-Kurwa pierdolona mać, Diana! Zamknij się dobra? To co się stało, to tylko moja i wyłącznie moja wina, ale ty na tym tak bardzo nie ucierpiałaś, więc już nie udawaj pokrzywdzonej, dobra?- odpowiedziałam jej zgryźliwie, nie mogąc już słuchać jej głosu a la "Stabat Mater Dolorosa".
-Wiesz, jesteś suką!- wykrzyczała mi Diana, zatrzymując i łapiąc mnie za rękę, zmuszając mnie tym samym, bym również stanęła. -Jak śmiesz do mnie sklinać! Może nie zawsze muszę myśleć tylko o sobie, dobra? Jesteś moją przyjaciółką, więc chyba mam prawo myśleć o nas obydwu!. -powiedziała przez łzy, a potem puściła moją rękę i z wielkim wybuchem płaczu pobiegła do damskiej toalety.
Czasami nie ogarniam tej dziewczyny. Nie rozumiem, co ją to obchodzi. Może i to nie była zbyt komfortowa sytuacja, ale dzięki mnie miała szansę być blisko Arka. Coś za coś.. Ktoś musiał być Konradem z III cz. Dziadów i poświęcić się, dla dobra ogółu. Ale jak zwykle, moje najszczersze chęci po prostu obróciły się przeciwko mnie. Pięknie, po prostu pięknie...
*KILKA CHWIL WCZEŚNIEJ*
Nina's POV
-No więc już wiesz cokolwiek o mnie.- zakończył swoją wielką improwizację Damon, uśmiechając się przy tym błogo. Jezu, mogłam się rozpłynąć w jego uśmiechu.. -Cholera, ty chyba nie wiesz, jak na mnie działasz..- pomyślałam, odwzajemniając uśmiech, wciąż wpatrując się w jego piękne oczy.
-A więc pochodzisz z ojczyzny zespołu Janoskians, ale twoje korzenie zapuszczone są w mojej ojczyźnie i przyjechałeś tu na trochę do dalszej rodziny, tak?- podsumowałam jego monolog w jednym zdaniu.
-W telegraficznym skrócie to tak, ale uwierz mi, skrywam w sobie jeszcze wiele niespodzianek.-odpowiedział pochylając się ze mną w tańcu w dół, jakby chciał mnie soczyście pocałować. Oczywiście, o tym, czy tak naprawdę chciał to zrobić, nie zdążyłam się przekonać, gdyż przed moimi oczami stanęła Diana z jakimś przydupasem u boku. Zawsze miała dobry gust, ale to COŚ, to chyba nie był jej szczyt marzeń.. Tylko dlaczego z nim przyszła? Dlaczego przyszła mi przeszkodzić we flircie z tak boskim chłopakiem? Niech to, porachuję się z nią później.
-A więc..-zaczęłam moją myśl, która została bezczelnie przerwana przez wtargnięcie Diany.
-ODBIJAMY!- wykrzyknęła mi prosto w twarz, jakbym była jakiś niedorozwiniętym głuchmakiem. Miałam jej również wykrzyczeć, żeby spadała, ale powstrzymałam się od tej chamskiej odzywki. Już miałam niechętnie podać rękę temu nieznajomemu, ale Diana była szybsza w działaniu i pociągnęła mnie w drugą stronę. Jedyne co byłam w stanie usłyszeć ze strony tego chłopaka, to słowa, które kierował do Damona:
-Jakiś koleś cię szuka. Chodź, zaprowadzę cię do niego.
-Jaka pierdoła szuka teraz Damona i dlaczego mam wrażenie, że maczałaś w tym palce?- zapytałam z oburzeniem Diany. Ta jednak nie kwapiła się zbytnio do odpowiedzi, dlatego chciałam już powtórzyć pytanie, jednak ta, znowu była szybsza i mnie uprzedziła:
-Nikt go nie szuka. Ten chłopak jest gejem i spodobał mu się twój DEJMON. Tak właściwie, bardziej przypomina Klausa z Pamiętników Wampirów, ale nie wnikajmy.- odpowiedziała Diana, ciągnąc mnie w stronę wyjścia z sali,
-Za brzydki na geja. -skwitowałam krótko, nie wierząc w jej słowa. -Cholera, nawet ona spostrzegła, za kogo był przebrany? Skubana..-pomyślałam w duchu nieco speszona.
-Dobra, nie jest gejem. Niestety..- odpowiedziała Diana, dając mi do zrozumienia, że pewnie zaliczyła na własnej skórze, jak podrywa ten ""przystojniak"".
-A Damon był przebrany za Klausa, ale on MA na imię Damon.- odpowiedziałam dumnie.
Diana zatrzymała się dosłownie przed drzwiami głównymi sali i z powagą zapytała:
-Wsypał ci coś do napoju? Dał ci jakieś cukierki? Odpowiedz Nina!
W odpowiedzi zastukałam jej w czoło i pociągnęłam ją do wyjścia, próbując opowiedzieć jej o nowo poznanym chłopaku. Na korytarzu spodziewałam się wesołej gromadki Arkadiusza, ale nikogo nie było. Siadłyśmy więc na ławce, którą wcześniej zajmowali jego kumple i zaczęłam jej mówić wszystko to, co zdążyłam o nim się dowiedzieć.
***
Kiedy Diana już wysłuchała z zaciekawieniem mojej przygody, w odpowiedzi zaczęła opowiadać swoją, która oczywiście nie była tak ciekawa jak moja. Jej opowiadanie przerwał dźwięk smsa. Wyciągnęła z torebki telefon, odblokowała ekran jednym przesunięciem i zaczęła po cichu czytać wiadomość. W tym czasie ja, zaczęłam rozglądać się po korytarzu, ale wciąż jednak nikogo nie dostrzegłam. -Ciekawe gdzie się podziewają imprezowicze.- pomyślałam zaciekawiona.
-Jessica do mnie napisała, że mamy przyjść do niej, to da mi tą karminową szminkę, co mi obiecała. Później idzie na salę, więc się nie znajdziemy pewnie. Chodźmy.- Diana poinformowała mnie o treści smsa, wstając jednocześnie z ławki i poprawiając sukienkę.
-A gdzie ona jest teraz?- zapytałam niepewnie.
-Ze swoją klasą biesiaduje jeszcze.- odpowiedziała mi, powoli ruszając w stronę schodów.
-W której sali są?- znowu zadałam pytanie, leniwie podnosząc się.
-A bo ja wiem.. Nina, pewnie tam gdzie zawsze. W sali numer 3. Chodź prędko i nie zadawaj już tych swoich pytań.- pogoniła mnie Diana i przyspieszyła kroku. Czy ja już wspominałam jak bardzo ją KOCHAM?
Podbiegłam kawałek i złapałam ją za ramię:
-Czekaj, Diana. Jeju, nie umiem chodzić w tych szpilkach tak dobrze jak ty, okay?- burknęłam pod nosem.
-To się w końcu naucz.- odpowiedziała mi zgryźliwie.
Nie wiem, czemu jest dla mnie taka szorstka. Przecież nic jej takiego nie zrobiłam...
Gdy zbliżałyśmy się już do rzeczonej sali, dało się usłyszeć śmiechy i chichy dochodzące z sali.
-A nie mówiłam, że tu mają?- powiedziała pewna siebie Diana i bez wahania złapała klamkę i otworzyła drzwi na oścież. Nagle wszelkie rozmowy zamilkły. Ujrzałyśmy gwardię Arkadiusza w pełnej okazałości, biesiadujących tylko w swoim gronie.. -A nie mówiłaś..- pomyślałam ze wściekłością.
Diana odruchowo chciała zamknąć drzwi i uciec się najdalej stamtąd, ale niestety nie było już takiej szansy- wtargnęłyśmy bowiem do pieczary lwa.
-Ależ zapraszamy dziewczynki! Śmiało, śmiało!- odparł jeden z towarzyszy, zachęcając nas do wejścia po głosie poznając, że pewnie właśnie opróżniają zawartość reklamówki, którą przytaszczył Arek. Arek poderwał się i stanął we framudze drzwi i syknął, patrząc na mnie:
-No proszę, proszę.. Znowu mamy tę przyjemność..
Diana popatrzyła na mnie ze zdumieniem, nie bardzo wiedząc o czym on mówi.
-Arek weź je tutaj, a nie w progu będą panienki ślęczeć!- wykrzyknął ten sam chłopak, co wcześniej.
-Wejdziecie dziewczynki?- zapytał Arek szarmancko. A raczej udawając szarmanckiego.
-Nigdy!- krzyknęłam, marszcząc brwi. Czując na sobie złowrogie spojrzenie Diany, cholera..
-Tak myślałem!- odpowiedział, wyszczerzając zęby. Cnotki już tak mają- ostre tylko w gębie, co nie chłopcy?- odpowiedział z wybuchem śmiechu, odwracając się do kompanów, na co ci, jak te psy Pawłowa, wybuchnęli również gromkim śmiechem, uznając jego żart za dobry. Żałośni kretyni.
-Jesteś tak samo żałosny jak to co masz w spodniach!- odkrzyknęłam mu, kątem oka dostrzegając zdezorientowaną minę Diany. Chyba moja wypowiedź bardziej zasługiwała na poklask, gdyż jego koledzy wybuchnęli, tym razem, nieprzymuszonym śmiechem. Jednak nie odezwali się ani słowem, czekając na dalszy bieg wydarzeń.
-Skoro jesteś taka odważna to wejdź tutaj ze swoją koleżanką i zagrajcie z nami w butelkę!- powiedział cwano, będąc pewnym, że tego nie zrobimy.
-Nie ma sprawy!- odpowiedziałam bez wahania i pociągnęłam za rękę Dianę, czując jednak stawiany przez nią opór.
-Cholera, Nina, zwariowałaś? Oni są nawaleni! Nie wiesz co może im przyjść do głowy! Nie ma tu żadnych dziewczyn!- powiedziała mi drżącym głosem na ucho.
-Obiecuję, że będzie dobrze.- odpowiedziałam chłodno, gładząc ją ręką po plecach.
Weszłyśmy..
Wszyscy zaczęli się zbierać i wesoło usiedli w konturach koła
-Ja obracam nią pierwszy!- krzyknął Arek, na co wszyscy się ożywili.
-Kim?- po raz pierwszy odezwała się Diana. W jej głosie czuć było lęk, ale dla wstawionych kompanów Arka, nie było to na pewno dostrzegalne.
-Spokojnie mała. Chodziło mi o butelkę..- odpowiedział Arek, śmiejąc się, na pewno zaskoczony skojarzeniem Diany.
-Nie, ja jestem tutaj gościem, więc ja obracam pierwsza.- odpowiedziałam pewna siebie, biorąc do ręki opróżnioną butelkę ze stołu.
O dziwo nikt nie zaprotestował.
Tak właściwie, to nie miałam zamiaru wylosować Arkadiusza. Byłam pewna, że i tak go na niego nie wypadnie, więc w głowie układałam zadanie dla jednego z jego kolegów. Już nawet jedno wymyśliłam, które z pewnością by ośmieszyło i jego, i kolegę, ale jakimś trafem pieprzona butelka zatrzymała się na NIM..
Jasny gwint...
Nie wiedzieć czemu ale nagle wszyscy ZNOWU wybuchnęli gromkim śmiechem. Pokładali się po sobie ze śmiechu, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Jeden z nich powiedział, cały czas rechocząc:
-Arek, teraz ci dowali! Szykuj się!
Arek jednak zachowywał stoicki spokój. Nie wiedziałam czemu. Może naprawdę się denerwował? A może po prostu alkohol krążący w jego żyłach zamulił go totalnie? Tego nie mogłam wiedzieć. Tylko jednego byłam pewna, w moim wyzwaniu muszę uwzględnić Dianę- taka szansa mogła się już nie powtórzyć, a ona by mnie pewnie zabiła, gdybym jej nie wykorzystała.
Niech to szlag.
-Weź Dianę na kolana i zaśpiewaj jej piosenkę.- odpowiedziałam władczym głosem.
-Czekaj, to ty jesteś Diana?- zapytał Arek, wskazując na mnie, śmiejąc się na cały głos, któremu wtórowały chichoty jego kumpli.
-Arek, jaka bezpośrednia się znalazła!- krzyknął znowu ten sam koleś co przedtem. Boże.. Jaki ten koleś jest wkurzający...
-Nie.. TO- wskazałam na Dianę- jest Diana.- odpowiedziałam przewracając oczami.
-Nie ma sprawy, maleńka!- odpowiedział beztrosko i klepnął w kolana, dając znak Dianie, by na nie usiadła. Ta niepewnie poderwała się z siedzenia i ostrożnie usiadła na nim. W jej oczach widziałam jedną wielką niewiadomą. Mogłam wyczytać z jej ruchów, że siadała na kolczastym jeżu, a nie na wymarzonym crushu. Mam nadzieję, że mimo wszystko, podziękuje mi później za to.
-Przyznam się szczerze, że znam taką jedną piosenkę o tytule "Diana".- powiedział dumny z siebie Arek. -Ja też znałam, ale śpiewa ją boysband One..-do głowy wpadła mi myśl.
-ONE DIRECTION!- wykrzyknął z kpiną, na co znowu ze śmiechu zaczęli umierać jego towarzysze. Widząc moją skrzywioną minę, dodał po chwili:
-Moja eks była.. Cholera.. Jak to się nazywało?- popatrzył na kolegów, jakby prosząc o pomoc, ale nikt mu z nią nie przybył..-Dajre.. Darje... Direkszyn.. Dajreksza..
-DIRECTIONER imbecylu...- poprawiłam go oschle, na co ten pokłonił się głową i odpowiedział, szczerząc zęby:
-Bóg zapłać dajrekszynerko.
Chuj.
Po czym bez chwili zawahania zaczął śpiewać jakieś zbereźne piosenki, których pewnie uczą na lekcjach "Wychowania do bycia kutasem", czy jakoś tak.. Nie powiem, w innych okolicznościach, może by mnie bawił jego śpiew tych piosenek i śmiałabym się razem z jego towarzyszami, ale nie potrafiłam. Nie mogłam przyznać mu aprobaty.
Po jakiejś chwili, gdy skończył mu się repertuar i Diana zeszła z jego kolan (trudno było określić czy z ulgą czy ze smutkiem), nadeszła kolej Arka.
-NO TO TERA MOJA KOLEJ!- wykrzyknął uradowany Arek, biorąc butelkę do ręki i kładąc ją na podłodze, patrząc się z szelmowskim uśmiechem na kumpli.
Uśmieszek ten nie schodził mu z twarzy, nawet gdy zakręcił w końcu butelką. Wszyscy patrzyli uważnie na kogo tym razem wypadnie. Nawet Diana skupiona siedziała i z pełnymi żałości oczkami, obserwowała tor kręcenia się butelki. Kiedy ta już zwalniała tempo i wyraźnie było widać, że na mnie nie wypadnie, dało się usłyszeć jakiś huk.
Gdzieś z tyłu, koło któregoś z kompanów spadło krzesło i odwróciło uwagę wszystkich. Kątem oka jednak dostrzegłam, że jeden z nich przestawia ułożenie butelki tak, że gwintem wskazywała na mnie.
-Ty parszywy oszuście! Przestawiłeś butelkę!- wrzasnęłam na całe gardło wskazując palcem na sprawcę czynu.
-Co ty pierdolisz kobieto!- oburzył się na moje oskarżenie. Arek w odpowiedzi, jako przywódca stada, jedynie spokojnym głosem spytał:
-Ktoś poprze zarzut koleżanki?
Diana podniosła nieśmiało rękę.
-Nikt?- zachichotał pod nosem Arek.
-Ona, tępaku!- wskazałam wściekła na Dianę.
-W takim razie wyzwanie dla ciebie to...- Arek jakby głuchy na moje oskarżenia, kontynuował grę.
-Jesteście pierdolonymi oszustami!- wybuchnęłam złością. Nie mogłam jednak okazać słabości. Nie mogłam pozwolić mu dać za wygraną.
Dianie to już było chyba wszystko jedno. To ja musiałam być panem sytuacji. Jezu...
-...wyzwanie dla ciebie to..Hmm..- zamyślił się Arek.- Ściągnij spodnie Grześkowi.- wskazał na chłopaka, który ciągle coś dopowiadał przed sekundą. Tak, ten sam, który mnie wkurzał. Ja pierdole, on chyba żartował.
-Chyba jesteś śmieszny dupku! Są jakieś granice!- po raz kolejny dałam się ponieść mojej złości.
-To tylko ściągnięcie spodni...- powiedział Arek zwyczajnie. -...jednak jeśli to dla ciebie za dużo...-uśmiechnął się perfidnie, chcąc mnie dobić, ale ja mu nie pozwoliłam dokończyć zdania.
-Jasne!- powiedziałam szybko.- Bułeczka z masełkiem.- dopowiedziałam, dodając sobie przy tym pewności siebie.
Gdy podeszłam do owego Grzegorza, czułam na sobie wzrok każdej osoby, przebywającej w tej sali. Tak naprawdę nie chciałam tego robić. Chciałam stamtąd uciec jak najdalej, ale nie mogłam polec. Byłam już tak bliska zwycięstwa. Jego bezczelny uśmieszek sprawiał, że miałam chęć strzelić mu w pysk, a nie zdjąć mu spodnie. Jezu...
Stanął przede mną z założonymi rękami a ja nerwowo zaczęłam odpinać mu sprzączkę od paska.
-Rozluźnij się, Grzesiek!- krzyknął jeden z nich. Nawet nie wiem, czy nie był to Arek. Krew pulsowała mi w głowie, nie byłam świadoma do końca tego, co robię. W odpowiedzi Grzesiek pokazał kciuka wystawionego do góry, a na jego twarzy znowu pojawił się ten parszywy uśmieszek, który zauważyłam kątem oka.
Gdy poradziłam sobie z paskiem, przyszła pora na rozporek, który stanowił większą przeszkodę, gdyż nie bardzo uśmiechało mi się dotykanie krocza tego imbecyla. Jednak musiałam to zrobić. Wzięłam głęboki wdech i wzięłam suwak do ręki by przesunąć go w dół. Cholera. Nie chciał ruszyć. Mocowałam się z nim kilka ładnych sekund, ciągnąc go w górę i w dół, zanim w końcu zdecydował się rozsunąć.
Ja pierdole.
Nagle wszyscy wybuchnęli nieopanowanym śmiechem, którego do końca nie umiałam ogarnąć.. Z czego oni się tak śmiali? Jednak, gdy się zorientowałam, mi nie było wcale do śmiechu. Popatrzyłam na błogostan Grześka i zrozumiałam. Na rozsunięte spodnie napierała jego erekcja.
Nie. Proszę. To chyba jakiś pierdolony żart.
Szybko zsunęłam jego rozpięte spodnie i odwróciłam się na pięcie, by stamtąd wyjść, jednak czyjaś ręka złapała moją i wsunęła ją do ciasnych bokserek.
O MÓJ BOŻE
Poczułam jak jego kutas pulsuje w mojej ręce. FUJ. Prędko wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Spierdalaj kretynie!- krzyknęłam i uderzyłam go w twarz. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi, mówiąc szorstko do Arka:
-Wygrałam.
On jednak nie dał się tak łatwo zrobić w bambuko.
-Teraz zrób mu loda.-odpowiedział równie chłodno.
-Posrało cię baranie?- wrzasnęłam do niego, kipiąc ze złości, na co ten odparł:
-Narobiłaś szkód, więc teraz je napraw! Chyba nie myślisz, że Grzesiek będzie z TYM- wskazał na jego krocze butelką- tak chodził?
-Gówno mnie to obchodzi- syknęłam i złapałam Dianę by wyjść razem z sali.
Gdy za nami zamknęły się drzwi, ona ni stąd ni zowąd wybuchnęła:
-Kiedy miałaś PRZYJEMNOŚĆ z Arkiem, o której mówił na pocżatku?- spytała z wyrzutem, a ja musiałam jej wszystko wyjaśnić.
-Chodź, powiem ci, ale spadajmy stąd.- odparłam, prowadząc ją w kierunku przeciwnym do sali gimnastycznej.
_____________________________________
Moje wszystkie dzisiejsze emocje skumulowały się we mnie. Wynikiem tej mieszanki jest rozdział, który napisałam w jeden dzień, całkiem spontanicznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz