Nie chciałem namieszać. Nie chciałem być tym złym. W końcu to ja poświęciłem się dla dobra Niny. Zostałem posądzony o próbę gwałtu i przyjąłem to na klatę. Ba! Nawet odtrąciłem zaloty wstawionej Wiki. Zachowywałem się jak nie Arek. Albo przynajmniej jak nie Arek, do którego przywykli wszyscy, włącznie ze mną. Było mi ciężko być takim cichym bohaterem, tylko dla własnej osoby. Nikt nie mógł cię podziwiać, ani ci gratulować. Nikt nie wiedział o twojej odwadze i honorze. Nikt! Tylko ja i ten cholerny Damon. Przestało mnie to satysfakcjonować. Nie byłem przyzwyczajony do takich rzeczy. Moim pragnieniem było tylko odegranie się na Ninie. Za to, że mną wzgardziła. Za to, że zacząłem zachowywać się jak kretyn. Za to, że mam pustkę w sercu. Niech poczuje, jak to jest być zranionym przez osobę, którą w swojej pysze uważamy za swoją najsilniejszą stronę, za kogoś bliskiego.
Nie planowałem zemsty. Nie chciałem jej celowo ranić. Po prostu postanowiłem pozwolić jej odejść, zanim tak naprawdę zdążyła się do mnie zbliżyć. Ale podczas tego cholernego castingu, gdy zobaczyłem tą niepozorną dziewczynę, od razu w mojej głowie zabrzmiał diabelski głosik. Z początku nie chciałem go słuchać, ale po pewnym czasie jego moc narastała i z każdą kolejną minutą wahałem się coraz mniej. Aż w końcu zdecydowałem -zrobię to! To wymagało nieco wyrzeczenia, ale byłem gotów jeszcze trochę się poświęcić, żeby osiągnąć cel. Cel był bardzo prosty i tylko on się dla mnie teraz liczył. Ktoś musi ucierpieć i nie będę to tym razem ja...
Nina's POV
No i nadszedł w końcu dzień, który miał przynieść nam dobrą zabawę. Na długiej przerwie miały zostać oficjalnie przedstawione nowe cheerleaderki mistrzów szkolnych w piłkę nożną. Ceremonia ze względu na słoneczną pogodę miała odbyć się na zewnętrznym boisku szkolnym. W mojej głowie zaplanowałam sobie wszystko od A do Z, jak będzie to wyglądać. Miałyśmy zasiąść na trybunach, najlepiej w pierwszych rzędach, i z bananem na twarzy obgadywać i krytykować kolejne cheerleaderki drużyny. Nawet myślałam o tym, by coś rzucić ""przypadkiem"" na boisko, ale po chwili wybiłam sobie ten głupi pomysł z głowy.
Ale to były tylko moje plany... Jak powszechnie wiadomo, nie trzeba do tego amerykańskich naukowców, by znać takową życiową prawdę "Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz Mu o swoich planach"... Zderzenie oczekiwań z rzeczywistością bywa brutalne, zwłaszcza w moim przypadku. Zawsze, kiedy cokolwiek ułożę sobie w głowie, to odchodzę rozczarowana. Życie uwielbia robić mi takie psikusy. Myślisz, że pójdziesz na imprezę i poderwiesz jakiegoś inteligentnego przystojniaka? Haha, możesz powtórzyć? Myślisz, że napisałaś ten sprawdzian na 5, bo uczyłaś się do niego jak głupia? Twój nauczyciel chyba tak nie uważa, wpisując dużo niższy stopień do dziennika.
W życiu nie możemy być niczego pewni, oprócz śmierci i podatków. No, i tego, że oczekiwania zawsze pozostaną tylko oczekiwaniami, a nigdy nie staną się rzeczywistością. Chociaż... Nigdy nie mów nigdy!
20 minut do końca lekcji. Tylko tyle dzieliło nas od wybiegnięcia z sali lekcyjnej i posadzenia swojej matrony na trybunach.
-Diana, już nie mogę się doczekać robienia beki z tych tanich dziuń! -szepnęłam do przyjaciółki, gdy nauczycielka polskiego zawodziła się nad słabym poziomem naszych wypracowań. Ona jedynie skusiła się na wymuszony uśmiech i udawała zasłuchaną w tym, co pieprzyła nauczycielka.
-Diana, co jest? -złapałam ją za ramię, zmuszając do popatrzenia na mnie. Ona zaszczyciła mnie ulotnym spojrzeniem i oznajmiła, że nic takiego. Widziałam, że coś jest na rzeczy, ale nie dane mi było nic więcej z niej wyciągnąć, bo nagle nauczycielka doniosłym głosem wypowiedziała moje nazwisko.
-..Nina Malicka!
W klasie rozległy się niejako wymuszone oklaski. Byłam zdezorientowana. Spojrzałam pytająco na Dianę, ale ta również nie była zorientowana w sytuacji. Obróciłam się dyskretnie do ławki za nami.
-Napisałaś najlepsze wypracowanie w klasie. -szepnęła do mnie koleżanka, widząc, że nie bardzo wiem, co jest na rzeczy, gdyż konkretnie byłam zajęta rozmową. A raczej próbą rozmowy z markotną Dianą.
Podniosłam do góry rękę. Gdy nauczycielka udzieliła mi głosu, zapytałam: -Mogę wyjść do toalety?
Pani skinęła głową, a ja zerwałam się z miejsca. Wcale nie potrzebowałam skorzystać z toalety. Chciałam po prostu wyjść z nudnej lekcji i przejść się po szkole. Zaczęłam się zastanawiać, co tak właściwie stało się Dianie, gdyż z wczorajszej uśmiechniętej i radosnej dziewczynie nie pozostało zbyt wiele. Jeszcze dziś rano z przygnębioną miną oznajmiła, że z niespodzianki nici, i niepotrzebnie mi robiła nadzieję.
Prawdę mówiąc, ta cała niespodzianka wyleciała mi z głowy i nie pamiętałabym o niej, gdyby Diana o niej dziś nie wspomniała. Nie rozumiałam, dlaczego taka głupota przyczyniła się do tak radykalnej zmiany nastroju. Miałam wrażenie jakby była tykającą bombą, gotową w każdej chwili wybuchnąć, a której ja nie potrafiłam zdetonować. Wydawało mi się, że coś przede mną ukrywa. Tylko co...?
Schodziłam powoli po schodach, bijąc się z myślami. Nie wiedziałam co mam robić. Spróbować z nią porozmawiać, czy dać jej czas na dojście do siebie. Saper myli się tylko raz, jeśli wybiorę złą opcję nie tylko ja na tym ucierpię. Zagubiona w myślach, spojrzałam w okno sali lekcyjnej, wychodzące na korytarz. Uczniowie siedzieli w mundurach. Po krótkiej chwili zorientowałam się, że to klasa III H odbywa tam właśnie lekcję. Uczniowie nie wyglądali na znudzonych, wręcz przeciwnie. Pewnie podnieceni wyczekiwali dzwonka na długą przerwę. Stałam tam przez jakiś moment na klatce schodowej niezauważona, nie wiedząc w sumie po co. Moja podświadomość dobrze wiedziała jednak, dlaczego tam stoję i kogo wypatruję.
Nagle drzwi do sali otworzyły się z hukiem. Odruchowo cofnęłam się, napierając na barierkę za mną. Wyjrzałam znad schodów, ciekawa zaistniałej sytuacji. Na korytarzu rozbrzmiał samczy śmiech. To gwardia Arkadiusza wypadła z sali. Roześmiani kroczyli w mundurach. Był wśród nich także ktoś poruszający się o kulach. Grzegorz Sarna najwyraźniej już po operacji powrócił do światka uczniowskiego. Cała drużyna podjarana zmierzała żwawo w kierunku schodów.
Zrobiłam krok w tył, gotowa na bieg po schodach w górę, ale kilkoro z nich ruszyło w dół, a Grzesiek, Arek i jeszcze dwóch kolesi ruszyli w kierunku windy. Nagle ten pierwszy przystanął. Moje serce zaczęło walić jak szalone, bo wydawało mi się, że to dlatego, bo mnie zauważył, jednak gdy zobaczyłam grymas bólu na jego twarzy, odetchnęłam.
-Sarna, buraku, powinieneś jeszcze leżeć w szpitalu, albo chociaż zostać w domu! -Arek złapał go za rękę i popatrzył na niego ze współczuciem.
-Przecież nie mógłbym przegapić premiery nowych cheerleaderek! -grymas momentalnie został zastąpiony szerokim uśmiechem.
-Fakt, nie obylibyśmy się bez ciebie. Nikt nie ocenia lepiej damskich biustów niż Grzegorz Sarna. -zaśmiał się inny.
"Oni tak na serio?" -przemknęło mi przez myśl.
-Dobra, zawijajmy do szatni, bo musimy się przebrać jeszcze a do dzwonka coraz mniej. -ponaglił ich czwarty chłopak i weszli do windy. Kiedy drzwi się za nimi zatrzasnęły, ruszyłam do góry, stawając na co trzeci stopień. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w klasie i pogadać z Dianą.
Jakież było moje zdumienie, gdy wróciwszy do klasy, zastałam moją ławkę pustą. Nie było ani Diany, ani jej rzeczy. Odwróciłam się po raz drugi dziś do ławki za mną z pytającą miną, gdyż byłam totalnie zdezorientowana. Zdołałam się jedynie dowiedzieć, że niedawno wyszła. Nauczycielka najwyraźniej była o tym wcześniej poinformowana, bo tylko skinęła głową na Dianę, gdy ta mówiła jej "do widzenia".
Czy ktoś może mi do jasnej kurwy nędzy cholery powiedzieć co tu jest grane? Czy ona właśnie zwolniła się z lekcji nic mi o tym nie mówiąc? Dlaczego ukrywa przede mną jakiś problem? Przecież jestem jej przyjaciółką. Zawsze będę po jej stronie, pomogę, gdy będę potrafiła, a jeśli sprawa będzie beznadziejna pocieszę ją i podniosę na duchu, a gdy będzie miała gorszy okres w życiu, odwiedzę ją z torebką M&Msów i Milką Oreo. Dlaczego ona nie mówi mi wszystkiego?
Niedługo później zabrzmiał dzwonek. Przygotowana na ten moment od jakichś 5 minut wstałam gwałtownie i pędem ruszyłam ku wyjściu. Na korytarzu ruszyłam pędem na boisko szkolne. Wciąż miałam nadzieję, że spotkam tam Dianę. Mimo, że po drodze rozglądałam się na boki, nigdzie nie ujrzałam mojej przyjaciółki. Pewnie nawet gdyby gdzieś tu była, to i tak bym jej nie zauważyła. Cała szkoła tłoczyła się w przejściu. Chyba nie tylko ja chciałam obejrzeć wyczyny nowych cheerleaderek. Każdy chciał zająć jak najlepsze miejsce na trybunach. Chłopcy pewnie chcieli być jak najbliżej podskakujących cycków, a dziewczyny chciały z bliska zauważyć i skomentować wszelkie niedoskonałości ciał swoich rówieśniczek. Pewnie wiele z nich zazdrościło im. No bo która nie chciałaby zostać maskotką najbardziej poważanego w szkole piłkarza albo któregoś z jego kompanów?
Mimo wszystko wiedziałam, że nie będę się bawić tak dobrze, jakbym to robiła z Dianą. Nie miałam pojęcia, co się z nią dzieje. Na smsy nie odpisywała, a połączeń nie odbierała. Ochujeć można było z tym wszystkim. Starasz się jak tylko możesz, a i tak znajdą się tacy, którzy wypną się na ciebie gołym zadkiem.
Sporo miejsc na trybunach było już zajętych przez wesoło gaworzących uczniów. Pierwszy rząd należał do piłkarzy z drużyny III H -dwukrotnych zwycięzców ligi szkolnej w piłkę nożną. To właśnie do nich należała nowa grupa cheerleaderek. Od razu rzucili mi się w oczy. Siedzieli w swoich ostro-pomarańczowych strojach piłkarskich i śmiali się z czegoś głośno. Samce alfa... -pomyślałam z poirytowaniem. Arek siedział pośrodku nich i skupiał uwagę wszystkich dziewczyn znajdujących się w pobliżu. -Cholerny dupek... -przewróciłam oczami.
Nagle zauważyłam, że Arek podnosi się z miejsca i patrzy dokładnie w moim kierunku. Zamurowało mnie. I wtedy zaczął na mnie machać, jakby przywołując mnie do siebie. Oczy wszystkich z jego bandy zwróciły się w moją stronę. Stanęłam gwałtownie oniemiała, rozważając rychłą ucieczkę z miejsca zbrodni. Wtem ktoś centralnie we mnie wpadł, upuszczając na ziemię kilka paczek chipsów. Popatrzyłam skrzywiona. To był kolejny członek z drużyny Arkadiusza. Poznałam po identycznym stroju jak u pozostałych. To widocznie na niego Arek machał. -Boże, jaka ze mnie idiotka... -pomyślałam, karcąc się w duchu. Usłyszałam głośny rechot ze strony trybun. Byłam pewna, kto wybuchł najgłośniejszym śmiechem.
-Uważaj, jak chodzisz! -burknął chłopak i podniósł niedbale 3 paczki Lays'ów. Zaniemówiłam. -Co za oprych! -pomyślałam zdumiona. Zerknęłam w stronę siedzeń drużyny. Arek skręcał się ze śmiechu i krzyknął do kolegi, który mnie właśnie stratował: -Paweł, dziwko! -i znowu wybuchnął gromkim śmiechem wraz z towarzyszami. Na boisku nie było jeszcze żadnych nauczycieli, więc ta "dziwka" uszła mu na sucho. Jak zwykle zresztą. Był ulubieńcem całej szkoły. Nikt nie miał serca go za nic karać, takie przynajmniej miałam wrażenie.
~*~
Zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego w szkołach nie przygotowują nas do prawdziwego życia? Dlaczego uczymy się o funkcjach kwadratowych, wykładniczych, trójkatnych, sześciennych, a na temat o lokatach poświęcane są 2 godziny lekcyjne? Dlaczego uczą nas na WDŻ-ecie, że dziewczynki nie powinny prowokować chłopczyków, ale próżno doszukiwać się małej wzmianki o tym, by chłopcy trzymali swoje kutasy na wodzy? Albo dlaczego nikt nie uczy nas, jak powinniśmy reagować w pewnych sytuacjach, gdy zaskoczenie i adrenalina biorą górę nad nami i nie mając wyuczonego schematu zachowań, nie reagujemy z rozsądkiem?
Kiedy siedziałam na tych jebanych trybunach, zastanawiając się, co się dzieje z moją przyjaciółką, nagle ona, ni stąd ni zowąd pokazała się i zaczęła do mnie machać. No, może nie tylko do mnie. Do całej widowni. Machała cheerleaderskim pomponem. Kiedy zobaczyłam ją po tej drugiej stronie, po ewidentnie złej stronie mocy, coś we mnie pękło. Zupełnie nie wiedziałam, co mam myśleć. W pierwszej sekundzie nie dowierzałam, że to może być ona, w kusej spódniczce i bluzce sięgającej do pępka z dekoltem w literę V. Czułam się, jakby ktoś przyłożył mi obuchem w łeb.
Nie mogłam siedzieć spokojnie i patrzeć na to, jak Diana wywija tyłkiem przed całą szkołą. Dotąd miałyśmy jasną i jednogłośną opinię na temat szkolnych cheerleaderek. Widocznie ktoś tu zmienił poglądy. Poczułam się zdradzona przez najlepszą przyjaciółkę.To było coś niewyobrażalnego. Dawno nie odczułam takiego przypływu bezsilności. Łzy cisnęły się do moich oczu, ale nie mogłam pozwolić im bezwiednie spłynąć po policzkach.Wstałam natychmiast z siedziska i zaczęłam się przeciskać przez skupionych w oglądaniu widowiska ludzi. Niektórzy pomrukiwali jakieś niecenzuralne słowa w moim kierunku, ale puszczałam je mimo uszu. W moim sercu utkwiła drzazga i to w tym miejscu, które uważałam za najbardziej bezpieczne...
Kątem oka zauważyłam jak Arek ogląda się do tyłu, obserwując całe zajście. W tej chwili nienawidziłam go jeszcze bardziej niż po tym, jak obudziłam się po nieudanej imprezie u Wiktorii (przynajmniej DLA MNIE nieudanej)... Byłam pewna, że to jego sprawka. Z pewnością maczał swoje paluszki w tym, że Diana właśnie prezentowała układ nowego składu cheerleaderek. Miałam ochotę go zniszczyć. Za to, że zniszczył mnie, zniszczył Dianę, zniszczył nas- DiaNinę...
Arek's POV
/retrospekcja/
Ta dziewczyna. Skromna, miła, uśmiechnięta lecz bez większego wyrazu, dała mi większe pole do wyobrażeń, niż wszystkie te prowokujące laski razem wzięte. Ona nasunęła mi na myśl pomysł. Pomysł, dzięki któremu będę w stanie odegrać się na Ninie. Sprawię jej ból z najmniej spodziewanej strony. Zranię ją, a ból przeszyje jej ciało aż do szpiku kości. Komórka po komórce, tkanka po tkance. Ale nie będzie to ból fizyczny. To tylko doskonała metafora płatnego mordercy. Będzie cierpieć na duszy, tak jak jeszcze nigdy nie cierpiała. Zapłaci za to, jak zraniła mnie.
Ból fizyczny jest ciężki, ale ten duchowy jest jeszcze gorszy. Pali cię od środka, sprawia, że ciągle o nim myślisz. Nie ma na niego żadnej polopiryny ani ibupromu. On jest obecny cały czas z tobą. We śnie, na jawie. Jesteś na granicy obłędu. Zaczynasz mieć myśli samobójcze. Nie możesz sobie ze sobą poradzić. Życie jest dla ciebie jednym wielkim pasmem udręk, nieustannym cierpieniem. Nic cię nie cieszy, tak jak kiedyś. Potrafisz tylko patrzeć tępo na osoby, które kiedyś były dla ciebie bliskie, ale teraz już nie mają znaczenia. Tylko czekają na to, aż powinie ci się noga. Jesteś z tym sam. Jak cholerny pustelnik. Nawet jeśli ktoś cię odwiedza i próbuje pomóc, to każdym kolejnym wypowiadanym słowem doprowadza cię do kurewskiej pasji...
Ból duchowy nie może się równać z bólem fizycznym. Wiem to. Skąd? To kurewskie życie nie oszczędziło i mnie. Wciąż, gdy widzę mojego ojca, grającego idealnego tatusia, męża i biznesmena to mam ochotę rzygnąć mu na ryj tęczą. Nigdy nie był idealny. Ba! Do tego było mu niezmiernie daleko. Dalej niż bliżej. Może i postanowili wraz z matką puścić w niepamięć dawne jego zachowania w domu po libacjach alkoholowych, gdy tłukł ją jak najgorsze ścierwo, a mi kazał wypierdalać z domu, kiedy nocowałem nieraz na dworcu, bo wstyd mi było poprosić kolegów o nocleg, nawet jeśli nie musieli znać szczegółów powodu, dla których nie mogę tymczasowo nocować w domu. Po prostu wstyd mi było pokazać się im na oczy.
Natalia była pierwszą i jedyną osobą, która odkryła sekret rodziny Góralów. Wszystko po tym, jak wcześniej zerwaliśmy się ze szkoły i poszliśmy do niej. Cały czas się uśmiechała do mnie, pragnąc zatrzymać każdy kadr z naszej znajomości głęboko w pamięci. Przekonywała mnie, że będziemy sami, jakby dając znak, że w grę może wejść coś więcej niż całowanie. Ciągle odwracając się w moją stronę, popchnęła drzwi prowadzące do salonu, jeszcze nie wiedząc, że wcale nie byliśmy sami. Ja pierwszy spostrzegłem co jest na rzeczy, gdyż ona wciąż była odwrócona do mnie, bezgłośnie prosząc o pocałunek. Krzyk jej matki i zażenowanie mojego ojca, zakrywających się nieudolnie resztką ubrań, która pozostała w ich pobliżu całkowicie zabrało jej dobry humor. Pamiętam z tego tylko wrzask wszystkich na raz, jak jakaś niemożliwa do słuchania kakofonia. Ja jedynie obdarzyłem mojego ojca zawistnym spojrzeniem i wymamrotałem, jakby do siebie, ale wiedząc, że on to słyszy "Ty skurwysynie..". Potem po prostu wyszedłem.
To był dla mnie punkt kulminacyjny. Od tamtej pory kompletnie stracił u mnie szacunek. Doszczętnie. Już nigdy nie popatrzyłem na niego jak na przykład od naśladowania. Za cel numer jeden powziąłem sobie, że nigdy nie będę taki jak on. Gdy widziałem niepojęte cierpienie w oczach matki z jego powodu, albo jak wieczorami schodząc po cichu do kuchni po butelkę wody, słyszałem jej łkanie, zaciskałem w złości pięści, wiedząc, że nie powstrzymałbym się od uderzenia, gdyby znalazł się w moim pobliżu.
_______________________________________________
Ciekawe co to za plan ma Arek!
No i jakim cudem Diana znalazła się wśród tych pustych dziewczyn z drużyny?!
Jak myślicie, została maskotką Arkadiusza?
Tyle pytań, a wciąż tak mało odpowiedzi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz