poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział XVII

"Cheerleaderka"


Nina's POV

  Stałam naga przed ogromny lustrem w łazience i gładziłam dłonią wargi, które jeszcze tak niedawno były pieszczone przez natarczywego Arkadiusza i pełnego ciepła Damona. Byli tak bardzo odmienni. Tak bardzo się różnili. Ale połączyło ich uczucie. Uczucie do mnie. Jeden z nich był nawet gotów na wymuszenie na mnie swojej żądzy.

  Przetarłam rękami twarz, patrząc zamglonymi oczami w swoje odbicie, wsłuchują się w szum wody, napełniającej wannę. Nie czułam nienawiści do Arka. Czułam nienawiść do samej siebie. Jak mogłam mu dać nadzieję. Jak mogłam pozwolić na ten cholerny pocałunek? Jak mogłam spędzić przy nim większość czasu tamtego wieczoru?

  To była moja wina. Diana znienawidzi mnie za to do końca życia, jeśli się o tym dowie. Byłyśmy przyjaciółkami, ale nawet w przyjaźni niedozwolone jest użycie zaklęć niewybaczalnych. Chłopak to jedno z takich zaklęć. Nie zabierasz się za byłego chłopaka twojej przyjaciółki, ani za przyszłego-niedoszłego. Co z tego, że całując się z nim nie byłam do końca sobą, bo ta cholerna Wiktoria nie powiedziała mi, co kryje się pod tymi diabelskimi babeczkami. Od Arka bym nawet tego nie oczekiwała, więc nie mam do niego pretensji. Faceci tacy są, potrafią wykorzystać każdą nadarzającą się okazję...

  Podeszłam do wanny, napełnionej do 3/4 jej wysokości. Schyliłam się, by ręką sprawdzić temperaturę wody. Była piekielnie gorąca. Mimo to zakręciłam kurek i ostrożnie weszłam do wanny. Poczułam mrowienie do szpiku kości i piekący ból, który wywołały receptory ciepła na mojej skórze. Mimo jednoznacznego sprzeciwu mojego ciała, nie wyszłam z wody. Oparłam głowę o zagłówek wanny, zamknęłam oczy i próbowałam uwolnić z siebie wszystkie wyrzuty sumienia razem z parą wodną, powoli osadzającą się na lustrze.

  Gdy robiłam się już senna, a moje myśli błąkały się po szóstym wymiarze, mój telefon zawibrował  nad głową. Z największą ociężałością, na jaką było mnie stać, wyciągnęłam prawą rękę i podniosłam telefon znad głowy. Leniwie otworzyłam oczy. To Damon. Wysłał wiadomość.
Damon: Masz ochotę na jakiś hangout? Call/meet? xoxo
Nina: Jestem w wannie...
Damon: Piszę z nagą Ninką? Nawet nie wyobrażasz sobie, jak seksownie teraz przygryzłem wargę. ;)
Nina: Masz rację- nie wyobrażam sobie.
Damon: Nina, skarbie, proszę Cię, nie mów mi, że znowu zadręczasz się tamtym wieczorem.
Nina: Ok, nie mówię.

I wyłączyłam telefon. Nie miałam ochotę na pogaduszki. Nie byłam taka ogarnięta jak on, nie lubiłam gdy ciągle udowadniał mi, że jestem idiotką, nawet jeśli nie miał tego w zamiarze. On prostu był sobą. Był taki perfekcyjny. Był idealnym chłopakiem, co do tego nie było wątpliwości. Ale czy był idealnym chłopakiem dla mnie?

~*~
                                                                                                                                                                          Gdzieś daleko w głębi duszy istniała iskierka nadziei, że jak przyjdę w poniedziałek do szkoły, to Diana powita mnie ciepłym uśmiechem i prędko zapomnę o zaistniałym incydencie. Znów będzie jak dawniej, a żaden chłopak nie stanie nam na przeszkodzie. Tak... Zdecydowanie tego pragnęłam, jednak życie to nie koncert życzeń. Tym razem to nie ja rozdaję karty.

  Moje marzenia zostały w sposób okrutny zestawione z rzeczywistością. Już wtedy, gdy weszłam do klasy 20 minut przed dzwonkiem czułam, że nic z nich nie będzie, mimo, że jeszcze nie ujrzałam Diany. "Pewnie znowu wpadnie do sali zziajana 5 minut po dzwonku" -pomyślałam. Nie chciałam bezczynnie siedzieć w klasie, więc wyszłam samotnie przejść się po korytarzu. Przystanęłam. Na tablicy ogłoszeń wiszącej przed salą wisiał wielki plakat. Wyglądał na nowy. Albo w każdym bądź razie, wcześniej go nie widziałam. Na plakacie widniał wizerunek Taylor Swift w stroju cheerleaderki wykonującej szpagat w powietrzu na białym tle. Był to kadr z teledysku "Shake it off". Między nogami był wielki napis NABÓR.

  "Jesteś gibka jak gibon i zwinna jak jaszczurka? 
Nie boisz się wyzwań i chcesz dołączyć do elity najlepszych cheerleaderek w mieście?
Chcesz być maskotką wybranego członka drużyny piłkarskiej?
Przyjdź na casting! 
Ubierz się w uroczy uśmiech i podbij serca naszego jury.
Czekamy właśnie na Ciebie!"

  Co za pierdoły! Rozglądnęłam się po korytarzu i upewniwszy się, że nikt nie zmierza w moim kierunku, jednym sprawnych ruchem zerwałam plakat z tablicy i zmięłam go w kanciastą kulkę. Nie potrzeba nam więcej w szkole rozbestwionych panienek, które nie mają ambitniejszego hobby niż ich wygląd czy zwracania na siebie uwagi piłkarzy. Czy szkoły nie powinny promować przypadkiem bardziej ambitnych kółek zainteresowań? I co z popularnym stwierdzeniem, że to inteligencja jest sexy a nie negliż i ruchy rodem z klubu dla gentlemenów? A raczej klubu dla NIEGRZECZNYCH gentlemenów...

  Zniecierpliwiona oczekiwaniem na księżną Dianę, wyciągnęłam z torby telefon. Usiadłam wygodnie w zajmowanej przez nas zwykle ostatniej ławce i otworzyłam konwersację z Damonem. Wystukałam "Przepraszam" i prędko włożyłam go do tylnej kieszeni moich spodni. Oparłam głowę na obydwu rękach z przedramieniem leżącym na blacie ławki i zaczęłam obserwować znudzona resztę klasy.

  Rozejrzałam się powoli po pracowni, rejestrując każdy szczegół z zachowania współbratymców. W kącie siedziała klasowa para gejów szczebiocąca coś słodko do siebie. Na środku sali stała roześmiana grupka fejmów. Jedna z blondynek -Ola -zaczęła z entuzjazmem krzyczeć na całą szkołę, upewniwszy się, że każdy jest zainteresowany tym, co mówi. -To JA zostanę nową cheerleaderką numer 1 championów!. Przerzuciłam znużona oczami i zerknęłam w stronę wejścia do klasy, zarejestrowawszy jakiś ruch.

  Diana wparowała do klasy jak burza. Trudno było odczytać z jej milczącej twarzy jakiekolwiek emocje. Podeszła do naszej ławki i rzuciła torbę na nią swoją torbę. -CZEŚĆ! -powiedziała głośno i uśmiechnęła się szeroko, przytuliwszy mnie. -Mam dla ciebie niespodziankę, ale na razie tylko tyle ci mogę powiedzieć. -zrobiła tajemniczą minę. Popatrzyłam na nią ze zdumieniem. Mimo, że byłam zaskoczona jej zachowaniem, uspokoiła mnie. Na pewno nic nie wiedziała o moich wyczynach na imprezie.

  Do domu wróciłam wcześniej niż zwykle, gdyż nie szłam razem z Dianą. Zawsze włóczyłymy się powoli, obgadując miniony czas w szkole. Czasem również zahaczałyśmy o jakiś sklep, kupując przekąskę i robiąc window shopping, czyli oglądanie witryn sklepowych. Tym razem chwilę przed końcem ostatniej lekcji powiedziała, że ma parę rzeczy do załatwienia na mieście, więc przed szkołą pożegnałyśmy się i każda wyruszyła w przeciwnym kierunku.

  Miałam wyśmienity humor. Świadomość, że między nami jest wszystko w porządku, była kojąca. Nie cierpiałam sprzeczek z Dianą. Tych takich prawdziwych sprzeczek. Bo tak na żarty kłóciłyśmy się dosyć często i wcale nie sprawiało to nam przykrości. Raczej miałyśmy przy tym ubaw po pachy. Ale te prawdziwe kłótnie... One przynosiły ze sobą zawieruchę i okropny deszcz zażaleń nad naszymi głowami. Kochałam Dianę tak mocno jak tylko umiałam i nigdy bym świadomie jej nie zraniła, ale pod wpływem emocji robimy wiele rzeczy, których z pewnością byśmy nie chcieli zrobić.

  Mimo wszystko, mimo tych wielu niemiłych sytuacji przetrwałyśmy jako najlepsze przyjaciółki. BFF, chyba tak to nazywają w Ameryce. Najlepsze Przyjaciółki na zawsze (Best Friends Forever)... Na co dzień zwykle nie okazywałyśmy sobie tego, ile tak naprawdę dla siebie znaczymy, ale w sercu wiedziałyśmy, że jesteśmy w stanie przetrwać nawet największą burzę.


Arek's POV

  Siedziałem znudzony przy długim stole, stukając miarowo długopisem o blat, obok kilku kolegów z drużyny i nauczycieli od wf-u. Sala gimnastyczna aż roiła się od dziewczyn w obcisłych leginsach i topach z dużymi dekoltami, z których cycki spoglądały na nas zachęcająco. Razem mieliśmy wybrać najlepsze kandydatki na cheerleaderki. Szczerze mówiąc, ten casting wydawał mi się badziewny. Zgłaszały się głównie dziewczyny pokroju Natalii, a z którymi już raczej nie chciałbym mieć wiele wspólnego. Moim kolegom może się i podobały, ale ja raczej byłem bardziej zaciekawiony tym co dzieje się w moim telefonie niż oglądaniem wygibasów tych panienek. Czego to one nie były w stanie zrobić, żeby tylko zachwycić chłopaków. Zwłaszcza w trakcie jednego pokazu im opadły szczęki, gdy jakaś dziewczyna tak skakała, tak się wykręcała, że aż jej majtki zaprotestowały i chciały się od niej uwolnić, powoli się zsuwając z jej tyłka. Co na (nie)szczęście, ich posiadaczka szybko zauważyła...

  Ziewnąłem leniwie, spoglądając na zegarek na mojej lewej ręce. Było już grubo po 16, a końca nie było widać.. Chyba wszystkie dziewczyny z tej szkoły zdecydowały się, że koniecznie muszą zaprezentować nam swoje umiejętności (a częściej ich brak). Już dawno powinienem być w domu i sączyć Jacka Danielsa, przerzucając kanały w kablówce, zamiast siedzieć tu i zastanawiać się, co ja tu do cholery robię.

  Oparłem się wygodnie oparcie obrotowego krzesła, na którym siedziałem i zacząłem wyobrażać sobie, jakby to wyglądało, gdyby to Nina przyszła zaprezentować mi swój układ. No, nie do końca tylko mi, ale nie protestowałbym, gdybym to to ja był wyłącznym jurorem jej wdzięków, gdzieś w jakimś osobnym pomieszczeniu. Może w trakcie jej występu przypadkowo zbliżyłaby się do mnie, tracąc równowagę i musiałbym być jej doktorem Housem. Najlepiej to gdybyśmy się wymknęli tylnym wyjściem i udali się do mojego housa, gdzie czekałby na nas namiętny wieczór. Ale nie oglądalibyśmy wtedy żadnych głupawych filmów. Szkoda na to czasu. Od razu przeszlibyśmy do rzeczy, jeśli wiecie o czym mówię.

  -Co sądzisz o tej? -Tomek szturchnął mnie w ramię, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Co? -odparłem automatycznie, rozcierając powoli policzek.
-Chujasie, czy ty w ogóle ogarniasz, co się wokół ciebie dzieje? -zapytał, wyprowadzony z równowagi. Nauczyciel zrobił wielkie oczy, usłyszawszy wulgaryzm, ale nic nie powiedział. Odwrócił tylko wzrok i zajął się papierami.
-Po prostu mnie to nudzi, okej? -obdarzyłem go znudzonym spojrzeniem. Nie chciałem być wkurwiający, więc z udawanym ożywieniem spojrzałem na kolejną kandydatkę. Natychmiast przetarłem zdumiony oczy z niedowierzaniem i szturchnąłem Tomka.
-Kto to jest? -szepnąłem, by dziewczyna nie usłyszała mojego pytania. Na to ten przesunął w moim kierunku jej zgłoszenie. Rzuciłem na nie okiem, co chwila spoglądając na dziewczynę. Gdy zaczęła pokaz, cały czas zastanawiałem się, co taka dziewczyna robi na tym castingu, Nie była taka jak większość pozostałych. Dawała wrażenie skromnej i cichej dziewczyny, ale jej układ miał w sobie to coś. I ten jej uśmiech... Byłem pod wrażeniem.

  -Podziękujemy. -odezwał się Tomek, oddając jej zgłoszenie. Zrezygnowana dziewczyna podeszła do naszego stolika, by je odebrać. Złapałem ją błyskawicznie za rękę.
-Poczekaj. -spojrzałem na resztę jury ze zmrużonymi oczami. -Bierzemy ją! -oznajmiłem.
-Zdurniałeś? -Tomek pochylił się do mnie, szepcąc niespokojnie. -Siedzisz znudzony cały casting, a jak pojawia się taka zwykła dziewczyna z sąsiedztwa to zamierzasz ją zakwalifikować dalej?!
-Takich dziewczyn nam potrzeba -odparłem patrząc na niego poirytowany i zwróciłem się do dziewczyny.
-Przechodzisz dalej, skarbie. Daj czadu na następnym etapie! -puściłem jej oczko, na co ta, podskoczyła z radości i zaczęła gorąco dziękować. Chce ją, jako moją osobistą cheerleaderkę. To będzie idealny zamiennik Natalii.Widziałem oburzone miny reszty członków jury, ale miałem na to wyjebane. Moje zdanie jest święte i nie pozwolę, by zostało zdeptane.
_____________________________________________

Nowa cheerleaderka Arka chyba nieźle namiesza, nie sądzicie? :)

sobota, 9 maja 2015

Rozdział XVI

"Bohater"


 Arek's POV

  Leżałem bezładnie na ziemi, na której jeszcze przed chwilą przeżywałem jeden z piękniejszych momentów mojego życia i odprowadzałem właśnie wzrokiem moją kurewską przyczynę szczęścia i zarazem piekielnego bólu.

  Po raz pierwszy odważyłem się uzewnętrznić moje uczucia.
Moje prawdziwe uczucia...
I co mnie za to spotkało? Odrzucenie i ośmieszenie...

  Przez szmat czasu swoje emocje kryłem pod maską perfekcyjnego do bólu Arkadiusza. Nikt nie wiedział o momentach moich słabości, które nigdy nie mogły ujrzeć światła dziennego. Miałem życie, jakiego zazdrościli mi wszyscy koledzy, a każda dziewczyna snuła wieczorami wyobrażone w głowie historie, które treścią nadawałaby się na soczystego pornola. Co mi w tym życiu zabrakło? Z czym, do kurwy, było mi tak źle, że zdecydowałem zaufać kompletnie nieznanej mi dziewczynie?

  Jedyna nadzieja w tym, że jutro nic nie będzie pamiętać, bo z tego co widziałem, te babeczki nieźle dały jej po garach. Nigdy nie przypuszczałbym, że z niej taka imprezowa dziewczyna. Zjadła więcej "ziołowych" mufinek ode mnie. Jedynym logicznym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy to to, że nie wiedziała że w ciastkach jest maryha.

Nina's POV

  Rzuciłam się bezładnie na krzesło. Świat wirował mi przed oczami. Położyłam ręce na stół opierając na nich głowę. Zamykałam powoli oczy, tracąc kontrolę nad swoim ciałem...

  Kiedy się ocknęłam, zorientowałam się, że dziwnym trafem znalazłam się na trawie pod drzewem a kilka osób przygotowywało właśnie piknik. Cholera, która godzina?
-Poczęstujesz się? -spytała Arka Wiktoria, wystawiając na dłoni tacę z mufinkami.
-To te odjazdowe mufinki? -zapytał wyraźnie uradowany, jakby co najmniej Maria Skłodowska-Curii poczęstowała go promieniotwórczym radem.
-Twoje ulubione! Z dodatkiem suszonych ziół! -odparła, świdrując go spojrzeniem.
-A jej co? -odparł Arek wskazując na mnie głową, wyraźnie spochmurniały.
-Pewnie najebała się. -zaśmiała się i odeszła z tacą.

  Arek spojrzał na mnie i podszedł do drzewa, pod którym siedziałam.
-Co tam? -zapytał wesoło.
Czy on nadal uważa, że ma u mnie jakiekolwiek szanse?
-Idź sobie. -odparłam, pocierając stopą o swoją nogę.
-Co z tobą? -podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Jesteś pojebany.- odburknęłam i otrząsnęłam się z jego uścisku.
Nie odpowiedział. Po prostu niespodziewanie wziął mnie na ręce i podążył w kierunku budynku.
-Puść mnie, idioto! -zaczęłam się szarpać.
On nie zwracał na to uwagi. Wszedł do domu i udał się na schody prowadzące na 1 piętro.
O MÓJ BOŻE!
On chce mnie zgwałcić!
-Pomocy! -krzyczałam, ale głośna muzyka zagłuszała skutecznie moje rozpaczliwe wołanie.
A jeśli on to nagra i pokaże Dianie, wmawiając jej, że tego chciałam? -przemknęło mi przez myśl. Nie, to niemożliwe!

  Arek kopnął nogą uchylone drzwi. Byliśmy w wielkiej sypialni. Podszedł do wyściełanego śnieżnobiałą pościelą łoża i rzucił mnie na nie agresywnie.
-Rozbierz ją. -powiedział ktoś, kogo nie mogłam dostrzec, jednak głos był mi skądś znany.
-Nie! -krzyknęłam, kiedy Arek zaczął rozpinać pasek mojej sukienki.
Z ciemności wyłoniła się jakaś osoba.
-Wiktoria?!!

~*~

 -Obudziła się.
-To dobrze...
Słyszałam głosy, ale mimo lekko rozwartych oczu, nie byłam w stanie dostrzec, do kogo należą.
-Która godzina? -wymamrotałam.
-W pół do dwunastej.
Głos męski. Definitywnie.
Poderwałam się gwałtownie. Moje ciało nie było na to gotowe. Przed oczami pojawiły się migoczące gwiazdki. Z powrotem bezładnie opadłam na poduszki.
-Kochanie, wszystko w porządku? -zapytał jeden z nich. Przymrużyłam oczy, by odzyskać ostrość widzenia i otworzyłam ponownie oczy. Przy łóżku siedział po jednej stornie Damon a po drugiej Arek.

  Moje serce nagle zaczęło szybciej bić.
-Co ty tu robisz zboczeńcu? -wrzasnęłam przestraszona, patrząc na Arka.
Wymienili się spojrzeniami.
-Co ty powiedziałaś? -zapytał zaskoczony Damon. Arek milczał.
-On... On zaciągnął mnie do łóżka. Chciał mnie zgwałcić. Ty mnie uratowałeś Damon, prawda? -zapytałam nerwowo.
Damon popatrzył pytająco na Arka. Te ich spojrzenia zaczynały mnie powoli irytować. Czemu on nie zrobi czegoś z tym gnojkiem.
-Tak. -Arek przerwał swoje milczenie. -Damon przyszedł w porę. Byłem naćpany, a twoje odrzucenie jeszcze bardziej mnie poddominowało. Przepraszam... -powiedział załamanym głosem a za chwilę nagle wstał i wyszedł.

  Damon odprowadził go wzrokiem.
-Już dobrze, skarbie. -szepnął i przytulił mnie do siebie, wciąż patrząc na drzwi, w których zniknął Arek.
Z moich oczu popłynęły łzy.
-Damon, ja nie wiem jak mam ci dziękować. -wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. -Ja nie wiem, jak to się stało, że straciłam samokontrolę nad swoim ciałem. Nie piłam wiele. -teraz rozryczałam się na dobre.
Damon pogładził mnie po głowie. -Ćśśśś... -przylgnął głową do mojej. -Już wszystko dobrze...


Arek's POV

  Wyszedłem z pokoju, zostawiając Damona z Niną. Tak bardzo działał mi na nerwy ten jego nieudawany perfekcjonizm. On mógł być dla niej kimś, kim ja nigdy bym dla niej nie był. Może dać jej to, czego ja nigdy nie mógłbym jej dać. To na niego powinna patrzeć jak na bohatera, nie na mnie.

  To jemu pewnie się teraz wypłakuje, żaląc się, jaki to ja jestem perfidny i perwersyjny. Pewnie właśnie tłumaczy się, że nie piła dużo, że nie wie jak to się stało, że pierwszy raz w życiu się naćpała, nawet o tym nie wiedząc.

  Jestem wkurwiony. To ja powinien być tym, który teraz gładzi jej aksamitnie zmierzwione po ciężkiej nocy włosy...

  Prawda jest taka, że to ja byłem panem sytuacji w tej kurewskiej sypialni. Gdybym chciał, to Nina by się wszystkiego dowiedziała. Sam nie wiem, skąd we mnie nagle tyle bohaterstwa. Dlaczego postanowiłem nagle zostać człowiekiem honoru i przemilczeć pewne kwestie?

  Cholera, kretynie, gdybyś jej wyjawił prawdę, że to nie ten pierdolony ideał Damon ją uratował... Gdybyś tylko przestał zgrywać bohatera...

  Ten widok.. Jej półnagiej i dobierającego się do niej Rafała i jego dziwki Olki, która była pomysłodawczynią, by to wszystko ukartować... To był najgorszy moment w moim życiu. Widziałem ból wyryty na jej twarzy i słyszałem przenikliwy wrzask wołający moje imię. Ona myślała, że to ja chcę ją przelecieć... Aż tak kurewsko mną gardziła, że w jej podświadomości wyrył jej się mój obraz jako kata. Tak mną kurewsko gardziła...

  Uderzyłem z całej siły pięścią o ścianę. Potem kolejny raz, i znowu kolejny. Na ścianie został krwawy ślad.

  Pierdolony kutasiarz.. Chyba bym sobie tego nie wybaczył, gdybym wtedy nie wszedł do pokoju na czas. I ten parszywy uśmieszek Olki, która z kurewską satysfakcją patrzyła na ból w oczach Niny. Kutas dostał za swoje. Gdyby jego dziwka nie zaczęła śpiewać, czemu to ukartowali, nie skończyłoby się tylko limem pod okiem.

  Szczerze? Miałem wtedy ochotę rozjebać mu ten pierdolony łeb o ścianę a tą latawicę przelecieć na oczach jej konającego lovelasa. Jeszcze nigdy nie byłem w takiej furii.

  To miała być zemsta. Zemsta za pierdoloną ciętą odzywkę Niny? Bo nie zamierzała siedzieć cicho, gdy ci obydwoje przedstawiali w altance niedorobioną wersję pornola? Co za szmatą trzeba być, żeby kazać swojemu facetowi zrobić coś takiego innej dziewczynie? I to bez najmniejszego powodu!

  Uratowałem ją, a ona teraz wypłakuje się w ramiona innego, składając mu dzięki. Nie mogę znieść tej myśli. Muszę o tym zapomnieć. Muszę się najebać...

~*~

  -Michał, potrzebuję cię. Dudek nawalił. Wracasz do gry. -wypaliłem, przekroczywszy próg domu mojego kumpla.
-A co z tego będę miał? -wyszczerzył zęby.
-Kopa w dupę.
-Ok, dla ciebie wszystko Aruś. -zaśmiał się. Dałem mu kuksańca w bok.
-Jesteś wielki. A teraz zbieraj się, idziemy na chlanie. Muszę ci coś opowiedzieć, bo ocipieję.