znowu do kogoś.
-A ty skąd? -odparłam natychmiast.
-To już jakiś czas temu.. -obróciłą głowę, spoglądając na Arka.
-Poznałam go przez mojego eks. -westchnęła. Widząc moją zdziwioną minę, dodała:
-To skomplikowane, Nina. Nie głów się nad tym. -uśmiechnęła się i poklepawszy mnie po ramieniu, dodała na odchodnym: -Spróbuj tych czekoladowych mufinek. Sama piekłam!

  Nieco zmieszana, wyciągnęłam telefon i podeszłam kilka kroków dalej w stronę szwedzkiego stołu, próbując jakoś zabić czas.
Damon: Nie masz gwarancji... Musisz mi zaufać skarbie xoxo
Nina: Ugh... Nie chcę skończyć jak Lana Banana w Asylum [1]
Damon: Mówisz o niedoszłej ofiarze chorego umysłowo gościa, o pseudonimie Bloody Face, który obdzierał kobiety ze skóry? Hm.. Brzmi znajomo :P
Nina: Jestem podrywana przez psychopatycznego mordercę? Czuję ten dreszczyk :)

  Oderwałam wzrok od telefonu. Ktoś właśnie sięgał po rekomendowaną przez Wiktorię babeczkę.
-Częstuj się. -powiedział Arek, przegryzając właśnie ciastko.
-Podasz jedną? -spytałam wzruszając ramionami.

  Nie wiedzieć czemu, jedzenie babeczek bardzo zbliża ludzi, a przynajmniej z nami tak było. Nie wypiliśmy wiele, ale pozostaliśmy w swoim towarzystwie, podjadając co jakiś czas coś ze stołu i rozmawiając swobodnie, ale tak naprawdę o niczym ważnym. Nie mogło to jednak trwać wiecznie, z moimi umiejętnościami psucia chwili. 
-Dlaczego nie podoba ci się Diana? To świetna dziewczyna! -wypaliłam nagle. Sama nie wiedziałam skąd nagle zdobyłam się na odwagę, by go o to zapytać.
-Dlaczego? -spojrzał na mnie. Pokiwałam głową.
-Wiesz, chodzi o to, że nie ma ludzi uniwersalnych. Dla jednych facetów idealna dziewczyna to taka, która jest inteligentna, dla innych taka, co ma długie nogi. -zaśmiał się. Popatrzyłam na niego zdumiona. Nie spodziewałam się tego, że jest aż tak płytki.
-No popatrz -zaczął wyjaśniać. -jedni faceci lubią na przykład dominować nad laską i w pewnym sensie też ją kontrolować, więc idealną dziewczyną dla nich będzie taka, która lubi się podporządkowywać. Ale dla facetów gustujących w zdecydowanych kobietach, taka laska będzie po prostu najgorszą z możliwych opcji. -spojrzał mi w oczy i dodał. -W miłości nie ma demokracji.

  Wzdrygnęłam się, słysząc wers z mojego wiersza.
-Widzę jaka jest Diana, obserwuje was czasami na meczach. Jest naprawdę świetną dziewczyną, ale to nie mój typ. Jeśli byłaby ze mną, starałbym się ją zmienić, a przecież nie o to chodzi w tym wszystkim, prawda? 
Po chwili obopólnej ciszy oznajmił:
-Zresztą, ja i tak nie bawię się w dziewczyny.
-Rozumiem... -pokiwałam głową, czując, jak moja świadomość próbuje odlecieć. -Naprawdę rozumiem. -szepnęłam jakby do siebie.
-Teraz ty mi coś powiedz, Nina.
-Wal. -odparłam, na co Arek się zaśmiał. O wiele bardziej, niż było to warte. Cholera, co się z nami działo? Moja głowa pulsowała. Czułam się jak najebana, ale przecież nie piłam wiele tego wieczoru.
-Dlaczego dziewczyny kochają badboyów? -spytał, gdy opanował już swój chichot.
-To znaczy? -złapałam się za głowę, próbując zachować świadomość.
-No popatrz, im bardziej je facet odpycha, tym bardziej do niego lgną. Laski uwielbiają być traktowane jak szmaty, a ja zastanawiam się, co w tym takiego fajnego.
-Nie wszystkie takie są. -odparłam, po czym wstałam niepewnie, podpierając się ręką stołu. -Możemy się przejść? Nie czuje się najlepiej.
-Jasne, pewnie. -Arek poderwał się z wygodnego krzesła i podszedł do mnie. -Wszystko ok? -zapytał, wyraźnie zmartwiony.
-Tak, po prostu potrzebuję pooddychać trochę świeżym powietrzem. -odpowiedziałam i ruszyłam w stronę zielonej części posiadłości, tam gdzie niedawno siedziałam w altance. Arek ruszył pędem za mną i szedł bardzo blisko mnie, Mówił, że chce mnie asekurować w razie, gdyby zrobiłoby mi się słabo, ale nie miałam sił, by zaprotestować, na ten jednoznaczny gest.

  -Jak poznałeś się z Wiktorią? -spytałam nagle.
-To było już dawno. Po co do tego wracać?
-Chcę wiedzieć. To była kiedyś jedna z moich lepszych przyjaciółek.
-Zapoznał nas ze sobą mój kolega. -oznajmił wymijająco.
-Słucham? -zdziwiona spytałam.
-Miałem wtedy zły okres w życiu. Wtedy jeszcze uważałem, że związki są okej. Rozstałem się z dziewczyną. Bardzo cierpiałem. On próbował być dla mnie oparciem.
-I dlatego przedstawił ci swoją dziewczynę?
-Wyciągał mnie na miasto. Ciągle łaziliśmy i gadaliśmy. Miałem zapomnieć o Duśce. Z czasem dołączyła do nas Wiki, bo nie chciał jej zaniedbywać przeze mnie. Później wyszło jak wyszło. Ale zaraz, czekaj, skąd wiesz, że była jego dziewczyną, skoro wcześniej o tym nie wspominałem? -zmarszczył brwi.
-Dokończ historię. -odpowiedziałam krótko.
Arek westchnął i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów wraz z dużą ekskluzywną metalową zapalniczką.
-On starał się być jak najlepszą osobą dla nas obojga, a wyszedł z tego najgorzej. -zapalił papierosa. -Coś jak w chemii, reakcje redoks -ktoś nieszczęśliwy lub obojętny emocjonalnie wychodzi w reakcji jako szczęśliwy, ale zabierając tym samym szczęście drugiemu. -spochmurniał.
-Co się wydarzyło? -spytałam.
-Wiki była dobrą dziewczyną -również chciała mi pomóc zapomnieć. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nawet bardziej, niż chciałby tego mój kumpel..
-Jesteś skończonym dupkiem, Góral! -stwierdziłam z niedowierzaniem.

  -Wiem o tym... -westchnął. -I dlatego zastanawia mnie to -kontynuował. -dlaczego mimo wszystko, ja wciąż jestem taki popularny? Co weekend dostaje multum zaproszeń na przeróżne imprezy, libacje, które wciąż muszę odrzucać, bo nie mogę być przecież w milionie miejsc naraz. Cholera, dlaczego dziewczyny tak do mnie lgną? Jestem tylko nastoletnim frajerem, a każda wmawia mi, że jestem najwspanialszy, najprzystojniejszy, naj-jakiś, naj-srakiś. Żadna nie widzi we mnie tej ciemnej strony.. A może nie chce widzieć? -popatrzył mi w oczy, szukając zrozumienia. -One kochają kogoś, kim nie jestem, a kogo we mnie widzą, rozumiesz? One nie szaleją za tym prawdziwym Arkiem -pierdolonym Góralem z krwi i kości. One pożądają tego Arka, którego stworzyły we własnej głowie. -rzucił dopalonego szluga na ziemię i przydeptał nogą -To mnie chyba najbardziej boli, to, że nikt nie widzi we mnie tego, kim naprawdę jestem. Zaczyna mnie to coraz bardziej męczyć, Nina... -jego głos się załamał. Odwrócił głowę w bok, spoglądając gdzieś w ciemny wieczorny krajobraz, ale mimo to, dostrzegłam łzę, spływającą po jego policzku, którą błyskawicznie wytarł rękawem swojej ciemnozielonej materiałowej kurtki. Był załamany, a ja stałam jak oniemiała, zmieszana tym wszystkim co mi właśnie powiedział. Nie chciało to do mnie dotrzeć, że Arkadiusz Góral, najsilniej skrywający emocje człowiek, jakiego znałam, otworzył się przede mną.

  -Arek, ja.. -próbowałam przerwać tę nieszczęsną ciszę, która była znacznie więcej niż tylko niezręczna, ale powstrzymał mnie ruchem ręki. -Nic nie mów..
Wyglądał jak zmarnowane szczenię. Nie wiedziałam, co mam robić.
-Nina, ja.. -jego głos ponownie się załamał, nie pozwalając mu dokończyć myśli. Podeszłam krok do przodu i przytuliłam go niepewnie. Arek odwzajemnił uścisk. Dałam mu zrozumienie, coś, czego oczekiwał od drugiej osoby. Przez myśl przebiegło mi nawet, że moglibyśmy się kiedyś zaprzyjaźnić.
-...ja cię kocham... -dokończył szeptem. Dla mnie było to jednak jak lwi ryk, który doskonale dosłyszałam, a którego nie chciałam usłyszeć wcale. Odsunęłam się od niego powoli, patrząc w jego zamglone oczy. Staliśmy naprzeciwko siebie, ale wciąż bardzo blisko. Patrzyliśmy tak na siebie, nie robiąc zupełnie nic. Arek znowu zaczął zmniejszać między nami dystans. Objęłam go, sądząc, że znowu potrzebuje się przytulić i wyżalić, jednak on objął delikatnie moją żuchwę rękami i przybliżył swoje wargi do moich, inicjując niewinny pocałunek.

  Nie wiem, gdzie podziała się wtedy moja samokontrola. Nie byłam w stanie go odepchnąć. Czułam się bezsilna. Jego usta nie napotykając na opór z mojej strony, zaczęły coraz natarczywiej domagać się mojej bliskości. jego ręka powędrowała na moje plecy, po czym pochylił mnie delikatnie do tyłu, nadal mnie namiętnie całując. Moje ręce mocniej go ścisnęły i podniosłam jedną nogę, by objąć jego łydkę, ale niestety zachwiałam się, spadając na trawę, pociągając go za sobą.

  Arek wylądował na mnie, nie do końca wiedząc, co się stało. Mimo to, jego usta ponownie złączyły się z moimi, pozwalając naszym językom poznać się nawzajem. Moje ręce powędrowały w stronę jego włosów, opuszkami palców masując skórę jego głowy. Nie byłam świadoma, tego co robię. Granice dobra i zła zamazały się, chociaż nie wiedziałam tak naprawdę, co było tego powodem.

  Po chwili jego ręka znalazła się na moim brzuchu, wędrując powoli w dół mojego ciała. Podciągnął brzeg mojej sukienki do góry, rozpalając każdy milimetr mojego ciała do czerwoności. Gdy jego lodowate palce znalazły się na moim podbrzuszu, w moim mózgu, nagle uruchomiły się nieczynne wcześniej synapsy i przytomnie wyślizgnęłam się spod niego, wstając z wilgotnej trawy. Nasze ozy spotkały się przez moment. Dostrzegłam w nich ból i niemy głos wołający "Nie zostawiaj mnie", ale nie mogłam mu pozwolić na to, by cokolwiek między nami się wydarzyło. Bez słowa odwróciłam się na pięcie, idąc w kierunku bufetu, poprawiając w marszu sukienkę. Wyciągnęłam telefon.

Damon: Dreszczyk to poczujesz dopiero, gdy nasze usta znowu spotkają się ze sobą...
Damon: Nina?
Damon: Mam nadzieję, że się obraziłaś, za tego śmiałego smsa, bo druga opcja jaka przychodzi mi do głowy, na powód dla którego mi nie  odpisujesz to to, że coś się stało.
Damon: Nina, odpisz chociaż pustą wiadomość.
Damon: ???

5 nieodebranych połączeń...

Nina: Nic mi nie jest.

  Rzuciłam się bezładnie na krzesło. Świat wirował mi przed oczami. Położyłam ręce na stół opierając na nich głowę. Zamykałam powoli oczy, tracąc kontrolę nad swoim ciałem...
_____________________________________

[1] Asylum to drugi z niezależnych sezonów serialu American Horror Story. Lana Banana to parodyczne określenie jednej z głównych bohaterek. Jej prawdziwe (serialowe) nazwisko to Winters.

piątek, 27 marca 2015

Rozdział XIV

 "Maski"


Arek's POV

  Gdy wybiegłem zdezorientowany na korytarz, zobaczyłem gdzieś w wielkim zbiegowisku nosze, na których ratownicy nieśli Dudka. Jego twarz wykrzywiał bolesny grymas, który na sam jego widok, wręcz zmuszał ludzi, do wysłania smsa o treści POMAGAM. Nie był to dobry znak, oj nie był...

  Dominika odprowadzała go wzrokiem z dziwną miną. Wyglądało to, jakby była mocno wstrząśnięta wypadkiem Sarny, ale była to raczej nieumiejętnie założona maska, gdyż z koleżaneczkami wymieniała porozumiewawcze spojrzenia. Coś w stylu "Ale obciach... Prędzej wskoczyłabym bykowi na rogi, niż tej ofiarze losu do łóżka". Bez problemu przejrzałem ją na wylot.

  Wkurwiało mnie to, że te panienki potrafiły być wsparciem dla faceta tylko na dobre, kiedy ich "fejm" mógł na tym skorzystać. Nie obchodziło mnie to, co one wyprawiają ze swoimi kolesiami spoza obrębu mojej paczki, ale nie pozwolę, by ktoś gardził Grześkiem. Mimo, że czasem zachowuje się jak totalny chuj, to jest dla mnie kimś ważnym. Zresztą, wszyscy moim kumple są dla mnie kimś znacznie więcej, jak tylko znajomymi. Dbam o nich jak o siebie samego.

  Przedarłem się przez tłum, biegnąc za oddalającym się ratownikami. Kilka osób fuknęło na mnie z oburzeniem, kiedy popchnąłem ich nieopatrznie, ale nie obchodziło mnie to. Biegłem, by choć jeszcze na chwilę go zobaczyć. Brzmię jak jakaś popieprzona zakochana nastolatka, ale nie dbam o to. Już dawno temu przestałem zabiegać o dobrą opinię w oczach innych ludzi.

  Gdy wybiegłem przed szkołę, wpakowywali właśnie Dudka do tej ambulatoryjnej puszki.
-Grzesiek! -krzyknąłem machinalnie i podbiegłem bliżej. Ratownicy przystanęli i obejrzeli się. Dobiegłem do nich i spytałem o jego stan.
-Złamanie nasady kości piszczelowej. -usłyszałem w odpowiedzi suchą medyczną diagnozę. Popatrzyłem na leżącego Grześka. Jego kolano puchło w oczach.
-To dość częste u sportowców, zwłaszcza piłkarzy. Kolano zostało mocno wygięte do boku, w wyniku czego kość udowa z ogromną siłą uderzyła w kość piszczelową, powodując jej złamanie. -kontynuował z powagą ratownik.
-Wyjdzie z tego? -spytałem, głośno przełykając ślinę.
-Bez operacji się nie obejdzie. -odparł, po czym odwrócił się na pięcie, wszedł do ambulansu i zatrzasnął drzwi.

  Zawróciłem do szatni mocno wkurwiony. "Zajebię tego gnoja, który mu to zrobił" -pomyślałem, gotując się w środku. Jeśli w tej chwili napatoczyłbym się na tego przychlasta, to pewnie bym nie wytrzymał nerwowo i przywaliłbym mu w tą parszywą mordę, tak, że nos wyszedłby mu potylicą.

  Na korytarzu tłumy znacznie się przerzedziły. Pewnie już zabrzmiał dzwonek na lekcję, a jeśli nie, to zapewne zaraz to nastąpi. Wróciłem do szatni, w której zgromadzili się już moi zawodnicy. Brakowało tam tylko Grześka... Moje wejście jednak nie przykuło niczyjej uwagi, gdyż stali w ciasnej kupie i co rusz śmiali się z czegoś. Nie wiedząc czemu mieli oni tak iście szampański humor.
-Co wy tam robicie? -wrzasnąłem, stawiając ich wszystkich do pionu. Odwrócili się gwałtownie, zmieszani moją obecnością.
-Nic, twa fryzura na dudka mnie podnieca... -oznajmił Łukasz, patrząc na kumpli, ledwo powstrzymując się od śmiechu, na co wszyscy jednogłośnie wybuchnęli śmiechem.
-Możecie mi powiedzieć, co tu jest do cholery grane? -krzyknąłem wkurwiony, przeczesując palcami swoje włosy. -Sarna odjechał ambulomercedesem, a wy kurwa w atmosferze festiwalowej? -uderzyłem ręką w ścianę, dając ujście mojej złości.
-Przyganiał kocioł... -powiedział zgryźliwie Tomek.
-O czym ty mówisz? -zapytałem, przez chwilę bojąc się, że miał na myśli moje małe fantazje związane z Niną.
Tomek wyszarpnął z ręki Kamila jakąś kartkę i rzucił mi nią przed nogi.
To nie była kartka.
To była ozdobna papeteryjna koperta, wymiętolona w ich łapach.
O ja pierdole...


Nina's POV

  Krążyłam po szkole, próbując uzmysłowić sobie, co tak właściwie przed chwilą się wydarzyło. W milczeniu mijałam pracownie, próbując pozbierać do kupy całe to rozpapkane gówno. Po tym całym zajściu w szatni nie spotkałam się z Dianą. Nie potrafiłam. Nie chciałam patrzeć w jej oczy, pytające mnie z ciekawością, jak mi poszło. A przede wszystkim, nie mogłam spojrzeć jej w oczy, mając świadomość tego, że jej crush ma mnie na oku.

  To była jakaś absurdalna afera. Co ja mogłabym zrobić w tej sprawie?
Powiedzieć jej o tym? Ta, jasne... Żeby mnie zwyzywała od dziwek i złodziejek chłopaków? (Przecież to nie tak, że ja chcę go ukraść. Nie pociąga mnie ani jego pokerowa twarz 24/7, ani mistrzowskie bramki. A już na pewno nie po tym, co kazał mi zrobić na Balu Wielu Kultur...)
Czy może nic nie mówić i udawać, że wszystko ok? Nie, nie potrafiłabym patrzeć na to, jak ona bardzo stara się o jego względy, znając dobrze przyszły bieg historii...

  Nie byłam gotowa by się z nią zobaczyć. Przynajmniej nie teraz. Chciałam pobyć z tym wszystkim sama, bez niczyjej paplaniny.

  Wyjęłam telefon z kieszeni spodni. 9 nieodebranych połączeń- 8 od Diany, jedno od Damona. Na samą myśl o nim zrobiło mi się gorąco. Włączyłam pole tekstowe i wystukując wiadomość do mojego Australijczyka, jednocześnie podążałam pustym korytarzem. Zza węgła wyłoniła się jakaś postać, którą dostrzegłam kątem oka, a która zmierzała w moim kierunku. Nie zwróciłam na nią uwagi, nadal z uśmiechem pisząc smsa, kiedy nagle poczułam silne uderzenie w ramię, przez co telefon wypadł mi z hukiem z ręki.
-Czy ty właśnie dałaś mi z bara? -mruknęłam, podnosząc z ziemi telefon.
-Arek jest mój, szmato. -dziewczyna syknęła w odpowiedzi.
Spojrzałam gwałtownie na stojącą przede mną postać. Gdzieś już tą dziewczynę widziałam... Ach, no tak.. To ona weszła do szatni Arka, zastając go tam półnagiego ze mną. I zapewne nietrudno się domyślić, co sobie pomyślała.
-O ile mi wiadomo, niewolnictwo zostało zniesione już jakiś czas temu... Jeśli tak bardzo chcesz być w posiadaniu istoty żywej to udaj się do sklepu zoologicznego i kup sobie psa. Będziesz mogła w końcu pogadać z kimś w swoim ojczystym języku. -odparłam spokojnie, uśmiechając się szelmowsko. Najwyraźniej była to wystarczająco cięta riposta, bo odparła jedynie: -Trzymaj się od niego z daleka! -i odeszła wściekła jak osa.
-Nie, to TY trzymaj się ode mnie z daleka. -odpowiedziałam wystarczająco głośno, by była w stanie mnie usłyszeć.

  Cholera, dlaczego mam same problemy w związku z tym, że Diance zachciało się zakochać akurat w tym idiocie? Z jakiej, ja się kurwa pytam racji, mam uczestniczyć w tym całym cyrku? Ja go nie chcę, on mnie chciał zapewne jedynie zaliczyć. Nie mam z nim nic wspólnego i nie zamierzam mieć. Niech wszyscy mi dadzą święty spokój! Jeśli jeszcze raz dzisiaj będę musiała wysłuchiwać tematu "Arkadiusz", to chyba jebną na wkurwiatus Arkadiatus.

  Po całym  tym zajściu nie wyobrażałam sobie zostania na dalszych lekcjach. Sprawdziłam w telefonie, gdzie mój wychowawca miał teraz lekcję i z napisanym na kolanie zwolnieniem, ruszyłam w kierunku jego klasy.


Arek's POV

  Po 16 znalazłem się już pod moim domem. Wszedłem do jak zwykle pustego domu. W kuchni znalazłem tylko kartkę od mamy, bym zamówił sobie coś na wynos, bo nie zdążyła nic ugotować. Sram na to, nie byłem głodny. Ruszyłem do razu do swojego pokoju i zatrzasnąłem drzwi. Rzuciłem na podłogę plecak i ściągnąłem z siebie bluzę. Pilotem włączyłem mini wieżę i rzuciłem się na łóżko. Po chwili zerwałem się i wyciągnąłem z plecaka czerwoną kopertę. Przejechałem palcami po wygrawerowanym napisie "I LOVE YOU". Nie byłem do końca pewien, która z nich zrobiła dla mnie tę papeterię, jednak chciałem wierzyć w to, że to była Nina. Aż ciężko mi się do tego przyznać. Nigdy nie czułem czegoś tak idiotycznego. Nie chce mi się wierzyć, że zauroczyłem się jak jakiś szczeniak.

  Otworzyłem kopertę i wyjąłem kartkę z wierszem. Moje oczy widziały go już z milion razy. Jadąc autobusem w drodze do domu czytałem go non stop.

Żadnej chwili w szkole nie żałuję
Chociaż otaczają mnie same chuje
Jestem cholernie pewna dziś swych racji
Choć w miłości nie ma demokracji

Idąc dziś do szkoły myślę o Tobie
Robię to, co muszę, mogę, co robię
Jedyne co mam to prezerwatywy
Bo Twój seksapil zakuwa w dyby

Twa fryzura na dudka mnie podnieca
Że aż ogień w moim podbrzuszu wznieca
Twe miętowe rurki nie są potrzebne
Zdejmij je prędko i do Ciebie biegnę

Pragnę, pożądam całować Twe usta
Grzechu będzie warta z Tobą rozpusta
Uczyń mnie dziś Twoją seksu boginią
A uśmiech i cnota nigdy nie zginą.

  Siedziałem na łóżku jak posąg z tą nieokazjonalną walentynką w ręce. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak bardzo mnie to zajmuje. -Przecież masz wszystko, tępaku. Po co ci ona? -próbowałem otrząsnąć się z rozmyślań, ale niestety bezskutecznie. Owszem, miałem wszystko (o ile wszystkim można nazwać kupę hajsu, nieograniczoną swobodę, jaką miałem dzięki wiecznie nieobecnym rodzicom, wygląd, na który leciały panienki i kumpli, którzy reprezentowali ten sam poziom umysłowy, co ja), ale czułem, że prawdziwe szczęście umyka mi między palcami. Miałem wszystko, choć tak naprawdę nie miałem nic,..

  Wiele bym dał za to, by choć raz mój ojciec zapytał mnie, jak poszedł mi mecz w szkole, albo żeby moja mama zainteresowała się czasem, jakie oceny widnieją w dzienniku pod moim nazwiskiem. Kiedy słyszę, jak ktoś narzeka na swoich rodziców, że wszystko chcą wiedzieć i wściubiają wszędzie nosa, to mam ochotę temu komuś wykrzyczeć w tą jego chujową facjatę, że po drugiej stronie mocy nie jest wcale lepiej.

  Każdy uważa, że mam takie perfekcyjne życie, że wszystko mi przychodzi łatwo, jak dziwce ściągnięcie majtek, ale tak nie jest, Nikt tak naprawdę mnie nie zna. Moja wieczne opanowanie to tylko perfekcyjnie założona maska, która praktycznie zlewa się w moją twarzą. Nikt nie wie, że to tylko pozory. Dlatego właśnie tak łatwo odczytuję z zachowania innych osób, kiedy grają kogoś kim nie są.

  Dziewczyny widziały we mnie macho, który był niedostępny dla zwykłych śmiertelniczek jak góra Olimp, nie do zdobycia, co jeszcze bardziej potęgowała ich pożądanie do mnie.
  Koledzy widzieli we mnie świetnego kompana, przywódcę i strzelca, który z precyzją Messiego strzelał kolejne gole.

  I właśnie taki jestem. Taki, jakim widzą mnie inni. Już sam nie wiem, jaki byłem kiedyś. Maska przyrosła mi do twarzy tak idealnie, że nie potrafię jej ściągnąć, nawet gdybym chciał.
Taki właśnie jest Arkadiusz Góral.

  Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Nie była to raczej moja mama, bo przecież ma swoje klucze, a ojciec jest w delegacji. Nie chciało mi się schodzić na dół i przyjmować gościa. -Pewnie to jakaś koleżanka mamy, albo sąsiadka. Podzwoni chwilę i zaraz sobie pójdzie. -pomyślałem, wstając z łóżka, przeciągając się. Tajemniczy gość jednak nie dawał za wygraną i melodia dzwonka rozbrzmiewała po raz enty. -Ja pierdolę! -powiedziałem na głos mocno zirytowany. Rzuciłem wiersz Niny na biurko i zlazłem powoli po schodach, poprawiając jajka, ściśnięte w wąskich rurkach. Z impetem szarpnąłem klamką, a zza drzwi wyskoczyła najmniej oczekiwana przeze mnie w tym momencie osoba.

  -Odmulanie przyszło! -krzyknęła entuzjastycznie Natalia, podnosząc do góry rękę z butelką drogiego czerwonego wina. Podrapałem się po głowie, układając w myślach gadkę na dość grzeczne wymówienie nieproszonego gościa.
-Będziemy tu tak stać, czy zaprosisz mnie w końcu do środka? -spytała z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Kombinowała coś. Czułem to.
-Wiesz, chyba za chwilę pojadę odwiedzić Dudka, więc.. -wzruszyłem ramionami, dając jej jasny przekaz, że ma sobie PÓJŚĆ.
-Daj spokój! Dominika właśnie go odwiedza. -skłamała. Widziałem jak poruszają się jej skrzydełka nosa. Znałem ją na wylot i czasem o tym zapominała.
-Czyżby? -podniosłem brew do góry -To w takim razie, zadzwonię do Grześka i zapytam kiedy skończy odwiedziny. -podpuściłem ją, wyciągając z kieszeni telefon.
-Nie! -krzyknęła, łapiąc mnie za rękę. Spojrzałem na nią pytająco. -B-boo... Bo ona chce mieć go teraz tylko dla siebie! -zająknęła się.
-Tylko dla siebie? Nie uważasz, że to...
-Nie. -odparła, nawet nie dając mi dokończyć, po czym wtargnęła do środka. Uśmiech magicznie zniknął z jej twarzy.
-...dziwne. -dokończyłem pytanie zrezygnowanym głosem i zatrzasnąłem za nią drzwi.

  Zacisnąłem pięści w złości i ruszyłem za nią do przedpokoju, ale nie było jej nigdzie na horyzoncie.
-Cholera, gdzie ona znowu polazła? -pomyślałem zmęczony tymi jej gierkami. Nie miałem zamiaru się dzisiaj pieprzyć, a zwłaszcza z nią. Miałem nadzieję, że była tego świadoma.

  Przeszukałem wszystkie pomieszczenia na parterze, ale nigdzie ani śladu jej blond włosów. Zirytowany ruszyłem na piętro, leniwie stawiając kroki na kolejnych stopniach. Popchnąłem lekko uchylone drzwi do mojego pokoju i...
-Heeej Arik! -Natalia leżała na moim łóżku. Płaszcz leżał zarzucony na krześle, a jej czarne szpilki leżały w nieładzie na podłodze. Czy już mówiłem, że leżała tam półnaga w stroju porno policjantki? Nie? To teraz mówię...

  Stanąłem jak wryty w progu pokoju, w międzyczasie, gdy ona wyginała swoje ciało jak kotka w czasie rui. Mimowolnie przewróciłem oczami, mając nadzieję, że jednak tego nie zauważy.
Zauważyła...

  -Arek, kurwa! Co się z tobą dzieje, idioto? Przez tą lasię z szatni impotentem zostałeś, czy jaki chuj? -zerwała się z łózka i podeszła do mnie. Złapała moją dłoń i przyłożyła ją do swojej prawie nagiej piersi. Dotyk jej gorącej skóry przypomniał mi, jak dobrze jest wchodzić i wychodzić z jej rozpalonego ciała. Nie dałem jednak po sobie poznać, że podoba mi się to, co ze mną robiła. Modliłem się w duchu, by mój mały przyjaciel był po mojej stronie i nie wyrwał się przed szereg.

  Widząc moją obojętność, Natalia zaczęła rozpinać suwak moich ciasnych spodni. Nie zaprotestowałem. W tej chwili potrzebowałem rozładowania napięcia, jakie skumulowało się we mnie. Cały ten dzień był jedną wielką chujnią. Potrzebowałem rozluźnienia.

  Nie dostrzegając dezaprobaty z mojej strony, Natalia klęknęła przede mną, opuściła moje spodnie do kostek i zimnymi palcami zsunęła również moje bokserki Calvina Kleina, muskając językiem moje podbrzusze i jednocześnie utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Widząc moje rozświetlone oczy, uśmiechnęła się zalotnie i objęła mojego kutasa krwistoczerwonymi ustami. Powoli, coraz głębiej wsadzała go do buzi, torturując każdą komórkę nerwową mojego małego przyjaciela.

  -Nati, szybciej. Proszę! -westchnąłem mimowolnie, besztając się w duchu, za takie słowa. Natalia spojrzała na mnie z dołu, wyjęła mnie z ust i wyszczerzyła zęby.
-Natalia! -wrzasnąłem władczo, na co ona ponownie włożyła mojego kutasa do ust i zaczęła robić mu w końcu nieocenioną przysługę. Rękami złapała część, której nie była w stanie objąć ustami bez odruchu wymiotnego, pocierając rytmicznie.

  Podparłem się o framugę drzwi, czując, że tracę nad sobą kontrolę. Mój kutas tak bardzo lubił być w jej ustach. Ona dokładnie wiedziała co robić, bym czuł się na skraju dwóch światów.

  Kiedy doszedłem w jej ustach, wytarła opuszkami palców wargi, zlizując z nich ostatnie krople mojej ambrozji. Patrzyła na mnie kusicielsko.
-Nie będziemy się dziś pieprzyć. -odparłem oschle i wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą.

~*~

 Kiedy wróciłem z lampkami do wina, zastałem ją siedzącą na łóżku z podkurczonymi nogami, opierającą się o poduszkę, którą kiedyś ofiarowała mi w prezencie. Widniało na niej nasze zdjęcie, zrobione chwilę po naszym pierwszym razie. W sumie, JEJ pierwszym razie.

  Podszedłem do biurka i zabrałem się za otwieranie butelki korkociągiem.
-"Uczyń mnie dziś seksu boginią, a uśmiech i cnota nigdy nie zginą". -odezwała się nagle. Zakrztusiłem się, zerkając ukradkiem na miejsce, na które odłożyłem niedawno papeterię. Ani śladu...
-Słucham? -odparłem, odwracając się na pięcie, udając przy tym, że nie bardzo wiem, co ma na myśli.
-To co? Teraz przerzuciłeś się na tanie poetki? -burknęła, patrząc na mnie spode łba.
-Jesteś zazdrosna? -zapytałem
-Nie, al...
-..ale jesteś zazdrosna. -dokończyłem za nią. -Chyba umawialiśmy się, że nie wchodzimy sobie w drogę w takich sprawach, prawda? Uprawiamy seks i czasem spotykamy się, ale tylko rekreacyjnie. Do tej pory szło nam świetnie, więc...
-Do tej pory żadna laska nie śmiała mi wejść w drogę. -tym razem ona weszła mi w zdanie.
-Natalia, nie jesteśmy razem. Nie sądzę, by od ciebie zależała jakakolwiek decyzja w moim życiu. -odparłem oschle.
-Przed chwilą mówiłeś do mnie nieco innym tonem, gdy twój pierdolony kutas chciał być pieprzony moimi ustami. -wypaliła natychmiast.
-Wyjdź stąd. -powiedziałem spokojnie, wskazując ręką na drzwi, choć w środku gotowałem się do niemożliwości.
-Bo co? -odparła zadziornie, podnosząc do góry brwi. -Jesteś pierdolonym zerem, nic nie możesz mi zrobić. -fuknęła.
-Co ty powiedziałaś? -popatrzyłem na nią z politowaniem, czekając na przeprosiny, jednak ona tylko podniosła naprędce szpilki oraz płaszcz i obarczając mnie morderczym spojrzeniem wyszła z pokoju, kierując się do wyjścia.

  Kiedy upewniłem się, że opuściła mój dom, zakląłem na całe gardło, wywracając krzesło do góry nogami. Porwałem poduszkę leżącą na łóżku i rozszarpałem ją nożyczkami na strzępy.
-CHOLERNA DZIWKA! -krzyknąłem strącając z szafki jakiś pierdolony kwiatek. Doniczka roztrzaskała się o parkiet, uwalniając wałę ziemi na podłogę. Tak w tej chwili widziałem swoje życie- hałda niepotrzebnej, nieuporządkowanej gliny, której nie byłem w stanie pozbierać do kupy.

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział XIII

Arek's POV

  Ten idiota Dudek zawsze musi się w coś wpakować. Owszem, mówiłem im wszystkim w szatni przed meczem, by nie odpuszczali, ale chyba nie przypuszczałem, by na tym etapie, na jakim jesteśmy, jestem zmuszony przypominać, że gol strzelony dla naszej drużyny jest ważniejszy od tego, kto go strzelił. To gra zespołowa, do kurwy nędzy! Co on sobie myślał?! Sądził, że jak strzeli sam jeden bramkę, bez niczyjej pomocy,  to stanie się bohaterem i zdobędzie szturmem wszystkie laski w szkole? No chyba kurwa nie... Za kogo on się uważa do jasnej cholery?

  Najchętniej bym go tam zostawił na pożarcie sępom, by w końcu się czegoś nauczył. Jest moim kumplem, ale jest też zawodnikiem w mojej drużynie- najlepszym zespole w szkole, a to do czegoś zobowiązuje. Nie będę udawał, że nic się nie stało, bo się stało i to dużo! Teraz nie dość, że mecz został zakończony bez rozstrzygnięcia wyniku, a ja poniosłem mentalną porażkę, to jeszcze muszę teraz biegusiem lecieć do szatni po telefon, żeby zadzwonić po karetkę. Ten kutas z III G nieźle przypakował w piszczel temu imbecylowi z puszczy białowieskiej, że aż mu zapiszczało w środku. Mam tylko nadzieję, że nie złamał tej pierdolonej giry, bo kogo ja znajdę na jego miejsce?

  Trzeba kutasowi przyznać, że jest jednym z moich lepszych piłkarzy. Tym bardziej zdziwił mnie ten dzisiejszy wybryk. Pozostaje się już tylko modlić, by się z tego szybko wykaraskał. Puchar szkolnej ligi sam się nie zdobędzie.

  Po krótkiej chwili znalazłem się przed szatnią, więc prędko szarpnąłem za klamkę i wtargnąłem do środka. Ku mojemu zaskoczeniu, o mały włos nie wpadłem w jakąś lasię. W pierwszej sekundzie myślałem, że to któraś z tych pieprzonych cheerleaderek, bo wszędzie się cholery kręcą, ale dostrzegłem, że ta dziewczyna to nie jedna z nich.
To była ona...

  Jak zawsze w (nie)odpowiedniej chwili pojawiała się, by wkurwiać mnie jeszcze bardziej... Czego ona tu szukała? Przypuszczam, że nie czekała tu na mnie ze striptizem, wnioskując po zdecydowanej odmowie pójścia na randkę  ze mną w zeszły piątek. Może chciała dokończyć zabawę z Dudkiem? Kutas by się ucieszył, ale niestety biedaczek leży teraz w zupełnie aseksualnej pozycji. Jakaż strata...

  -Co ty tu... -zacząłem pytanie, ale nie byłem w stanie dokończyć, bo w tej samej chwili dziwnym trafem mój zeszyt wysunął się z plecaka i otworzył się na ostatniej stronie. Stronie z rysunkami.

  -Co to jest? -krzyknąłem, skazując palcem na leżący na ziemi zeszyt. Gdy nie doczekałem się odpowiedzi, ponownie wykrzyczałem pytanie, na co Nina odpowiedziała cicho, ledwie słyszalnie: -Zeszyt...
-No przecież kurwa widzę, że zeszyt! Nie rób ze mnie jebanego idioty! -wrzasnąłem rozwścieczony. -Bawisz się w ninję czy pragniesz powtórki z piątkowej rozrywki?- zapytałem z ironią, nieco rozbawiony wspomnieniem tamtego wieczoru.
-Nie, nie jestem ninja. Jestem Nina.- odpowiedziała nieco pewniej niż przedtem. -Tak, wiesz, teraz pragnę ściągnąć spodnie tobie... -dodała sarkastycznie z szelmowskim uśmieszkiem.
-Na co więc czekasz? -odparłem, rozpościerając ręce jak ptak.
-Bez publiczności nie ma sensu. Kto by ci uwierzył w takie dokonanie, gdybyś nie miał świadków, królewno?- odpowiedziała bezczelnie, sarkastycznie podkreślając ostatnie słowo.

  Rozwścieczony podszedłem do niej i złapałem za przedramię, że aż wzdrygnęła się z bólu.
-Au! To boli, kretynie! Puść mnie! -krzyknęła, wyrywając się z uścisku.
-Lubię jak boli. "50 twarzy Greya" powstało w inspiracji moją osobą. -odpowiedziałem zadowolony błyskotliwą odpowiedzią. Nina wyszarpnęła się z uścisku i wysyczała z nieukrywaną odrazą: -Śmieszy mnie to, że uważasz się za milion razy lepszego niż w rzeczywistości jesteś. Ale wiesz co? Milion razy zero i tak daje zero.
-Gdzie to wyczytałaś? Na stronie hasełka-na-pocisk-ninjy.com? -zapytałem z rozbawieniem.
-Bufon!- krzyknęła w odpowiedzi i ruszyła ku wyjściu.

  Jednak zanim zdążyła podejść do drzwi, zagrodziłem jej drogę ręką, opierając dłoń o ścianę.
-Nigdzie się nie wybierasz, księżniczko -odpowiedziałem wkurwiony, pokazując wymownie głową zeszyt leżący na ziemi -dopóki nie wyjawisz mi tajemnicy twego pobytu w szatni i grzebania w moich rzeczach.
-Nie ruszałam twoich rzeczy. -kłamała, patrząc mi prosto w oczy.
-A więc KTO według ciebie molestował mój plecak? -zapytałem wnerwiony całą tą maskaradą, uderzając ręką o ścianę.
-Może zapytasz kogoś, kto coś na ten temat wie? -odpowiedziała dziarsko, myśląc, że nie wiem w co pogrywa. Nie miałem jednak czasu by cokolwiek odpowiedź na tę zgryzliwość, bo ledwo co skończyła wypowiadać zdanie, usłyszeliśmy czyjś trucht w kierunku szatni.

  Odgłos kroków sugerował na jakąś dziewczynę. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek zobaczył mnie tu z nią. Sam nie wiem dlaczego tak mi na tym zależało.
-Prędko, do kibla! -wydałem rozkaz i szarpnąłem ją za rękę, prowadząc ją do toalety podległej szatni chłopców. Nie dostała nawet czasu na sprzeciw, bo gdy ledwo co przymknąłem drzwi toalety, ktoś wpadł do szatni i zaczął nawoływać szeptem: -Nina! Nina, jesteś tu?
Cholera, to była jej nawiedzona koleżaneczka.
Co one knuły?
By upewnić się, że Nina nie wyda kumpeli miejsca naszej kryjówki, zakryłem jej usta dłonią. Nie przystała na to chętnie, ale kiedy zorientowała się, że jej sprzeciw na nic, zrezygnowała z bicia mnie po ręce. Na wewnętrznej stronie mojej dłoni czułem jej niespokojny oddech, który ogrzewał mnie przyjemnie.

  To, co działo się w tej chwili było tak kurewsko nierealne. Jeszcze trzy dni temu dostałem od niej spektakularnego kosza na oczach kumpli, po czym zrównałem ją z ziemią, wyzywając ją do ściągnięcia spodni Dudkowi, wiedząc, że nie skończy się to impotencko, a teraz stałem w pierdolonym męskim klozecie, gdzie jebało fajkami i jakimś gównem (sam nie wiedziałem czy dosłownie, czy w przenośni), trzymając tą lasię za usta i przyciskając mocno do piersi by nie wymsknęła się z azylu. Jakiś obłęd!

  Przez chwilę jeszcze z szatni dochodziły niespokojne kroki, ale po bezowocnych poszukiwaniach koleżanki, dziewczyna opuściła strefę X.
-Moysz mne już puszcić. -wymamrotała Nina przez zakryte przeze mnie usta, gdy zostaliśmy już całkiem sami. Zdjąłem rękę i zapytałem zdziwiony: -Co?
-Właśnie to. -odburknęła i zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
-Wyjaśnisz mi, co tu się do jasnej kurwy nędzy dzieje? -zignorowałem obarczenie mnie tym nieprzyjemnym wzrokiem i pochyliłem się nad nią, opierając rękę o ścianę.
-Sama chciałabym to wiedzieć. -wzruszyła ramionami. Teraz wyglądała na o wiele bardziej wiarygodną niż przedtem. Albo naprawdę mówiła prawdę, albo szybko się uczy sztuki ściemniania.

  Coraz bardziej krew buzowała w moich żyłach w świadomości tego, że ta głupia laska trzymała mnie w garści. Nie mogłem na to pozwolić. Zbyt wiele mogłem mieć do stracenia.
-Lepiej, żebyś się dowiedziała. Chyba nie chciałabyś, żeby coś ""przypadkiem"" stało się twojej przyjaciółce?
Bingo!
Jej oczy nagle się rozszerzyły, co ewidentnie pokazało, że nie umie trzymać emocji na wodzy. Nie była dobra w dziedzinie, którą ja opanowałem do perfekcji. Poczułem nad nią wielką przewagę. Trafiłem w jej czuły punkt. Kto wie, czy nie najczulszy? Byłem z siebie kurewsko dumny. Jak po pierwszym wydymaniu trudnej laski. Teraz już wszystko później gładziutko. Role się odwróciły i obróciłem się w należną mi pozycję pana sytuacji. Od teraz wszystko zależało ode mnie i od tego, jak daleko zamierzałem się posunąć. Nie mogłem zmarnować takiej okazji.

  -Nie rób jej krzywdy. Nie jest niczemu winna. -zaczęła swoje wyjaśnienia - Nic nie rozumiesz, kretynie. -pokiwała głową. -Ona po prostu się zakochała... -spuściła głowę. Puściłem mimo uszu tego "kretyna", bo i tak wiedziałem, że mam ją w garści. Zapytałem tylko: -W kim? I co to ma wspólnego z buszowaniem w moim plecaku?
-Może wyjdziemy stąd zanim cokolwiek ci opowiem. Wybacz, ale trochę jebie w waszym klopie. -odpowiedziała marszcząc nos. Popchnąłem więc drzwi i machnąłem ręką w ich stronę, dając jej znak żeby przeszła pierwsza. -Dzięki. -odparła obojętnie.

  Kiedy z powrotem znaleźliśmy się w mojej szatni, Nina stanęła z założonymi rękami, czekając na mój ruch.
-To ty opowiadaj, a ja się przebiorę. -oznajmiłem i wyciągnąłem telefon by zadzwonić po karetkę dla Dudka.
-Co? Co ty robisz? -zapytała zaskoczona. Nic nie odpowiedziałem, tylko poinformowałem dyspozytora o wypadku i poprosiłem o przyjazd karetki.
-Co tu się do diabła stało? -krzyknęła.
-Poturbowali Grzegorza. Pamiętasz jeszcze jak było mu dobrze z tobą? -podjudziłem ją.
-Ty sukins.. -rzuciła się na mnie, próbując mnie popchać, ale złapałem ją za wyciągnięte ręce i powiedziałem stanowczo: -Jeszcze jeden taki wybryk, a Diana skończy z jego kutasem w sobie.

  Pomimo tego, że spodziewałem się, że znowu zacznie się przede mną kajać, ona tylko odsunęła się ode mnie, podniosła do góry jedną brew i odpowiedziała: -Pewnie marzy o tym każdej nocy.
Popatrzyłem na nią mrużąc oczy, po czym podszedłem do moich rzeczy i zacząłem ogarniać moje ubrania, walające się po ławce. -O czym ty mówisz? -zapytałem.
-No wiesz jak to jest z dziewczynami. -zaczęła nawijać -zawsze pragną czegoś, co jest dla nich albo niedostępne, albo niebezpieczne ale chuja niepotrzebne. Zakochała się w tym idiocie, a ja o tym nie miałam zielonego pojęcia... -kontynuowała, a ja właśnie przymierzałem się do przebrania piłkarskiej koszulki. -Powiedziała mi dopiero kilka dni temu i kazała mi podrzucić wiersz miłosny do jego plecaka, ale ja uważam, że on nie jest jej wart, więc wsadziłam go do pierwszego lepszego ple... -przerwała nagle.

*muzyka do tego fragmentu rozdziału >KLIK<*

  Odwróciłem się do tyłu, by zobaczyć co spowodowało nagłą ciszę. Patrzyła wybałuszonymi oczami na mój nagi tors i momentalnie się obróciła. Podszedłem do niej od tyłu, odgarnąłem kosmyk włosów i szepnąłem jej do ucha: -Proszę, nie mów mi, że to jest najromantyczniejsza chwila w twoim życiu.
Sądziłem, że zaprzeczy, ale nic nie odpowiedziała. Stała bez ruchu, nie reagując na to, co robiłem.
-Nigdy nie żaden chłopak, nie przebierał się przy tobie? -znów szepnąłem i położyłem dłonie na jej talii, schodząc powoli na biodra...

ten fragment jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich, gdyż zawiera sceny erotyczne; czytając, robisz to na własną odpowiedzialność; jeśli nie, możesz go ominąć 

  Przyłożyła swoje dłonie do moich, opierających się na jej biodrach dłoniach i splotła nasze palce.
-Nawet nie masz pojęcia, jaka czuję się samotna. -powiedziała obracając na bok twarz, stykając się z moją głową, opartą na jej ramieniu. Przysunąłem się bliżej niej, tak, że nasze ciała nie dzieliły już nawet milimetry i szepnąłem do ucha: -Pozwól mi cię uszczęśliwić.
Poczułem jak jej ciało drgnęło. Musnąłem jej szyję ustami, na co odchyliła głowę w bok, dając mi większe pole manewru. Jej ciało krzyczało "Weź mnie!". Czułem dokładnie jak każdy centymetr jej skóry pokrywał się gęsią skórką.

  Przesunąłem ręce z bioder w stronę jej krocza, nie przestając obsypywać jej szyi pocałunkami. Z jej ust wydał się zduszony jęk. Przygryzła wargi. -Dobrze ci, księżniczko? -spytałem. Zamknęła oczy i prawie niedostrzegalnie pokiwała głową. Wiedziałem, że jest jej cholernie dobrze. Dziewczynom zawsze było ze mną jak w raju. A ja byłem jak na haju. Z nią jednak było inaczej niż z pozostałymi. Nie było mi z nią dobrze. Było wręcz nieziemsko. Ona miała w sobie to coś, czego inne nie miały. Podobały mi się jej nieśmiałe gesty, jakby bała się bycia szczęśliwą. Podobało mi się jej zawstydzone spojrzenie, kiedy zdała sobie sprawę z moich zamiarów.

  Powoli przesuwałem dłonie w stronę brzegu jej ciasnych niebieskich spodni, suwając palcami po jej ciele. Jedną ręką złapałem ją za brzuch a drugą wsunąłem do jej spodni, dotykając jej gorącej skóry. Nina złapała za moją rękę dotykającą jej brzucha i wydała z siebie jęk przez zaciśnięte usta, oddając się przyjemności. Gdy moje palce znalazły się już w jej majtkach, odwróciła się gwałtownie i objęła mnie rękami za szyję całując mnie natarczywie w usta. Wyglądało to, jakby się bała poczuć mnie w sobie. Odwzajemniłem pocałunek i nasze języki tańczyły już namiętne tango. Złapałem ją w pasie i nie przerywając pocałunku podniosłem ją do góry, tak, że nogami oplotła mnie w biodrach.

  Cofnąłem się z nią na rękach w kąt szatni, gdzie na podłodze leżały porozwalane ubrania moich kumpli i moja niebieska bluza z nadrukiem. Złapałem ją jedną ręką za pośladki i zgiąłem się w pół i zniżając się do parteru, położyłem ją na miękkich rzeczach. Nasze pocałunki były tak gorące, że od samego całowania mógłbym przy niej dojść. Zacząłem rozpinać niecierpliwie guziki jej białego, niczym biała lilia żakietu i łapczywie ssałem skórę na jej obojczyku. Jej paznokcie wbiły się w moje plecy i poprowadziły długi ślad w stronę łopatek, po którym na pewno zostaną czerwone ślady.

  Jedną ręką podparłem się obok jej głowy, a drugą powędrowałem w kierunku jej krocza, rozsuwając jej rozporek. Jej serce pulsowało tak mocno, jakby chciało uwolnić się z piersi. "Nie ma sprawy"-pomyślałem i złapałem jej czarną bluzkę i ściągnąłem ją przez jej głowę. Nina podniosła się lekko i złapała za gumkę moich czarnych spodenek i razem z bokserkami zdjęła je na tyle, na ile dała rady, a ja zsunąłem je do końca nogami. Razem niecierpliwymi rękami zdjęliśmy jej spodnie a ja finezyjnie, powoli zsuwałem jej majtki, kiedy ona położyła głowę, nie chcąc patrzeć na to, co robi ze mną widok jej nagiego ciała. Zaczęła rozpinać stanik. Złapałem ją za ręce, dając znak że JA chcę to zrobić i zabrałem się do jego rozpinania.

  Robiłem to tak wiele razy, a jednak tym razem było jakoś zupełnie inaczej. To było coś takiego, jakbym się stresował, a przecież to niedorzeczne. W kontaktach z dziewczynami zawsze dominowałem. I to bez najmniejszego problemu.

  Po chwili już całowałem jej nagie piersi, palcami kreśląc kółka na jej brzuchu, kiedy ona zaciskała ręce na mojej niebieskiej bluzie, na której leżała, próbując powstrzymać mimowolny stęk. -Kochanie, nie bój się być głośno.- powiedziałem przesuwając głowę w stronę jej twarzy, przygryzając lekko skórę na jej szyi. -Krzyknij moje imię księżniczko. -rozkazałem.
-A-ale...- zajęczała z rozkoszy, jaką jej dawałem. Podniosłem głowę i położyłem ręce po obu bokach jej głowy. -Chcesz żebym przestał? -spytałem, dobrze znając odpowiedź.
-Nie! -poderwała się i złapała moje ręce, przesuwając je w stronę podbrzusza. -Arek, proszę. -stęknęła z niemocy.
-Co mam zrobić? -spytałem dziarsko, aż powie to, na co tak czekałem.
-Dotykaj mnie. A-arek, Jezu... -wydała z siebie nieposkromiony jęk, gdy nagle włożyłem dwa palce w jej krocze, nie dając jej czasu na przygotowanie. Zacząłem nimi rytmicznie przesuwać, zginając je w niej, tak, że czułem jak jej punkt G powiększa się, jakby domagając się mojego dotyku. Jęknęła, sam nie wiedziałem czy z bólu czy z rozkoszy. Wygięła plecy w łuk a jej oddech momentalnie przyspieszył. Jej organizm potrzebował znacznie więcej tlenu.

  -Jesteś dziewicą? -zapytałem szeptem.
-Fizycznie tak. Mentalnie -nie. -odpowiedziała z uśmiechem.
-Co to znaczy "mentalnie nie"?- spytałem zaskoczony, muskając ją językiem za uchem.
-Bo w mojej głowie właśnie straciłam dziewictwo. Z tobą.. -odparła przerywając słowa westchnięciami.

  Ta odpowiedź mnie bardzo zadowoliła. Zacząłem przesuwać palcami w górę i w dół, sprawiając, że już nie mogła powstrzymać jęków. Jej ciało jak magnes, przyciągane było przez mój dotyk. Jej oczy świeciły nieogarniętym blaskiem, a z jest ust wydobywało się wołanie. Tak cholernie podniecało mnie to, jak wymawiała moje imię. Jej ciało tak bardzo mnie pożądało, była dla mnie taka gotowa, była tak cholernie mokra.

Baby, look what you've done to me...

  Kiedy już czułem, że jest na mnie cholernie gotowa, wyjąłem z niej palce i przysunąłem się do jej ucha i szepnąłem: -Teraz będziesz tylko moja, kochanie.. -i przyłożyłem mojego kutasa do jej wejścia.


  -Co ty do cholery robisz? Pojebało cię? -wrzasnęła strzepując moje dłonie z jej bioder. -Łapy precz!
-Słucham? -zapytałem rozkojarzony.
-Zabieraj się ode mnie! -znowu krzyknęła, a ja próbowałem wrócić do rzeczywistości.

"Co tu się do cholery dzieje?" -próbowałem sobie przypomnieć. O czym ja do cholery myślałem?

-Łżesz w żywe oczy, suko. Wiem, że ona na mnie leci. Nietrudno to zauważyć. -odparłem wkurwiony, przypominając sobie, na czym stanęliśmy. Chociaż słowo "stanęliśmy" jest niefortunnie dwuznaczne, jeśli chodzi o to, co się przed chwilą działo. Szkoda, że tylko w mojej głowie. Szlag...
-Bullshit! -syknęła i ruszyła ku drzwiom, które nagle się otworzyły. Jakby rzuciła zaklęcie różdżką. Niestety, różdżka należała do kogoś innego.

  -Arek, profesor pytał.. -zaczęła Natalia wchodząc, ale przerwała, widząc mnie półnagiego stojącego obok Niny. Jej mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, choć wcale nie przypominała Rafaello. -To ja nie będę przeszkadzać...- oznajmiła zszokowana na odchodnym, wychodząc jeszcze szybciej, niż się pojawiła. Nina rzuciła mi złowieszcze spojrzenie i również opuściła pomieszczenie.
Zrozumieć kobiety...
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do przebierania się. Z korytarza nagle usłyszałem jakieś jęki. O dziwo nie należały do Natalii. To Grzesiek. Cholera... Przestraszony wybiegłem pędem na korytarz, ubierając na oślep koszulkę.