Rozdział IX

muzyka do rozdziału >KLIK<

Nina's POV


  To był ciężki dzień.

  Kolejny dzień pełen wrażeń i niespodzianek, których nawet Salomon w swej mądrości nie mógłby przewidzieć...

  Ale to nie był koniec dnia. Koniec dnia mógł zakończyć się w dwojaki sposób. Pierwszy to taki zwyczajny plan na sobotę, jak powrót do domu, włączenie laptopa i pooglądanie jakiejś najnowszej komedii, wcinając popcorn i popijając go piwem. Drugi.. A drugi był okryty zasłoną tajemniczości. Nie mogłam dojrzeć, co kryje się za propozycją Damona, jedynie byłam w stanie dojrzeć jej kontury.

  Na co powinnam się zdecydować?

  A może, na co MUSZĘ się zdecydować?

  -Jasne. Pewnie. Gdzie mieszkasz?- odpowiedziałam zaskoczona propozycją Damona, ukrywając niepewność pod uśmieszkiem, który nie wyglądał na zmieszany, ani trochę. Tak mi się przynajmniej wydawało.

  -Jesteś pewna?- odparł, podnosząc jedną brew do góry, robiąc seksowną minę, po czym nachylił się do mojego ucha i szepnął: -Grzeczne dziewczynki chyba nie przyjmują zaproszenia do domu, prawie że nieznajomego, czarującego przystojniaka.
-Grzeczne dziewczynki to złe dziewczynki, które nie zostały przyłapane. Ja jestem perfekcyjna z kryciem swoich niecnych uczynków.- również odpowiedziałam szeptem, co wyszło przypadkiem zbyt kusząco, jak na moje zamiary.

  W odpowiedzi otrzymałam tylko jego szelmowski uśmieszek. Wstał i podał mi dłoń, sugerując, bym również to zrobiła, wspierając się na nim. -Cóż za gentleman! Nie to, co to Arkadiuszowe bydlę...- przemknęło mi przez myśl.

  Podniosłam się z siedzenia i próbując dodać trochę objętości moim włosom, poprawiając je rękami.
-Wyskoczę jeszcze na chwilę do toalety.- poinformowałam i chwytając torebkę, prędko ruszyłam na podest prowadzący do drzwi, z narysowaną na nich kobietą.

  Gdy weszłam do pomieszczenia, zastałam w nim tylko jakąś blondynkę, nakładającą na twarz chyba z 10 warstwę pudru. Popatrzyłam na nią z ukosa, podchodząc do najdalszej od niej umywalki.
-Jezu, czy ja tak wyglądałam cały dzień?- popatrzyłam z rezygnacją na swoje odbicie w lustrze. W złości zaczęłam poprawiać makijaż i rozwichrzone włosy, które bezładnie opadały na ramiona.

  Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam z niej delikatny błyszczyk, który zawsze trzymam w tylnej, niewielkiej kieszonce i musnęłam nim usta. Tapeciarska blondyna skończyła już się szpachlować i przeszła obok mnie do wyjścia patrząc się na mnie z politowaniem. Ale nie, nie zrobiło to na mnie wrażenia. Gdy zatrzasnęła drzwi, pokazałam jej język i wrzuciłam błyszczyk do torebki i ruszyłam ku wyjściu. Nie chciałam, by Damon musiał na mnie zbyt długo czekać.

  Gdy uchyliłam drzwi, Damon już stał przy wyjściu. Pomachał do mnie, zauważając mnie w drzwiach. W drugiej ręce miał torbę z moim laptopem, a kelnerka uprzątała nasz stolik. Podeszłam do niego i powiedziałam, że jeszcze muszę zapłacić za kawę i smakołyki, na co Damon odparł tylko: -Już załatwione.- i otworzył przede mną drzwi wyjściowe.
-Ale jak to "załatwione"?- zapytałam zdziwiona.
-Uregulowałem dług. Zadowolona?-odpowiedział znudzony.
-Ale jak "uregulowałem"? Przecież to mój rachunek. Ile jestem ci winna?- zapytałam oburzona, krzyżując na piersiach ręce.
-Zwrócisz mi swój dług, dobrze się u mnie bawiąc. To mi wystarczy.- odpowiedział zwyczajnie.

  Nie chciałam na to przystać, bo było mi głupio, że ktoś, kogo prawie znam, stawia mi pobyt w kawiarni, ale widząc jego minę, odpuściłam. Skoro tak bardzo chce, to nie będę nalegać.

  -To dokąd zmierzamy? Bo nie raczyłeś mnie oświecić..- zauważyłam.
-Mam zwykły dom na przedmieściach. Jesteś autem?- zapytał. Czułam w jego głosie, że ma nadzieję, że zaprzeczę.
-Tak.- odparłam na przekór.
-W takim razie pojedziesz teraz ze mną, a później podwiozę cię pod kawiarnię po twoje auto.- oznajmił.
-Żartujesz? Nie zostawię tutaj mojego autka!- powiedziałam stanowczo.
-Czekaj, która to twoja bryka, że tak o nią dbasz?- zapytał zaskoczony moją postawą.
-Ta najpiękniejsza..- odparłam wymijająco, chcąc by zaczął zgadywać.
-Mam nadzieję, że to nie twoja gangsterska beemka stoi zaparkowana, obok mojego srebrnego Veyrona?-zapytał rozbawiony z ironią,

  Zaśmiałam się również, gdyż zgadł, że czarne BMW z przyciemnionymi szybami należy do mnie. Po chwili jednak, dotarła do mnie dalsza część jego wypowiedzi i spojrzałam prędko na parking. Obok mojego auta stało srebrne bugatti... Nie żartował...

  -Jezu, koleś! Skąd ty wytrzasnąłeś tutaj jedno z najszybszych aut świata?- wrzasnęłam, nie wiedząc co o tym myśleć. -Obrabowałeś bank, czy jaki chuj?- dodałam, podbiegając do auta, przy którym zgromadziło się kilku przechodniów cykających sobie z nim zdjęcia.

  Damon spokojnie podszedł do mnie i z równym opanowaniem odrzekł: -Spokojnie. Mój tato pracuje w wypożyczalni sportowych aut i dał mi się przejechać tym cackiem.
-Przecież ty mieszkasz w Australii, więc ską...
-Mój tato ma firmę w Australii, ale kilka filii znajduje się w Polsce.-wyjaśnił mi ze stoickim spokojem.

  Pod względem tego nieustannego opanowania przypominał mi Arka.

  -W takim razie, chyba nie odmówię przejażdżki tym cudeńkiem.- oznajmiłam rozmarzona, nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie działo.

  Jak mogłam chociaż pomyśleć nad opcją odmówienia Damonowi i pojechania do domu, by siąść przed komputerem? Albo nad oznajmieniem mu, że, i owszem, odwiedzę go, ale jadąc autem taty...?

  Czasami mam naprawdę beznadziejne pomysły...


Arek's POV


  Kiedy zabrzmiał dzwonek do drzwi, ja właśnie naciągałem na nogi moje miętowe rurki. Nie miałem pojęcia, dokąd mnie zabiera Tomek, ale wolałem ubrać się dość przyzwoicie. Nikt nie musiał przecież widzieć, że jestem na kacu. No, poza drobnymi szczegółami na twarzy, które zdradzały moją niedyspozycję.

  Zarzuciłem na siebie szybko koszulę i zapinając ją w biegu, ruszyłem pędem na schodach do holu, w którym czekał już na mnie Tomek. I Łukasz... I Grzesiek...

  Pojebawszy?

  O ile mnie słuch nie mylił, nic nie wspomniano mi o wizycie reszcie kumpli..

  Nieważne...

  Kiedy pojawiłem się w przedpokoju, mama stanęła we framudze drzwi i zaproponowała im herbatki i ciasta, które upiekła wczoraj. Odpowiedziałem za nich przecząco (choć ich miny wyglądały, jakby chcieli mnie za to wykastrować tępym nożem) i porwałem z wieszaka moją niebieską kurtkę. Założyłem ją, poprawiłem marną fryzurę w lustrze i wsunąłem na nogi moje czarne Air Maxy.
-No to.. możemy iść. -oznajmiłem podnosząc się na nogi, poprawiając wciąż niesforne włosy.

  -No to, dziękujemy bardzo pani za gościnę i życzymy miłego dnia.-Tomek jak zwykle zaczął się podlizywać mojej mamie, kłaniając się przed nią i ruszając za mną w stronę drzwi wyjściowych. Machnął przy tym na pozostałych, na co od razu zerwali się z miejsca.

  -Więcej was tu matka nie miała?- odezwałem się ironicznie, gdy wyszliśmy już ode mnie z domu. Oni tylko wzruszyli ramionami, a Tomek odpowiedział, że każdemu przecież należy się wypad z kumplami na leczenie kaca.

  Łaziliśmy z buta po mieście, co rusz mijając jakieś panienki, które odwracały się za nami, śmiejąc się i wołając, jakby były w jakiejś ekstazie. Jezu, jak ja tego nienawidziłem... Nie cierpiałem tych całych napalonych na mnie lasek, które przechodząc obok, wyobrażały sobie zapewne, jak zataczam dłonią okręgi po ich gorących ciałach. Prawdę powiedziawszy nudziło mnie już to. Wciąż byłem facetem wrażliwym na kobiece piękno, ale z coraz większym trudem potrafiłem zaangażować w to wszystko uczucia. Może właśnie dlatego z perspektywy innych wydawałem się być zimnym draniem... A może tak właśnie było? Może byłem draniem, nieskłonnym do jakichkolwiek wyższych uczuć?


Nina's POV

  Jak się jechało najszybszym autem świata? Tak właściwie nie wiem. Nie zwróciłam szczególnej uwagi na komfort jazdy. Całą drogę siedziałam wpatrzona w Damona, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. Poznałam tak świetnego chłopaka, przypadkowo się z nim spotkałam w kawiarni, a potem pojechałam wraz z nim jego bryką do JEGO domu... Zaufałam mu bezgranicznie...

  Zbyt szybko ufałam ludziom. To zdecydowanie moja główna wada. Przywiązywałam się do ludzi i cierpiałam, gdy oni jeszcze nie w pełni przywiązali się do mnie. Najokropniejsze uczucie ever- poczucie, że dana osoba jest ci bliska, kiedy w rzeczywistości, ona nie odczuwa z tobą żadnej więzi...

  Gdy Damon zajechał pod swój dom, nie mogłam do końca uwierzyć w to, że to już końcowy przystanek. Jego rezydencja przypominała bardziej willę jakiegoś celebryty, a nie dom zwykłego śmiertelnika..
-Woah..-rozmarzyłam się patrząc na piękny budynek, z piękną, typowo amerykańską werandą od frontu. Damon w tym czasie wyszedł z samochodu i podszedł do drzwi od strony pasażera, z uśmiechem otwierając mu drzwi. Zaskoczona jego zachowaniem, wysiadłam prędko z gracją, odwzajemniając jego uśmiech.

  Przystojny..., Szarmancki... Dobrze wychowany... Zabawny... Bogaty... Czego można by chcieć więcej? Był chyba chodzącym ideałem. Ideałem na chłopaka, czy męża... Szkoda tylko, że na stałe mieszkał w innym kraju... Na innym kontynencie... Na innej półkuli...

  -Chcesz coś się napić?- zapytał od razu, gdy przekroczyliśmy próg jego domu, odbierając ode mnie płaszcz i zawieszając go na haku.
-Nie, dziękuje.- pokiwałam głową, nie chcąc nadwerężać jego gościnności.
-Pepsi może być?- zaśmiał się, jakby widząc moją niezręczność.
-Jasne.-odpowiedziałam, próbując powstrzymać mój chichot.

  Poprowadził mnie do ogromnej kuchni, której centrum zajmowała wysepka zbudowana z blatów kuchennych i dostawionych do nich wysokich srebrno-fioletowych stołków barowych, które nadawały niesamowity klimat pomieszczeniu. Ściany okalały szafki kuchenne, sprzęt i wielką srebrno-czarna lodówka, która z pewnością skrywała w sobie największe przysmaki świata.

  Podał mi do ręki wysoką szklankę z brązowym napojem, kruszonym lodem w środku i różową słomką, która doskonale się komponowała kolorystycznie.
-Dziewczyny lubią różowy, dlatego...- powiedział rozbawiony Damon, spoglądając na moją kontemplującą twarz, wpatrzoną w słomkę.
-Widzę, że dobrze znasz dziewczyny.- odparłam z uśmiechem.
-Mam dwie siostry. To zobowiązuje.- roześmiał się.

  -A więc na co masz ochotę? Może pooglądamy film?- zaproponował, poruszając sugestywnie brwiami.
-Zależy jaki.-odparłam udając obojętną, ciekawa, czy trafi w mój gust filmowy.
-Hmm.. -Damon zrobił krzywą minę- może horror?- uśmiechnął się. -Dziewczyny zwykle za nimi nie przepadają, ale ty nie jesteś jak wszystkie...- dodał z pewnością siebie.

  Bingo!

  -Myślę, że możemy jakiś pooglądać.- odparłam niby neutralnie, w myślach ciesząc się jak głupia, z sugestii, jaką poczynił Damon. Niebywały facet...
-Możesz skierować się już do salonu. Drugie drzwi na lewo. Takie podwójne. Na pewno trafisz. Ja jeszcze zabiorę kilka rzeczy z kuchni. Nie będziemy przecież oglądać filmu o suchym pysku.- odwrócił się i zaczął szperać po szafkach, wyciągając co rusz, jakieś przekąski.
-Niee. Myślę, że poczekam tu na ciebie.- powiedziałam cicho i usiadłam na jednym z krzeseł barowych, obserwując zwinnie poruszającego się Damona, który co kilka chwil odwracał się do mnie i uśmiechał się do mnie, jakby podtrzymując nasz kontakt.

  -Jesteś sam?- przyszło mi nagle na myśl.
-Tak, tak. -odpowiedział mechanicznie. -A cooo?- zapytał po chwili, wychylając głowę znad jednej z półek.
-Nic, tak tylko pytam.- odpowiedziałam spokojnie, wpatrując się w jego brązowe tęczówki.
__________________________________

Rozdział ten dedykuję mojemu natchnieniu i inspiracji. Dziękuję Żółtek <3

+ Jakby ktoś nie był zbytnio z motoryzacją za pan brat, tak wygląda Bugatti Veyron, który potrafi osiągnąć prędkość ponad 400km/h. Na polskie drogi nie jest to przydatny wynalazek, ale może kiedyś ktoś z was będzie przemierzał nim ulice, choćby w Stanach Zjednoczonych.

PS!!!!!!!!!
Dedykację do tego rozdziału napisałam kilka dni wcześniej, a pewne okoliczności sprawiły, że Żółtek już NIE jest moim natchnieniem, ale jednak przez pewien okres był, także DZIEKUJĘ CI.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz