"Maski"
Gdy wybiegłem zdezorientowany na korytarz, zobaczyłem gdzieś w wielkim zbiegowisku nosze, na których ratownicy nieśli Dudka. Jego twarz wykrzywiał bolesny grymas, który na sam jego widok, wręcz zmuszał ludzi, do wysłania smsa o treści POMAGAM. Nie był to dobry znak, oj nie był...
Dominika odprowadzała go wzrokiem z dziwną miną. Wyglądało to, jakby była mocno wstrząśnięta wypadkiem Sarny, ale była to raczej nieumiejętnie założona maska, gdyż z koleżaneczkami wymieniała porozumiewawcze spojrzenia. Coś w stylu "Ale obciach... Prędzej wskoczyłabym bykowi na rogi, niż tej ofiarze losu do łóżka". Bez problemu przejrzałem ją na wylot.
Wkurwiało mnie to, że te panienki potrafiły być wsparciem dla faceta tylko na dobre, kiedy ich "fejm" mógł na tym skorzystać. Nie obchodziło mnie to, co one wyprawiają ze swoimi kolesiami spoza obrębu mojej paczki, ale nie pozwolę, by ktoś gardził Grześkiem. Mimo, że czasem zachowuje się jak totalny chuj, to jest dla mnie kimś ważnym. Zresztą, wszyscy moim kumple są dla mnie kimś znacznie więcej, jak tylko znajomymi. Dbam o nich jak o siebie samego.
Przedarłem się przez tłum, biegnąc za oddalającym się ratownikami. Kilka osób fuknęło na mnie z oburzeniem, kiedy popchnąłem ich nieopatrznie, ale nie obchodziło mnie to. Biegłem, by choć jeszcze na chwilę go zobaczyć. Brzmię jak jakaś popieprzona zakochana nastolatka, ale nie dbam o to. Już dawno temu przestałem zabiegać o dobrą opinię w oczach innych ludzi.
Gdy wybiegłem przed szkołę, wpakowywali właśnie Dudka do tej ambulatoryjnej puszki.
-Grzesiek! -krzyknąłem machinalnie i podbiegłem bliżej. Ratownicy przystanęli i obejrzeli się. Dobiegłem do nich i spytałem o jego stan.
-Złamanie nasady kości piszczelowej. -usłyszałem w odpowiedzi suchą medyczną diagnozę. Popatrzyłem na leżącego Grześka. Jego kolano puchło w oczach.
-To dość częste u sportowców, zwłaszcza piłkarzy. Kolano zostało mocno wygięte do boku, w wyniku czego kość udowa z ogromną siłą uderzyła w kość piszczelową, powodując jej złamanie. -kontynuował z powagą ratownik.
-Wyjdzie z tego? -spytałem, głośno przełykając ślinę.
-Bez operacji się nie obejdzie. -odparł, po czym odwrócił się na pięcie, wszedł do ambulansu i zatrzasnął drzwi.
Zawróciłem do szatni mocno wkurwiony. "Zajebię tego gnoja, który mu to zrobił" -pomyślałem, gotując się w środku. Jeśli w tej chwili napatoczyłbym się na tego przychlasta, to pewnie bym nie wytrzymał nerwowo i przywaliłbym mu w tą parszywą mordę, tak, że nos wyszedłby mu potylicą.
Na korytarzu tłumy znacznie się przerzedziły. Pewnie już zabrzmiał dzwonek na lekcję, a jeśli nie, to zapewne zaraz to nastąpi. Wróciłem do szatni, w której zgromadzili się już moi zawodnicy. Brakowało tam tylko Grześka... Moje wejście jednak nie przykuło niczyjej uwagi, gdyż stali w ciasnej kupie i co rusz śmiali się z czegoś. Nie wiedząc czemu mieli oni tak iście szampański humor.
-Co wy tam robicie? -wrzasnąłem, stawiając ich wszystkich do pionu. Odwrócili się gwałtownie, zmieszani moją obecnością.
-Nic, twa fryzura na dudka mnie podnieca... -oznajmił Łukasz, patrząc na kumpli, ledwo powstrzymując się od śmiechu, na co wszyscy jednogłośnie wybuchnęli śmiechem.
-Możecie mi powiedzieć, co tu jest do cholery grane? -krzyknąłem wkurwiony, przeczesując palcami swoje włosy. -Sarna odjechał ambulomercedesem, a wy kurwa w atmosferze festiwalowej? -uderzyłem ręką w ścianę, dając ujście mojej złości.
-Przyganiał kocioł... -powiedział zgryźliwie Tomek.
-O czym ty mówisz? -zapytałem, przez chwilę bojąc się, że miał na myśli moje małe fantazje związane z Niną.
Tomek wyszarpnął z ręki Kamila jakąś kartkę i rzucił mi nią przed nogi.
To nie była kartka.
To była ozdobna papeteryjna koperta, wymiętolona w ich łapach.
O ja pierdole...
Nina's POV
Krążyłam po szkole, próbując uzmysłowić sobie, co tak właściwie przed chwilą się wydarzyło. W milczeniu mijałam pracownie, próbując pozbierać do kupy całe to rozpapkane gówno. Po tym całym zajściu w szatni nie spotkałam się z Dianą. Nie potrafiłam. Nie chciałam patrzeć w jej oczy, pytające mnie z ciekawością, jak mi poszło. A przede wszystkim, nie mogłam spojrzeć jej w oczy, mając świadomość tego, że jej crush ma mnie na oku.
To była jakaś absurdalna afera. Co ja mogłabym zrobić w tej sprawie?
Powiedzieć jej o tym? Ta, jasne... Żeby mnie zwyzywała od dziwek i złodziejek chłopaków? (Przecież to nie tak, że ja chcę go ukraść. Nie pociąga mnie ani jego pokerowa twarz 24/7, ani mistrzowskie bramki. A już na pewno nie po tym, co kazał mi zrobić na Balu Wielu Kultur...)
Czy może nic nie mówić i udawać, że wszystko ok? Nie, nie potrafiłabym patrzeć na to, jak ona bardzo stara się o jego względy, znając dobrze przyszły bieg historii...
Nie byłam gotowa by się z nią zobaczyć. Przynajmniej nie teraz. Chciałam pobyć z tym wszystkim sama, bez niczyjej paplaniny.
Wyjęłam telefon z kieszeni spodni. 9 nieodebranych połączeń- 8 od Diany, jedno od Damona. Na samą myśl o nim zrobiło mi się gorąco. Włączyłam pole tekstowe i wystukując wiadomość do mojego Australijczyka, jednocześnie podążałam pustym korytarzem. Zza węgła wyłoniła się jakaś postać, którą dostrzegłam kątem oka, a która zmierzała w moim kierunku. Nie zwróciłam na nią uwagi, nadal z uśmiechem pisząc smsa, kiedy nagle poczułam silne uderzenie w ramię, przez co telefon wypadł mi z hukiem z ręki.
-Czy ty właśnie dałaś mi z bara? -mruknęłam, podnosząc z ziemi telefon.
-Arek jest mój, szmato. -dziewczyna syknęła w odpowiedzi.
Spojrzałam gwałtownie na stojącą przede mną postać. Gdzieś już tą dziewczynę widziałam... Ach, no tak.. To ona weszła do szatni Arka, zastając go tam półnagiego ze mną. I zapewne nietrudno się domyślić, co sobie pomyślała.
-O ile mi wiadomo, niewolnictwo zostało zniesione już jakiś czas temu... Jeśli tak bardzo chcesz być w posiadaniu istoty żywej to udaj się do sklepu zoologicznego i kup sobie psa. Będziesz mogła w końcu pogadać z kimś w swoim ojczystym języku. -odparłam spokojnie, uśmiechając się szelmowsko. Najwyraźniej była to wystarczająco cięta riposta, bo odparła jedynie: -Trzymaj się od niego z daleka! -i odeszła wściekła jak osa.
-Nie, to TY trzymaj się ode mnie z daleka. -odpowiedziałam wystarczająco głośno, by była w stanie mnie usłyszeć.
Cholera, dlaczego mam same problemy w związku z tym, że Diance zachciało się zakochać akurat w tym idiocie? Z jakiej, ja się kurwa pytam racji, mam uczestniczyć w tym całym cyrku? Ja go nie chcę, on mnie chciał zapewne jedynie zaliczyć. Nie mam z nim nic wspólnego i nie zamierzam mieć. Niech wszyscy mi dadzą święty spokój! Jeśli jeszcze raz dzisiaj będę musiała wysłuchiwać tematu "Arkadiusz", to chyba jebną na wkurwiatus Arkadiatus.
Po całym tym zajściu nie wyobrażałam sobie zostania na dalszych lekcjach. Sprawdziłam w telefonie, gdzie mój wychowawca miał teraz lekcję i z napisanym na kolanie zwolnieniem, ruszyłam w kierunku jego klasy.
Arek's POV
Po 16 znalazłem się już pod moim domem. Wszedłem do jak zwykle pustego domu. W kuchni znalazłem tylko kartkę od mamy, bym zamówił sobie coś na wynos, bo nie zdążyła nic ugotować. Sram na to, nie byłem głodny. Ruszyłem do razu do swojego pokoju i zatrzasnąłem drzwi. Rzuciłem na podłogę plecak i ściągnąłem z siebie bluzę. Pilotem włączyłem mini wieżę i rzuciłem się na łóżko. Po chwili zerwałem się i wyciągnąłem z plecaka czerwoną kopertę. Przejechałem palcami po wygrawerowanym napisie "I LOVE YOU". Nie byłem do końca pewien, która z nich zrobiła dla mnie tę papeterię, jednak chciałem wierzyć w to, że to była Nina. Aż ciężko mi się do tego przyznać. Nigdy nie czułem czegoś tak idiotycznego. Nie chce mi się wierzyć, że zauroczyłem się jak jakiś szczeniak.
Otworzyłem kopertę i wyjąłem kartkę z wierszem. Moje oczy widziały go już z milion razy. Jadąc autobusem w drodze do domu czytałem go non stop.
Żadnej chwili w szkole nie żałuję
Chociaż otaczają mnie same chuje
Jestem cholernie pewna dziś swych racji
Choć w miłości nie ma demokracji
Idąc dziś do szkoły myślę o Tobie
Robię to, co muszę, mogę, co robię
Jedyne co mam to prezerwatywy
Bo Twój seksapil zakuwa w dyby
Twa fryzura na dudka mnie podnieca
Że aż ogień w moim podbrzuszu wznieca
Twe miętowe rurki nie są potrzebne
Zdejmij je prędko i do Ciebie biegnę
Pragnę, pożądam całować Twe usta
Grzechu będzie warta z Tobą rozpusta
Uczyń mnie dziś Twoją seksu boginią
A uśmiech i cnota nigdy nie zginą.
Siedziałem na łóżku jak posąg z tą nieokazjonalną walentynką w ręce. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak bardzo mnie to zajmuje. -Przecież masz wszystko, tępaku. Po co ci ona? -próbowałem otrząsnąć się z rozmyślań, ale niestety bezskutecznie. Owszem, miałem wszystko (o ile wszystkim można nazwać kupę hajsu, nieograniczoną swobodę, jaką miałem dzięki wiecznie nieobecnym rodzicom, wygląd, na który leciały panienki i kumpli, którzy reprezentowali ten sam poziom umysłowy, co ja), ale czułem, że prawdziwe szczęście umyka mi między palcami. Miałem wszystko, choć tak naprawdę nie miałem nic,..
Wiele bym dał za to, by choć raz mój ojciec zapytał mnie, jak poszedł mi mecz w szkole, albo żeby moja mama zainteresowała się czasem, jakie oceny widnieją w dzienniku pod moim nazwiskiem. Kiedy słyszę, jak ktoś narzeka na swoich rodziców, że wszystko chcą wiedzieć i wściubiają wszędzie nosa, to mam ochotę temu komuś wykrzyczeć w tą jego chujową facjatę, że po drugiej stronie mocy nie jest wcale lepiej.
Każdy uważa, że mam takie perfekcyjne życie, że wszystko mi przychodzi łatwo, jak dziwce ściągnięcie majtek, ale tak nie jest, Nikt tak naprawdę mnie nie zna. Moja wieczne opanowanie to tylko perfekcyjnie założona maska, która praktycznie zlewa się w moją twarzą. Nikt nie wie, że to tylko pozory. Dlatego właśnie tak łatwo odczytuję z zachowania innych osób, kiedy grają kogoś kim nie są.
Dziewczyny widziały we mnie macho, który był niedostępny dla zwykłych śmiertelniczek jak góra Olimp, nie do zdobycia, co jeszcze bardziej potęgowała ich pożądanie do mnie.
Koledzy widzieli we mnie świetnego kompana, przywódcę i strzelca, który z precyzją Messiego strzelał kolejne gole.
I właśnie taki jestem. Taki, jakim widzą mnie inni. Już sam nie wiem, jaki byłem kiedyś. Maska przyrosła mi do twarzy tak idealnie, że nie potrafię jej ściągnąć, nawet gdybym chciał.
Taki właśnie jest Arkadiusz Góral.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Nie była to raczej moja mama, bo przecież ma swoje klucze, a ojciec jest w delegacji. Nie chciało mi się schodzić na dół i przyjmować gościa. -Pewnie to jakaś koleżanka mamy, albo sąsiadka. Podzwoni chwilę i zaraz sobie pójdzie. -pomyślałem, wstając z łóżka, przeciągając się. Tajemniczy gość jednak nie dawał za wygraną i melodia dzwonka rozbrzmiewała po raz enty. -Ja pierdolę! -powiedziałem na głos mocno zirytowany. Rzuciłem wiersz Niny na biurko i zlazłem powoli po schodach, poprawiając jajka, ściśnięte w wąskich rurkach. Z impetem szarpnąłem klamką, a zza drzwi wyskoczyła najmniej oczekiwana przeze mnie w tym momencie osoba.
-Odmulanie przyszło! -krzyknęła entuzjastycznie Natalia, podnosząc do góry rękę z butelką drogiego czerwonego wina. Podrapałem się po głowie, układając w myślach gadkę na dość grzeczne wymówienie nieproszonego gościa.
-Będziemy tu tak stać, czy zaprosisz mnie w końcu do środka? -spytała z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Kombinowała coś. Czułem to.
-Wiesz, chyba za chwilę pojadę odwiedzić Dudka, więc.. -wzruszyłem ramionami, dając jej jasny przekaz, że ma sobie PÓJŚĆ.
-Daj spokój! Dominika właśnie go odwiedza. -skłamała. Widziałem jak poruszają się jej skrzydełka nosa. Znałem ją na wylot i czasem o tym zapominała.
-Czyżby? -podniosłem brew do góry -To w takim razie, zadzwonię do Grześka i zapytam kiedy skończy odwiedziny. -podpuściłem ją, wyciągając z kieszeni telefon.
-Nie! -krzyknęła, łapiąc mnie za rękę. Spojrzałem na nią pytająco. -B-boo... Bo ona chce mieć go teraz tylko dla siebie! -zająknęła się.
-Tylko dla siebie? Nie uważasz, że to...
-Nie. -odparła, nawet nie dając mi dokończyć, po czym wtargnęła do środka. Uśmiech magicznie zniknął z jej twarzy.
-...dziwne. -dokończyłem pytanie zrezygnowanym głosem i zatrzasnąłem za nią drzwi.
Zacisnąłem pięści w złości i ruszyłem za nią do przedpokoju, ale nie było jej nigdzie na horyzoncie.
-Cholera, gdzie ona znowu polazła? -pomyślałem zmęczony tymi jej gierkami. Nie miałem zamiaru się dzisiaj pieprzyć, a zwłaszcza z nią. Miałem nadzieję, że była tego świadoma.
Przeszukałem wszystkie pomieszczenia na parterze, ale nigdzie ani śladu jej blond włosów. Zirytowany ruszyłem na piętro, leniwie stawiając kroki na kolejnych stopniach. Popchnąłem lekko uchylone drzwi do mojego pokoju i...
-Heeej Arik! -Natalia leżała na moim łóżku. Płaszcz leżał zarzucony na krześle, a jej czarne szpilki leżały w nieładzie na podłodze. Czy już mówiłem, że leżała tam półnaga w stroju porno policjantki? Nie? To teraz mówię...
Stanąłem jak wryty w progu pokoju, w międzyczasie, gdy ona wyginała swoje ciało jak kotka w czasie rui. Mimowolnie przewróciłem oczami, mając nadzieję, że jednak tego nie zauważy.
Zauważyła...
-Arek, kurwa! Co się z tobą dzieje, idioto? Przez tą lasię z szatni impotentem zostałeś, czy jaki chuj? -zerwała się z łózka i podeszła do mnie. Złapała moją dłoń i przyłożyła ją do swojej prawie nagiej piersi. Dotyk jej gorącej skóry przypomniał mi, jak dobrze jest wchodzić i wychodzić z jej rozpalonego ciała. Nie dałem jednak po sobie poznać, że podoba mi się to, co ze mną robiła. Modliłem się w duchu, by mój mały przyjaciel był po mojej stronie i nie wyrwał się przed szereg.
Widząc moją obojętność, Natalia zaczęła rozpinać suwak moich ciasnych spodni. Nie zaprotestowałem. W tej chwili potrzebowałem rozładowania napięcia, jakie skumulowało się we mnie. Cały ten dzień był jedną wielką chujnią. Potrzebowałem rozluźnienia.
Nie dostrzegając dezaprobaty z mojej strony, Natalia klęknęła przede mną, opuściła moje spodnie do kostek i zimnymi palcami zsunęła również moje bokserki Calvina Kleina, muskając językiem moje podbrzusze i jednocześnie utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Widząc moje rozświetlone oczy, uśmiechnęła się zalotnie i objęła mojego kutasa krwistoczerwonymi ustami. Powoli, coraz głębiej wsadzała go do buzi, torturując każdą komórkę nerwową mojego małego przyjaciela.
-Nati, szybciej. Proszę! -westchnąłem mimowolnie, besztając się w duchu, za takie słowa. Natalia spojrzała na mnie z dołu, wyjęła mnie z ust i wyszczerzyła zęby.
-Natalia! -wrzasnąłem władczo, na co ona ponownie włożyła mojego kutasa do ust i zaczęła robić mu w końcu nieocenioną przysługę. Rękami złapała część, której nie była w stanie objąć ustami bez odruchu wymiotnego, pocierając rytmicznie.
Podparłem się o framugę drzwi, czując, że tracę nad sobą kontrolę. Mój kutas tak bardzo lubił być w jej ustach. Ona dokładnie wiedziała co robić, bym czuł się na skraju dwóch światów.
Kiedy doszedłem w jej ustach, wytarła opuszkami palców wargi, zlizując z nich ostatnie krople mojej ambrozji. Patrzyła na mnie kusicielsko.
-Nie będziemy się dziś pieprzyć. -odparłem oschle i wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą.
~*~
Kiedy wróciłem z lampkami do wina, zastałem ją siedzącą na łóżku z podkurczonymi nogami, opierającą się o poduszkę, którą kiedyś ofiarowała mi w prezencie. Widniało na niej nasze zdjęcie, zrobione chwilę po naszym pierwszym razie. W sumie, JEJ pierwszym razie.
Podszedłem do biurka i zabrałem się za otwieranie butelki korkociągiem.
-"Uczyń mnie dziś seksu boginią, a uśmiech i cnota nigdy nie zginą". -odezwała się nagle. Zakrztusiłem się, zerkając ukradkiem na miejsce, na które odłożyłem niedawno papeterię. Ani śladu...
-Słucham? -odparłem, odwracając się na pięcie, udając przy tym, że nie bardzo wiem, co ma na myśli.
-To co? Teraz przerzuciłeś się na tanie poetki? -burknęła, patrząc na mnie spode łba.
-Jesteś zazdrosna? -zapytałem
-Nie, al...
-..ale jesteś zazdrosna. -dokończyłem za nią. -Chyba umawialiśmy się, że nie wchodzimy sobie w drogę w takich sprawach, prawda? Uprawiamy seks i czasem spotykamy się, ale tylko rekreacyjnie. Do tej pory szło nam świetnie, więc...
-Do tej pory żadna laska nie śmiała mi wejść w drogę. -tym razem ona weszła mi w zdanie.
-Natalia, nie jesteśmy razem. Nie sądzę, by od ciebie zależała jakakolwiek decyzja w moim życiu. -odparłem oschle.
-Przed chwilą mówiłeś do mnie nieco innym tonem, gdy twój pierdolony kutas chciał być pieprzony moimi ustami. -wypaliła natychmiast.
-Wyjdź stąd. -powiedziałem spokojnie, wskazując ręką na drzwi, choć w środku gotowałem się do niemożliwości.
-Bo co? -odparła zadziornie, podnosząc do góry brwi. -Jesteś pierdolonym zerem, nic nie możesz mi zrobić. -fuknęła.
-Co ty powiedziałaś? -popatrzyłem na nią z politowaniem, czekając na przeprosiny, jednak ona tylko podniosła naprędce szpilki oraz płaszcz i obarczając mnie morderczym spojrzeniem wyszła z pokoju, kierując się do wyjścia.
Kiedy upewniłem się, że opuściła mój dom, zakląłem na całe gardło, wywracając krzesło do góry nogami. Porwałem poduszkę leżącą na łóżku i rozszarpałem ją nożyczkami na strzępy.
-CHOLERNA DZIWKA! -krzyknąłem strącając z szafki jakiś pierdolony kwiatek. Doniczka roztrzaskała się o parkiet, uwalniając wałę ziemi na podłogę. Tak w tej chwili widziałem swoje życie- hałda niepotrzebnej, nieuporządkowanej gliny, której nie byłem w stanie pozbierać do kupy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz