sobota, 9 maja 2015

Rozdział XVI

"Bohater"


 Arek's POV

  Leżałem bezładnie na ziemi, na której jeszcze przed chwilą przeżywałem jeden z piękniejszych momentów mojego życia i odprowadzałem właśnie wzrokiem moją kurewską przyczynę szczęścia i zarazem piekielnego bólu.

  Po raz pierwszy odważyłem się uzewnętrznić moje uczucia.
Moje prawdziwe uczucia...
I co mnie za to spotkało? Odrzucenie i ośmieszenie...

  Przez szmat czasu swoje emocje kryłem pod maską perfekcyjnego do bólu Arkadiusza. Nikt nie wiedział o momentach moich słabości, które nigdy nie mogły ujrzeć światła dziennego. Miałem życie, jakiego zazdrościli mi wszyscy koledzy, a każda dziewczyna snuła wieczorami wyobrażone w głowie historie, które treścią nadawałaby się na soczystego pornola. Co mi w tym życiu zabrakło? Z czym, do kurwy, było mi tak źle, że zdecydowałem zaufać kompletnie nieznanej mi dziewczynie?

  Jedyna nadzieja w tym, że jutro nic nie będzie pamiętać, bo z tego co widziałem, te babeczki nieźle dały jej po garach. Nigdy nie przypuszczałbym, że z niej taka imprezowa dziewczyna. Zjadła więcej "ziołowych" mufinek ode mnie. Jedynym logicznym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy to to, że nie wiedziała że w ciastkach jest maryha.

Nina's POV

  Rzuciłam się bezładnie na krzesło. Świat wirował mi przed oczami. Położyłam ręce na stół opierając na nich głowę. Zamykałam powoli oczy, tracąc kontrolę nad swoim ciałem...

  Kiedy się ocknęłam, zorientowałam się, że dziwnym trafem znalazłam się na trawie pod drzewem a kilka osób przygotowywało właśnie piknik. Cholera, która godzina?
-Poczęstujesz się? -spytała Arka Wiktoria, wystawiając na dłoni tacę z mufinkami.
-To te odjazdowe mufinki? -zapytał wyraźnie uradowany, jakby co najmniej Maria Skłodowska-Curii poczęstowała go promieniotwórczym radem.
-Twoje ulubione! Z dodatkiem suszonych ziół! -odparła, świdrując go spojrzeniem.
-A jej co? -odparł Arek wskazując na mnie głową, wyraźnie spochmurniały.
-Pewnie najebała się. -zaśmiała się i odeszła z tacą.

  Arek spojrzał na mnie i podszedł do drzewa, pod którym siedziałam.
-Co tam? -zapytał wesoło.
Czy on nadal uważa, że ma u mnie jakiekolwiek szanse?
-Idź sobie. -odparłam, pocierając stopą o swoją nogę.
-Co z tobą? -podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Jesteś pojebany.- odburknęłam i otrząsnęłam się z jego uścisku.
Nie odpowiedział. Po prostu niespodziewanie wziął mnie na ręce i podążył w kierunku budynku.
-Puść mnie, idioto! -zaczęłam się szarpać.
On nie zwracał na to uwagi. Wszedł do domu i udał się na schody prowadzące na 1 piętro.
O MÓJ BOŻE!
On chce mnie zgwałcić!
-Pomocy! -krzyczałam, ale głośna muzyka zagłuszała skutecznie moje rozpaczliwe wołanie.
A jeśli on to nagra i pokaże Dianie, wmawiając jej, że tego chciałam? -przemknęło mi przez myśl. Nie, to niemożliwe!

  Arek kopnął nogą uchylone drzwi. Byliśmy w wielkiej sypialni. Podszedł do wyściełanego śnieżnobiałą pościelą łoża i rzucił mnie na nie agresywnie.
-Rozbierz ją. -powiedział ktoś, kogo nie mogłam dostrzec, jednak głos był mi skądś znany.
-Nie! -krzyknęłam, kiedy Arek zaczął rozpinać pasek mojej sukienki.
Z ciemności wyłoniła się jakaś osoba.
-Wiktoria?!!

~*~

 -Obudziła się.
-To dobrze...
Słyszałam głosy, ale mimo lekko rozwartych oczu, nie byłam w stanie dostrzec, do kogo należą.
-Która godzina? -wymamrotałam.
-W pół do dwunastej.
Głos męski. Definitywnie.
Poderwałam się gwałtownie. Moje ciało nie było na to gotowe. Przed oczami pojawiły się migoczące gwiazdki. Z powrotem bezładnie opadłam na poduszki.
-Kochanie, wszystko w porządku? -zapytał jeden z nich. Przymrużyłam oczy, by odzyskać ostrość widzenia i otworzyłam ponownie oczy. Przy łóżku siedział po jednej stornie Damon a po drugiej Arek.

  Moje serce nagle zaczęło szybciej bić.
-Co ty tu robisz zboczeńcu? -wrzasnęłam przestraszona, patrząc na Arka.
Wymienili się spojrzeniami.
-Co ty powiedziałaś? -zapytał zaskoczony Damon. Arek milczał.
-On... On zaciągnął mnie do łóżka. Chciał mnie zgwałcić. Ty mnie uratowałeś Damon, prawda? -zapytałam nerwowo.
Damon popatrzył pytająco na Arka. Te ich spojrzenia zaczynały mnie powoli irytować. Czemu on nie zrobi czegoś z tym gnojkiem.
-Tak. -Arek przerwał swoje milczenie. -Damon przyszedł w porę. Byłem naćpany, a twoje odrzucenie jeszcze bardziej mnie poddominowało. Przepraszam... -powiedział załamanym głosem a za chwilę nagle wstał i wyszedł.

  Damon odprowadził go wzrokiem.
-Już dobrze, skarbie. -szepnął i przytulił mnie do siebie, wciąż patrząc na drzwi, w których zniknął Arek.
Z moich oczu popłynęły łzy.
-Damon, ja nie wiem jak mam ci dziękować. -wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. -Ja nie wiem, jak to się stało, że straciłam samokontrolę nad swoim ciałem. Nie piłam wiele. -teraz rozryczałam się na dobre.
Damon pogładził mnie po głowie. -Ćśśśś... -przylgnął głową do mojej. -Już wszystko dobrze...


Arek's POV

  Wyszedłem z pokoju, zostawiając Damona z Niną. Tak bardzo działał mi na nerwy ten jego nieudawany perfekcjonizm. On mógł być dla niej kimś, kim ja nigdy bym dla niej nie był. Może dać jej to, czego ja nigdy nie mógłbym jej dać. To na niego powinna patrzeć jak na bohatera, nie na mnie.

  To jemu pewnie się teraz wypłakuje, żaląc się, jaki to ja jestem perfidny i perwersyjny. Pewnie właśnie tłumaczy się, że nie piła dużo, że nie wie jak to się stało, że pierwszy raz w życiu się naćpała, nawet o tym nie wiedząc.

  Jestem wkurwiony. To ja powinien być tym, który teraz gładzi jej aksamitnie zmierzwione po ciężkiej nocy włosy...

  Prawda jest taka, że to ja byłem panem sytuacji w tej kurewskiej sypialni. Gdybym chciał, to Nina by się wszystkiego dowiedziała. Sam nie wiem, skąd we mnie nagle tyle bohaterstwa. Dlaczego postanowiłem nagle zostać człowiekiem honoru i przemilczeć pewne kwestie?

  Cholera, kretynie, gdybyś jej wyjawił prawdę, że to nie ten pierdolony ideał Damon ją uratował... Gdybyś tylko przestał zgrywać bohatera...

  Ten widok.. Jej półnagiej i dobierającego się do niej Rafała i jego dziwki Olki, która była pomysłodawczynią, by to wszystko ukartować... To był najgorszy moment w moim życiu. Widziałem ból wyryty na jej twarzy i słyszałem przenikliwy wrzask wołający moje imię. Ona myślała, że to ja chcę ją przelecieć... Aż tak kurewsko mną gardziła, że w jej podświadomości wyrył jej się mój obraz jako kata. Tak mną kurewsko gardziła...

  Uderzyłem z całej siły pięścią o ścianę. Potem kolejny raz, i znowu kolejny. Na ścianie został krwawy ślad.

  Pierdolony kutasiarz.. Chyba bym sobie tego nie wybaczył, gdybym wtedy nie wszedł do pokoju na czas. I ten parszywy uśmieszek Olki, która z kurewską satysfakcją patrzyła na ból w oczach Niny. Kutas dostał za swoje. Gdyby jego dziwka nie zaczęła śpiewać, czemu to ukartowali, nie skończyłoby się tylko limem pod okiem.

  Szczerze? Miałem wtedy ochotę rozjebać mu ten pierdolony łeb o ścianę a tą latawicę przelecieć na oczach jej konającego lovelasa. Jeszcze nigdy nie byłem w takiej furii.

  To miała być zemsta. Zemsta za pierdoloną ciętą odzywkę Niny? Bo nie zamierzała siedzieć cicho, gdy ci obydwoje przedstawiali w altance niedorobioną wersję pornola? Co za szmatą trzeba być, żeby kazać swojemu facetowi zrobić coś takiego innej dziewczynie? I to bez najmniejszego powodu!

  Uratowałem ją, a ona teraz wypłakuje się w ramiona innego, składając mu dzięki. Nie mogę znieść tej myśli. Muszę o tym zapomnieć. Muszę się najebać...

~*~

  -Michał, potrzebuję cię. Dudek nawalił. Wracasz do gry. -wypaliłem, przekroczywszy próg domu mojego kumpla.
-A co z tego będę miał? -wyszczerzył zęby.
-Kopa w dupę.
-Ok, dla ciebie wszystko Aruś. -zaśmiał się. Dałem mu kuksańca w bok.
-Jesteś wielki. A teraz zbieraj się, idziemy na chlanie. Muszę ci coś opowiedzieć, bo ocipieję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz