piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział IX

muzyka do rozdziału >KLIK<

Nina's POV


  To był ciężki dzień.

  Kolejny dzień pełen wrażeń i niespodzianek, których nawet Salomon w swej mądrości nie mógłby przewidzieć...

  Ale to nie był koniec dnia. Koniec dnia mógł zakończyć się w dwojaki sposób. Pierwszy to taki zwyczajny plan na sobotę, jak powrót do domu, włączenie laptopa i pooglądanie jakiejś najnowszej komedii, wcinając popcorn i popijając go piwem. Drugi.. A drugi był okryty zasłoną tajemniczości. Nie mogłam dojrzeć, co kryje się za propozycją Damona, jedynie byłam w stanie dojrzeć jej kontury.

  Na co powinnam się zdecydować?

  A może, na co MUSZĘ się zdecydować?

  -Jasne. Pewnie. Gdzie mieszkasz?- odpowiedziałam zaskoczona propozycją Damona, ukrywając niepewność pod uśmieszkiem, który nie wyglądał na zmieszany, ani trochę. Tak mi się przynajmniej wydawało.

  -Jesteś pewna?- odparł, podnosząc jedną brew do góry, robiąc seksowną minę, po czym nachylił się do mojego ucha i szepnął: -Grzeczne dziewczynki chyba nie przyjmują zaproszenia do domu, prawie że nieznajomego, czarującego przystojniaka.
-Grzeczne dziewczynki to złe dziewczynki, które nie zostały przyłapane. Ja jestem perfekcyjna z kryciem swoich niecnych uczynków.- również odpowiedziałam szeptem, co wyszło przypadkiem zbyt kusząco, jak na moje zamiary.

  W odpowiedzi otrzymałam tylko jego szelmowski uśmieszek. Wstał i podał mi dłoń, sugerując, bym również to zrobiła, wspierając się na nim. -Cóż za gentleman! Nie to, co to Arkadiuszowe bydlę...- przemknęło mi przez myśl.

  Podniosłam się z siedzenia i próbując dodać trochę objętości moim włosom, poprawiając je rękami.
-Wyskoczę jeszcze na chwilę do toalety.- poinformowałam i chwytając torebkę, prędko ruszyłam na podest prowadzący do drzwi, z narysowaną na nich kobietą.

  Gdy weszłam do pomieszczenia, zastałam w nim tylko jakąś blondynkę, nakładającą na twarz chyba z 10 warstwę pudru. Popatrzyłam na nią z ukosa, podchodząc do najdalszej od niej umywalki.
-Jezu, czy ja tak wyglądałam cały dzień?- popatrzyłam z rezygnacją na swoje odbicie w lustrze. W złości zaczęłam poprawiać makijaż i rozwichrzone włosy, które bezładnie opadały na ramiona.

  Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam z niej delikatny błyszczyk, który zawsze trzymam w tylnej, niewielkiej kieszonce i musnęłam nim usta. Tapeciarska blondyna skończyła już się szpachlować i przeszła obok mnie do wyjścia patrząc się na mnie z politowaniem. Ale nie, nie zrobiło to na mnie wrażenia. Gdy zatrzasnęła drzwi, pokazałam jej język i wrzuciłam błyszczyk do torebki i ruszyłam ku wyjściu. Nie chciałam, by Damon musiał na mnie zbyt długo czekać.

  Gdy uchyliłam drzwi, Damon już stał przy wyjściu. Pomachał do mnie, zauważając mnie w drzwiach. W drugiej ręce miał torbę z moim laptopem, a kelnerka uprzątała nasz stolik. Podeszłam do niego i powiedziałam, że jeszcze muszę zapłacić za kawę i smakołyki, na co Damon odparł tylko: -Już załatwione.- i otworzył przede mną drzwi wyjściowe.
-Ale jak to "załatwione"?- zapytałam zdziwiona.
-Uregulowałem dług. Zadowolona?-odpowiedział znudzony.
-Ale jak "uregulowałem"? Przecież to mój rachunek. Ile jestem ci winna?- zapytałam oburzona, krzyżując na piersiach ręce.
-Zwrócisz mi swój dług, dobrze się u mnie bawiąc. To mi wystarczy.- odpowiedział zwyczajnie.

  Nie chciałam na to przystać, bo było mi głupio, że ktoś, kogo prawie znam, stawia mi pobyt w kawiarni, ale widząc jego minę, odpuściłam. Skoro tak bardzo chce, to nie będę nalegać.

  -To dokąd zmierzamy? Bo nie raczyłeś mnie oświecić..- zauważyłam.
-Mam zwykły dom na przedmieściach. Jesteś autem?- zapytał. Czułam w jego głosie, że ma nadzieję, że zaprzeczę.
-Tak.- odparłam na przekór.
-W takim razie pojedziesz teraz ze mną, a później podwiozę cię pod kawiarnię po twoje auto.- oznajmił.
-Żartujesz? Nie zostawię tutaj mojego autka!- powiedziałam stanowczo.
-Czekaj, która to twoja bryka, że tak o nią dbasz?- zapytał zaskoczony moją postawą.
-Ta najpiękniejsza..- odparłam wymijająco, chcąc by zaczął zgadywać.
-Mam nadzieję, że to nie twoja gangsterska beemka stoi zaparkowana, obok mojego srebrnego Veyrona?-zapytał rozbawiony z ironią,

  Zaśmiałam się również, gdyż zgadł, że czarne BMW z przyciemnionymi szybami należy do mnie. Po chwili jednak, dotarła do mnie dalsza część jego wypowiedzi i spojrzałam prędko na parking. Obok mojego auta stało srebrne bugatti... Nie żartował...

  -Jezu, koleś! Skąd ty wytrzasnąłeś tutaj jedno z najszybszych aut świata?- wrzasnęłam, nie wiedząc co o tym myśleć. -Obrabowałeś bank, czy jaki chuj?- dodałam, podbiegając do auta, przy którym zgromadziło się kilku przechodniów cykających sobie z nim zdjęcia.

  Damon spokojnie podszedł do mnie i z równym opanowaniem odrzekł: -Spokojnie. Mój tato pracuje w wypożyczalni sportowych aut i dał mi się przejechać tym cackiem.
-Przecież ty mieszkasz w Australii, więc ską...
-Mój tato ma firmę w Australii, ale kilka filii znajduje się w Polsce.-wyjaśnił mi ze stoickim spokojem.

  Pod względem tego nieustannego opanowania przypominał mi Arka.

  -W takim razie, chyba nie odmówię przejażdżki tym cudeńkiem.- oznajmiłam rozmarzona, nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie działo.

  Jak mogłam chociaż pomyśleć nad opcją odmówienia Damonowi i pojechania do domu, by siąść przed komputerem? Albo nad oznajmieniem mu, że, i owszem, odwiedzę go, ale jadąc autem taty...?

  Czasami mam naprawdę beznadziejne pomysły...


Arek's POV


  Kiedy zabrzmiał dzwonek do drzwi, ja właśnie naciągałem na nogi moje miętowe rurki. Nie miałem pojęcia, dokąd mnie zabiera Tomek, ale wolałem ubrać się dość przyzwoicie. Nikt nie musiał przecież widzieć, że jestem na kacu. No, poza drobnymi szczegółami na twarzy, które zdradzały moją niedyspozycję.

  Zarzuciłem na siebie szybko koszulę i zapinając ją w biegu, ruszyłem pędem na schodach do holu, w którym czekał już na mnie Tomek. I Łukasz... I Grzesiek...

  Pojebawszy?

  O ile mnie słuch nie mylił, nic nie wspomniano mi o wizycie reszcie kumpli..

  Nieważne...

  Kiedy pojawiłem się w przedpokoju, mama stanęła we framudze drzwi i zaproponowała im herbatki i ciasta, które upiekła wczoraj. Odpowiedziałem za nich przecząco (choć ich miny wyglądały, jakby chcieli mnie za to wykastrować tępym nożem) i porwałem z wieszaka moją niebieską kurtkę. Założyłem ją, poprawiłem marną fryzurę w lustrze i wsunąłem na nogi moje czarne Air Maxy.
-No to.. możemy iść. -oznajmiłem podnosząc się na nogi, poprawiając wciąż niesforne włosy.

  -No to, dziękujemy bardzo pani za gościnę i życzymy miłego dnia.-Tomek jak zwykle zaczął się podlizywać mojej mamie, kłaniając się przed nią i ruszając za mną w stronę drzwi wyjściowych. Machnął przy tym na pozostałych, na co od razu zerwali się z miejsca.

  -Więcej was tu matka nie miała?- odezwałem się ironicznie, gdy wyszliśmy już ode mnie z domu. Oni tylko wzruszyli ramionami, a Tomek odpowiedział, że każdemu przecież należy się wypad z kumplami na leczenie kaca.

  Łaziliśmy z buta po mieście, co rusz mijając jakieś panienki, które odwracały się za nami, śmiejąc się i wołając, jakby były w jakiejś ekstazie. Jezu, jak ja tego nienawidziłem... Nie cierpiałem tych całych napalonych na mnie lasek, które przechodząc obok, wyobrażały sobie zapewne, jak zataczam dłonią okręgi po ich gorących ciałach. Prawdę powiedziawszy nudziło mnie już to. Wciąż byłem facetem wrażliwym na kobiece piękno, ale z coraz większym trudem potrafiłem zaangażować w to wszystko uczucia. Może właśnie dlatego z perspektywy innych wydawałem się być zimnym draniem... A może tak właśnie było? Może byłem draniem, nieskłonnym do jakichkolwiek wyższych uczuć?


Nina's POV

  Jak się jechało najszybszym autem świata? Tak właściwie nie wiem. Nie zwróciłam szczególnej uwagi na komfort jazdy. Całą drogę siedziałam wpatrzona w Damona, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. Poznałam tak świetnego chłopaka, przypadkowo się z nim spotkałam w kawiarni, a potem pojechałam wraz z nim jego bryką do JEGO domu... Zaufałam mu bezgranicznie...

  Zbyt szybko ufałam ludziom. To zdecydowanie moja główna wada. Przywiązywałam się do ludzi i cierpiałam, gdy oni jeszcze nie w pełni przywiązali się do mnie. Najokropniejsze uczucie ever- poczucie, że dana osoba jest ci bliska, kiedy w rzeczywistości, ona nie odczuwa z tobą żadnej więzi...

  Gdy Damon zajechał pod swój dom, nie mogłam do końca uwierzyć w to, że to już końcowy przystanek. Jego rezydencja przypominała bardziej willę jakiegoś celebryty, a nie dom zwykłego śmiertelnika..
-Woah..-rozmarzyłam się patrząc na piękny budynek, z piękną, typowo amerykańską werandą od frontu. Damon w tym czasie wyszedł z samochodu i podszedł do drzwi od strony pasażera, z uśmiechem otwierając mu drzwi. Zaskoczona jego zachowaniem, wysiadłam prędko z gracją, odwzajemniając jego uśmiech.

  Przystojny..., Szarmancki... Dobrze wychowany... Zabawny... Bogaty... Czego można by chcieć więcej? Był chyba chodzącym ideałem. Ideałem na chłopaka, czy męża... Szkoda tylko, że na stałe mieszkał w innym kraju... Na innym kontynencie... Na innej półkuli...

  -Chcesz coś się napić?- zapytał od razu, gdy przekroczyliśmy próg jego domu, odbierając ode mnie płaszcz i zawieszając go na haku.
-Nie, dziękuje.- pokiwałam głową, nie chcąc nadwerężać jego gościnności.
-Pepsi może być?- zaśmiał się, jakby widząc moją niezręczność.
-Jasne.-odpowiedziałam, próbując powstrzymać mój chichot.

  Poprowadził mnie do ogromnej kuchni, której centrum zajmowała wysepka zbudowana z blatów kuchennych i dostawionych do nich wysokich srebrno-fioletowych stołków barowych, które nadawały niesamowity klimat pomieszczeniu. Ściany okalały szafki kuchenne, sprzęt i wielką srebrno-czarna lodówka, która z pewnością skrywała w sobie największe przysmaki świata.

  Podał mi do ręki wysoką szklankę z brązowym napojem, kruszonym lodem w środku i różową słomką, która doskonale się komponowała kolorystycznie.
-Dziewczyny lubią różowy, dlatego...- powiedział rozbawiony Damon, spoglądając na moją kontemplującą twarz, wpatrzoną w słomkę.
-Widzę, że dobrze znasz dziewczyny.- odparłam z uśmiechem.
-Mam dwie siostry. To zobowiązuje.- roześmiał się.

  -A więc na co masz ochotę? Może pooglądamy film?- zaproponował, poruszając sugestywnie brwiami.
-Zależy jaki.-odparłam udając obojętną, ciekawa, czy trafi w mój gust filmowy.
-Hmm.. -Damon zrobił krzywą minę- może horror?- uśmiechnął się. -Dziewczyny zwykle za nimi nie przepadają, ale ty nie jesteś jak wszystkie...- dodał z pewnością siebie.

  Bingo!

  -Myślę, że możemy jakiś pooglądać.- odparłam niby neutralnie, w myślach ciesząc się jak głupia, z sugestii, jaką poczynił Damon. Niebywały facet...
-Możesz skierować się już do salonu. Drugie drzwi na lewo. Takie podwójne. Na pewno trafisz. Ja jeszcze zabiorę kilka rzeczy z kuchni. Nie będziemy przecież oglądać filmu o suchym pysku.- odwrócił się i zaczął szperać po szafkach, wyciągając co rusz, jakieś przekąski.
-Niee. Myślę, że poczekam tu na ciebie.- powiedziałam cicho i usiadłam na jednym z krzeseł barowych, obserwując zwinnie poruszającego się Damona, który co kilka chwil odwracał się do mnie i uśmiechał się do mnie, jakby podtrzymując nasz kontakt.

  -Jesteś sam?- przyszło mi nagle na myśl.
-Tak, tak. -odpowiedział mechanicznie. -A cooo?- zapytał po chwili, wychylając głowę znad jednej z półek.
-Nic, tak tylko pytam.- odpowiedziałam spokojnie, wpatrując się w jego brązowe tęczówki.
__________________________________

Rozdział ten dedykuję mojemu natchnieniu i inspiracji. Dziękuję Żółtek <3

+ Jakby ktoś nie był zbytnio z motoryzacją za pan brat, tak wygląda Bugatti Veyron, który potrafi osiągnąć prędkość ponad 400km/h. Na polskie drogi nie jest to przydatny wynalazek, ale może kiedyś ktoś z was będzie przemierzał nim ulice, choćby w Stanach Zjednoczonych.

PS!!!!!!!!!
Dedykację do tego rozdziału napisałam kilka dni wcześniej, a pewne okoliczności sprawiły, że Żółtek już NIE jest moim natchnieniem, ale jednak przez pewien okres był, także DZIEKUJĘ CI.


sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział VIII

Nina's POV


  -Czyżbyśmy się znowu spotkali?- zapytał Damon, uśmiechając się szeroko, nie dając wyboru moim zmęczonym oczom, które mrugały nieprzytomnie, próbując wybudzić się z tego snu na jawie.
-Co ty tu...? -leniwie zaczęłam, zapominając o jakichkolwiek zasadach savoir-vivre'u.
-Tak, ja też się cieszę, że cię widzę.- odparł Damon śmiejąc się, widząc mój ospały entuzjazm.
-Przepraszam. HEJ kwiatuszku.- odpowiedziałam akcentując słowo "hej", żeby już się mnie nie czepiał. Po chwili dodałam: -Co tu robisz? -wciąż zdziwiona przypadkom spotkaniem.
-Hm..- udał zamyślonego.- Wydaje mi się, że kawiarnie są to miejsca, do których ludzie przychodzą napić się dobrej kawy, czy zjeść kawałek ciasta, ale mogę się mylić. Tak chyba czytałem na wikipedii.- odparł z uśmiechem.
-Jesteś głupi.-odpowiedziałam i rzuciłam w niego poduszką, leżącą za moimi plecami na wiklinowym siedzeniu, czym zwróciłam uwagę przechodzącej nieopodal kelnerki.

  Zaśmiał się, podniósł poduszkę i siadł na krześle obok, wsadzając ją sobie pod tyłek.
-No więc Nino Malicka, nad czym tak intensywnie pracujesz, bo widzę otwarte pole tekstowe na twoim lapku, a nic jeszcze nie zostało zapisane. Niedawno przyszłaś?- spytał.
-Daj spokój, jestem tu udupiona już od jakiegoś czasu. W głowie pustka, a ja obiecałam przyjaciółce, że napiszę wiersz dla chłopaka, który jej się podoba.- westchnęłam z żalem.
-Umiesz pisać wiersze?- zapytał zaskoczony.
-Sama nie wiem... Czasem coś naskrobię, ale to tylko takie moje grafomańskie wytwory.- odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

  -Może spróbujemy napisać coś razem?- zaproponował Damon, podpierając głowę dłońmi.
-A-ale..T-ty..?- zaczęłam się jąkać, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Ja też jestem grafomanem, więc jeśli napiszemy coś wpólnie, zredukujemy nasze anty-umiejętności.- zaśmiał się.
-Wiesz, wydaje mi się, że nasze ANTY-umiejętności, jak to określiłeś, podniosą się do kwadratu, jeśli...
-Miej trochę wiary, słonko. Nie wszystko na świecie, da się udowodnić twierdzeniami matematycznymi.- odparł z uśmiechem.

  -Ta.. Tak myślę.- odparłam zamyślona. -No to od czego można by tu zacząć?- zapytałam, spoglądając w przestrzeń za oknem.
-Na początku opowiedz mi coś o nich- o twojej przyjaciółce i jej crushu. Czym jest dla niej miłość?
Zamyśliłam się przez moment, próbując znaleźć odpowiedź na postawione przez Damona pytanie, co nie było wcale takie oczywiste.

***

  Nie wiedzieć kiedy, z pomocą Damona, w ciągu dwóch godzin cały wiersz został napisany, poprawiony i wklejony do pięknego szablonu. Tak prawdę mówiąc, zajęło nam to jakieś pół godziny intensywnego myślenia, a pozostały czas zajęliśmy pogawędką, przegryzając pyszną wu-zetką.

  -Okej, to teraz zabawimy się w wieczorek poetycki, Daj ten wiersz.- oświadczył Damon, poganiając mnie ręką. Włączyłam znowu Worda i odwróciłam ekran laptopa w jego stronę.
-Proszę bardzo, współautorze.- powiedziałam z uśmiechem, z gracją robiąc ukłon głową.
Damon odkaszlnął i zaczął czytać nasze wspólne dzieło. Nie czytał byle jak. Nie parodiował. Nie, jego głos był iście poetycki, czytał ten wiersz, jakby był to najpiękniejszy wiersz miłosny na świecie. A był to przecież zwykły wierszyk, który nie zasłużyłby nigdy na publikację...


Czym jest dla mnie miłość?

Zwątpieniem, gdy przechodzę obok Ciebie
gdy patrzysz na mnie
obojętnie?

Niecierpliwością, gdy na zegarku
odliczającym koniec
lekcji
zostaje jedna kreska
do zbawienia?

Radością, gdy wiem, że gdzieś
niedaleko
jesteś jak ja, na lekcji
i myślisz o niebieskich
butach
które założę na randkę
z Tobą?

Obsesją, gdy układam plan
naszego pierwszego poznania
naszego pierwszego pocałunku
naszego pierwszego razu?

Namiętnością, gdy Twój uśmiech
zamieniam na pocałunek ze mną
w moim umyśle?

Złością, gdy widzę Ciebie
rozbawionego
przez inną dziewczynę?

Rozczarowaniem, gdy pustka,
ciemna rozpacz ogarnia
me serce
czekające wciąż na Ciebie?

Srebrną żyletką, która
powoli
majestatycznie
oczyszcza me serce
z cierpienia?

Uśmiechem, który czeka
na Twoje
odwzajemnienie?

Powiedz kochany,
czy kiedykolwiek zdobędziesz się
na włożenie klucza
do mojego zamka
i otworzenie serca
bijącego
tylko dla Ciebie?


  Damon skończył recytować, a ja odwróciłam głowę w bok, by ukryć łzy, które pojawiły się w moich oczach.

Nie rycz głupia, nie rycz!

  -Mission impossible passed.- skwitował, nie zauważając moich łez. A może tylko udając, że nie widzi..?

  Nastała cisza. Nic nie odpowiedziałam, bo bałam że, że mój głos załamie się. Byłam wzruszona, choć sama do końca nie byłam pewna, co przyniosło taki efekt. Czy wiersz, który w końcu udało mi się napisać? Czy piękna intonacja Damona, który czytał wiersz tak pięknie, z taką pasją, którą z pewnością nie pogardziłby nawet Konrad w "Wielkiej Improwizacji"? A może po prostu w trakcie słuchania tego, co wspólnie napisaliśmy, uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem samotna?

  -Wpadniesz teraz do mnie?- odezwał się Damon, nadając kres milczeniu. Obróciłam głowę w jego stronę i kiwnęłam nią z uśmiechem.
________________________________________

Ciekawe, co będą porabiać Nina i Damon u niego w domu... Shippuje ich tu ktoś? :)

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział VII

Arek's POV


  -Wygrałam.- oświadczyła ta suka, gdy mało nie sprawiła, że mój kumpel doszedł. Wykonała zadanie- ściągnęła mu spodnie- ale nie mogłem pozwolić jej dumnie wyjść z sali, jako zwycięzcy.
-Teraz zrób mu loda.-odpowiedziałem, próbując by mój głos zabrzmiał jak najbardziej sucho i obojętnie. Nie mogłem okazać mojej złości. Jak zwykle byłem opanowany. Przynajmniej na zewnątrz.


  -Posrało cię baranie?- wrzasnęła, jakbym kazał jej pójść z buta na równoleżnik raka. Widać osiągnąłem zamierzony skutek. 
-Narobiłaś szkód, więc teraz je napraw! Chyba nie myślisz, że Grzesiek będzie z TYM- wskazałem na jego krocze pustą butelką, w której niedawno znajdowała się bezbarwna ciecz z prądem- tak chodził?- odparłem, o mało co nie wybuchając gromkim śmiechem, gdyż naprawdę śmieszyła mnie ta sytuacja. Grzesiek chyba miałby po raz pierwszy okazję mieć swojego kutasa w ustach jakiejś panienki. Mimo wszystko, udało mi się zachować powagę. Jak zawsze zresztą.

  -Gówno mnie to obchodzi- syknęła ta mała zdzira i razem z tą drugą dziunią, która ewidentnie na mnie leciała, wyszła z sali.
Nie miałem zamiaru puścić im tego płazem. Spróbowałem wstać, ale spora ilość alkoholu krążąca w moich żyłach, nie pozwoliła mi na tak śmiały wyczyn. Momentalnie usiadłem z powrotem i próbowałem ogarnąć szum w mojej głowie, który niestety był silniejszy niż moje daremne chęci.

  Chłopaki chyba nawet nie pojęli tego, że jestem zalany w cztery dupy, bo sami mieli ten sam problem. Nie mówiąc o tym pajacu Sarnie, który stał z napompowanym rozporkiem, nie wiedząc co ma z tym fantem zrobić.

  Daję słowo, załatwiłbym temu kutasowi jakąś laskę, ale chyba nie znam żadnej, która spełniałaby jego pierdolone wymogi..

Ładna?

Szczupła?

Miła?

Mająca poczucie humoru?

Szanująca się?

To jeszcze bym mógł jakoś zrozumieć, że nie chce pokazywać się z taką, którą zaliczyło w łóżku połowę tego liceum.

Ale

D Z I E W I C A?

No może i jestem popularny, ale nie mam znajomych w zerówce! Niech się ten kretyn ogarnie, bo umrze, nie wiedząc nawet, jakie to uczucie, gdy dziewczyna dla ciebie dochodzi.


Nina's POV


  Po zaistniałym w sali numer 3 incydencie, żadna z nas nie kwapiła się, by odezwać się do drugiej. Niby pod koniec balu wszystko się ułożyło, ale zgrzyt między nami pozostał. Obie czułyśmy się niekomfortowo. Prawdę powiedziawszy to JA miałam większe prawo czuć się nieswojo, bo to JA zostałam upokorzona na jej oczach. Ona tylko siedziała sobie beztrosko na kolanach tego kretyna, który jej się podoba...

  Nie powiedziałam Dianie nic o naszej małej wymianie zdań z Arkiem, gdy spotkał mnie na schodach prowadzących na salę gimnastyczną. Na samo wspomnienie tego, że Arek zaproponował, żebym się z nim umówiła, w gardle rosła mi gula. Obie z Dianą wiemy, że ten chłopak nie jest dla niej odpowiedni, ale podobno serce nie sługa. I to by się zgadzało...

  Następnego dnia po balu, w sobotę, miałam ogromnego moralnego kaca. Wstałam prawą nogą, ale nic mi to nie dało, gdyż nogi nie sprawią, że na mojej twarzy pojawi się uśmiech, skoro mam tyle na sumieniu. -Boże, co mi przyszło do tej głupiej bani? Jak mogłam dać się podpuścić Arkowi? Jak mogłam ściągnąć te durne spodnie temu chłopakowi? I w dodatku sprawić, że jego męskość stanie przede mną na baczność? Jak ja się teraz pokaże im na oczy w szkole?- w głowie pałętały mi się pytania, na które niestety nie potrafiłam znaleźć rozsądnej odpowiedzi.

  Wiedziałam, że byli wtedy najebani i pewnie niewiele pamiętają z tego wieczoru, ale sam fakt, że to zrobiłam doprowadzał mnie do obłędu.

  Oprócz tego, ciążyła nade mną obietnica, złożona Dianie, że napiszę ten cholerny wiersz miłosny. Nie było szans, że po ostatnim go sobie odpuści. Ona nie widziała w nim żadnej negatywnej cechy. Nie patrzyła na niego przez obiektywny pryzmat, lecz przez różowe okulary. A ja nic nie mogłam poradzić. Próbowanie wybicia tego kolesia z jej głowy nie wchodziło w rachubę w jej stanie, bo tylko by się na mnie śmiertelnie obraziła, a przecież nie o to chodziło.

  Z pustą głową, bez śladów jakiejkolwiek weny, spakowałam laptopa do torby, wzięłam kluczyki do BMW mojego taty i ruszyłam w stronę garażu, by wyprowadzić auto. Na siedzenie pasażera wrzuciłam moje podręczne rzeczy i siadłam za kierownicą. Byłam totalnie nie w sosie na pisanie jakiegoś gównianego wiersza, ale nie miałam większego wyboru. Obietnica to nie coś, co można rzucić sobie, ot tak, na wiatr.

  Zapaliłam silnik, wcisnęłam sprzęgło i z piskiem opon wyjechałam z parceli, ruszając do miejsca, gdzie będę mogła spokojnie posiedzieć i pomyśleć na poematem, popijając latte. Nie miałam gwarancji, że spożytkuję ten czas dobrze, ale w domu nie mogłabym się skupić. Zbyt wiele myśli kotłowało się tam w mojej głowie...


Arek's POV


  Suchość w gardle. Dudnienie w głowie. Totalna bezsilność fizyczna, psychiczna chyba również. Sobota zapowiadała się wręcz ""pięknie"". Mimo przyjemnych promieni słońca, wdzierających się przez okno do mojego pokoju, nie miałem zamiaru wstawać z łóżka, Była w końcu dopiero 13...

  Moje znużone powieki opadły powoli, przygotowując się z wolna do snu. Umysł wyłączał po mału świadomość, kiedy nagle coś przerwało mój spokój.

  Cholera!

  Co znowu?

  To mój telefon na szafce nocnej odprawiał wibrujący taniec do muzyki Olly'ego Mursa.

  Jaki kretyn dzwoni do mnie o tak wczesnej porze?

  Tomek...

  -Człowieku, czy ty wiesz, która jest GODZINA?- wkurzony spytałem.
-Wiem, trzynasta....Wstawaj, idziemy leczyć kaca.- odezwał się spokojny głos po drugiej stronie.
C-H-Y-B-A  Z-W-A-R-I-O-W-A-Ł
-Zwariowałeś pizdo? Kac jest chujem, którego nie zamierzam uzdrawiać. Tu się śpi, więc daruj sobie daremne przekonywania.- odpowiedziałem ciągle na niego zły.
-Kutasie, ruszaj to zmechacone dupsko zanim wkopię ci w nie niezły wpierdol.- Tomek zmienił nieco ton, który od razu zmusił moją błonę bębenkową do ożywienia mnie.
-Kurwa, nie drzyj mordy, dobra?- odpowiedziałem, pocierając pulsującą z bólu głowę.
-No to wstawaj i ogarnij to tłuste dupsko. Jestem u ciebie za 20 minut.- odparł już nieco ciszej, pozostawiając mnie z głuchym sygnałem, oznaczającym koniec rozmowy.

  Zmarnowany rzuciłem gdzieś na tył łóżka telefon i bezradnie opadłem na poduszkę. To będzie ""piękny"" dzień...


Nina's POV


  Siedziałam przy jednym ze stolików od okna i gapiłam się w białe pole edytora tekstu. Znowu pustka w głowie. Czyżbym miała deja vu? Kompletnie nie miałam pojęcia, od czego mam zacząć. Stanęłam przed wyzwaniem, któremu chyba nie mogłam podołać.

  Wzięłam kolejny łyk mojej ulubionej kawy i podparta ręką, oddałam się głębokiemu rozmyślaniu. Moje oczy leniwie się zamykały, a do mojej świadomości znowu wróciły wczorajsze wydarzenia, kiedy nagle wiszący nad drzwiami dzwonek poinformował, że ktoś wchodzi do kawiarni. Odwróciłam powoli głowę, kątem oka zauważając znajomą postać. Gwałtownie obróciłam głowę, dostrzegając postać w całej okazałości.

  -Czyżbyśmy się znowu spotkali?
_______________________________________________

Jak myślicie, kto znowu spotkał się z Niną?

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział VI

  -Boże, Nina! Czy my naprawdę to zrobiłyśmy? Wiesz, to wszystko twoja wina! Gdyby nie jakieś durne pragnienie odegrania się na nim, nie doszłoby do tego!- Diana z rozpaczą robiła mi wyrzuty, a ja szłam obok niej, nie tak jak ona- rozżalona, ale wściekła. A do szewskiej pasji doprowadzało mnie również jęczenie Diany.
-Kurwa pierdolona mać, Diana! Zamknij się dobra? To co się stało, to tylko moja i wyłącznie moja wina, ale ty na tym tak bardzo nie ucierpiałaś, więc już nie udawaj pokrzywdzonej, dobra?- odpowiedziałam jej zgryźliwie, nie mogąc już słuchać jej głosu a la "Stabat Mater Dolorosa".
-Wiesz, jesteś suką!- wykrzyczała mi Diana, zatrzymując i łapiąc mnie za rękę, zmuszając mnie tym samym, bym również stanęła. -Jak śmiesz do mnie sklinać! Może nie zawsze muszę myśleć tylko o sobie, dobra? Jesteś moją przyjaciółką, więc chyba mam prawo myśleć o nas obydwu!. -powiedziała przez łzy, a potem puściła moją rękę i z wielkim wybuchem płaczu pobiegła do damskiej toalety. 

  Czasami nie ogarniam tej dziewczyny. Nie rozumiem, co ją to obchodzi. Może i to nie była zbyt komfortowa sytuacja, ale dzięki mnie miała szansę być blisko Arka. Coś za coś.. Ktoś musiał być Konradem z III cz. Dziadów i poświęcić się, dla dobra ogółu. Ale jak zwykle, moje najszczersze chęci po prostu obróciły się przeciwko mnie. Pięknie, po prostu pięknie...


*KILKA CHWIL WCZEŚNIEJ*

Nina's POV

  -No więc już wiesz cokolwiek o mnie.- zakończył swoją wielką improwizację Damon, uśmiechając się przy tym błogo. Jezu, mogłam się rozpłynąć w jego uśmiechu.. -Cholera, ty chyba nie wiesz, jak na mnie działasz..- pomyślałam, odwzajemniając uśmiech, wciąż wpatrując się w jego piękne oczy.
-A więc pochodzisz z ojczyzny zespołu Janoskians, ale twoje korzenie zapuszczone są w mojej ojczyźnie i przyjechałeś tu na trochę do dalszej rodziny, tak?- podsumowałam jego monolog w jednym zdaniu.
-W telegraficznym skrócie to tak, ale uwierz mi, skrywam w sobie jeszcze wiele niespodzianek.-odpowiedział pochylając się ze mną w tańcu w dół, jakby chciał mnie soczyście pocałować. Oczywiście, o tym, czy tak naprawdę chciał to zrobić, nie zdążyłam się przekonać, gdyż przed moimi oczami stanęła Diana z jakimś przydupasem u boku. Zawsze miała dobry gust, ale to COŚ, to chyba nie był jej szczyt marzeń.. Tylko dlaczego z nim przyszła? Dlaczego przyszła mi przeszkodzić we flircie z tak boskim chłopakiem? Niech to, porachuję się z nią później.

  -A więc..-zaczęłam moją myśl, która została bezczelnie przerwana przez wtargnięcie Diany. 
-ODBIJAMY!- wykrzyknęła mi prosto w twarz, jakbym była jakiś niedorozwiniętym głuchmakiem. Miałam jej również wykrzyczeć, żeby spadała, ale powstrzymałam się od tej chamskiej odzywki. Już miałam niechętnie podać rękę temu nieznajomemu, ale Diana była szybsza w działaniu i pociągnęła mnie w drugą stronę. Jedyne co byłam w stanie usłyszeć ze strony tego chłopaka, to słowa, które kierował do Damona:
-Jakiś koleś cię szuka. Chodź, zaprowadzę cię do niego.

  -Jaka pierdoła szuka teraz Damona i dlaczego mam wrażenie, że maczałaś w tym palce?- zapytałam z oburzeniem Diany. Ta jednak nie kwapiła się zbytnio do odpowiedzi, dlatego chciałam już powtórzyć pytanie, jednak ta, znowu była szybsza i mnie uprzedziła:
-Nikt go nie szuka. Ten chłopak jest gejem i spodobał mu się twój DEJMON. Tak właściwie, bardziej przypomina Klausa z Pamiętników Wampirów, ale nie wnikajmy.- odpowiedziała Diana, ciągnąc mnie w stronę wyjścia z sali,
-Za brzydki na geja. -skwitowałam krótko, nie wierząc w jej słowa. -Cholera, nawet ona spostrzegła, za kogo był przebrany? Skubana..-pomyślałam w duchu nieco speszona.
-Dobra, nie jest gejem. Niestety..- odpowiedziała Diana, dając mi do zrozumienia, że pewnie zaliczyła na własnej skórze, jak podrywa ten ""przystojniak"".
-A Damon był przebrany za Klausa, ale on MA na imię Damon.- odpowiedziałam dumnie.

  Diana zatrzymała się dosłownie przed drzwiami głównymi sali i z powagą zapytała:
-Wsypał ci coś do napoju? Dał ci jakieś cukierki? Odpowiedz Nina!
W odpowiedzi zastukałam jej w czoło i pociągnęłam ją do wyjścia, próbując opowiedzieć jej o nowo poznanym chłopaku. Na korytarzu spodziewałam się wesołej gromadki Arkadiusza, ale nikogo nie było. Siadłyśmy więc na ławce, którą wcześniej zajmowali jego kumple i zaczęłam jej mówić wszystko to, co zdążyłam o nim się dowiedzieć.

***

  Kiedy Diana już wysłuchała z zaciekawieniem mojej przygody, w odpowiedzi zaczęła opowiadać swoją, która oczywiście nie była tak ciekawa jak moja. Jej opowiadanie przerwał dźwięk smsa. Wyciągnęła z torebki telefon, odblokowała ekran jednym przesunięciem i zaczęła po cichu czytać wiadomość. W tym czasie ja, zaczęłam rozglądać się po korytarzu, ale wciąż jednak nikogo nie dostrzegłam. -Ciekawe gdzie się podziewają imprezowicze.- pomyślałam zaciekawiona.

  -Jessica do mnie napisała, że mamy przyjść do niej, to da mi tą karminową szminkę, co mi obiecała. Później idzie na salę, więc się nie znajdziemy pewnie. Chodźmy.- Diana poinformowała mnie o treści smsa, wstając jednocześnie z ławki i poprawiając sukienkę.
-A gdzie ona jest teraz?- zapytałam niepewnie.
-Ze swoją klasą biesiaduje jeszcze.- odpowiedziała mi, powoli ruszając w stronę schodów.
-W której sali są?- znowu zadałam pytanie, leniwie podnosząc się.
-A bo ja wiem.. Nina, pewnie tam gdzie zawsze. W sali numer 3. Chodź prędko i nie zadawaj już tych swoich pytań.- pogoniła mnie Diana i przyspieszyła kroku. Czy ja już wspominałam jak bardzo ją KOCHAM?

  Podbiegłam kawałek i złapałam ją za ramię:
-Czekaj, Diana. Jeju, nie umiem chodzić w tych szpilkach tak dobrze jak ty, okay?- burknęłam pod nosem.
-To się w końcu naucz.- odpowiedziała mi zgryźliwie. 
Nie wiem, czemu jest dla mnie taka szorstka. Przecież nic jej takiego nie zrobiłam...

  Gdy zbliżałyśmy się już do rzeczonej sali, dało się usłyszeć śmiechy i chichy dochodzące z sali.
-A nie mówiłam, że tu mają?- powiedziała pewna siebie Diana i bez wahania złapała klamkę i otworzyła drzwi na oścież. Nagle wszelkie rozmowy zamilkły. Ujrzałyśmy gwardię Arkadiusza w pełnej okazałości, biesiadujących tylko w swoim gronie.. -A nie mówiłaś..- pomyślałam ze wściekłością. 

  Diana odruchowo chciała zamknąć drzwi i uciec się najdalej stamtąd, ale niestety nie było już takiej szansy- wtargnęłyśmy bowiem do pieczary lwa.
-Ależ zapraszamy dziewczynki! Śmiało, śmiało!- odparł jeden z towarzyszy, zachęcając nas do wejścia po głosie poznając, że pewnie właśnie opróżniają zawartość reklamówki, którą przytaszczył Arek. Arek poderwał się i stanął we framudze drzwi i syknął, patrząc na mnie:
-No proszę, proszę.. Znowu mamy tę przyjemność..
Diana popatrzyła na mnie ze zdumieniem, nie bardzo wiedząc o czym on mówi.

  -Arek weź je tutaj, a nie w progu będą panienki ślęczeć!- wykrzyknął ten sam chłopak, co wcześniej.
-Wejdziecie dziewczynki?- zapytał Arek szarmancko. A raczej udawając szarmanckiego.
-Nigdy!- krzyknęłam, marszcząc brwi. Czując na sobie złowrogie spojrzenie Diany, cholera..
-Tak myślałem!- odpowiedział, wyszczerzając zęby. Cnotki już tak mają- ostre tylko w gębie, co nie chłopcy?- odpowiedział z wybuchem śmiechu, odwracając się do kompanów, na co ci, jak te psy Pawłowa, wybuchnęli również gromkim śmiechem, uznając jego żart za dobry. Żałośni kretyni.

  -Jesteś tak samo żałosny jak to co masz w spodniach!- odkrzyknęłam mu, kątem oka dostrzegając zdezorientowaną minę Diany. Chyba moja wypowiedź bardziej zasługiwała na poklask, gdyż jego koledzy wybuchnęli, tym razem, nieprzymuszonym śmiechem. Jednak nie odezwali się ani słowem, czekając na dalszy bieg wydarzeń.

  -Skoro jesteś taka odważna to wejdź tutaj ze swoją koleżanką i zagrajcie z nami w butelkę!- powiedział cwano, będąc pewnym, że tego nie zrobimy.
-Nie ma sprawy!- odpowiedziałam bez wahania i pociągnęłam za rękę Dianę, czując jednak stawiany przez nią opór.
-Cholera, Nina, zwariowałaś? Oni są nawaleni! Nie wiesz co może im przyjść do głowy! Nie ma tu żadnych dziewczyn!- powiedziała mi drżącym głosem na ucho.
-Obiecuję, że będzie dobrze.- odpowiedziałam chłodno, gładząc ją ręką po plecach. 

  Weszłyśmy..

  Wszyscy zaczęli się zbierać i wesoło usiedli w konturach koła

  -Ja obracam nią pierwszy!- krzyknął Arek, na co wszyscy się ożywili.
-Kim?- po raz pierwszy odezwała się Diana. W jej głosie czuć było lęk, ale dla wstawionych kompanów Arka, nie było to na pewno dostrzegalne.
-Spokojnie mała. Chodziło mi o butelkę..- odpowiedział Arek, śmiejąc się, na pewno zaskoczony skojarzeniem Diany.
-Nie, ja jestem tutaj gościem, więc ja obracam pierwsza.- odpowiedziałam pewna siebie, biorąc do ręki opróżnioną butelkę ze stołu.

  O dziwo nikt nie zaprotestował.

  Tak właściwie, to nie miałam zamiaru wylosować Arkadiusza. Byłam pewna, że i tak go na niego nie wypadnie, więc w głowie układałam zadanie dla jednego z jego kolegów. Już nawet jedno wymyśliłam, które z pewnością by ośmieszyło i jego, i kolegę, ale jakimś trafem pieprzona butelka zatrzymała się na NIM..

  Jasny gwint...

  Nie wiedzieć czemu ale nagle wszyscy ZNOWU wybuchnęli gromkim śmiechem. Pokładali się po sobie ze śmiechu, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Jeden z nich powiedział, cały czas rechocząc:
-Arek, teraz ci dowali! Szykuj się!
Arek jednak zachowywał stoicki spokój. Nie wiedziałam czemu. Może naprawdę się denerwował? A może po prostu alkohol krążący w jego żyłach zamulił go totalnie? Tego nie mogłam wiedzieć. Tylko jednego byłam pewna, w moim wyzwaniu muszę uwzględnić Dianę- taka szansa mogła się już nie powtórzyć, a ona by mnie pewnie zabiła, gdybym jej nie wykorzystała.

  Niech to szlag.

  -Weź Dianę na kolana i zaśpiewaj jej piosenkę.- odpowiedziałam władczym głosem.
-Czekaj, to ty jesteś Diana?- zapytał Arek, wskazując na mnie, śmiejąc się na cały głos, któremu wtórowały chichoty jego kumpli.
-Arek, jaka bezpośrednia się znalazła!- krzyknął znowu ten sam koleś co przedtem. Boże.. Jaki ten koleś jest wkurzający...
-Nie.. TO- wskazałam na Dianę- jest Diana.- odpowiedziałam przewracając oczami.

  -Nie ma sprawy, maleńka!- odpowiedział beztrosko i klepnął w kolana, dając znak Dianie, by na nie usiadła. Ta niepewnie poderwała się z siedzenia i ostrożnie usiadła na nim. W jej oczach widziałam jedną wielką niewiadomą. Mogłam wyczytać z jej ruchów, że siadała na kolczastym jeżu, a nie na wymarzonym crushu. Mam nadzieję, że mimo wszystko, podziękuje mi później za to.

  -Przyznam się szczerze, że znam taką jedną piosenkę o tytule "Diana".- powiedział dumny z siebie Arek. -Ja też znałam, ale śpiewa ją boysband One..-do głowy wpadła mi myśl.
-ONE DIRECTION!- wykrzyknął z kpiną, na co znowu ze śmiechu zaczęli umierać jego towarzysze. Widząc moją skrzywioną minę, dodał po chwili: 
-Moja eks była.. Cholera.. Jak to się nazywało?- popatrzył na kolegów, jakby prosząc o pomoc, ale nikt mu z nią nie przybył..-Dajre.. Darje... Direkszyn.. Dajreksza..
-DIRECTIONER imbecylu...- poprawiłam go oschle, na co ten pokłonił się głową i odpowiedział, szczerząc zęby:
-Bóg zapłać dajrekszynerko.

  Chuj.

  Po czym bez chwili zawahania zaczął śpiewać jakieś zbereźne piosenki, których pewnie uczą na lekcjach "Wychowania do bycia kutasem", czy jakoś tak.. Nie powiem, w innych okolicznościach, może by mnie bawił jego śpiew tych piosenek i śmiałabym się razem z jego towarzyszami, ale nie potrafiłam. Nie mogłam przyznać mu aprobaty.

  Po jakiejś chwili, gdy skończył mu się repertuar i Diana zeszła z jego kolan (trudno było określić czy z ulgą czy ze smutkiem), nadeszła kolej Arka.
-NO TO TERA MOJA KOLEJ!- wykrzyknął uradowany Arek, biorąc butelkę do ręki i kładąc ją na podłodze i patrząc się z szelmowskim uśmiechem na kumpli.

  Uśmieszek ten nie schodził mu z twarzy, nawet gdy zakręcił w końcu butelką. Wszyscy patrzyli uważnie na kogo tym razem wypadnie. Nawet Diana skupiona siedziała i z pełnymi żałości oczkami, obserwowała tor kręcenia się butelki. Kiedy ta już zwalniała tempo i wyraźnie było widać, że na mnie nie wypadnie, dało się usłyszeć jakiś huk.

  Gdzieś z tyłu, koło któregoś z kompanów spadło krzesło i odwróciło uwagę wszystkich. Kątem oka jednak dostrzegłam, że jeden z nich przestawia ułożenie butelki tak, że gwintem wskazywała na mnie.
-Ty parszywy oszuście! Przestawiłeś butelkę!- wrzasnęłam na całe gardło wskazując palcem na sprawcę czynu.
-Co ty pierdolisz kobieto!- oburzył się na moje oskarżenie. Arek w odpowiedzi, jako przywódca stada,  jedynie spokojnym głosem spytał:
-Ktoś poprze zarzut koleżanki?

  Diana podniosła nieśmiało rękę.

-Nikt?- zachichotał pod nosem Arek.
-Ona, tępaku!- wskazałam wściekła na Dianę.
-W takim razie wyzwanie dla ciebie to...- Arek jakby głuchy na moje oskarżenia, kontynuował grę.
-Jesteście pierdolonymi oszustami!- wybuchnęłam złością. Nie mogłam jednak okazać słabości. Nie mogłam pozwolić mu dać za wygraną.

  Dianie to już było chyba wszystko jedno. To ja musiałam być panem sytuacji. Jezu...

-...wyzwanie dla ciebie to..Hmm..- zamyślił się Arek.- Ściągnij spodnie Grześkowi.- wskazał na chłopaka, który ciągle coś dopowiadał przed sekundą. Tak, ten sam, który mnie wkurzał. Ja pierdole, on chyba żartował.
-Chyba jesteś śmieszny dupku! Są jakieś granice!- po raz kolejny dałam się ponieść mojej złości.
-To tylko ściągnięcie spodni...- powiedział Arek zwyczajnie. -...jednak jeśli to dla ciebie za dużo...-uśmiechnął się perfidnie, chcąc mnie dobić, ale ja mu nie pozwoliłam dokończyć zdania.
-Jasne!- powiedziałam szybko.- Bułeczka z masełkiem.- dopowiedziałam, dodając sobie przy tym pewności siebie.

  Gdy podeszłam do owego Grzegorza, czułam na sobie wzrok każdej osoby, przebywającej w tej sali. Tak naprawdę nie chciałam tego robić. Chciałam stamtąd uciec jak najdalej, ale nie mogłam polec. Byłam już tak bliska zwycięstwa. Jego bezczelny uśmieszek sprawiał, że miałam chęć strzelić mu w pysk, a nie zdjąć mu spodnie. Jezu...

  Stanął przede mną z założonymi rękami a ja nerwowo zaczęłam odpinać mu sprzączkę od paska.
-Rozluźnij się, Grzesiek!- krzyknął jeden z nich. Nawet nie wiem, czy nie był to Arek. Krew pulsowała mi w głowie, nie byłam świadoma do końca tego, co robię. W odpowiedzi Grzesiek pokazał kciuka wystawionego do góry, a na jego twarzy znowu pojawił się ten parszywy uśmieszek, który zauważyłam kątem oka.

  Gdy poradziłam sobie z paskiem, przyszła pora na rozporek, który stanowił większą przeszkodę, gdyż nie bardzo uśmiechało mi się dotykanie krocza tego imbecyla. Jednak musiałam to zrobić. Wzięłam głęboki wdech i wzięłam suwak do ręki by przesunąć go w dół. Cholera. Nie chciał ruszyć. Mocowałam się z nim kilka ładnych sekund, ciągnąc go w górę i w dół, zanim w końcu zdecydował się rozsunąć.

  Ja pierdole.

  Nagle wszyscy wybuchnęli nieopanowanym śmiechem, którego do końca nie umiałam ogarnąć.. Z czego oni się tak śmiali? Jednak, gdy się zorientowałam, mi nie było wcale do śmiechu. Popatrzyłam na błogostan Grześka i zrozumiałam. Na rozsunięte spodnie napierała jego erekcja.

  Nie. Proszę. To chyba jakiś pierdolony żart.

  Szybko zsunęłam jego rozpięte spodnie i odwróciłam się na pięcie, by stamtąd wyjść, jednak czyjaś ręka złapała moją i wsunęła ją do ciasnych bokserek.

O MÓJ BOŻE

  Poczułam jak jego kutas pulsuje w mojej ręce. FUJ. Prędko wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Spierdalaj kretynie!- krzyknęłam i uderzyłam go w twarz. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi, mówiąc szorstko do Arka:
-Wygrałam.
On jednak nie dał się tak łatwo zrobić w bambuko. 
-Teraz zrób mu loda.-odpowiedział równie chłodno.
-Posrało cię baranie?- wrzasnęłam do niego, kipiąc ze złości, na co ten odparł:
-Narobiłaś szkód, więc teraz je napraw! Chyba nie myślisz, że Grzesiek będzie z TYM- wskazał na jego krocze butelką- tak chodził?
-Gówno mnie to obchodzi- syknęłam i złapałam Dianę by wyjść razem z sali. 

  Gdy za nami zamknęły się drzwi, ona ni stąd ni zowąd wybuchnęła:
-Kiedy miałaś PRZYJEMNOŚĆ z Arkiem, o której mówił na pocżatku?- spytała z wyrzutem, a ja musiałam jej wszystko wyjaśnić.
-Chodź, powiem ci, ale spadajmy stąd.- odparłam, prowadząc ją w kierunku przeciwnym do sali gimnastycznej.

_____________________________________
Moje wszystkie dzisiejsze emocje skumulowały się we mnie. Wynikiem tej mieszanki jest rozdział, który napisałam w jeden dzień, całkiem spontanicznie.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział V

Arek's POV

  -Buuu...- zaczęli mi buczeć za uchem kumple, nawet nie mając świadomości...

-Ale lasia! Niezła jest! Ciekawe, czy w łóżku też taka ostra!
-Ej, ale skąd ona wiedziała, że jesteś przebrany za pierdolonego Bonda?

...jak BARDZO działają mi na nerwy.

  Gdy drzwi na salę zatrzasnęły się za nią, miałem wrażenie, że to jakiś pierdolony nieśmieszny żart. Jak ta suka mogła mnie tak potraktować przed najlepszymi kumplami? No ja się kurwa pytam jakim cudem? Jeszcze jak żyję, nie dostałem tak spektakularnego kosza. Zaraz, przecież ja NIGDY nie dostałem żadnego jebanego kosza...

  Stałem tak chwilkę osłupiały, tyłem do kumpli siedzących na ławce, i zastanawiałem się, jak wybrnąć z jajem z tej sytuacji. Nie miałem zamiaru zostać obiektem kpin, żartów i plotek do następnego stulecia. Musiałem wymyślić jakiś plan, ale na myśl przychodziły mi same beznadziejne pomysły. -Kurwa!- zakląłem w duchu i odwróciłem się na pięcie w stronę towarzyszy. -No to kto zamawiał 0,7 od Jamesa Bonda?- zapytałem z szelmowskim uśmieszkiem, podchodząc do nich, z podniesionymi w górze rękami z reklamówką.


Nina's POV

  -Odpowiesz mi wreszcie, co tutaj w Polsce robi taki seksowny Australijczyk jak ty?- zapytałam Damona, gdy przechylił mnie w tańcu tak, że prawie dotknęłam głową podłogi.
-Och, nie schlebiaj mi- odparł uśmiechając się szeroko, tak seksownie, że miałam ochotę scałować ten uśmiech z jego twarzy. Zamiast tego jednak, perfidnie stanęłam mu na stopę i śmiejąc się w twarz odpowiedziałam z przekąsem:
-Ok. PRZEPRASZAM!

  -Droczysz się ze mną? Wiesz, że to lubię?- podniósł lewą brew, przymykając jednocześnie prawe oko.
-Czy ty ze mną flirtujesz, mój drogi?- zapytałam dumnie, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Oczywiście, moja tania.- odparł z szarmanckim ukłonem.
-W takim razie jesteś w tym beznadziejny!- skłamałam, czując, że moje ciało ma na ten temat inne zdanie.
-Przykro mi to słyszeć, milady, ale nie co dzień spotykam tak piękne, życzliwe i pełne cnót dzieweczki.- odparł z udawanym smutkiem, tak przekonująco, że wybuchłam śmiechem.
-Kocham cię!- powiedziałam przez łzy śmiechu.
-Hmm. Skoro panienka już mi wyznaje miłość, to chyba jestem zmuszony powiedzieć parę słów o sobie, nie sądzi panienka?- zapytał "stroskany". W odpowiedzi pokiwałam głową, na co ten, zaczął opowiadać mi swój mini życiorys...


Diana's POV

  -A więc ty też nie masz partnera na dzisiejszy bal?- zapytał chłopak z którym tańczyłam i któremu najwyraźniej bardzo zależało na podtrzymaniu rozmowy. Nie liczył się jej sens, a tak właściwie jego brak. -Gdybym miała, to bym z tobą nie tańczyła kretynie.-pomyślałam ze złością, wpatrując się w Ninę i jej przystojnego partnera. Na odległość było widać, że jest świetnym towarzyszem, gdyż Nina miała na twarzy przeuroczy uśmiech, który na milion procent nie był fałszywy. -A niech mnie to.. Gdzie ona dorwała takiego przystojniaka?- pomyślałam z zazdrością.

  -Najfajniejsi ludzie przychodzą na bal samemu, bo bale są po to, by się bawić, a nie ograniczać się i elita zajebistych ludzi o tym wie.- odpowiedziałam na zadane pytanie, bez przekonania, co do prawdziwości moich słów. Tak naprawdę, w głębi duszy pragnęłam, by być tu z "tym jedynym" i przetańczyć z nim całą noc. Chwila idealna do zapadnięcia w stan melancholii, ale nie tym razem, gdyż ciągle miałam na oku Ninę, a w głowie właśnie zaświtał mi genialny pomysł.

  -To jak właściwie masz na imię?- spytałam  z entuzjazem mojego tanecznego partnera. Moje pytanie, lub być może ton mojego głosu, nieco go zaskoczył, bo najwyraźniej nie spodziewał się, że po totalnej obojętności z mojej strony, nagle zapałałam chęcią bliższego zapoznania się z nim.

  -Kaspian, a ty?- odpowiedział z uśmiechem, nie kryjąc radości z mojego ożywienia.
-Ariana..- odpowiedziałam, robiąc obrót w tańcu, kiedy po chwili dotarło do mnie, co właśnie powiedziałam, spostrzegając przy tym niewyraźną minę Kaspiana. -Znaczy się, Diana.- poprawiłam się błyskawicznie, nie mając zielonego pojęcia, jak wybrnąć z sytuacji.
-Rozumiem, że masz swoje alter ego?- skomentował, mając przy tym niezły ubaw. Uśmiechnęłam się i znów mimowolnie popatrzyłam na moją przyjaciółkę, która bawiła się w najlepsze.
-Nie.- skwitowałam krótko. -To mój pseudonim.- dodałam, wyprzedzając zbędne pytania.

-Ale lubisz chyba Arianę Grande?- spytał z rozbawieniem.
-Jeśli ma to jakieś znaczenie, to tak, lubię ją.- odparłam, wzruszając ramionami.
-Wiesz, jesteś naprawdę piękna..- palnął ni z gruchy, ni z pietruchy.
-Wiesz, musisz wiedzieć, że mnie i Arianę łączy pewna rzecz. Obie mamy "problem". Ona taki śpiewający, a ja taki, że...- przerwałam w pół słowa, zastanawiając się, czy aby na pewno chcę mu to powiedzieć. -Czyś ty do reszty zgłupiała?- moja dobra strona osobowości próbowała mnie odwlec od tego. Jednak zanim dobrze nad tym pomyślałam, co tak właściwie robię, dokończyłam zdanie-...jestem lesbijką.- powiedziałam spuszczając wzrok na moje buty, co było dość niefrasobliwe, gdyż były one w ciągłym ruchu, ze względu na kroki taneczne.

  Nie chciałam mu patrzeć w tym momencie w oczy, bo bałam się, że zorientuje się, że kłamię. Na potwierdzenie moich  słów dodałam, wciąż unikając jego wzroku, głową wskazując na Ninę- A ta, tam- Widzisz?- upewniłam się, że wie o kim mówię. Tamta brunetka, która tańczy z tym przystojnym facetem...
-Przystojnym?- przerwał mi, okazując swoje zdziwienie, podnosząc brwi do góry.
-..od dłuższej chwili siedzi w mojej głowie i nie chce z niej wyjść. -dokończyłam poprzednią myśl i lekko zmieszana, że moje kłamstwo może mieć krótkie nogi, dodałam- GDYBYM była hetero, to bym się za niego brała, wiesz? Powiem w ten sposób, rozumiesz?- ale widząc jego wciąż niezbyt ogarniętą minę, dopowiedziałam szybko -No wiesz, w sumie jestem trochę bi..
-Biii?- przeciągnął sylabę jakby to była najdziwniejsza rzecz na świecie. Jezu, dlaczego trafił mi się taki dociekliwy rozmówca?- pomyślałam coraz bardziej bliska potknięcia się i wyjawienia swojej małej intrygi.
-No wiesz, właściwie to bardziej jestem homo, niż bi, ale nie wykluczam bycia również z mężczyzną.- plątałam się w zeznaniach, czując wielką gulę w gardle. Jednak niespodziewanie nadeszła odwilż.

  -No więc, zauważyłem, że się na nią gapisz od samego początku, ale nie przypuszczałem, że chodzi o coś.. no wiesz.. o coś więcej.-powiedział, gubiąc się w myślach Kaspian. Jezu, jestem taką idotką. Pójdę do piekła.
-Cóż, przykro mi.- jebane "przykro mi" to jedyne, na co potrafiłam się zdobyć. W odpowiedzi usłyszałam, że mimo wszystko jestem naprawdę świetną dziewczyną blah blah blah. Ostatni raz mną zakręcił i w końcowych akordach piosenki przechylił mnie lekko w stronę parkietu, uśmiechając się.

  Ja, nie tracąc okazji, że mi nagle gdzieś zwieje, wraz z końcem piosenki zapytałam słodko, trzepocząc przy tym rzęsami:
-Kaspian, mogę mieć do ciebie prośbę?
Zaśmiał się i odparł:
-To, że ja na ciebie w hm ŻADEN sposób nie działam, nie znaczy, że TY na mnie również nie.. Nie wykorzystuj swoich darów, jakie mama dała ci w genach, skarbie.
-Kaspian, no proszę..- nadal mentalnie go molestowałam, nie zwracając uwagi na jego wcześniejsze słowa. Na co ten, volens nolens zgodził się mi pomóc, nie wiedząc jeszcze w jaki sposób.
-A co mi tam.. A więc o co chodzi?- zapytał, na co ja wyjawiłam mu prędko, w czym potrzebna jest mi jego pomoc.

-Nie znam cię długo Diana, ale już mogę stwierdzić fakt, że jesteś zakręconą wariatką!- powiedział po chwili.
-Wiem..-odparłam, puszczając oczko, po czym złapałam go za rękę i w rytm jakiejś popowskiej muzyki, której tytułu nie znałam, ruszyliśmy w stronę Niny i jej towarzysza.

___________________________________________
O jejuuuuuuu, w końcu znalazłam a little bit of time i napisałam rozdział, ale z uwagi na moją sytuację, można zrozumieć, dlaczego mi to tyle zajęło. W końcu matura sama się nie napisze, prawda? Gdyby tak mogło być, to bym już sobie załatwiła miejsce na Harvardzie czy coś..

Ech do następnego, guys!