Arek's P.O.V.
Kiedy razem z moją ekipą przygotowywaliśmy się w szatni do meczu, dowcipkując przy tym co nie miara, ja popadłem w zadumę rozmyślając o NIEJ. -Czy i tym razem pojawi się na meczu?- zamęczałem się w myślach. -Na pewno! Przecież ONA jest na każdym meczu- moja podświadomość przypominała, uspokajając mnie.
-Ej, Arek! O czym ty tak rozmyślasz chłopie?- zawołał przez całą szatnię mój najlepszy kumpel Tomek.
-Nie o czym, tylko o kim!-wykrzyknął kolejny członek mojej drużyny. W tym momencie w szatni ucichły wszelkie pojedyncze rozmowy, a wszyscy głośno wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Ej, stary! Nie zadurzyłeś się w jakiejś swojej faneczce, co nie?- przejął znowu pałeczkę Tomek.
-Dajcie mi spokój, dobra?- odburknąłem wkurzony.
-No chyba nie będziesz przed nami tego ukrywał, no nie?- zapytał zaskoczony inny członek drużyny.
-Nie wiem. Może.- odparłem cicho, w głębi duszy mając nadzieję, że odpuszczą. Niestety, nadzieja matką głupich..
-O kurwa!- krzyknął Tomek i kontynuując swoją wypowiedź podszedł do mnie i złapał mnie za ramię. -Arek, odbiło ci gnoju? W drużynie nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Pamiętasz? Dam uchwalałeś takie zasady! Przyjaźnimy się od 3 lat. Jesteśmy najsilniejszą drużyną w szkole. A wiesz dlaczego? Nie tylko dzięki naszej celności, dobrej organizacji czy świetnemu bramkarzowi! Jesteśmy silni, bo łączą nas mocne więzy przyjaźni. Razem jesteśmy wszystkim, z osobna jesteśmy nikim. To tak dla przypomnienia, ale zrobisz jak zechcesz..- Tomek puścił moje ramię i odszedł w przeciwny kąt szatni.
Mnie totalnie zatkało. Nie wiedziałem od czego zacząć- czy od przeprosin, czy od opowiedzenia im o nieznajomej dziewczynie. Jednak usta same się otworzyły i zaczęły wydawać artykułowane dźwięki.
-Pamiętacie jak na jednym z meczy powiedziałem, że podoba mi się pewna brunetka?
-Jasne, jakieś z milion razy, w końcu na każdym meczu, gdy nie gramy, obczajamy jakieś seksowne kibicki- odparł z zamyśleniem Łukasz, nasz bramkarz. -Ale zaraz, zaraz...- dodał po chwili, gdy zorientował się, co powiedział. -Zakochałeś się w jednej z lasek, które widziałeś na meczu? Odbiło ci koleś czy jak? Zobaczyłeś ją raz i od razu ci staje, gdy o niej pomyślisz? Weź się ogarnij, chłopie!- dodał zniechęcony.
-Ona przychodzi na każdy mecz- odpowiedziałem prawie szeptem, podając jedyne co przyszło mi w tej chwili do głowy na swoją obronę.
-Pogadamy o tym później, bo już czas zbierać się na boisko- wykrzyczał Tomek, zbierając naszą gwardię. Gdy wszyscy wyszli już z szatni, podszedł do mnie, poklepał po ramieniu i powiedział cicho- Rozegraj dla niej świetny mecz, brachu!
Gdy weszliśmy na boisko, byłem skupiony na tym, co miało się za chwilę wydarzyć, jednak oczy biegały szalone po prowizorycznych trybunach w poszukiwaniu tej jednej, jedynej dziewczyny. -Cholera, dlaczego ona nie może stać zawsze w tym samym miejscu?- pomyślałem sfrustrowany. Po chwili rozdźwięczał gwizdek rozpoczynający mecz i prędko odwróciłem się na pięcie w stronę linii połowy boiska, kątem oka dostrzegając JĄ. Obróciłem prędko głowę, by upewnić się, że to ona.
Była ubrana w czarną bluzę oversize z różowym nadrukiem "Perfection is boring" i niebieskie jeansy rurki. Mogłem wpatrywać się w nią całą pierdoloną wieczność, ale po kilku sekundach oprzytomniałem. Pobiegłem szybko w stronę piłki, kątem oka zauważając wybuch śmiechu dziewczyny stojącej obok NIEJ. -Pewnie myśli, że to w nią się tak zapatrzyłem- pomyślałem rozbawiony. -Ach te kobiety...
Nina's P.O.V.
-Widziałaś to Nina? O mój Boże, widziałaś?- Diana wybuchnęła wielką ekscytacją, śmiejąc się przy tym ze szczęścia. Nie do końca wiedziałam czym znowu się tak podnieciła, bo przez moment byłam w innym wymiarze. Coś mi się wydawało, ale to pewnie tylko twór mojej głupiej wyobraźni. Ale gdzieś w głębi siebie byłam pewna, że to nie złudzenie.
-Nina, Jezu! Co się z tobą dzieje kobieto? Właśnie o mało co nie dostałam orgazmu, a ty nawet nie wiesz co go wywołało. Arek w końcu mnie zauważył!- wykrzyczała tak radosna, jakby sam Jezus Chrystus jej się objawił.
-Cooo? O czym ty mówisz?- spytałam nie do końca jeszcze ogarnięta.
-Boże, Nina! Nie widziałaś jak się gapił na mnie dobre 20 sekund bez mrugnięcia? Spodobałam mu się! Słyszysz? Spodobałam!
-Oczywiście, że widziałam, ale czułam jego wzrok na kimś innym.. Ech, na sobie.- ale oczywiście tego nie mogłam powiedzieć na głos. -Pewnie mi się zdawało- odpowiedziałam sobie w myślach.
-Och! Jak mogłam przeoczyć coś takiego? Gapa ze mnie..-powiedziałam z ironicznym tonem, który niechcący wymsknął mi się z ust, ale na szczęście Diana była tak podjarana zaistniałą sytuacją, że jej mózg nie wykrył mojego soczystego sarkazmu.
Mecz trwał już dobre kilka minut, a ja wciąż rozmyślałam o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Jak mogłam pomyśleć, że crush mojej przyjaciółki patrzy się właśnie na mnie? A nawet gdyby, czy byłabym w stanie odbić kumpeli chłopaka? Nie, to zdecydowanie nie w moim stylu. Nawet gdyby koleś błagał na kolanach, a ja bym coś do niego czuła, to nigdy przenigdy nie przekroczyłabym tej granicy. Przyjaciółka jest ważniejsza niż pierwszy z brzegu chłopak.
Przyjaźń to największe bogactwo świata, którego nie można odkupić, przekupić czy zakupić. Największe bogactwo świata zaraz po miłości. Ale przyjaźń to też w pewnym sensie miłość. A prawdziwa miłość nie istnieje bez przyjaźni. A więc te dwie wartości wzajemnie się przenikają i uzupełniają.
Po jakości gry chłopaków, a właściwie jednego chłopaka z III H nie można było dostrzec żadnego rozkojarzenia, czy nieuwagi- pełna profeska. Wszyscy byli bardzo skupieni, więc nie dziwił nikogo fakt, że do końca pierwszej połowy było już 2:0. Byłoby zaledwie 1:0, gdyby nie perfekcyjny strzał kapitana drużyny z połowy boiska.
Nigdy nie rozumiałam czemu ci chłopcy zawsze strzelają takie petardy. Przecież mogliby takim piłkami, lecącymi z prędkością światła, o sile większej niż przewiduje to skala Newtona, spokojnie zabić nieuważnego bramkarza! Jeden fałszywy ruch i bramkarz po zapytaniu przez troskliwego sędziego, czy wszystko w porządku, uśmiecha się twierdząco w odpowiedzi, pokazując szereg nagich dziąseł, opuszczonych przez swych przyjacieli- zęby.
Z piłkarzami nie ma żartów- trzeba się przy kolesiach pilnować na każdym kroku. Chwila nieuwagi i strzela ci gola, a ty stoisz osłupiała, zastanawiając kiedy to się właściwie stało..
-OMG, popatrz tylko na jego długie, umięśnione nogi!- Diana znowu chyba zażyła kolejną dawkę fangirlingu.
-Diana, spokojnie. Przecież widzę. Nie podniecaj się tym tak, bo dojdziesz zaraz.- odburknęłam mając już dość jej zachwycania się tym idiotycznym Arkiem.
Diana wybałuszyła na mnie oczy ze zdziwienia.
-Czy ty się dobrze czujesz?- zapytała.
-Sama nie wiem.- odpowiedziałam.- Sam fakt, że przebywam z tobą, kwalifikuje mnie pod ciężko chorą umysłowo- dodałam z przekąsem. Chyba zbyt dużym, bo Diana zmieniła barwę i ton głosu.
-Och, zamknij się, wiesz? Widać, że jesteś zazdrosna, bo to nie na CIEBIE gapił się Arek- odparła zakładając ręce, robiąc przy okazji strasznie wkurzającą minę.
-Boże.. Za kogo ona się w ogóle uważa?- pomyślałam wkurzona.
Po dość jednoznacznej wymianie zdań, milczałyśmy przez większą część meczu, mimo że pozostali widzowie nie myśleli tak samo jak my i gra toczyła się wśród przeróżnych uszczypliwych komentarzy i gromkich braw po każdej udanej akcji oraz takiej, która zażenowywała nieuważnych graczy.
Jedna taka akcja zdarzyła się, gdy Arek będąc przy piłce, podał ją swemu kompanowi, któy jak dla mnie ma już chyba końcowe- ostateczne stadium ADHD... No nieważne, abstrachując, kolega ów był bardzo zmobilizowany by strzelić kolejnego gola przeciwnej drużynie. Zwinnie wymijał przeciwników i pędząc wprost na bramkę, nie zorientował się, że jest już w polu bramkarza, który ślizgiem próbował wybić piłkę. Nieuważny kamrat Arka w ostatniej sekundzie kątem oka dostrzegł zbliżające się niebezpieczeństwo. Próbując ratować swoją skórę przed zderzeniem, próbował przeskoczyć bramkarza, który złapał heroicznie piłkę w obie dłonie, a o które zahaczył jedną nogą i runął jak długi z hukiem na parkiet..
Czy mogłoby być coś bardziej komicznego od tego, co ten chłopak potrafił wyczynić?
Nie do końca wszystko było takie komiczne jak tamten incydent.. Końcówka meczu stawała się z sekundy na sekundę coraz bardziej zażarta. Przeciwnicy III H chcieli nadrobić straty, a zwycięska drużyna pragnęła jeszcze bardziej dowalić przeciwnikowi. Piłka latała po boisku z wielką prędkością, ale i z siłą. Pech chciał, że jedna z takich piłek przysporzyła się do niemałego nieszczęścia.
Piłka z wielką siłą leciała w stronę bramki III H. Bramkarz, z oczami dookoła głowy z ogromną precyzją wybił nogą piłkę, która jednak nie obrała zbytnio precyzyjnego toru lotu. Ni stąd ni zowąd, piłka przeleciała obok mnie i uderzyła z przerażająco dużą siłą w Dianę, która rozkojarzona wpatrywała się w umięśnione ciało swojego crusha. Nim się obejrzałam, stała pochylona, trzymając się z bólem za brzuch. Mimo, że twarz miała prawie w kolanach to można było dostrzec, spływające z kącików oczu, krople łez.
-Diana, nic ci nie jest skarbie?- zadałam dosyć retoryczne pytanie, nie wiedząc jak to się właściwie stało, że jeszcze przed chwilą stałam obok niej, całkowicie ją ignorując, a teraz ona wygląda jak siedem nieszczęść, a ja staram się być jak najlepszą przyjaciółką. Diana w odpowiedzi tylko potrząsnęła głową, co było czymś pośrednim między "tak" i "nie".
Dosłownie chwile po nieszczęśliwym wypadku, wykonawca feralnego wykopu- bramkarz III H- Łukasz, podbiegł do naszej miejscówki , złapał Dianę za rękę i zmuszając ją tym samym do wyprostowania się, zapytał, patrząc jej w oczy -Wszystko gra, mała?
Diana z ogromnym trudem wypowiedziała cicho ze skargą -Mój brzuch...
-Cholera, musiałaś nieźle oberwać- westchnął coraz bardziej zdezorientowany Łukasz.
Cała gra została spauzowana, a wzrok wszystkich obecnych na sali, skupił się na Dianie i próbującym ratować sytuację Łukaszu. Jednak supermanem całej sytuacji został ktoś zupełnie nieoczekiwany.
-Ja ją wezmę. Chodź zaniosę cię do higienistki- stwierdził, nie pytając Diany o zdanie Arek, który nie wiadomo jak, znalazł się nagle przy naszym boku. Zamierzał już ją wziąć na ręce ale nie zamierzałam mu na to pozwolić.
-Nie. To ja ją zaprowadzę. Nie przerywajcie sobie meczu- i nie czekając na zwłokę, objęłam Dianę ramieniem i poprowadziłam ku wyjściu z sali. Każdy, dosłownie każdy odprowadzał nas wzrokiem, a ja czułam na sobie piętno "psującej aurę bohaterskości Arkadiusza"...
Chciałam być przy niej w najtrudniejszych momentach. Tak przecież robią przyjaciele, prawda?
________________________________
Co ta Nina wyprawia? Przecież to mogło być takie romantyczne! Arek zaniósłby w swoich ramionach skuloną z bólu Dianę do higienistki i wszystko byłoby cacy, co nie?
Mnie osobiści marzy się taka sytuacja, oki :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz