Rozdział XIII

Arek's POV

  Ten idiota Dudek zawsze musi się w coś wpakować. Owszem, mówiłem im wszystkim w szatni przed meczem, by nie odpuszczali, ale chyba nie przypuszczałem, by na tym etapie, na jakim jesteśmy, jestem zmuszony przypominać, że gol strzelony dla naszej drużyny jest ważniejszy od tego, kto go strzelił. To gra zespołowa, do kurwy nędzy! Co on sobie myślał?! Sądził, że jak strzeli sam jeden bramkę, bez niczyjej pomocy,  to stanie się bohaterem i zdobędzie szturmem wszystkie laski w szkole? No chyba kurwa nie... Za kogo on się uważa do jasnej cholery?

  Najchętniej bym go tam zostawił na pożarcie sępom, by w końcu się czegoś nauczył. Jest moim kumplem, ale jest też zawodnikiem w mojej drużynie- najlepszym zespole w szkole, a to do czegoś zobowiązuje. Nie będę udawał, że nic się nie stało, bo się stało i to dużo! Teraz nie dość, że mecz został zakończony bez rozstrzygnięcia wyniku, a ja poniosłem mentalną porażkę, to jeszcze muszę teraz biegusiem lecieć do szatni po telefon, żeby zadzwonić po karetkę. Ten kutas z III G nieźle przypakował w piszczel temu imbecylowi z puszczy białowieskiej, że aż mu zapiszczało w środku. Mam tylko nadzieję, że nie złamał tej pierdolonej giry, bo kogo ja znajdę na jego miejsce?

  Trzeba kutasowi przyznać, że jest jednym z moich lepszych piłkarzy. Tym bardziej zdziwił mnie ten dzisiejszy wybryk. Pozostaje się już tylko modlić, by się z tego szybko wykaraskał. Puchar szkolnej ligi sam się nie zdobędzie.

  Po krótkiej chwili znalazłem się przed szatnią, więc prędko szarpnąłem za klamkę i wtargnąłem do środka. Ku mojemu zaskoczeniu, o mały włos nie wpadłem w jakąś lasię. W pierwszej sekundzie myślałem, że to któraś z tych pieprzonych cheerleaderek, bo wszędzie się cholery kręcą, ale dostrzegłem, że ta dziewczyna to nie jedna z nich.
To była ona...

  Jak zawsze w (nie)odpowiedniej chwili pojawiała się, by wkurwiać mnie jeszcze bardziej... Czego ona tu szukała? Przypuszczam, że nie czekała tu na mnie ze striptizem, wnioskując po zdecydowanej odmowie pójścia na randkę  ze mną w zeszły piątek. Może chciała dokończyć zabawę z Dudkiem? Kutas by się ucieszył, ale niestety biedaczek leży teraz w zupełnie aseksualnej pozycji. Jakaż strata...

  -Co ty tu... -zacząłem pytanie, ale nie byłem w stanie dokończyć, bo w tej samej chwili dziwnym trafem mój zeszyt wysunął się z plecaka i otworzył się na ostatniej stronie. Stronie z rysunkami.

  -Co to jest? -krzyknąłem, skazując palcem na leżący na ziemi zeszyt. Gdy nie doczekałem się odpowiedzi, ponownie wykrzyczałem pytanie, na co Nina odpowiedziała cicho, ledwie słyszalnie: -Zeszyt...
-No przecież kurwa widzę, że zeszyt! Nie rób ze mnie jebanego idioty! -wrzasnąłem rozwścieczony. -Bawisz się w ninję czy pragniesz powtórki z piątkowej rozrywki?- zapytałem z ironią, nieco rozbawiony wspomnieniem tamtego wieczoru.
-Nie, nie jestem ninja. Jestem Nina.- odpowiedziała nieco pewniej niż przedtem. -Tak, wiesz, teraz pragnę ściągnąć spodnie tobie... -dodała sarkastycznie z szelmowskim uśmieszkiem.
-Na co więc czekasz? -odparłem, rozpościerając ręce jak ptak.
-Bez publiczności nie ma sensu. Kto by ci uwierzył w takie dokonanie, gdybyś nie miał świadków, królewno?- odpowiedziała bezczelnie, sarkastycznie podkreślając ostatnie słowo.

  Rozwścieczony podszedłem do niej i złapałem za przedramię, że aż wzdrygnęła się z bólu.
-Au! To boli, kretynie! Puść mnie! -krzyknęła, wyrywając się z uścisku.
-Lubię jak boli. "50 twarzy Greya" powstało w inspiracji moją osobą. -odpowiedziałem zadowolony błyskotliwą odpowiedzią. Nina wyszarpnęła się z uścisku i wysyczała z nieukrywaną odrazą: -Śmieszy mnie to, że uważasz się za milion razy lepszego niż w rzeczywistości jesteś. Ale wiesz co? Milion razy zero i tak daje zero.
-Gdzie to wyczytałaś? Na stronie hasełka-na-pocisk-ninjy.com? -zapytałem z rozbawieniem.
-Bufon!- krzyknęła w odpowiedzi i ruszyła ku wyjściu.

  Jednak zanim zdążyła podejść do drzwi, zagrodziłem jej drogę ręką, opierając dłoń o ścianę.
-Nigdzie się nie wybierasz, księżniczko -odpowiedziałem wkurwiony, pokazując wymownie głową zeszyt leżący na ziemi -dopóki nie wyjawisz mi tajemnicy twego pobytu w szatni i grzebania w moich rzeczach.
-Nie ruszałam twoich rzeczy. -kłamała, patrząc mi prosto w oczy.
-A więc KTO według ciebie molestował mój plecak? -zapytałem wnerwiony całą tą maskaradą, uderzając ręką o ścianę.
-Może zapytasz kogoś, kto coś na ten temat wie? -odpowiedziała dziarsko, myśląc, że nie wiem w co pogrywa. Nie miałem jednak czasu by cokolwiek odpowiedź na tę zgryzliwość, bo ledwo co skończyła wypowiadać zdanie, usłyszeliśmy czyjś trucht w kierunku szatni.

  Odgłos kroków sugerował na jakąś dziewczynę. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek zobaczył mnie tu z nią. Sam nie wiem dlaczego tak mi na tym zależało.
-Prędko, do kibla! -wydałem rozkaz i szarpnąłem ją za rękę, prowadząc ją do toalety podległej szatni chłopców. Nie dostała nawet czasu na sprzeciw, bo gdy ledwo co przymknąłem drzwi toalety, ktoś wpadł do szatni i zaczął nawoływać szeptem: -Nina! Nina, jesteś tu?
Cholera, to była jej nawiedzona koleżaneczka.
Co one knuły?
By upewnić się, że Nina nie wyda kumpeli miejsca naszej kryjówki, zakryłem jej usta dłonią. Nie przystała na to chętnie, ale kiedy zorientowała się, że jej sprzeciw na nic, zrezygnowała z bicia mnie po ręce. Na wewnętrznej stronie mojej dłoni czułem jej niespokojny oddech, który ogrzewał mnie przyjemnie.

  To, co działo się w tej chwili było tak kurewsko nierealne. Jeszcze trzy dni temu dostałem od niej spektakularnego kosza na oczach kumpli, po czym zrównałem ją z ziemią, wyzywając ją do ściągnięcia spodni Dudkowi, wiedząc, że nie skończy się to impotencko, a teraz stałem w pierdolonym męskim klozecie, gdzie jebało fajkami i jakimś gównem (sam nie wiedziałem czy dosłownie, czy w przenośni), trzymając tą lasię za usta i przyciskając mocno do piersi by nie wymsknęła się z azylu. Jakiś obłęd!

  Przez chwilę jeszcze z szatni dochodziły niespokojne kroki, ale po bezowocnych poszukiwaniach koleżanki, dziewczyna opuściła strefę X.
-Moysz mne już puszcić. -wymamrotała Nina przez zakryte przeze mnie usta, gdy zostaliśmy już całkiem sami. Zdjąłem rękę i zapytałem zdziwiony: -Co?
-Właśnie to. -odburknęła i zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
-Wyjaśnisz mi, co tu się do jasnej kurwy nędzy dzieje? -zignorowałem obarczenie mnie tym nieprzyjemnym wzrokiem i pochyliłem się nad nią, opierając rękę o ścianę.
-Sama chciałabym to wiedzieć. -wzruszyła ramionami. Teraz wyglądała na o wiele bardziej wiarygodną niż przedtem. Albo naprawdę mówiła prawdę, albo szybko się uczy sztuki ściemniania.

  Coraz bardziej krew buzowała w moich żyłach w świadomości tego, że ta głupia laska trzymała mnie w garści. Nie mogłem na to pozwolić. Zbyt wiele mogłem mieć do stracenia.
-Lepiej, żebyś się dowiedziała. Chyba nie chciałabyś, żeby coś ""przypadkiem"" stało się twojej przyjaciółce?
Bingo!
Jej oczy nagle się rozszerzyły, co ewidentnie pokazało, że nie umie trzymać emocji na wodzy. Nie była dobra w dziedzinie, którą ja opanowałem do perfekcji. Poczułem nad nią wielką przewagę. Trafiłem w jej czuły punkt. Kto wie, czy nie najczulszy? Byłem z siebie kurewsko dumny. Jak po pierwszym wydymaniu trudnej laski. Teraz już wszystko później gładziutko. Role się odwróciły i obróciłem się w należną mi pozycję pana sytuacji. Od teraz wszystko zależało ode mnie i od tego, jak daleko zamierzałem się posunąć. Nie mogłem zmarnować takiej okazji.

  -Nie rób jej krzywdy. Nie jest niczemu winna. -zaczęła swoje wyjaśnienia - Nic nie rozumiesz, kretynie. -pokiwała głową. -Ona po prostu się zakochała... -spuściła głowę. Puściłem mimo uszu tego "kretyna", bo i tak wiedziałem, że mam ją w garści. Zapytałem tylko: -W kim? I co to ma wspólnego z buszowaniem w moim plecaku?
-Może wyjdziemy stąd zanim cokolwiek ci opowiem. Wybacz, ale trochę jebie w waszym klopie. -odpowiedziała marszcząc nos. Popchnąłem więc drzwi i machnąłem ręką w ich stronę, dając jej znak żeby przeszła pierwsza. -Dzięki. -odparła obojętnie.

  Kiedy z powrotem znaleźliśmy się w mojej szatni, Nina stanęła z założonymi rękami, czekając na mój ruch.
-To ty opowiadaj, a ja się przebiorę. -oznajmiłem i wyciągnąłem telefon by zadzwonić po karetkę dla Dudka.
-Co? Co ty robisz? -zapytała zaskoczona. Nic nie odpowiedziałem, tylko poinformowałem dyspozytora o wypadku i poprosiłem o przyjazd karetki.
-Co tu się do diabła stało? -krzyknęła.
-Poturbowali Grzegorza. Pamiętasz jeszcze jak było mu dobrze z tobą? -podjudziłem ją.
-Ty sukins.. -rzuciła się na mnie, próbując mnie popchać, ale złapałem ją za wyciągnięte ręce i powiedziałem stanowczo: -Jeszcze jeden taki wybryk, a Diana skończy z jego kutasem w sobie.

  Pomimo tego, że spodziewałem się, że znowu zacznie się przede mną kajać, ona tylko odsunęła się ode mnie, podniosła do góry jedną brew i odpowiedziała: -Pewnie marzy o tym każdej nocy.
Popatrzyłem na nią mrużąc oczy, po czym podszedłem do moich rzeczy i zacząłem ogarniać moje ubrania, walające się po ławce. -O czym ty mówisz? -zapytałem.
-No wiesz jak to jest z dziewczynami. -zaczęła nawijać -zawsze pragną czegoś, co jest dla nich albo niedostępne, albo niebezpieczne ale chuja niepotrzebne. Zakochała się w tym idiocie, a ja o tym nie miałam zielonego pojęcia... -kontynuowała, a ja właśnie przymierzałem się do przebrania piłkarskiej koszulki. -Powiedziała mi dopiero kilka dni temu i kazała mi podrzucić wiersz miłosny do jego plecaka, ale ja uważam, że on nie jest jej wart, więc wsadziłam go do pierwszego lepszego ple... -przerwała nagle.

*muzyka do tego fragmentu rozdziału >KLIK<*

  Odwróciłem się do tyłu, by zobaczyć co spowodowało nagłą ciszę. Patrzyła wybałuszonymi oczami na mój nagi tors i momentalnie się obróciła. Podszedłem do niej od tyłu, odgarnąłem kosmyk włosów i szepnąłem jej do ucha: -Proszę, nie mów mi, że to jest najromantyczniejsza chwila w twoim życiu.
Sądziłem, że zaprzeczy, ale nic nie odpowiedziała. Stała bez ruchu, nie reagując na to, co robiłem.
-Nigdy nie żaden chłopak, nie przebierał się przy tobie? -znów szepnąłem i położyłem dłonie na jej talii, schodząc powoli na biodra...

ten fragment jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich, gdyż zawiera sceny erotyczne; czytając, robisz to na własną odpowiedzialność; jeśli nie, możesz go ominąć 

  Przyłożyła swoje dłonie do moich, opierających się na jej biodrach dłoniach i splotła nasze palce.
-Nawet nie masz pojęcia, jaka czuję się samotna. -powiedziała obracając na bok twarz, stykając się z moją głową, opartą na jej ramieniu. Przysunąłem się bliżej niej, tak, że nasze ciała nie dzieliły już nawet milimetry i szepnąłem do ucha: -Pozwól mi cię uszczęśliwić.
Poczułem jak jej ciało drgnęło. Musnąłem jej szyję ustami, na co odchyliła głowę w bok, dając mi większe pole manewru. Jej ciało krzyczało "Weź mnie!". Czułem dokładnie jak każdy centymetr jej skóry pokrywał się gęsią skórką.

  Przesunąłem ręce z bioder w stronę jej krocza, nie przestając obsypywać jej szyi pocałunkami. Z jej ust wydał się zduszony jęk. Przygryzła wargi. -Dobrze ci, księżniczko? -spytałem. Zamknęła oczy i prawie niedostrzegalnie pokiwała głową. Wiedziałem, że jest jej cholernie dobrze. Dziewczynom zawsze było ze mną jak w raju. A ja byłem jak na haju. Z nią jednak było inaczej niż z pozostałymi. Nie było mi z nią dobrze. Było wręcz nieziemsko. Ona miała w sobie to coś, czego inne nie miały. Podobały mi się jej nieśmiałe gesty, jakby bała się bycia szczęśliwą. Podobało mi się jej zawstydzone spojrzenie, kiedy zdała sobie sprawę z moich zamiarów.

  Powoli przesuwałem dłonie w stronę brzegu jej ciasnych niebieskich spodni, suwając palcami po jej ciele. Jedną ręką złapałem ją za brzuch a drugą wsunąłem do jej spodni, dotykając jej gorącej skóry. Nina złapała za moją rękę dotykającą jej brzucha i wydała z siebie jęk przez zaciśnięte usta, oddając się przyjemności. Gdy moje palce znalazły się już w jej majtkach, odwróciła się gwałtownie i objęła mnie rękami za szyję całując mnie natarczywie w usta. Wyglądało to, jakby się bała poczuć mnie w sobie. Odwzajemniłem pocałunek i nasze języki tańczyły już namiętne tango. Złapałem ją w pasie i nie przerywając pocałunku podniosłem ją do góry, tak, że nogami oplotła mnie w biodrach.

  Cofnąłem się z nią na rękach w kąt szatni, gdzie na podłodze leżały porozwalane ubrania moich kumpli i moja niebieska bluza z nadrukiem. Złapałem ją jedną ręką za pośladki i zgiąłem się w pół i zniżając się do parteru, położyłem ją na miękkich rzeczach. Nasze pocałunki były tak gorące, że od samego całowania mógłbym przy niej dojść. Zacząłem rozpinać niecierpliwie guziki jej białego, niczym biała lilia żakietu i łapczywie ssałem skórę na jej obojczyku. Jej paznokcie wbiły się w moje plecy i poprowadziły długi ślad w stronę łopatek, po którym na pewno zostaną czerwone ślady.

  Jedną ręką podparłem się obok jej głowy, a drugą powędrowałem w kierunku jej krocza, rozsuwając jej rozporek. Jej serce pulsowało tak mocno, jakby chciało uwolnić się z piersi. "Nie ma sprawy"-pomyślałem i złapałem jej czarną bluzkę i ściągnąłem ją przez jej głowę. Nina podniosła się lekko i złapała za gumkę moich czarnych spodenek i razem z bokserkami zdjęła je na tyle, na ile dała rady, a ja zsunąłem je do końca nogami. Razem niecierpliwymi rękami zdjęliśmy jej spodnie a ja finezyjnie, powoli zsuwałem jej majtki, kiedy ona położyła głowę, nie chcąc patrzeć na to, co robi ze mną widok jej nagiego ciała. Zaczęła rozpinać stanik. Złapałem ją za ręce, dając znak że JA chcę to zrobić i zabrałem się do jego rozpinania.

  Robiłem to tak wiele razy, a jednak tym razem było jakoś zupełnie inaczej. To było coś takiego, jakbym się stresował, a przecież to niedorzeczne. W kontaktach z dziewczynami zawsze dominowałem. I to bez najmniejszego problemu.

  Po chwili już całowałem jej nagie piersi, palcami kreśląc kółka na jej brzuchu, kiedy ona zaciskała ręce na mojej niebieskiej bluzie, na której leżała, próbując powstrzymać mimowolny stęk. -Kochanie, nie bój się być głośno.- powiedziałem przesuwając głowę w stronę jej twarzy, przygryzając lekko skórę na jej szyi. -Krzyknij moje imię księżniczko. -rozkazałem.
-A-ale...- zajęczała z rozkoszy, jaką jej dawałem. Podniosłem głowę i położyłem ręce po obu bokach jej głowy. -Chcesz żebym przestał? -spytałem, dobrze znając odpowiedź.
-Nie! -poderwała się i złapała moje ręce, przesuwając je w stronę podbrzusza. -Arek, proszę. -stęknęła z niemocy.
-Co mam zrobić? -spytałem dziarsko, aż powie to, na co tak czekałem.
-Dotykaj mnie. A-arek, Jezu... -wydała z siebie nieposkromiony jęk, gdy nagle włożyłem dwa palce w jej krocze, nie dając jej czasu na przygotowanie. Zacząłem nimi rytmicznie przesuwać, zginając je w niej, tak, że czułem jak jej punkt G powiększa się, jakby domagając się mojego dotyku. Jęknęła, sam nie wiedziałem czy z bólu czy z rozkoszy. Wygięła plecy w łuk a jej oddech momentalnie przyspieszył. Jej organizm potrzebował znacznie więcej tlenu.

  -Jesteś dziewicą? -zapytałem szeptem.
-Fizycznie tak. Mentalnie -nie. -odpowiedziała z uśmiechem.
-Co to znaczy "mentalnie nie"?- spytałem zaskoczony, muskając ją językiem za uchem.
-Bo w mojej głowie właśnie straciłam dziewictwo. Z tobą.. -odparła przerywając słowa westchnięciami.

  Ta odpowiedź mnie bardzo zadowoliła. Zacząłem przesuwać palcami w górę i w dół, sprawiając, że już nie mogła powstrzymać jęków. Jej ciało jak magnes, przyciągane było przez mój dotyk. Jej oczy świeciły nieogarniętym blaskiem, a z jest ust wydobywało się wołanie. Tak cholernie podniecało mnie to, jak wymawiała moje imię. Jej ciało tak bardzo mnie pożądało, była dla mnie taka gotowa, była tak cholernie mokra.

Baby, look what you've done to me...

  Kiedy już czułem, że jest na mnie cholernie gotowa, wyjąłem z niej palce i przysunąłem się do jej ucha i szepnąłem: -Teraz będziesz tylko moja, kochanie.. -i przyłożyłem mojego kutasa do jej wejścia.


  -Co ty do cholery robisz? Pojebało cię? -wrzasnęła strzepując moje dłonie z jej bioder. -Łapy precz!
-Słucham? -zapytałem rozkojarzony.
-Zabieraj się ode mnie! -znowu krzyknęła, a ja próbowałem wrócić do rzeczywistości.

"Co tu się do cholery dzieje?" -próbowałem sobie przypomnieć. O czym ja do cholery myślałem?

-Łżesz w żywe oczy, suko. Wiem, że ona na mnie leci. Nietrudno to zauważyć. -odparłem wkurwiony, przypominając sobie, na czym stanęliśmy. Chociaż słowo "stanęliśmy" jest niefortunnie dwuznaczne, jeśli chodzi o to, co się przed chwilą działo. Szkoda, że tylko w mojej głowie. Szlag...
-Bullshit! -syknęła i ruszyła ku drzwiom, które nagle się otworzyły. Jakby rzuciła zaklęcie różdżką. Niestety, różdżka należała do kogoś innego.

  -Arek, profesor pytał.. -zaczęła Natalia wchodząc, ale przerwała, widząc mnie półnagiego stojącego obok Niny. Jej mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, choć wcale nie przypominała Rafaello. -To ja nie będę przeszkadzać...- oznajmiła zszokowana na odchodnym, wychodząc jeszcze szybciej, niż się pojawiła. Nina rzuciła mi złowieszcze spojrzenie i również opuściła pomieszczenie.
Zrozumieć kobiety...
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do przebierania się. Z korytarza nagle usłyszałem jakieś jęki. O dziwo nie należały do Natalii. To Grzesiek. Cholera... Przestraszony wybiegłem pędem na korytarz, ubierając na oślep koszulkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz