Tak między nami to uważam, że odpuściła mi tylko dlatego, że w piątek mamy bal wielu kultur, na którym każdy uczestnik powinien przyjść przebrany za jakąś znaną postać i pewnie uważa, że przez resztę tygodnia będę zajęta szykowaniem swojego oryginalnego imidżu na bal.
Prawdę powiedziawszy, to szłam na ten bal tylko ze względu na niezłą ucztę w trakcie imprezy oraz ze względu na to, że lubię obserwować, jaki pomysł na przebranie miały inne osoby.
Na początku myślałam, że przebiorę się za Nicki Minaj, ale byłoby za dużo zabawy z doklejaniem sobie sztucznego biustu czy tyłka. No, i nie miałabym żadnej gwarancji, że ów atrybuty nie oderwą się w części w trakcie tańca i że nie będą żyć własnym życiem, dyndając tu i ówdzie.
Postanowiłam więc, że ucharakteryzuje się na australijską piosenkarkę- Lenkę i nawet nauczyłam się jej słynnej piosenki "Everything at once". Na pewno każdy ją kojarzy po tej nucie, więc jeśli ktoś zapyta mnie, za kogo się przebrałam, zacznę mu śpiewać tekst piosenki. Genialnie to obmyśliła, ha!
W przeciwieństwie do Diany, nie czułam wewnętrznej potrzeby, by specjalnie udać się na zakupy i kupić nową sukienkę na bal. Wiedziałam, że zrobi wszystko, byle tylko Arek ją zauważył, ale ja szczerze mówiąc nie miałam dla kogo się starać. Nikt w tej szkole nie przykuł jakiejś szczególnej uwagi, więc dylemat "czy mój crush chciałby zedrzeć ze mnie te ciuchy, gdy mnie ujrzy" mnie nie dotyczył.
Dzień przed balem postanowiłyśmy (znaczy się, Diana ustaliła, ja przytaknęłam, przyparta do muru), że wejdziemy na salę osobno, różnymi wejściami, by dać szansę swojemu szczęściu. Ha, pewnie uważała, że Arek jest na tyle nieśmiały, że boi się zagadać się do niej, kiedy jej przyjaciółka (czyli jaaa) jest 24/7 przy niej.. No tak, jakby jej chłoptaś był jakimś cichym, zakompleksionym nerdem, to jeszcze bym mogła zrozumieć. Ale kapitan szkolnej drużyny? Który napalonych na niego panienek ma od groma? I który z wielką gracją i zwinnością flirtuje na każdej przerwie z inną dziewczyną?
Mimo wszystko, nie zamierzałam krytykować jej pomysłu, tylko z milczeniem przytaknęłam głową, w myślach przeklinając jak rodowity szewc.
Kilka minut przed rozpoczęciem imprezy miałam czekać na Dianę w głównym holu szkoły. W sumie nie wiedziałam po co, skoro i tak miałyśmy wejść od różnych stron na salę gimnastyczną. Jednak powiedzieć mojej mamie, by była kilka chwil przed 17 pod szkołą, oznaczało, że dojedziemy te kilka chwil, ale PO 17. W czasie jazdy więc, napisałam do Diany wiadomość, że się trochę spóźnię. Odpisała tylko skrótowe OK i uśmiechniętą buźkę.
Pod szkołę zajechałam z mamą równo 17:10. Podziękowałam w pośpiechu za podwózkę i wyszłam z auta, zatrzaskując drzwi, gdy moja mama kończyła wypowiadać słowa "Uważaj na siebie".
Weszłam do holu szkoły, który świecił pustkami. Wszyscy już byli na pewno na sali. Z dali korytarza usłyszałam śmiech jakiejś dziewczyny, która najwyraźniej adorowana była przez swojego fagasa.
Pospieszyłam prosto w stronę schodów prowadzących na salę gimnastyczną. Szłam tak szybko, na ile pozwoliły mi moje obcasy. Nie były one jakoś szczególnie wygórowane, jeśli chodzi o wysokość, ale ja bardzo, ale to bardzo rzadko wychodziłam gdziekolwiek w butach na obcasie wyższym niż 3cm, więc zbytnio nie miałam wprawy w chodzeniu na nich.
Chwilę później byłam już na schodach, prowadzących do podziemnego raju. Kiedy powoli schodziłam w dół, kątem oka dostrzegłam, że jakieś postaci siedzą na ławce przed salą i w tej chwili mnie obserwują. Żeby nie zabić się na schodach, podeszłam do poręczy i trzymając się jej zaczęłam pokonywać kolejne stopnie, podnosząc głowę w stronę tych osób.
-Boże.. Dlaczego akurat oni?- pomyślałam wkurzona, gdy zorientowałam się, że tymi outsiderami są członkowie drużyny Arka. -A gdzie ich pan i władca?- pomyślałam sarkastycznie. Na odpowiedź niewiele musiałam czekać, bo po chwili usłyszałam, że ktoś za mną schodzi po schodach, niosąc coś, co obijało się o siebie jak szklane butelki.
-Oo! Nasz dostawca-wybawca w końcu przyszedł z prądową wodą!- krzyknął jeden z drużyny. Arek pewnie to zignorował, bo nie usłyszałam odpowiedzi, ale...
-Czy to ładnie się tak spóźniać?- głos za mną, zrównał się ze mną i ujrzałam Arka w całej okazałości, ubranego w czarny, pięknie skrojony garnitur, niosącego reklamówkę z logo H&M.
-Czy to ładnie kamuflować wódkę w reklamówce z sieciówki?- odparłam, zaskoczona swoją śmiałością.
-Skąd wiesz co w niej mam? Może bicz na pyskate dziewczynki, hę?- odpowiedział bez chwili namysłu.
-Wiesz, gówno na zawsze pozostanie gównem, nawet gdy opakujesz je w papierek po Ferrero Rocher.
-To aluzja do wódki w firmowej reklamówce?- zaśmiał się pod nosem. -Możesz być poetką- dodał szczerząc zęby.
-Nie.- odpowiedziałam szorstko.- To aluzja do ciebie- nawet gdy ubierzesz najlepszy garniak i będziesz udawał Jamesa Bonda to i tak pozostaniesz kutasem.- powiedziałam prędko, nie zdążając w porę ugryźć się w język. Bałam się, że pewnie mnie popchnie, albo nazwie mnie słowami "dziwkopodobnymi", ale zamiast tego zaśmiał się, jakbym opowiedziała jakiś niezły żart i powiedział:
-Podoba mi się twój cięty język. Umów się ze mną!
Zaskoczona jego odpowiedzią, nie wiedziałam, co mam odrzec. Byłam przygotowana na inną wersję zdarzeń. Jednak po kilku sekundach odzyskałam świeżość umysłu i rzekłam sucho:
-Never in your wildest dreams!- i otworzyłam prędko drzwi sali gimnastycznej, wchodząc do niej, nie czekając na ripostę z jego strony.
Moje wejście nie było tak spektakularne jak na filmach, gdyż mało kto zwrócił uwagę na to, że ktoś przyszedł spóźniony. Wiele osób było zajętych rozmową, mimo że dyrektor miał coś jeszcze do powiedzenia z podium.
W całym tym skupisku nie mogłam dostrzec Diany, więc wystukałam szybko w smsie "Gdzie jesteś??", modląc się w duchu, by poczuła wibrację dochodzącego smsa.
Póki co, nie chciałam stać bezczynnie w miejscu, gdyż była taka możliwość, że Diana nie odczyta mojej wiadomości w ciągu następnego stulecia.
Zaczęłam przeciskać się przez tłum, skanując wzrokiem przestrzeń, w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Chwilę mi to zajęło, kiedy W KOŃCU dostrzegłam ją, stojącą obok kilku "tych normalniejszych" dziewczyn z naszej klasy. Łatwo było ją rozpoznać, gdyż miała ubraną niebieską, oczojebną perukę i piękną małą czarną. Była pięknym sobowtórem Demi Lovato. Zatrzymałam swój wzrok na niej i nie odrywając go od niej, zaczęłam szybciej przedzierać się przez ten tłum.
Było to dosyć trudne zadanie. Wpadłam kilkukrotnie na jakieś wyfiokowane dziunie, które zmierzyły mnie dość nieprzyjaznym wzrokiem, który dostrzegłam kątem oka. Przyspieszyłam kroku, pragnąc znaleźć się w końcu przy Dianie, ale nagle..
BĘC! Znowu na kogoś wpadłam.. Cholera...
-Przepraszam, gapa ze mnie..-ktoś na kogo wpadłam przeprosił mnie, co jeszcze bardziej mnie zmieszało, bo to była ewidentnie MOJA wina. Spuściłam wzrok z Diany i spojrzałam w oczy.. hmm... dosyć przystojnemu chłopakowi. Jego twarzy zupełnie nie kojarzyłam. Mimo, że moja szkoła nie należy do najmniejszych, to jednak większość uczniów, do niej uczęszczających, kojarzyłam przynajmniej z widzenia..
-Och. Nie, to moja wina. Wybacz.- odpowiedziałam, wymyślając na poczekaniu denną gadkę.
-Ok. Szukasz kogoś może? Wyglądasz na zdezorientowaną- chłopakowi najwyraźniej zależało na podtrzymaniu rozmowy.
-Tak. Aktualnie jestem na tropie Demi Lovato. Właśnie tam stoi.- odparłam, wskazując palcem na pustą przestrzeń, gdzie przed chwilą stała Diana z dziewczynami. -Albo i nie..- dodałam skonfundowana.
____________________________
Ostatni post przed świętami, więc wszystkim, którzy w tej chwili to czytają, życzę duuużo, dużo miłości (tego nigdy za wiele), wielu przygód związanych z idolem, spełnienia marzeń i odnalezienia własnego sposobu na życie.
Kocham was serdecznie!
PS: Jedzcie ile wlezie przy wigilijnym stole, bo taka wyżerka nie zdarza się często, ale od 27.12 bierzcie się za ćwiczenia!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz