Rozdział XI

Nina's POV

  Po sobocie nadeszła niedziela. Dzień pełen przemyśleń. Zaraz po przetarciu niewyspanych oczu, zaczęłam zastanawiać się nad wczorajszym dniem. Nad przypadkowym spotkaniem w cukierni, nad gościną w jego domu, nad gorącym pocałunkiem. To był tylko impuls. Tak naprawdę nie mogłam się w nim zakochać.. Przecież on niedługo wraca do swojej Australii. Wraca do swojego normalnego codziennego życia. Do codziennego życia beze mnie. Nie ma sensu się w to angażować. To tylko krótka, przelotna znajomość, która nie wnosi nic do mojego życia, poza fantastyczną przygodą.

  Zwlokłam się z łózka, założyłam mój różowy szlafrok z wielkim nadrukowanym sercem na plecach, na którym widniał stworzony przeze mnie napis "Diana". Poczłapałam na dół do kuchni i zrobiłam sobie jajecznicą na bekonie. Uwielbiałam ten zapach, unoszący się znad patelni. Takie śniadanie zawsze dodawało mi sił do działania. Zaparzyłam też w międzyczasie kawę z mlekiem, którą przełożyłam na tacę, razem z talerzem jajecznicy i wróciłam z powrotem do pokoju. Nie natknęłam się na rodziców. Pewnie jeszcze spali, albo poszli do kościoła. Cieszyłam się z możliwości pobycia trochę sam na sam.

  Siadłam na łóżku i zaczęłam konsumować moje śniadanko, kiedy do mojej głowy wpadł fantastyczny pomysł. Na wiersz. Zerwałam się, o mały włos nie wywracając filiżanki z kawą, i podeszłam do biurka, biorąc do ręki notes i mój ulubiony pisarski długopis. Zaczęłam tworzyć wersy, które były w nieco odmiennej tonacji niż pierwszy wiersz. Pełne rymów, poczucia humoru i co najważniejsze, wynikające z weny, a nie ślęczenia nad kartką i zmuszenia się do pisania. Sama nie mogłam uwierzyć w to, że naprawdę udało mi się to zrobić. Napisałam ten cholerny poemat dla Diany. Sama. Bez niczyjej pomocy! Chyba nie mogłaby się teraz zdarzyć większa okazja do świętowania..

  Oby tylko się jej spodobało... Diana ma naprawdę wąski zakres tolerancji na pewne rzeczy. Brzmi jak jakieś pojęcie ekologiczne, ale tak naprawdę jest. Czasem potrafi zrobić aferę z byle powodu, więc mam nadzieję, że przyjmie wiersz bez zastrzeżeń. Nie mam zamiaru silić się na kolejny. Wyczerpałam zapas weny na romantyczne wiersze. Nie jestem narazie szaleńczo zadurzona w jakimkolwiek facecie, więc niejako nie potrafiłabym znowu wykrzesić z siebie czegoś poetycko-romantycznego. Cud, że w ogóle udało mi się napisać te dwa poematy. Inaczej nazajutrz już bym bym nie żyła i nie byłoby czego zbierać.To straszna perspektywa, bo ja chcę jeszcze sobie pożyć jakiś czas. Tak mi się przynajmniej wydaje...

~*~

  Nazajutrz obudziłam się z nagłą myślą, że przecież na dziś rano jestem umówiona na kontrolną wizytę u ginekologa. -Idiotka ze mnie!- pomyślałam z niechęcią siadając na łóżku i chowając twarz w dłoni. -Jak mogłam zapomnieć, że na dziś jestem umówiona z nowym ginekologiem...- ochrzaniłam się w myślach. Popatrzyłam leniwie zegarek wiszący nad drzwiami mojego pokoju. -Za pięć siódma. Jeśli się pospieszę, zdążę na szybki prysznic- jak pomyślałam, tak zrobiłam.

  Wykąpałam się tak szybko jak tylko dałam radę, choć nie znoszę szybkich pryszniców. To naprawdę dołujące, że stoisz w w kabinie z myślą, że za chwilę musisz opuścić cieplutki deszczyk i wyjść na chłodne powietrze poranka, zamiast rozmyślać o tym, jakby to było fajnie, gdyby obok ciebie, pod tym prysznicem, znalazł się David Beckham, albo chociaż Robert Lewandowski. Ech! Pomyśleć, że to, co dla jednych kobiet jest marzeniem (pedały się nie liczą, możecie podać mnie o znieważenie praw gejowskich), dla innych kobiet jest codziennością. No przecież taka Victoria Beckham, czy Anka Lewandowska mogą ich mieć nagich pod prysznicem 24/7... Życie jest niesprawiedliwe! I to porządnie...

  Gdy ostatni raz opłukałam się wodą, wzięłam z półeczki jedną z różowych jednorazowych maszynek do golenia i dokładnie przejechałam nią po nogach, pachach i okolicach bikini. Ale pewnie i tak mimo starań, będzie mnie oglądał jakiś 60-letni dziad z musztardówkami na nosie, wspomagając swoje niedomaganie wzrokowe czuciem w rękach przez co pewnie usunęli go z poprzedniej przychodni, bo został zaskarżony o nadmierne dotykanie pacjentek.

Nieważne...

  Pozostałe czynności, jak ubieranie się czy jedzenie również nie zajęły mi wiele czasu, więc po 8 biegłam już na autobus, pisząc jednocześnie smsa do Diany, że będę pewnie na 3-4 lekcję i żeby nie powitała mnie przypadkiem tasakiem w ręku, bo ja sama na śmierć zapomniałam o tej wizycie, a co dopiero JĄ uprzedzić o mojej nieobecności. Cholera, pisałam tą durną wiadomość całą drogę na przystanek, bo w ruchu moje palce mają niemały problem z trafianiem w klawisze dotykowej klawiatury. I tak po dotarciu na przystanek napisałam jedynie połowę tego, co chciałam napisać. Stojąc w oczekiwaniu na autobus dopisałam drugą połowę smsa i przygotowywałam się psychicznie na leżenie rozkraczoną przed jakimś napalonym dziadem-pradziadem. UGH!

  Po niecałej pół godzinie znalazłam się już przed przychodnią. Ruszyłam czym prędzej po schodach prowadzących do gabinetu, pragnąc mieć już to wszystko za sobą. -Cholera, pewnie jeszcze kolejka będzie na cały korytarz- naszła mnie dobijająca myśl. Ale ku mojemu zaskoczeniu na korytarzu ni żywej duszy. Przez moment przeszło mi przez myśl, że dziś doktor nie przyjmuje, czy cokolwiek, więc zapukałam delikatnie do drzwi. -Wejść!- usłyszałam w odpowiedzi donośny głos zza drzwi. No więc weszłam...

  Układ gabinetu już dobrze znałam, bo kilkukrotnie tu już zawitałam. Naprzeciwko mnie, przy oknie stał odwrócony tyłem lekarz. Co najlepsze, wcale nie wyglądał na żadnego dziada (przynajmniej od tyłu!). -Yyy.. Dzień dobry!- przywitałam się nieco speszona. Prawdę powiedziawszy, jeszcze nigdy nie badała mnie w TYM miejscu młody mężczyzna. No wiecie, taki potencjalny kandydat na chłopaka. Jezu, co ja wygaduję!

No nieważne.

  Lekarz odpowiedział na powitanie i wskazał ręką parawan mówiąc, żebym się rozebrała. "Rozbierz się". Zabrzmiało jak cytat z "50 twarzy Greya". UGH. Moja wyobraźnia mnie przeraża. Przecież to tylko lekarz. Zbada moje drogi rodne, zapyta o okres i tajemnice alkowy (najpierw trzeba takowe posiadać!!!), a potem z uśmiechem powie, że jestem ładna, więc dziwi się, że jeszcze jestem dziewicą. Hmm... Zaraz, ale ładna na buzi, czy tam na dole??

Chyba sfiksowałam...

  Podeszłam do parawanu i zasłoniłam się szczelnie. W sumie nie wiadomo po co, skoro i tak zaraz ten przystojny doktor zobaczy mnie nagą, chociaż tylko od połowy. Byłoby prościej, gdybym w domu ubrała spódnicę, ale jestem taką kretynką, że znowu zapomniałam użyć mózgu...

  Kiedy rozebrałam się już (znaczy od połowy) to nie wiedziałam za bardzo co mam dalej robić. Głupio mi było tak wmaszerować bez majtek przed parawan bez jakiegoś uprzedzenia. Zachrząknęłam więc, mając nadzieję, że to zwróci uwagę doktorka i przyjdzie tu po mnie biorąc mnie na ręce. Cisza. Chrząknęłam drugi raz, tym razem najgłośniej jak dałam radę. Cisza. No KURWA...

  Nie miałam wyjścia, musiałam użyć języka artykułowanego, więc powiedziałam najdłuższe zdanie, jakie byłam w stanie z siebie wykrzesić: -Już! Lol, to nawet zdaniem trudno nazwać. Cisza w eterze...Już miałam coś krzyknąć, ale doktorek w końcu pokazał, że słuch mi nie zawodzi i odparł spokojnie: - Więc usiądź na fotelu a nogi rozłóż na podporach.

  I co? I tyle? "Rozłóż nogi"? Cieszę się, że prawie nic nie zjadłam na śniadanie, bo bym chyba je teraz zwróciła na ten badziewny parawanik. Cholera.. Jestem niedojrzałą osiemnastolatką. Kiedyś kobiety w moim wieku miały już męża i trójkę dzieci, a ja się wstydzę okazać swoje nagie przyrodzenie zwykłemu lekarzowi. No co jest ze mną nie tak? Stałam tak jeszcze przez chwilę, nie wiedząc co robić. -Może powiem, że to pomyłka? Powiem, że jestem tutaj na praktyki. Nie wiem. Cokolwiek! Może i bym to zrobiła, ale chłodny ton lekarza postawił mnie do pionu: -Wyjdź! Opanowałam emocje i wyszłam...

  Nieśmiało odsunęłam parawan i na palcach podeszłam do fotela. Lekarz wciąż stał tyłem i przeglądał jakieś papiery. W sumie to nie jestem pewna tak dokładnie, bo stał spory kawałek ode mnie, więc nie widziałam. Kiedy się rozsiadłam w fotelu, a jego reakcja wciąż była zerowa. znów chrząknęłam. Tym razem podziałało. Odłożył to, co wyglądało na jakąś książkę i podszedł do mnie z uśmiechem. Cholera, zbyt przyjaznym uśmiechem jak na kogoś, kto ma za chwilę wsadzić nos do twojej cipki.

  Jego przód wyglądał jeszcze lepiej niż tył. Musicie mi wierzyć na słowo. Jego ciemne włosy, dwudniowy zarost, niebieskie oczy o głębokim spojrzeniu i ten seksowny uśmiech na pewno doprowadziły nieraz do szaleństwa niejedną dziewczynę!

  Chwycił jednorazowe rękawiczki z pudełka leżącego obok fotela i majestatycznie je założył na swoje dłonie, wsadzając powoli palec po palcu. Dlaczego on to robił tak hmm.. no nie wiem.. seksownie? Może to był jakiś element strategii praktyki lekarskiej. Może amerykańscy naukowcy dowiedli, że jeśli pacjentka zrobi się bardziej mokra przed badaniem to lepiej będzie można ją zbadać? Szczerze? Nie mam o tym zielonego pojęcia. Nie znam się na ginekologii. Od tego jest ten cały doktorek, który właśnie w tej chwili wziął wziernik i schylił się ku mojemu kroczu. Hura..

  Nie chciałam oglądać tego żenującego widoku, gdy jakiś obcy facet grzebał w moim najbardziej intymnym miejscu, więc obróciłam głowę w stronę jego biurka, na którym leżała czytana przez niego wcześniej książka. Próbowałam spostrzec, jakież to pozycje książkowe lubią czytać ginekolodzy. Mrużyłam oczy przez dobre kilkanaście sekund, próbując dostrzec literki tworzące tytuł, gdy nagle po okładce poznałam jaka to książka.

O MÓJ BOŻE!

  Kto by pomyślał, że dojrzały, inteligentny, wykształcony lekarz zaczytuje się w "50 twarzach Greya"?!

  Po chwili rozmyślań poczułam w sobie coś innego niż wziernik. To były chłodne palce doktorka!!! Czułam ten bijący chłód nawet przez  rękawiczki. Wciąż jednak nie chciałam patrzeć w jego stronę. Przez chwilę czułam się naprawdę dziwnie. Po chwili jednak doktorek wyjął palce, rozprostował się i poinformował mnie, że za chwilę wróci, bo musi po coś pójść i żebym się nie ruszała. A gdzie ja niby mogłabym się ruszyć z gołą dupą? No halo?

  Polazł za parawan. Wydawało mi się, że gmera po szafkach, bo słyszałam dźwięk rozsuwanych szuflad. Dziwne...

  Kiedy jednak wyszedł zza zasłony wydawało mi się to jeszcze dziwniejsze. Nie miał w ręku nic, więc nie rozumiałam po co tam poszedł. A, no i jeszcze jakoś dziwnie wyglądał. Gdy oprzytomniale mu się przyjrzałam, dostrzegłam, że poza fartuchem nie miał NIC na sobie!!!!!

  Z moich ust wyrwało się: -Co pan robi?", ale końcówka pytania nie była słyszalna, bo jedną ręką zakrył mi usta, a drugą znów wsadził w moje krocze, ale nie bynajmniej w celach badawczych...

  Próbowałam się wyplątać z uścisku i uciec od tamtego zboczeńca, jednak na moich nadgarstkach pojawiły się nagle zatrzaski, które mocowały mnie do siedzenia.. Co tu się wyrabia?- myślałam przerażona nie na żarty. Doktor rytmicznie posuwał dwoma palcami w moim kroczu, przez co mój umysł nie wiedział jak się zachować (nigdy jeszcze przecież się tak nie czułam!), a kiedy doktor zgiął palce, nadal nimi ruszając, ledwo zdusiłam w sobie jęk. Jęk nie z bólu, ale z potwornej rozkoszy, jaką mi sprawiał. Po chwili wyjął ze mnie palce, zdjął fartuch i usiadł na mnie okrakiem. Jedną ręką obejmował moją głowę, a drugą trzymał swojego kutasa przed moim "wejściem". -Znowu się spotykamy, księżniczko.- szepnął mi do ucha, po czym zaczął przesuwać swoje usta w stronę mojego dekoltu, a ja dostrzegłam, że ciemne włosy nieco jaśnieją, zarost znika i że to nikt inny jak Arek Góral wkłada właśnie we mnie swojego kutasa, przygryzając delikatnie mój obojczyk. Ja chyba śnię! I to dosłownie bo, w tej samej chwili leżałam już na łóżku rozbudzona, zlana potem, próbując pozbierać do kupy ten idiotyczny sen.

Nie wierzę...
____________________________________________

Ja też nie wierzę, że Nina ma takie fantazje seksualne...
Może w końcu czas na podrzucenie wiersza Arkadiuszowi, co wy na to? Pewnie Arek się ucieszy, nieprawdaż??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz