Rozdział I

  Już od podstawówki pisałam najlepsze wypracowania w klasie, które polonistka czytała na głos reszcie, jako wzór. Ideał do którego powinni dążyć. Nie ma co ukrywać, pisanie było jedną z moich najmocniejszych stron. Pisałam nie z przymusu, a z chęcią oddawałam się natchnieniu. Mogłam pisać o czymkolwiek, żaden temat nie stanowił dla mnie bariery. Jedyną skazą na moim nieposkromionym talencie było to, że nie umiałam pisać długich tekstów, jak np 100-stronicowa powiastka. Długaśne formy literackie szybko mnie zniechęcały, więc lubowałam się w pisaniu dość krótkich, ale wymownych tekstów.

  Mój talent był powszechnie znany, więc nie powinno zaskoczyć mnie to, że moja kumpela Diana, pewnego dnia poprosiła mnie o napisanie najlepszego poematu miłosnego, jakiego kiedykolwiek świat widział. To jeszcze nie do końca był cały jej plan. Poprosiła mnie mianowicie bym po napisaniu erotyka oddała go jej i żebym następnie pomogła podrzucić go jej crushowi.

  -Boże! Arek jest taki idealny! Nie mogę bez niego żyć! Rozumiesz Nina? Muszę mu wyznać to, co w sobie duszę, moje uczucia, ale nie umiem! Musisz mi pomóc, słyszysz? Tak właśnie robią przyjaciele!
Ciągle wahałam się na moją odpowiedzią, ale gdy wypowiedziała to ostatnie zdanie, takim pełnym wyrzutu tonem, to szala w mojej głowie zaczęła przychylać się na korzyść Diany. Nie chciałam jej zawieść. Przecież według filozofii Pitagorasa była moim alter ego, moim drugim "ja", moją bratnią duszą. Nie mogłam odesłać jej z kwitkiem. Po prostu nie mogłam...

  -Dobra! Przestań już, ok? W domu posiedzę trochę przed kartką papieru i zobaczę co z tego wyjdzie. Tylko niczego nie obiec..
Diana wskoczyła na mnie, wieszając się na mojej szyi, piszcząc z radości.
-Diana! Nie! Zejdź ze mnie wariatko, bo nie ważysz 5 gramów!
Zeskoczyła ze mnie na ziemię, nadal ze świecącymi oczami, całując mnie w policzek. Nawet puściła mimo uszu mój uszczypliwy komentarz, na temat jej wagi. Normalnie by się oburzyła i odgryzłaby się, ale nie tym razem. W tej chwili miała w głowie co innego. Pewnie właśnie układała plany, co do stroju na swój ślub z Arkadiuszem...

  Kiedy przyszłam do domu, od razu po obiedzie zabrałam się za pisanie wiersza. Siedziałam przy biurku, mając przed sobą pustą kartkę i mój ulubiony długopis, którym pisałam jedynie moje własne literackie dzieła.

  Gdy przez dłuższy czas nic nie przychodziło mi do głowy, zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ona akurat musiała wybrać najpopularniejszego chłopaka w naszej szkole na obiekt westchnień. Przecież to nie tak, że do naszej szkoły chodzą same pasztety! Ba! Jest wielu przystojnych chłopaków, którzy są nieśmiali by być w stanie zagadać do obcej dziewczyny, ale jak by się tak im przyjrzeć, to wyglądają na całkiem sensownych facetów...

  Ale nie! Ona musiała się zakochać akurat w najlepszym szkolnym piłkarzu, w którym zapewne podkochuje się 80% uczniowskiej populacji żeńskiej szkoły, wliczając w to zajęte i singielki, a także praktykantkę z angielskiego. No, i oczywiście wszystkich gejów.

  Siedziałam tak przykuta do krzesła bitą godzinę, a gdy spojrzałam na kartkę, widniał na niej jedynie napis "Arkadiusz Góral" i narysowane odręcznie małe serduszko.. Brr.. Jeszcze trochę i sama się w nim zakocham..


  Następnego dnia zamierzałam unikać Diany jak ognia, ale nie było to takie proste, gdyż chodzimy do jednej klasy..

  Dwie minuty po dzwonku na pierwszą lekcję, kiedy miejsce obok mnie było nadal puste, myślałam już uradowana, że chociaż dzisiaj uniknę zbędnych pytań z jej strony. Jednak kilka chwil później, wraz z nauczycielem chemii, do klasy wparowała Diana, która z dziwnym, jakby zaniepokojonym wyrazem twarzy podbiegła do naszej ławki i spytała jednoznacznie: -Udało się?
  Schyliłam się i udawałam, że czegoś szukam w torebce, zbywając ją milczeniem. Diana również schyliła się, tak, że nasze głowy prawie się stykały.

  -Przestań! Bo jeszcze ktoś pomyśli, że się całujemy- uśmiechnęłam się fałszywie i usiadłam prosto. -Czyli nie wyszło, racja?- spytała z nieudawaną rozpaczą. Brzmiała tak, jakby się miała za chwilę rozpłakać. Zrobiło mi się jej okropnie żal, zwłaszcza, że w głowie brzmiały mi słowa "przyjaciel to twoje alter ego, alter ego, alter ego..". Zdecydowałam, że w tej sytuacji cel uświęca środki, więc odpowiedziałam, wybuchając z udawanym uśmiechem. -Ha! Dałaś się nabrać! Oczywiście, że napisałam, ale jeszcze muszę dokonać małej korekty. Cheer up, misiu!

Oczy Diany nagle rozbłysły, jakby gdzieś z tyłu jej głowy istniał przełącznik, który uruchomił się pod wpływem moich słów. Diana zaczęła wesoło podskakiwać na krześle w naszej ostatniej ławce, jednak szybko została przywołana do porządku przez mordercze spojrzenie nauczyciela.

  -Dziękuję- wyszeptała.- Jesteś najlepszą przyjaciółką ever! Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam pilnie notować reakcje chemiczne zapisane przez profesora na tablicy, z wielkim mętlikiem w głowie. "Co ja najlepszego narobiłam..?"- powtarzałam z wyrzutem w myślach.


  -Pamiętaj, że po tej lekcji jest długa przerwa, a więc idziemy na mecz ligi szkolnej, okejka?- zapytała zdaniem twierdzącym Diana na okropnie nudnej lekcji historii. -Omg! Nie wierzę, że to robimy!- wyszeptała prawie półgłosem po moim braku odzewu słownego na poprzednią wypowiedź. Tej jednak nie mogłam przepuścić, ot tak. -Niby co takiego? Że idziemy na kolejny szkolny mecz?- odparłam, modląc się w duchu, żeby właśnie o to jej chodziło.

  -Nina, ty naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko tak udajesz?- westchnęła, łapiąc się za głowę. -Niech to szlag- przeklnęłam w myślach. -Spoko, Diana, też jestem podjarana tą cała akcją z Arkiem, aren't I?

  Diana wybuchnęła śmiechem, czego tym razem nauczyciel historii nie puścił jej płazem. Wziął biedną, nieszczęśliwie zakochaną Diankę, którą przyjaciółka oszukuje w sprawie tak dla niej ważnej, do odpowiedzi.

  Nie ma co ukrywać, że nauki humanistyczne nie są zbyt mocną stroną Diany. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to jej wielka, ogromna pięta achillesowa, która przyczyniła się do tego, że Diana wróciła do ławki bogatsza o ocenę nie dość dostateczną. Ale nawet baniak z histy nie był w stanie popsuć jej humoru. Ona wciąż trwała w arkowej ekstazie...


  -Nina, shippujesz nasz co nie?- zapytała śmiertelnie poważna Diana, gdy byłyśmy w drodze na salę gimnastyczną, na której odbywał się mecz. Dzisiaj miała grać drużyna III H, na czele z kapitanem Akadiuszem.
-Oczywiście, wiadoma sprawa- uspokoiłam ją, uśmiechając się przy tym. Tak naprawdę śmiać mi się chciało z jej poważnej miny. Czy ona wszystko musi brać sobie do serca?
-A jak będzie nazywał się nasz parring? Hmm..- zaczęła zastanawiać się, dając mi do zrozumienia, że ja też mam się do niej przyłączyć.
-Diana i Arek? No to może Ariana?- aż roześmiałam się, słysząc swój świetny pomysł wypowiedziany na głos.
-To jest to! Jesteś wielka, wiesz Nina?- uradowana Diana przyciągnęła mnie do siebie i mocno wyściskała.- Niech żyje Nina Wielka I!!- okrzyknęła mnie, zwracając na nas uwagę uczniów, również zmierzających na mecz.
-Zapowiada się ciekawie- pomyślałam w duchu i nie odzywałam się ani słowem do końca drogi na salę gimnastyczną.

__________________________________________

1 rozdział opublikowany. Trochę mi zajęło przepisywanie go na komputer ale udało się i oto jest!
W następnym będzie perspektywa Arkadiusza i już mogę zaznaczyć, że nic nie będzie szło po myśli.
A więc do następnego!
Zmykam oglądać AHS xx
Luv ya!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz